LOADING

Type to search

Wielki Słownik żywych Słów Bożych

30 grudnia 2014
Share

Każdy szanujący się katolik, który wkłada trochę więcej w swoją relację  z Bogiem, dobrze wie, że poza absolutnym dobrobytem wpływającym na uświęcenie naszego życia jakim jest szczyt duchowego życia, czyli Komunia święta podczas niedzielnej (i każdej innej) Eucharystii, ważne jest też obcowanie z lekturą żywego Słowa Bożego, uwiecznionego w Starym i Nowym Testamencie.

Czytanie Pisma Św., medytowanie nad nim, kontemplowanie, wdrażanie w życie… inaczej mówiąc karmienie się Słowem Bożym ma ogromne znaczenie w naszym rozwoju duchowym, w poznawaniu siebie i Boga, w budowaniu relacji z Nim, ze sobą samym i światem.

Do tej pory pisałam zapewne rzeczy tak oczywiste, że aż irytujące.  Był to wstęp do myśli, które od jakiegoś czasu za mną chodzą. Pierwszą  sprawą, którą chciałabym poruszyć  jest  właśnie fakt określania treści zawartej w  Biblii mianem “Żywego Słowa” naszego Pana kierowanego do Jego umiłowanego ludu.
Samo słowo “żywe”  ostatnio nabiera dla mnie zupełnie innego sensu, albo inaczej – uzupełnia sens do tej pory znany.
Oczywistym i niezaprzeczalnym jest, iż ów określenie odnosi się do strony Boskiej. Mamy doczynienia ze Słowem Boga, które  jest żywe, wieczne, wciąż aktualne, mające moc nieustannego i aktywnego przemieniania serca, odnawiania myśli i powoływania do narodzenia się na nowo, stawania się w nas.

Powyższy zbiór “aplikacji”  mogłabym uzupełnić o jeszcze tysiąc innych funkcji co – nawiasem mówiąc- czyni Słowo Boże bardzej gadżedziarkim niż najnowsze dzieła postępu cywilizacyjnego. Nie przypominam sobie by cokolwiek co posiada prefiks “smart”  potrafiło aż tak wpłynąć na nasze życie, choć nie da się niestyty ukryć, że i tak ich wpływ  jest dość znaczny. Ale nie o tym tutaj chcę rozprawiać.

Sama się przekonałam, że Pismo Święte (dalej PŚ) to nie tyle książka umożliwiająca “rozmawianie” z Bogiem, ale to przede wszystkim wielowymiarowa przestrzeń, miejsce. I nietyle chodzi o to by umieścić Słowo Boże w naszym życiu, a raczej o to by nasz żywot umieścić w przestrzeni Słowa Bożego.

rys. Sara Marczak “Chwytać Boga za dłoń i dawać się poprowadzić po PRAWDZIWYM obrazie świata …”

Jakaż się sobie wydawałam mądra, kiedy po raz pierwszy w wieku około 20 lat wpadłam na to, że czytanie PŚ, jest tak naprawdę stawianiem siebie w nowym miejscu, w którym jest Bóg. To nie zwykła czynność umysłowa, to przestrzeń do której się wchodzi i o którą uzupełnia się horyzont naszej drogi ku wieczności. Jakby w krajobrazie, który mamy przed oczyma, za każdym razem gdy “otwieramy” PŚ zauwżać kolejny element, tworząc pełny trójwymiarowy obraz naszej wiary, powołania i życia. To tak jakby chwytać Boga za dłoń i dawać się poprowadzić po PRAWDZIWYM obrazie świata i wszystkiego co w nim stworzone.

Ach… miałam 20 lat i myślałam sobie: Dobry Boże, taka młodziutka a tak obdarowana mądrością. Na szczęście nieco spokorniałam od tego czasu, na tyle by wiedzieć, że jestem pełną pychy i dążenia do wywyższania się małą namiastką jakiejś tam ludzkiej inteligencji, w której na szczęście Bóg czasem przejawia swoją wielkość i mąrdość.

Dziś z coraz większym zdumieniem odkrywam nowe znaczenie słowa “żywe” w stosunku do PŚ. Otóż coraz częściej oprócz zastanawiania się nad tym co ono oznacza w kontekście Boga, zaczynam również zadawać pytanie o to co oznacza “Żywe Słowo Boga” w odniesieniu do mnie.

Za punkt wyjści do dalszych rozważań obiorę myśl ” jesteś tym czym się krmisz” – a więc jeśli karmię się Słowem Bożym, czy to oznacza, że sama się nim staję?

