LOADING

Type to search

Intymnie, nienachalnie

zafor hasan 16 lipca 2013
Share

Nicholas jest synem wziętego londyńskiego adwokata i społecznej aktywistki. W ślad za ojcem wybiera studia prawnicze w Cambridge, by potem z sukcesem otworzyć własną praktykę adwokacką. Kariera mu jednak nie wystarcza. Jest zdeklarowanym ateistą, a jednak cały czas nurtuje go jakiś wewnętrzny niepokój. Pytanie: Czy jest coś więcej?

Jeszcze na studiach wpada mu w ręce Nowy Testament. Nicky bierze i czyta – bez uprzedzeń, z zaciekawieniem, ale i dystansem, pytajnikami, jak się poznaje zupełnie obcą sobie rzeczywistość. Wiele lat później powie o tym momencie: „Byłem zachwycony. To było tak, jakbym znalazł wreszcie to, czego szukałem przez całe życie”.

 

Nicky Gumbel współcześnie

Nicky Gumbel współcześnie

Po kilku latach pracy porzuca zawód adwokata, by poświęcić się teologii. Są lata osiemdziesiąte. Nicky wstępuje do seminarium w Oxfordzie, kończy je z wyróżnieniem, po pewnym czasie obejmuje wikariat w parafii Świętej Trójcy w Londynie i zostaje wyświęcony na prezbitera Kościoła anglikańskiego. Przez lata współpracuje tam z Sandym, również pastorem, którego obrał na swego mentora i bliskiego przyjaciela. To właśnie Sandy uczył go niegdyś modlitwy, mówiąc: „O wiele ważniejsze jest, żeby Bóg mówił do ciebie, niż żebyś ty mówił do Niego”. On również podaruje mu egzemplarz Biblii, z którym Nicky do dziś się nie rozstaje.

Pastor Nicky nie zadowala się konwencjonalnymi obowiązkami duszpasterskimi. Pytanie, czy jest coś więcej, pozostaje wciąż aktualne – tak dla niego, jak i dla wielu ludzi, na których potrzeby jest wrażliwy. Jest też świadom rosnącej liczby tych, którzy nigdy nie słyszeli Dobrej Nowiny, dla których spotkanie z Jezusem byłoby odkrywaniem nieznanego lądu, tak, jak przed laty dla niego, gdy po raz pierwszy sięgnął po Ewangelię. Do nich kieruje specjalne zaproszenie w postaci kursu ALPHA – cyklu dziesięciu spotkań przedstawiających w przystępny sposób fundamenty chrześcijaństwa, który przeredagował w taki sposób, aby wyjść naprzeciw jak najszerszemu audytorium. Kursy te z czasem zdobywają sporą popularność; akceptowane przez wszystkie większe wyznania chrześcijańskie, od kilku lat są również organizowane w Polsce.

Nazwa ALPHA przybliża specyfikę tej formy. A – „anyone can come”. Każdy jest zaproszony, nie ma selekcji. L – „learning and laughter”. O Jezusie słuchamy w radosnej atmosferze (i nie chodzi tu tylko o rytualny dowcip, ale też o tę prostą prawdę, że przystępna forma nie musi spłycać przekazu). P – „pasta”. Bardzo ważnym elementem spotkania jest wspólna kolacja, w ten sposób się poznajemy i otwieramy na rozmowę. H – „helping one another”. Do Boga idzie się wspólnie, jesteśmy dla siebie nawzajem Jego świadkami. I ostatnie A, czyli „ask anything” – nie ma pytania, którego nie można by zadać, opinii, której nie można wygłosić. Każdy ma czuć się swobodnie.

Pierwszą podstawową cechą kursu jest więc akcent na wymiar osobisty; szacunek do człowieka, do jego wolności i indywidualności. Forma spotkania przy stole podkreśla: jesteś dla mnie ważny, chcę z tobą spędzić czas, nawiązać więź, zbudować zaufanie – a potem chcę ci opowiedzieć o tym co dla mnie ważne, o moim Bogu. Tu dochodzimy do kwestii drugiej: kurs jest po prostu opowiadaniem o Panu Jezusie. Przekaz podstawowych prawd wiary nie dokonuje się poprzez nauczanie moralności, snucie idei, uprawianie dalece uteoretyzowanej teologii; podczas ALPHA opowiadamy o żywym Bogu, który jest Osobą. W naszych realiach – gdy bywa niestety, że katechizacja sprowadza się do zaliczania formułek, a z ambon słyszymy światopoglądowe połajanki – to bezcenne. Może się okazać, że słyszymy te prawdy właściwie po raz pierwszy.

Czy jest coś więcej w życiu? „Is there more to life than this?” To pytanie powraca w klipie zachęcającym do udziału w kursie. Wszyscy mamy w sobie zaczyn jakiegoś więcej, jakieś puste miejsce, dziurę, która woła o wypełnienie. Można ją oszukiwać, często całkiem nieźle zagłuszyć, ale nie sposób ostatecznie wypełnić. Pustka drąży od środka, jak drążyła Nicky’ego. Zanim jednak przemówiła do niego odpowiednio wyraźnie, musiał minąć jakiś czas. Myślę że dzięki temu rozumiał tych, którzy poszukując i czekając na ów głos, pozostają tymczasem niewierzący albo sceptyczni.

Z hasłem nowej ewangelizacji wiąże się czasem przekonanie, że w dobie wszechobecnej reklamy, gdy rządzi sprzedaż, konsumpcja i eskalacja doznań, o Ewangelii trzeba krzyczeć równie głośno, wykorzystując wszystkie dostępne narzędzia i bodźce. Być może niektórzy tego potrzebują. Ja jednak jestem zmęczona krzykiem, nachalną reklamą, natarczywym spamem, bombardowaniem ofertami – i sądzę, że nie ja jedna. Dlatego myślę, że należy mówić cicho, intymnie, bez gwałtu moralnego. Można być akwizytorem Boga, tylko po co? On nie jest towarem. Jego nie można reklamować, oferować, można tylko zapraszać do spotkania z Nim. ALPHA jest właśnie mówieniem o Bogu delikatnie, bez nacisku; jest stwarzaniem przestrzeni spotkania, przygotowywaniem pola do osobistej decyzji wkroczenia na drogę relacji z Nim. Nie każdy tę decyzję podejmuje.

Lubię historię Nicky’ego, bo jest przykładem nawrócenia niespektakularnego; jest dowodem tego, że Pan Bóg nie rezygnuje z prób kontaktu z nami, szepcze dyskretnie w naszych sercach i jeśli tylko odsłonimy w sobie jakąś elementarną ludzką gotowość, prędzej czy później Go usłyszymy.

Tags:
Następny artykuł

Leave a Reply