LOADING

Type to search

Ufność i pokora

zafor hasan 11 lutego 2021
Share

Ewangelia z dn.11.02.2021.

Mk 7, 24–30.

PROŚBA CZY ŻĄDANIE?

Kolejne niesamowite wydarzenie, dotyczące działalności Jezusa w ziemi świętej.

Tym razem Chrystus wybrał się w okolice Tyru i Sydonu, czyli w rejony gdzie nie mieszkali Izraelici(poza Palestyną)…Wówczas “zaczepiła” Go kobieta–z pochodzenia Syrofenicjanka, czyli…poganka. Próbowała ona uzyskać pomoc dla swojej–opętanej przez złego ducha–córki. Jezus początkowo nie chciał jej wysłuchać, a uczniowie również nie mieli takiego zamiaru. Trzeba to zrozumieć. Mesjasz kierował się przede wszystkim do mieszkańców Izraela(Żydów), którzy–jako naród wybrany(Wj 4, 22)–mieli “pierwszeństwo” w kolejce do błogosławieństwa Pana(zob. Dz 3, 26). Byli oni jak “owce, które poginęły z domu Izraela”(Mt 10, 5–6). Kobieta jednak nie zamierzała ustąpić…Padła pod stopy Jezusa i oddając Mu cześć—ponowiła prośbę o uwolnienie córki z obłędu. Wówczas Jezus zareagował w dość zaskakujący sposób. Pouczył kobietę, że Jego misją jest ratowanie tych, którzy “pobłądzili”, czyli niewiernych członków wspólnoty żydowskiej, a nie–zwanych “szczeniętami”–obcych(pogańskich) narodów…Byli oni nie-Żydami, czyli jakby wykluczonymi z rodziny Izraelitów, nie znającymi dróg ich Boga. Ale niewiasta była wytrwała i nie zraziło jej to porównanie. Nie poddała się i dalej błagała Mistrza o pomoc dla jej córki–argumentując, iż “szczenięta” także są głodne i chętnie skorzystają z resztek pokarmu, które spadną z Pańskiego stołu…Ta żarliwa i pełna szacunku–a przede wszystkim wiary postawa kobiety–przekonała Mesjasza. Zapewnił ją o uwolnieniu córki z mocy złego ducha…

W naszym życiu zdarzają się sytuacje, z gatunku tych “bez wyjścia”. Rozpaczamy–tak po ludzku słusznie–bo brakuje nam zdrowia, pieniędzy, wsparcia, jakiejkolwiek skutecznej pomocy…Niby wierzymy w Boga, w Matkę Najświętszą—ale jakoś tak nie do końca. Bo przecież jak to możliwe, żeby akurat nam w tej sytuacji—przydarzyło się być “obiektem” zainteresowania Bożego…To prawie tak jak z wygraną w Toto–Lotka: wszyscy grają, ale tylko nieliczni wygrywają. Ale jednak! Z tą wygraną jest tak, że ci szczęśliwcy uwierzyli i “zaryzykowali”…A Pan Bóg nie wymaga nawet zainwestowania w te “rozgrywki”—jest do naszej dyspozycji…za darmo. No może nie całkiem…trzeba jedynie zwrócić się do Niego z pełną otwartością i ufnością. Nie trzeba nawet koniecznie odmawiać okolicznościowych modlitw czy suplikacji, wystarczy powiedzieć: “Jezu—Ty się tym zajmij!” i powierzyć Mu siebie i wszystkie swoje sprawy…

Kobieta, która prosiła usilnie Pana Jezusa o uzdrowienie jej córki—niech będzie dla nas przykładem “zawracania głowy” Panu Bogu…On zawsze czeka i nigdy nie odmawia pomocy, ale musimy być przekonujący i autentyczni.

Bardzo pouczający fragment(zresztą jeden z wielu) dotyczący sposobu kierowania próśb do Wszechmogącego. A jak to jest z nami?! Czy się nie zrażamy albo nawet nie obrażamy—w sytuacji, kiedy Pan Bóg od razu(lub wcale) nie wysłuchuje naszych modlitw w określonej intencji? Czy starcza nam pokory—żeby prosić naszego Ojca o rzeczy zgodne z Jego wolą i planem, a niekoniecznie–naszym? Czy zdajemy sobie sprawę, że czasem “Pan Bóg jest nie rychliwy—ale sprawiedliwy”, gdyż ma wobec nas inne zamierzenia i cele…które niejednokrotnie(a właściwie zawsze) wychodzą nam na dobre!?

Ja osobiście przekonałem się o tym już wiele razy(świadectwa). Sposób–w jaki Bóg udziela mi pomocy–przechodzi czasem “ludzkie pojęcie”. To swego rodzaju “lekcja” wiary i pokory, która pokazuje, że dla Boga nie ma nic niemożliwego—tylko potrzebuje On zaufania i całkowitego oddania Mu swojego życia. Tak—jak w eucharystycznej pieśni: Kochajmy Pana, bo Serce Jego żąda i pragnie serca naszego…—otwierajmy nasze serca na Jego Miłość!

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Leave a Reply