Bóg nas przemienia, to Jego Łaska i moc, wszystko co dobre się w nas dokonuje i wszystko co posiadamy – Jemu zawdzięczamy. W tym wszystkim nasz Wielki Stwórca upodobał sobie, żebyśmy mieli ciało.  Przecież mogliśmy być jak aniołowie, bez ciała. Czemu Bóg przywiązuje do naszej fizyczności tak wielką wagę? Do tego stopnia, że po zmartwychwstaniu też mamy mieć ciało.

Czy w życiu codziennym pamiętamy o tym, że nasza “fizyczna powłoka” ma stać się właśnie ciałem Słowa Bożego? Czytamy w rozpoczęciu ewangeli wg. św. Jana ” Słowo ciałem się stało” – i oczywiście odnosi się to bezpośrednio i doskonale do Chrystusa, ale On przyszedł na świat aby pokazać nam kim my mamy być. Może to właśnie jeden z powodów posiadania ciała, aby przez nasze duchowe jednoczenie się z Bogiem w Komunii św. i nad lekturą PŚ stawać się fizycznym obrazem Słów Bożych?

Wychodzą z tego założenia, musimy sami o sobie powiedzieć: jesteśmy ŻYWYM Słowem Bożym, które ludzie mogą “czytać” i przez, które Bóg chce działać i się objawiać.

Nie chodzi mi tu tylko o oklepany już proroczy wymiar – kiedy to znana już “Wyrocznia Pana” wkłada w usta zwykłych śmiertelników przez nas zwanych prorokami swoje Słowa. Chodzi mi o coś znacznie szerszego. Przecież Bóg nietylko przemawia do nas w Słowach, albo inaczej: Jego Słowa objawiają się nie tylko werbalnie w naszych słowach. Przecież one mają moc sprawczą, są dla nas w większości nie do wypowiedzenia, może dlatego też tak Bogu zależy by Jego  Słowa były przeżyte prawdziwym życiem człowieka.

Bóg mówi do nas nie tylko po to by nam powiedzieć jakie mamy powołanie i zadanie z nim związane, jak żyć, jak postępować, co mówić  itp. Ale też właśnie nadaje nam samym znaczenia jako Jego Słowu –  treść, którą w nas wlewa by fizycznie i namacalnie wypowiedzieć ją do innych ludzi. Myślałeś kiedyś o tym w taki sposób: twoje imię i nazwisko, twoje życie, to jaki jesteś, nietylko to co mówisz ale to co robisz, jak się zachowujesz, twoje talenty i wszystko w tobie jest Żywym Bożym Słowem, które Pan wypowiada do innych by mogli Go w tobie “usłyszeć”? Albo piękniej “przeczytać”.

O co chodzi? Otóż, przykładem mogą być kompozytorzy muzyczni. Spisali swoje wielkie dzieła, w nutach zapisali wskazówki w jaki sposób grać daną partię (adagio, allegro, con graziecon bravura, crescendo, piano, fotre itd) ale wciąż interpretacja bazuje na naszych domysłach. Każdy z nas inaczej odczuwa grację, słodycz, brawurę. Inaczej odczuwamy też tempo i dynamikę. Każdy po swojemu. Tylko Brahms grał swoje utwory dokładnie w takim zamyśle w jakim je stworzył. Każdy następny gra je równie wspaniale, ujmująco i pięknie ( jak np. Krystian Zimerman) ale wciąż nie jest w stanie zagrać dokładnie tak jak zamierzał Brahms- i to wynika nie z braku umiejętności, a z faktu tajemnicy, którą każdy w sobie nosi i która jest niezgłębiona dla reszty świata  i której nie da się przelać w pełni na papier.  Każdy ma w sobie tą głębię, do której nie dosięgnie nawet najbliższa mu osoba. Oczywiście zapisane wskazówki pomimo różnicy w odbieraniu mają ogromne znaczenie – im lepiej opisany utwór, im więcej uwag  od kompozytora, tym bliżej prawdy będzie kolejny odtwórca grający dany utwór.

Tylko Bóg zna nas dogłębnie. My nie jesteśmy – tu na ziemi- w stanie dogłębnie poznać Boga. Obcując z Nim możemy przekazać tylką jakąś drobną namiastkę tego co doświadczamy – dlatego tak ważne jest by mieć jak największy nośnik przekazu. Jeśli ograniczymy się tylko do słów, tak jak wspomniałam już – nasze słowa nigdyw pełni nie oddadzą tego co (kolokwialnie ujmując): On chce powiedzieć. Jeśli zaś słowa poprzemy całą swoją osobą, swoim życiem zyskujemy -wciąż niedoskonały ale znacznie pełniejszy obraz tego co Bóg ma do przekazania. Żaden Święty nigdy nie ograniczał się tylko do mówienia. Za jego słowami szedł konkretny przekaz życia.

