LOADING

Type to search

O tym jak w ciemności pojawiło się światło

zafor hasan 17 listopada 2014
Share

Dziś piszę to świadectwo, żeby powiedzieć wam jak wielki, potężny, kochający jest Bóg. Choć od wydarzeń, o których piszę minęło już prawie cztery lata ja nadal pragnę iść za Nim i poznawać drogi, którymi chcę mnie prowadzić żebym za jakiś czas mogła znaleźć się razem z Jezusem  w niebie.

20.06.1995 r.

Gdzieś na wschodzie kraju na świat przychodzi dziewczynka. Urodziła się za wcześnie bo już w dwudziestym szóstym tygodniu ciąży. Była malutka. Główkę miała wielkości ciasteczka. Mieściła się cała na dłoni przeciętnego dorosłego człowieka.

Kiedy okazało się, że dziecko może nie przeżyć lekarka będąca wówczas na dyżurze zapytała matkę dziewczynki czy chcę aby jej córka została ochrzczona z wody. Kobieta zgodziła się bez wahania i poprosiła by nadano jej imię Maria. Niech Matka Boża ma ja pod opieką dodała.

Po dwóch miesiącach leżenia w inkubatorze mała Joanna Maria (bo tak ostatecznie nazwano dziewczynkę) mogła opuścić szpital.

Październik 1995 r.

W pierwszą sobotę miesiąca w kościele parafialnym pw. Matki Bożej Pocieszenia  został dopełniony obrzęd chrztu św.

W międzyczasie okazało się, że Asia cierpi na mózgowe porażenie dziecięce.

2008 r.

Krew, pot i łzy tak najkrócej można opisać to z jakim uporem dziewczynka wykonuje zalecone jej ćwiczenia po to aby jak najszybciej stanąć na własnych nogach.

02.2009 r.  

Z powodu silnego bólu w prawej nodze, konieczne  są badania diagnoza brzmi jak wyrok. Podwichnięcie prawego biodra prawego. Konieczna operacja i to szybko.

Wózek inwalidzki stał się od tej pory jedynym sposobem na przemierzanie świata Joasi. To był dla dziewczyny cios. Cały jej dotychczasowy świat  legną w gruzach, wszystko stało się bez sensu , bez wartości. Bóg przestał dla niej istnieć.

Wszyscy się za nią modlili a ona tkwiła tylko w swojej rozpaczy za tym wszystkim o czym tak szybko musiała zapomnieć. Za szybko.

04.2010 r.

Podczas Świąt Wielkiej Nocy dziewczyna zmuszona przez mamę poszła z nią do kościoła gdzie postanowiła zawrzeć z Bogiem układ taka transakcja wiązana ona pobożnie przechodzi całą Wielkanoc do kościoła, On natomiast ma za zadanie strawić, że w końcu po czternastu miesiącach w emocjonalnym a przede wszystkim fizycznym zawieszeniu naszpikowanym ciągłymi zakazami i bólem, że ktoś się w końcu nad nią ulituję, zoperuję i dzięki temu przywróci ją do życia. Do tamtego życia, jednak wszystko przybrało zupełnie inny Boży obrót, którego nikt się nie spodziewał a już na pewno nie Asia.

 08.04.2010 r.

Szpitalne  korytarze chyba na nikogo nie wpływają pozytywnie i jeszcze ta charakterystyczna nieprzyjemna woń. Jednak tego dnia nic nie było w stanie wyrwać dziewczyny  z osłupienia  w które wprawili ją lekarze swoją kolejną cudowną diagnozą. Operacji jednak nie będzie – powiedzieli lekarze. Po chwili jeden z nich dodał dziwnie nie pewnym głosem to co się stało ciężko opisać jedyne trafne określenie jakie przychodzi mi teraz na myśl to cud. Biodro zregenerowało się samo więc zabieg  nie jest potrzebny. W pierwszym odruchu dziewczyna myślała, że ktoś sobie żartuje z jej uczuć. Z każdą upływającą minutą do Asi dochodziło  co się właśnie wydarzyło. To nie był żart tylko znak myślała w noc poprzedzającą powrót do domu.To wtedy właśnie Asia obiecała sobie, niezależnie od tego czy Bóg istnieje i czy ona sama w Niego wierzy czy też nie od tej pory zacznie regularnie uczęszczać na niedzielną Mszę Świętą bo przecież musi spłacić dług wdzięczności, który chyba gdzieś tam zaciągnęła.

