LOADING

Type to search

Bóg ma plan, a wokół się wali i pali

zafor hasan 24 listopada 2015
Share

Nie tylko się wali i pali, ale ludzie na ulicach umierają, są zarzynani przez terrorystów jak świnie lub też wylatują w powietrze. Chrześcijan (i nie tylko) na bliskim wschodzie krzyżują lub ucinają im głowy. W Paryżu czy Bejrucie masakra, samolotem lepiej nie latać. Można by tak wymieniać i wymieniać. To wszystko dzieje się dziś na naszych oczach. Może dlatego wzburzyło się kilka osób, gdy akurat teraz (tak trochę specjalnie) przypomniałem znajomym na Facebooku, że Bóg ma dla każdego z nas plan i że absolutnie nie musimy się niczego bać? Dolałem jeszcze oliwy do ognia pisząc, że ten Boży plan to całkiem dobry plan. A co z rodzinami w Paryżu, które wyleciały w powietrze lub współmałżonkami, którym po partnerach życiowych pozostały tylko zdjęcia i wspomnienia? Czy Bóg dla nich też ma dobry plan? Czy chrześcijaństwo to mydlenie oczu i udawanie, że nie ma problemu? Czy wiara to odwracanie wzroku od tragedii, aby tylko nie „zaburzyć” w sobie poczucia spokoju? A może Bóg to jednak tylko i wyłącznie to słynne „opium dla ludu”, dzięki któremu łudzimy się, że jest dobrze jak jest źle?

Wiara nigdy nie powinna być ślepa i musi mierzyć się z takimi pytaniami. Dziś weźmiemy je pod chrześcijańską lupę.

Boży plan

„Bóg Cię kocha i ma dla Ciebie wspaniały plan” – od takiego hasła zaczyna się prawie każda ewangelizacja. To nie wymysł chrześcijańskich mózgów, ale słowa oparte na Biblii. W Piśmie Świętym roi się od Bożego „wyznawania miłości”. W wielu miejscach padają słowa bezpośrednie o miłości Boga do Ciebie i mnie (Izajasz 49,15 lub 54,10 to jedne z najczęściej cytowanych wersetów), ale i bez nich widać jak na dłoni, że całe przesłanie Biblii to Bóg zwracający się z miłością do „psocącego” i grymaszącego co chwila to człowieka. Jest jeszcze lepiej – Bóg dosłownie za jednym i drugim „gania” i zachęca do osobistej relacji. To samo z bożym planem – święty Paweł na przykład mówi, że wola boża to jest to, co „dobre, Bogu miłe i doskonałe” (Rzymian 12,2), a w księdze Jeremiasza czytamy, że Bóg ma względem nas zamiary pełne pokoju, a nie zguby (Jeremiasz 29,11). No i git. Kto by tak nie chciał? Ale jak ktoś pomyśli trochę głębiej to zaraz sypnie z rękawa pytaniami ze wstępu. Ba! Tych pytań będzie dużo więcej. Zacznijmy od tego „paryskiego”. Czy dla jednych Bóg ma lepszy plan, a dla innych gorszy? Czy wysadzenie żony paryżanina to był Jego wspaniały plan zarówno dla tej żony jak i dla (Bogu ducha winnego) męża?

paris-918992

Żeby odpowiedzieć na to pytanie trzeba zadać sobie najpierw inne, równie ważne pytanie. Na czym opiera się cała relacja Boga do człowieka? Na tym samym co Twoja relacja z Tomkiem z klatki obok, czy też z żoną – na pełnej, totalnej, niczym nie zachwianej wolności (choć z żoną czy też z mężem to pewnie niektórzy mogą mieć czasem inne doświadczenia). Chcesz to się z Tomkiem spotykasz, nie chcesz to się nie spotykasz. Jesteśmy również wolni w dokonywaniu wyborów życiowych – możemy Boga przyjąć, jak i odrzucić. Możemy też iść za Jego wskazówkami lub je totalnie olać i na przykład wysadzić się w centrum Paryża, zabierając tym samym ze sobą kilkanaście osób na drugi świat. Za wolność płacimy potężną cenę – zawsze jesteśmy narażeni na to, że ktoś inny może nas skrzywdzić (lub też my kogoś innego). Ale bez wolności byłoby jeszcze gorzej. Wyobrażasz sobie świat marionetek z niewidzialnymi sznurkami podłączonymi do naszych rąk, nóg i myśli? Takie idealne „Żony ze Stepford” – usłużne, pomocne, zawsze uśmiechnięte, ale bez duszy. Nie byłoby też cierpienia ani zła, bo nie moglibyśmy go popełniać. Mały grzeszek w piątkowy wieczór? Kłamstewko w pracy? Przymknięcie oka na podatek od dodatkowego zarobku? Sorry, nie ma – odgórny przymus! Z drugiej strony nie byłoby też miłości (no bo nie ma relacji bez wolności) i dokonywania jakichkolwiek wyborów. Wszystko by chodziło jak w zegarku, ale szczęścia by raczej nie było. Wolność, choć stwarza całkiem spore problemy, wydaje się jednak „fajniejszym” rozwiązaniem. No bo nie wiem jak wy – ale mnie się nie uśmiechałoby być marionetką w rękach Boga. Chcę mieć prawo wyboru czy iść za Nim czy nie i czy w ten piątek sobie na przykład zgrzeszyć czy pójść do kościoła na nabożeństwo. Cała „radocha” w wyborze.