Zawsze tu myślę o św. Piotrze. Był rybak imieniem Szymon- Chrystus go powołał, piękna historia. Szymon sobie żył z Chrystusem i codziennie słuchał co Nauczyciel ma do powiedzenia- czyli codziennie karmił się ŻYWYM SŁOWEM BOŻYM. Pewnego dnia  to Żywe Boże Słowo, tego słuchającego Szymon wpakowało do swojego Wielkiego Słownika Żywych Słów Bożych mówiąc:
“Szymek, od dziś będę Ci mówić: Opoka (Skała) na której wybuduje Mój Kościół, którego bramy piekielne nie przemogą.  Żeby było krócej to całą tą definicję wpakuje w imię Piotr i tak będę się do Ciebie zwracać.. “ (oczywiście to dalego idąca parafraza).
Pełne znaczenie nowego imienia Szymona Jezus wypowiedział tylko raz. Dalej już mówił tylko Piotr- ale nie zmienia to faktu, że w tym imieniu cała ta formułka ukazująca to jak Bóg “czyta” Szymona była dalej zawarta. Za każdymrazem, gdy Chrystus mówił do niego “Piotrze” to mówił w rzeczywistości: “Opoko na której wybuduje Mój Kościół, którego bramy piekielne nie przemogą“.

Chodzi o tą różnicę. My słyszymy jedno słowo, jedno imię, jedną osobę, a Bóg słyszy całe zdanie i zadanie w nim zawarte.
Piotr stał się żywym Słowem Bożym – wiemy, że wypełnił definicje jaka została mu wpisana w imię.
Również nas to dotyczy. Jesteśmy żywym Słowem Boga i w każdego z nas Pan chciałby wpisać jakąś swoją boską definicję.  Każdego wpakować do swojego Boskiego Słownika. Piotr miał prościej bo on od razu usłyszał jak jest “czytany”. Z drugiej strony – może my też to słyszymy, a nie wiemy. Przecież nasze zadanie bazuje na naszej naturze, na tym co mamy w sercu. Naturalnie odczuwamy pociąg do pewnych spraw.
Zastanawiałeś się kiedyś: Jakim słowem jesteś? Czy takim, które faktycznie Bóg by wypowiedział? Czy znasz swoje zadanie – definicje, którą jesteś?

A gdyby właśnie na cały Kościół, spojrzeć jak na Słownik żywych Słów Bożych.
I tak na przykład otwieramy na słowach: Matka Teresa z Kalkuty a obok  Boska definicja tych słów: Miłość i pocieszenie najbiedniejszych,  która oddała im się bez reszty i trwał przy nich do końca.
Po ludzku: Jan Paweł II, po Bożemu: Wierność i Miłość, która oddała życie na służbę, odbudowe i umocnienie Kościoła.
Po ludzku: Najświętsz Maryja Panna, po Bożemu: Bez grzechu poczęta, najpełniej kochająca i oddana spośród ludzi.
Po ludzku: Pani Jagoda (pewna pani zajmująca się metaloplastyką, rękodziełem ceramicznym) po Bożemu: Zawsze uśmiechnięta, pełna ciepła, z Miłością wykorzystująca swój talent by cieszyć innych.

książka

rys. Sara Marczak “Czy jesteś książką do której Bóg sięga najchętniej?”

Co Bóg mówi przeze mnie? Jak mnie czyta? Jakim żywym Słowem Bożym jestem- co inni we mnie mogą o Bogu przeczytać?
Na chwilę obecną sama siebie uważam za: Chciałbym się w niej jakoś wypowiedzieć, ale ona ciągle zamyka mi usta.
Ale jak tak o tym myślę to chciałabym zmienić się kiedyś w  słowa: Moja największa radość i pociecha. Tak mnie do tego ciągnie.
A ty? Bóg otwiera swoje usta, wypowiada Ciebie i… co wtedy można usłyszeć?
Jakim słowem jesteś? Albo jaką księgą Pisma Świętego jesteś? Co jest w niej zapiasane, co przekazuje?

– Boże??
– No co tam? 
– Czy Bóg czytuje książki?
– O tak. Bardzo wiele.
– Naprawdę? A jakie książki lubisz najbardziej?
– Hmm … te o Miłości… ,
– A możesz podać jakiś tytuł? 
– No na przykład Ty – jesteś jedną z tych, które najchętniej czytam.

Myślę, że Bóg ma u siebie ogromną biblioteczke z księgami ludzkiego życia. Jak myślisz: czy jesteś jedną z tych, do których Bóg sięga najchętniej?

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *