LOADING

Type to search

Dwoje niesamowitych nastolatków

zafor hasan 1 grudnia 2013
Share

Nadszedł Adwent. Już kolejny w moim życiu. Czas przygotowań, zastanowienia się nad sobą. Czas, kiedy to człowiek szczególnie zastanawia się nad sensem tajemnicy Wcielenia, które dokonało się tak daleko od nas i tak dawno… Może wielu z nas uważa, że skoro tak, to nas to nie dotyczy. Nawet jeśli tak nie mówi, to zachowanie i poglądy na to wskazują. Czy to niewątpliwie wielkie, przełomowe wydarzenie warte jest jakiegokolwiek zainteresowania? Czy istotne są tylko prezenty i dobrze wypieczony/usmażony karpik?

 

Wiem o tym, że tradycja jest bardzo potrzebna we współczesnym świecie. Ale żeby aż tak? Nie chodzi tu o sianko, wcześniej wspomnianego karpia czy choćby choinkę, ale czy chociaż przez te kilka nadchodzących dni nie możemy poświęcić się Bogu i zwolnić tępa w domu? Czy nie możemy przeżywać wraz ze Świętą Rodziną tych zarówno trudnych, jak i pełnych radości dni?

A łatwo im przecież nie było. Dwoje młodych ludzi było postawionych w bardzo trudnej sytuacji, skąplikowanej zapewne nawet dla najstarszych mędrców. Otóż po wstępnych zaślubinach (obrzęd podobny do naszych oświadczyn, ale z poważniejszymi konsekwencjami) zanim jeszcze razem zamieszkali ze sobą, młoda Maria zaszła w ciążę i tylko Ona na początku miała pewność, czyje dziecko rozwija się pod jej sercem. Gdy ujrzała anioła, od razu się na to zgodziła. Może nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, co ją czeka? A może po prostu pragnęła być posłuszna Bogu? Tego się zapewne tu na ziemii nie dowiemy. Zapewne wielu ludzi wytykało ją palcami, gdy gdziekolwiek szła. A Józef? Młody cieśla? Był przecież jej mężem, o czym mówi nam Biblia. Zapewne był zdziwiony takim obrotem sprawy, lecz nie pozwolił na ukamienowanie ukochanej, choć prawo przewidywało taką karę. On chciał ją oddalić potajemnie, do czasu, gdy objawił mu się anioł. Mężczyzna uwieżył mu i zamieszkał z Maryją.

W naszych czasach ktoś, kogo spotkałaby podobna historia, poszedłby do psychiatry zwierzyć się ze swoich problemów. Być może zostałby nawet skierowany na oddział zamknięty, do "psychiatryka". Być może, lecz na szczęście Oni uwieżyli. Od tych jakże odważnych ludzi zaczęła się nasza historia – historia zbawienia. Kiedyś, gdy taką trochę bardziej rozbudowaną wersję tej opowieści przekazałam znajomym, byli w szoku. Jak to? Ich rówieśnicy postawieni przed taką próbą? Jakby zareagowali, gdyby któraś dziewczyna z naszego gimnazjum: skromna, nie wyróżniająca się z tłumu nastolatka zaszla w ciążę i twierdziła, że Ojcem tego Dziecka jest Bóg? Że ten nastolatek, gdy dowiedział się, że jego ukochana jest w ciąży nie wyparł się opieki nad nie swoim dzieckiem? Na szczęście trafiło na jakże niesamowitych ludzi, a święta to nie tylko przesyt i prezenty, ale także tajemnica bardziej wciągająca niż najlepsza powieść kryminalna. Trzeba się po prostu zatrzymać, pójść na roraty i w spokoju, z pochyloną głową pogadać z Najwyższym, naszym Tatą o sprawach najważniejszych. Znacznie istotniejszych niż "Kewin sam w domu" czy szał zakupów. Nie zapomnijmy o tym w Adwencie… Zatrzymajmy się. Pochylmy głowę i powiedzmy sobie, że jesteśmy szczęśliwi, gdyż możemy uczestniczyć w tej niesamowitej tajemnicy.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Leave a Reply