Terroryści w Paryżu skorzystali właśnie z prawa wolności wyboru i wybrali jak wybrali. Wpłynęli tym samym na życie ludzi wokół nich. No i gdzie tu boży plan?

A może plan nie wypalił?

Wchodzimy w temat, gdzie mój zachwyt nad Bogiem sięga zenitu (szczerze mówiąc to zawsze sięga zenitu). Jest takie opowiadanie: „Bóg ma dla Ciebie plan A, ale jeśli wybierzesz inaczej to wymyśli plan B, jak ktoś go na przykład „zepsuje” to plan C. A jak się skończy alfabet to wymyśli nową literkę”. Bóg z pomieszanych i poplątanych dróg wolnych ludzi zawsze „wyskoczy” z planem awaryjnym. Tego doświadczają miliony chrześcijan na świecie. Ten plan będzie wspaniały choćby i setny raz ktoś ze swoją wolnością nam wparował w życie i wszystko zburzył. Będzie też wspaniały, gdy już od urodzenia będziemy na przegranej pozycji.

Kojarzycie gościa o imieniu Nick Vujicic? Podpowiem – nie ma rąk i nóg. Taki się urodził. Patrząc po ludzku, no sorry – poczwara, półczłowiek ze spieprzonym życiem od urodzenia. No jakaś zemsta Boga czy co?! Tylko za co? Ręce opadają (Nick nawet tego nie może powiedzieć…) Wyobrażasz sobie pełzanie po domu bez kończyn? Przewracanie się co chwila, zależność od innych, brak marzeń i perspektyw? No właśnie…a teraz wygoogluj sobie Nicka. Facet pełen szczęścia! Życie prowadzi takie, o jakim wielu z nas pewnie marzy – jeździ po świecie, pisze książki, pływa, surfuje na desce (sam nie mogłem uwierzyć!), ma piękną żonę i dzieci, a do tego jest całkiem samodzielny. Jakim cudem? Nick nie chciał kiedyś żyć, nawet planował samobójstwo, ale zaczął w końcu pytać Boga dlaczego taki się urodził i jaki to miało sens. Bóg w jego sercu odpowiedział mu pytaniem: „Czy mi ufasz?”. Nick dziś wspominając ten moment mówi, że jeśli na to pytanie odpowiesz „tak” to nic innego już nie ma znaczenia. Z biegiem czasu zaczął cieszyć się tym co ma, zamiast płakać nad tym czego nie ma. Psychologiczna sztuczka? Super, tylko ludzie po latach terapii (często w łagodnieszych przypadkach) dalej się męczą, a Nick żyje pełnią życia. Zresztą zobaczcie sami:

I tu jest pies pogrzebany (a może powinienem napisać „zmartwychwstały” w tym wypadku?). Żeby poznać ten boży plan to trzeba po pierwsze chcieć go odkrywać, a żeby chcieć to na proste pytanie: „Czy ufam Bogu?” trzeba odpowiedzieć „tak”. Odpowiedź „tak” nie zmienia okoliczności. Nickovi nie urosły nogi i ręce w po tym jak zaufał, a rodzina pogrążonego w smutku paryżanina nie powstanie naraz z martwych. Natomiast zmienia się całkowicie perspektywa z jaką patrzy się na życie. Tam gdzie inni widzieli piekło, tam Nick znalazł niebo. Skończyła się rozpacz, a zaczęła się pełnia życia i radości. Skończył się lęk, a rozpoczął się prawdziwy czas pokoju w sercu. „Opium dla ludu” zadziałało? A może jednak żywy Bóg, który miał dla niego plan? Chcesz lepiej poznać Nicka? Przeczytaj jego książkę – „Bez rąk, bez nóg, bez ograniczeń”.

Wracamy pod wieżę Eiffla

„Powiedz to rodzinom ofiar z Paryża” – brzmiał jeden z komentarzy pod moim wpisem traktującym o wspaniałym bożym planie i o tym, że ani terroryzm, ani nic innego nie musi mieć władzy nad nami w postaci strachu. Plan A nie zadziałał w życiu tych paryżan, ktoś go zmiótł z powierzchni ziemi swoją wolnością. Ale sęk w tym, że jest plan B,  a potem i C (a jak będzie trzeba to będzie i nowa literka) – i on też będzie dobry, naznaczony cierpieniem (cierpienie w chrześcijaństwie też ma swój dobry wydźwięk), ale dobry. Paryżanin, który stracił rodzinę ma wybór – pogrążyć się w rozpaczy na całe lata (czy nawet na całe życie) lub też może pójść drogą Nicka Vujicica i zapytać Boga: dlaczego? Ta rozmowa z początku nie będzie łatwa, będą na pewno pretensje do Boga (choć to człowiek zgotował ten los). Ale, gdy przyjdzie pytanie „czy mi ufasz?” – jest taka odpowiedź, która może wszystko zmienić. Ja wiem, że to brzmi pompatycznie i prawie nie na miejscu. Ale spójrzcie na Nicka – on dalej nie ma nóg, mógłby całe życie rozpaczać, a okres rozpaczy w jego życiu się skończył. Spójrzcie na chrześcijan przebaczających najgorsze czyny oprawcom – takie stanięcie w cztery oczy na przykład z mordercą własnego dziecka dla dzisiejszego świeckiego (lub też tylko z tradycji chrześcijańskiego) świata wygląda często jak tani teatr. Jakaś makabryczna groteska! Kiedyś udostępniłem filmik na FB, w którym właśnie kobieta przebacza w sądzie mordercy…śpiewając mu chrześcijańską pieśń o przebaczeniu i zachęcając go do wiary w Jezusa. Film wzbudził bunt – wariatka! I gdyby nie moje osobiste spotkanie z Jezusem, który uwalnia od nienawiści wroga to i ja uznałbym ją za conajmniej chorą psychicznie. Teraz uznaję ją za osobę o wolnym sercu – wolnym od nienawiści, strachu, lęku i okoliczności. Zobaczcie sami:

Te niesamowite przykłady pokazują, że ludzie, którzy wybrali drogę, którą poszedł Nick Vujicic są wolni i szczęśliwi (czasem przez łzy, ale jednak!) bez względu na okoliczności i to do takiego stopnia, że są oskarżani o udawanie lub też w przypadku matki śpiewającej w sądzie – o postradanie zmysłów i zdradę własnego syna (zobacz choćby niektóre komentarze pod filmikiem na YouTube).

Taki stan ducha jest dostępny dla każdego z nas. Tak może każdy w Paryżu, Bejrucie, czy w Syrii. Wiem, mnie się łatwo z kanapy mówi, ale ten artykuł nie jest o mnie, tylko o tych, którzy na dnie cierpienia i rozpaczy w Bogu odnaleźli szczęście i pokój. A przykładów ludzi szczęśliwych, wolnych od lęku, którzy przeszli przez piekło jest na świecie wystarczająco dużo, aby pokazać, że Bóg w Biblii nie kłamie wskazując, że nawet jeśli inni nam życie zniszczą to On je naprawi.

Czy da się nie bać jak jest się czego bać?

