LOADING

Type to search

Miłość Boża przekracza wszystko

zafor hasan 11 kwietnia 2021
Share

Ewangelia z dn.11.04.2021.

J 20, 19–31.

USTANOWIENIE SAKRAMENTU POJEDNANIA

Tomasz nie od razu pojął tajemnicę śmierci i zmartwychwstania swojego Mistrza…Ufał jedynie swoim zmysłom, a nie “patrzył” sercem. Przynależność do Chrystusa jest sprawą wiary. Jednak nie wystarczy czytać i głosić Słowo Boże, zawarte w Piśmie Świętym…Trzeba szukać Boga także tu, na ziemi i we współczesnym świecie. Żywa obecność Jezusa w drugim człowieku i np w naturze, a przede wszystkim w Eucharystii pomoże nam porzucić “starego człowieka”…Warunkiem uzyskania Królestwa Bożego jest “narodzenie się na nowo”. W moim przypadku nastąpiło to 3 lata temu—kiedy rozpoczął się(w sposób cudowny) proces nawrócenia i uzdrowienia…Złożyłem już szereg świadectw objawienia się mocy Boga w moim życiu–więc nie ma sensu się powtarzać, jednak o jednym mogę zapewnić.

W momencie–kiedy znalazłem Jezusa–przestałem już szukać szczęścia…To prawda, że–tak po ludzku–wówczas już niemal “przegrałem” swoje życie, ale odnalazłem drogocenną “perłę” i poznałem prawdziwą drogę do szczęścia i radości wiecznej. Kroczenie Jego śladami przynosi mi spełnienie i pokój serca.

Teraz jak gdyby “obrzydło” mi życie na tym świecie: w większości zakłamanym i obłudnym, pełnym nienawiści i obojętności—więc z przekonaniem podpisuję się pod słowami mojego Mistrza: «Ten, kto kocha swoje życie—straci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie—zachowa je na życie wieczne» [J 12, 25]. Rzecz jasna istnieje–także w tym świecie–miłość i przyjaźń, bo–jak śpiewa Cz.Niemen–”dobrych ludzi jest więcej”, jednak Miłosierdzie Boże przekracza wszystko…

Oczywiście nie jest tak, że ubrałem się w “wór pokutny” i tylko czekam, aż mnie Pan zabierze do siebie…Jednak wszystko to–co do tej pory robiłem(zwł dla siebie)–straciło nagle sens i cel.

Jak każdy—mam swoje ulubione hobby i nawet pasje, ale wszystko to prawie zarzuciłem na rzecz głoszenia chwały Pana—zresztą bez żalu…Gdybym nie pracował zawodowo—też bym się nie nudził, gdyż czas przeznaczony na modlitwę i rozważanie Słowa Bożego i tak jest zbyt krótki. A chociaż w życiu jestem często zupełnie sam—to mam jednego Przyjaciela, który nigdy mnie nie opuszcza i nie zawodzi…A Jego Matka zawsze się mną opiekuje. Oto moja Rodzina! Do Nich należę, nie do tego świata…Jestem tutaj tylko po to, żeby wypełniać Jego wolę i przyprowadzać do kochającego Serca Jezusa wszystkie dusze–zwłaszcza te daleko od Niego.

Pomyśli ktoś—ten to się chwali…To nie tak.

Nie kieruje mną pycha—tylko pragnienie pokazania, że Jezus wszystko zmienia i “przewraca do góry nogami”. Jestem tylko(i aż) narzędziem w Jego rękach i sługą(małoużytecznym)…

Idę tam—gdzie chce Jezus, a jak mnie gdzieś nie przyjmą—idę dalej…Zresztą–jak wspomniałem o tym na wstępie–moim zadaniem nie jest przekonywać, tylko głosić(św.Bernadetta).

Tajemnica wcielenia Słowa Bożego intryguje wielu…Osoba Jezusa na kartkach Pisma Św. jest szeroko komentowana—jest On główną postacią Nowego Testamentu i jednocześnie Tym, który żyje i przekazuje nam wciąż Swoją naukę. Ale nie wystarczy wiedzieć o Nim tylko trochę, znać Go pobieżnie—jak kogoś znajomego z Facebooka. Trzeba nieustannie zadawać sobie trud poznawania Go—nie tylko “z widzenia”, czy “ze słyszenia”…Poznanie Jezusa osobiście—odkrywa niesamowite pokłady miłości i dobra w Nim i w drugim człowieku, w którym zamieszkuje.

Bliska relacja z Jezusem powoduje, że nigdy nie jesteśmy sami—choćby wszyscy nas opuścili…On wyciąga rękę, żeby nas podnieść i daje nam siłę. Kiedy w pełni zaufamy Jezusowi–to z miłości ku Niemu–czynić będziemy dobro naszym bliźnim. Poświęcając im swój czas, okazując zainteresowanie i pomoc, prawdziwie będziemy czcili Jego—Miłosiernego Boga.

Chrystus pragnie mieszkać w każdym z nas i choć bezpośrednio Go nie widzimy–jest obecny w każdym ludzkim sercu–o ile Go zaprosimy. Odrzucenie Go jest jak pogardzenie najlepszym Przyjacielem, który ukochał nas do końca, czyli śmierci na krzyżu…

Jednak tylko sam Bóg mógł nam do końca objawić sposób–w jaki nas kocha i w jaki każdy z wierzących w Niego–powinien postępować, naśladując Go. Żaden człowiek nie jest w stanie opowiedzieć nam w pełni wiarygodnie i wyczerpująco o tym—jak nieodwołalnie, jak ofiarnie(aż do krzyża) i jednocześnie jak mądrze Bóg kocha człowieka.

Sam Bóg ukazał się nam w Chrystusie, objawił Swoje oblicze i stał się rzeczywiście bliskim wobec każdego z nas. Co więcej—Bóg objawił, że Jego miłość wobec człowieka–względem każdego z nas–jest bez miary. Na Krzyżu Jezus z Nazaretu–Syn Boży, który stał się człowiekiem–ukazuje nam w najjaśniejszy sposób–jak daleko posuwa się ta miłość–aż do daru z siebie, aż do całkowitej ofiary.  Ufność jest uwierzeniem w tę miłość Boga, która nie słabnie w obliczu niegodziwości człowieka na tym świecie, w obliczu zła i śmierci, ale jest zdolna do przekształcania wszelkiej formy zniewolenia w wolność Bożą, dającą możliwość zbawienia…Spotkanie Jezusa i Jego poznanie—jest pierwszym krokiem do tego celu i powoduje, że odtąd już nigdy nie będziemy sami w naszym ziemskim pielgrzymowaniu. Oczywiście będą “zawirowania” na tej drodze–ale nasz Najlepszy Przyjaciel zawsze będzie nas wspierał–osobiście lub przez bliźnich, jeśli tylko będziemy mu bezgranicznie ufać…Jeśli zaufamy światu i jego “mądrościom” oraz ułudzie powierzchownego piękna, które nieuchronnie przemija—daleko nie zajdziemy…Wszyscy ludzie spotkani na tej drodze–a wędrujący razem z nami w jednym kierunku–będą dla siebie “drogowskazem” i na pewno nas nie zwiodą. Zaproszą nas nawet do siebie–żebyśmy w obecności Pana Jezusa–wieczerzali z nimi we Wspólnocie, tak jak Jezus ze swoimi uczniami po Zmartwychwstaniu.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Leave a Reply