Pół roku później…

Dziewczyna wściekła jak mało kiedy po kolejnej awanturze z matką trzaska drzwiami i zamyka się w swoim pokoju. Dlaczego znów ktoś musi jej przypominać, że jest do niczego i dlaczego coraz częściej robi to jej własna rodzona matka. Od tego dnia dziewczyna przestała wychodzić z dom. Pogrążyła się w samotności uważając, że w ten sposób nikt jej już nie powie że jest nikomu niepotrzebna. Jednak w pierwszą niedziele października ksiądz proboszcz przypomniał o tym, że kandydaci do bierzmowania co najmniej siedem podpisów za różaniec. Jeszcze to pomyślała z żalem, że jednak nie uda jej się uciec przed światem.

26-27.11.2010 r.

Weekend w kościele no nie gorzej już być chyba nie mogło jakby msza raz w tygodniu nie wystarczyła i znów będą próbowali mnie nawracać. Takie myśli towarzyszyły Asi od samego rana kiedy szykowała się do wyjścia z domu. Jednakże jak wielkie było zaskoczenie dziewczyny kiedy okazało się, że nikt z zebranych tam młodych ludzi nie będzie jej na siłę nawracał na „dobrą stronę mocy”. Oni tylko mówili, mówili o tym jak On Jezus zmienił życie każdego z nich na lepsze i nic, tyle żadnego nachalnego nawracania.

11.02.2011 r.

Od kilku tygodni Asia regularnie co piątek chodzi na spotkania grupy złożonej z młodych ludzi, którzy raz w tygodniu spotykają się w kościele po to aby poszukać i bliżej poznać Boga. Jednak dziewczyna miała zupełnie inne powody dla, których tam chodziła. Ona chciała przebywać w towarzystwie rówieśników. Nigdy nawet w najgorszych torturach nie przyznałaby się przed nikim  a zwłaszcza przed samą sobą, że przychodziła tam by przekonać się jaki On naprawdę jest.

Dzień był z pozoru taki sam jak wszystkie inne dni no może bardziej chłodny niż ostatnie  ale był przecież luty nie czerwiec więc ujemna temperatura otoczenia nie była czymś nadzwyczajnym. Tego waśnie dnia dziewczyna wybrała się wraz z mamą na wieczorną Mszę Św. podczas, której miał zastać udzielony sakrament namaszczenia chorych z okazji światowego dnia chorego.  Na zakończenie natomiast kapłan odprawiający Mszę pobłogosławił wszystkich Najświętszym Sakramentem i to właśnie wtedy w tym konkretnym momencie zaczyna się najpiękniejsza a za razem i najtrudniejsza przygoda jej życia. W czasie kiedy kapłan staną dokładnie naprzeciwko dziewczyny coś kazało jaj unieść głowę i patrzeć, patrzeć, patrzeć. Po kilku sekundach Joasia nie potrafiła spuścić z Niego wzroku z tego niesamowitego światła, które od Niego biło.

Kilka następnych dni…

Następnego dnia po odbyciu pierwszej w swoim życiu poważnej rozmowy na temat Boga dziewczyna postanowiła pierwszy raz od bardzo,że dawna szczerze się wyspowiada. Wtedy nawet nie mogła przypuszczać jak wiele tan jeden sakrament zmieni. A zmienił w jej życiu dosłownie wszystko. Ogrom miłosierdzia, którego doświadczyła był tak wielki, że Joasia postanowiła całkowicie zmienić dla Niego a przede wszystkim dzięki Niemu tak, dzięki wielkiej miłości Jezusa do człowieka – grzesznika swoje życie.

16.11.2014 r.

Dziś piszę to świadectwo, żeby powiedzieć wam jak wielki, potężny, kochający jest Bóg. Choć od wydarzeń, o których piszę minęło już prawie cztery lata ja nadal pragnę iść za Nim i poznawać drogi, którymi chcę mnie prowadzić żebym za jakiś czas mogła znaleźć się razem z Jezusem  w niebie.

Jeśli chcesz to zapraszam Cię do tego abyś razem ze mną wyruszył w tę niezwykłą podróż pod czas, której razem poszukamy śladów Jego obecności w twoim i moim życiu.

994

3 Komentarzy

  1. arsin haber 26 kwietnia 2022

    thansk

    Odpowiedz
  2. Agnieszka 20 listopada 2014

    Dużo błogosławieństw dla Asi – dla tej dziewczyny, która przekonała się jaki On Jest :)

    Odpowiedz
    1. joanna_pawlak 20 listopada 2014

      Dziękuję bardzo :)

Leave a Reply