Temat już liznęliśmy powyżej. Bóg nie ingeruje w wolność Twoją czy moją (czasami trochę “ustawia” okoliczności, ale to już jest temat na inny artykuł, bo ten jak zawsze robi się za długi). Nie pojawi się w białym garniturku na ulicach Paryża grzecznie odbierając bombę terroryście. Ale w sercu człowieka może dokonać cudów większych niż zamiana wody w wino. Jest zagrożenie terroryzmem? Jest! Czy samolot może spaść? Może! Czy mogą mnie zgwałcić w zaułku późnym wieczorem? Mogą! (choć nie polecam). Tak się można nakręcać całe życie. Żaden chrześcijanin nie udaje, że nie ma zagrożeń. Nie jest ślepcem lub jakimś infantylnym naiwniakiem. Filmików i zdjęć ze zmasakrowanymi chrześcijanami czy też agresywnymi terrorystami jest na samym Facebooku tyle, że ścianę by można wytapetować (Co ja mówię? Cały dom!). No i łatwo zwariować po takiej dawce żywej nienawiści przekazanej nam przez media. Łatwo wpaść w spiralę strachu, a także w stare i poczciwe „oko za oko” (oni mnie to ja im też!) To jest nawet zdroworozsądkowe (to słowo dziś robi wielką karierę w chrześcijańskich kręgach) – jest zagrożenie to się boję i tyle! I tu zaczyna się kłopot ze zrozumieniem, że mając Boga za Tatę to naprawdę nie trzeba się bać. To wcale nie znaczy, że zakładamy, że nic nam się nigdy nie stanie. To też nie znaczy, że uznajemy, że można nas na przykład wyrżnąć maczetami co do jednego, a my będziemy patrzeć. Żadną miarą! Zakładamy natomiast, że cokolwiek się nie stanie to Bóg nas przez to przeprowadzi zwycięską ręką i zwróci nam szczęście, które ktoś nam zabrał. I tyle. Nic tu więcej nie ma. A jak umrę z rąk bandyty? No to umrę. Co to zmieni, że teraz będę się o to martwił? Tylko tyle, że życie zmarnuję na martwienie się. A Bóg chce dla nas życia w obfitości, a nie nieustannego gdybania co to będzie (Jan 10.10, Mt 6, 25-34). W liście do Filipian czytamy: „O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem! A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie” (Flp 4, 6-7). Nikt tu nie obiecuje gruszek na wierzbie, mamy natomiast czarno na białym obiecane, że pokój boży będzie strzegł naszych serc. Zamysłem bożym jest pokój w Twoim i moim sercu (jeśli wierzyć słowom Biblii), a nie za przeproszeniem robienie w gacie, czy trzęsące się ręce. Oczywiście każdemu się czasem ręce trzęsą – jesteśmy tylko ludźmi a nasz lęk często wynika z troski o siebie czy o rodzinę, ale Bóg ani dla mnie ani dla Ciebie nie chce, aby ten lęk zawładnął Twoim sercem. On chce, aby ten lęk się „utopił” w Jego pokoju. Czemu? Bo to w każdej sytuacji w życiu pomaga. Zarówno takiej skrajnej jak atak terrorystyczny, jak i w przypadku zwyczajnej rozmowy o pracę na przykład. Można pójść na taką rozmowę będąc perfekcyjnym kandydatem, zamartwiając się  i zaprezentować się przez to bardzo nieprzychylnie, a można pójść z pokojem w sercu nie myśląc na wyrost “co to będzie jak mi nie pójdzie?” i zaprezentować się wspaniale, mimo, że perfekcyjnym kandydatem się nie jest. Kto dostanie pracę? Ten ze spoconymi i trzęsącymi się rękami czy ten “zanurzony” w pokoju bożym. Pokój w Twoim i moim sercu czyni wielką różnicę w podejściu praktycznie do wszystkiego.

Po prostu powiedz “tak”

Ten pokój jest dostępny zawsze – niezależnie od tego, co się dzieje na świecie i gdzie jesteś – w Paryżu czy na kanapie w Rudzie Śląskiej. Jednak ten pokój  jeden ma, a drugi nie – i to jest fakt. Można rano nie umieć wstać z łóżka ze strachu, bo czeka nas trudne zebranie w pracy, a można mieć pełnię pokoju w sercu patrząc śmierci w oczy. Wszystko zależy od odpowiedzi na jedno proste pytanie. „Czy mi ufasz?”. Ale odpowiedź nie może być wyrecytowana ze skarbczyka, czy przeczytana z obrazka „Jezu ufam Tobie”. Ona musi wypłynąć z serca. A wtedy, choćbyś nie miał rąk i nóg, będziesz surfował na desce po morskich falach. Choćbyś stracił wszystko w zamachu terrorystycznym to Bóg znajdzie nowe rozwiązanie dla Ciebie. To wszystko jest dla Ciebie i dla mnie. Chrześcijaństwo to nie martwa religia, w której liczy się tylko zestaw nakazów, litanii i nabożeństw, a potem w strachu do domu. Chrześcijaństwo to spotkanie i podążanie za żywym, działającym tu i teraz Jezusem, który uwalnia od lęku i kiedy trzeba wymyśla nową literkę, żeby pokazać, że naprawdę można Mu ufać, gdy w Biblii obiecuje nam życie w obfitości (to nie to samo co bez cierpienia). Czy chciałbym to powiedzieć paryżanom? Jasne, że tak! Ale mam nadzieję, że tam na miejscu są chrześcijanie, którzy swoim świadectwem już to zrobili – tak jest taktowniej. Ja bardziej chciałem się podzielić z Wami – żebyśmy sobie razem przypomnieli, że „jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?” (Rz, 8,31). A teraz idź i się nie bój. Na Facebooku zaraz znajdziesz kolejny dowód na to, że świat się wali i pali. Ale i tak się nie bój – Bóg ma plan, i to jest dobry plan.

 

Tags:
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

You Might also Like

3 Komentarzy

  1. Wer 15 grudnia 2020

    Przyjacielu oczywscie wszystko mozna wytlumaczyc w ten sposob ale niestety nie zmienia to niczego. Mam nadzieje ze znajde czas aby odniesc sie do tego co napisales.

    Odpowiedz
  2. Paulina 29 sierpnia 2020

    Bardzo, bardzo, bardzo dobry tekst.

    Odpowiedz

Leave a Reply to Wer Cancel reply