LOADING

Type to search

“PANIE—RATUJ MNIE”

zafor hasan 3 sierpnia 2020
Share

Ewangelia z dn.3.08.2020.

Mt 14, 22–36.

 

“Nauka pływania”

 

Kolejna lekcja potęgi wiary i wierności Jezusowi. Co znamienne–Mistrz udziela jej namaszczonemu przez Niego Piotrowi, który zawsze “rwie się do przodu”, niestety nie zawsze w uzasadniony sposób…Nie chodzi tutaj o to, że “zgłasza się na ochotnika”, bo to akurat nie jest złe—ale raczej o to, iż “nie mierzy sił na zamiary”—jeśli chodzi o sprawy wiary…Mamy wiele przykładów jego odwagi w “sytuacjach kryzysowych”, dotyczących Chrystusa.

Fakt, że ze wszystkich pasażerów łodzi tylko Piotr ośmiela się odpowiedzieć i prosi o pozwolenie przyjścia do Pana po wodzie—wskazuje na dyspozycję jego serca w chwili Męki. Wówczas on sam–idąc śladami Pana bez względu na poruszenia świata, podobne do poruszeń morza–towarzyszył Mu z tą samą odwagą, pogardzając śmiercią. Ale jego brak pewności–odsłania słabość w pokusie, która go oczekiwała–bo chociaż ośmielił się iść po falach, to zaczął tonąć. Słabość ciała i obawa śmierci popchnęły go aż do zaparcia się. Jednakże wydaje okrzyk i prosi Pana o wybawienie. Ten krzyk to jęczący głos jego skruchy…

 

Jest jedna rzecz, którą trzeba brać pod uwagę u Piotra: wyprzedził innych swoją wiarą, bo gdy oni trwali w niewiedzy, on pierwszy odpowiedział: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” (Mt 16,16). Pierwszy odrzucił Mękę, sądząc, że była nieszczęściem (Mt 16,22); pierwszy obiecał, że umrze, ale się nie wyprze (Mt 26,35); pierwszy odmówił umycia stóp (J 13,8); także on wyciągnął swój miecz przeciw tym, którzy aresztowali Jezusa (J 18,10).

 

Spokój–którego doznały wiatr i morze, kiedy Pan wszedł do łodzi–jest przedstawiany jako pokój i ukojenie wiecznego Kościoła, które nastąpi w czasie Jego chwalebnego przyjścia. Ponieważ–podczas gdy przybędzie, objawiając się–słuszne zdziwienie każe nam powiedzieć: „Naprawdę, Ty jesteś Synem Bożym”. Wszyscy ludzie wtedy wyznają jasno i publicznie, że Syn Boży przywrócił pokój Kościołowi, już nie w uniżeniu ciała, ale w chwale nieba.

 

Jeszcze jedno każe nam wierzyć w nadprzyrodzoną moc Chrystusa.

Chodzi o Jego podejście do uciemiężonego człowieka–do każdego z nas…Jezus nikomu nie odmawia swej Boskiej pomocy, ale przy tym jest bardzo… ludzki. Lituje się nad chorymi, głodnymi, potrzebującymi. A przede wszystkim ofiarowuje wszystkim to, co najcenniejsze: Swoją Miłość…To właśnie ona “każe” Mu pochylać się nad tymi, którzy Go szukają. 

Czy my–naśladując Mistrza–jesteśmy gotowi świadczyć miłosierdzie bliźnim!?

Czasami nie potrzeba nic wielkiego—wystarczy odrobina współczucia, bezinteresownej pomocy i zrozumienia. Zwykłe gesty miłości, czyli: pozdrowienie, podanie ręki, przytulenie itp. mają niekiedy większą moc, niż konkretna pomoc…I nie przesadzajmy ze środkami bezpieczeństwa spowodowanymi pandemią. Kochajmy Jezusa(w bliźnich), a nie…koronawirusa!

 

Zwróćmy jeszcze uwagę na postawę Jezusa w stosunku do Ojca.

Kiedy wszyscy–co prawda odprawieni przez Niego–oddalili się, On poszedł się modlić w samotności…Robił to z oddaniem i szczerością. Ta gorliwość spowodowała, że zrobiło się późno…

Czy nasza modlitwa także jest–nie tyle długa–co szczera i ufna? Nasz niebieski Ojciec nie chce modlitwy “odfajkowanej”, czy też zdawkowej…Pragnie z nami “rozmawiać”, nie tylko nas słuchać. 

Postarajmy się wsłuchać w Słowa, które wypowiada do nas Pan. Z pewnością pomoże nam w tym Duch Święty, a więc przyzywajmy Go—zanim jeszcze zaczniemy się modlić.

Dzisiaj Kościół Święty wspomina św.Lidię—pierwszą pogankę w Europie nawróconą na chrześcijaństwo za sprawą św.Pawła Apostoła. Przychodziła ona na modlitwę w “ustronne miejsce”(proseuche) za miastem nad rzeką, gdzie gromadzili się wyznawcy Chrystusa, nie mający swojej świątyni.

Modlić się można zawsze i wszędzie(nie tylko w kościele podczas nabożeństwa).

 

Zechciejmy przedstawiać naszemu Panu wszystkie nasze troski i zmartwienia, jednocześnie dziękując za wszystkie łaski, których doznajemy—nawet wówczas, kiedy o nie nie prosimy…

Uwielbiajmy Go i chwalmy, bo jest tego godzien—z pełną ufnością i zawierzeniem siebie—nawet, gdy “toniemy”…

Poniżej jeszcze dodatkowe dwa komentarze:

https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=10207379500401470&id=1705402896

https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=10207380324382069&id=1705402896

Bardzo przepraszam za dość długie “milczenie”, które było spowodowane nawałem zajęć, a przede wszystkim chorobą i jej konsekwencjami…Teraz już–jak Pan Bóg pozwoli–nie spocznę—póki wszyscy nie znajdziemy się na drodze prowadzącej do naszego Pana i Jego nieskończonej Miłości!

 

Następny artykuł

1 Komentarzy

Leave a Reply