LOADING

Type to search

Przypadkiem….

10 października 2014
Share

„Istotną kwestią jest (…) wspólne zwrócenie się na Wschód w czasie Modlitwy eucharystycznej. Nie chodzi tu o coś przypadkowego, lecz o rzecz zasadniczą. To nie spojrzenie na kapłana jest ważne, lecz wspólne spojrzenie na Chrystusa. Nie chodzi tutaj o dialog, lecz o wspólną adorację, o wyjście naprzeciw Temu, który nadchodzi. To nie zamknięty krąg odpowiada istocie wydarzenia, lecz wspólne wyruszenie w drogę, wyrażające się we wspólnym kierunku” (Kard. J. Ratzinger, Duch liturgii).

eucharist

Dla wtajemniczonych – nie, nie… nie będzie tu kolejnego sporu nad “wyższością świąt Bożego Narodzenia nad świętami Wielkiej Nocy”…. Kocham NOM, uznaję z szacunkiem klasyczny ryt… niech tak pozostanie… Choć uczciwie przyznać trzeba, że ze wspomnianego sporu sprawa wynikła – co z tym krzyżem na ołtarzu?

Sprowokowało mnie to jednak do głębszego zastanowienia się nad istotą Eucharystii, nad moim wobec niej stanowiskiem, nad moim… przeżyciem?

Uczestniczę w Niej często, staram się codziennie, żyć bez Niej nie mogę, ale… ileż to razy – rozprasza mnie sapiący sąsiad, podczas modlitwy powszechnej myślę co dziś zrobić na obiad, a podczas znaku pokoju obserwuję nowy żakiet sąsiadki z przodu… Spoglądam na kapłana – fryzurę zmienił, butów nie wypastował… Tak, to wszystko po ludzku. Nie mamy – niestety – przycisku w głowie, który nas wyłącza czy przełącza na odpowiedni kanał…

Ale w tym wszystkim ciągle jest NIESKOŃCZENIE KOCHAJĄCY MNIE BÓG!

I On dla mnie codziennie ofiaruje się na tym ołtarzu… i woła – “chodź, posil się! moim Słowem, moim Ciałem”. I tak idziemy, codziennie – z tym sapiącym panem z tyłu, z panią z przodu w czerwonym żakiecie, z dziewczyną z burzą włosów na głowie, z kapłanem, co fałszuje, aż uszy bolą… Nie chodzi tu o dialog, nie chodzi o coś przypadkowego… Chodzi wyłącznie o to, że wciąż i co dzień wspólnie wyruszamy w drogę, we wspólnym kierunku, jakim jest dla nas Jezus. Tworzymy niesamowitą wspólnotę nieznanych sobie, a jednak bardzo bliskich ludzi. To On nas pociąga. Szczytem, przyprawiającym mnie o drżenie serca jest moment, kiedy zmierzamy w kierunku ołtarza, skąpanego w pierwszych promieniach słońca, aby On wszedł do naszych serc – fizycznie i namacalnie. To jest cudowny obraz tej naszej wspólnej podróży!

Chciałam wam napisać, że jest to stare-nowe odkrycie, którym nie mogę się “najeść”. Które przepełnia mnie i wylewa się uszami. Ten Wielki, Jedyny i Wszechmocny Bóg, który co dzień na nas czeka i my, którzy co dzień stajemy przed nim – z całym naszym, czasem popranym, człowieczeństwem – i wyruszamy w drogę…

Aha…. i nie mogę nie dodać – przyjdź… :) wystarczy dla nas wszystkich!

Leave a Reply