LOADING

Type to search

Za co giniesz?

zafor hasan 30 grudnia 2014
Share

Są takie chwile w życiu, kiedy nagle gdzieś między dwoma prozaicznymi, codziennymi czynnościami, dopada Cię myśl, która wywraca Ci mózg do góry nogami. Po prostu nagle patrzysz na swoje życie z innej perspektywy.

Wracałam ze świątecznych odwiedzin, droga znana na pamięć. W radiu puścili piosenkę z filmu o wojnie. Kilometry mijają powoli, piosenka komponuje się idealnie z klimatem grudniowej nocy. W pewnym momencie pomyślałam sobie: „Dlaczego Ty nigdy nie umiesz mieć takiej odwagi, takich przysłowiowych 'jaj’? Czemu nigdy nie umiesz walczyć? Kiedyś ludzie ginęli za wiarę, za ojczyznę. A Ty? Za co tak właściwie Ty giniesz?”.

Współczesne życie sprowadza się do poszukiwania pewności, że ma się absolutną kontrolę nad wszystkim. Kiedyś wydawało mi się, że mnie to nie dotyczy, przecież wierzę w Boga, wierzę w to, że On ma jakiś wpływ na moje życie, że może mieć na nie lepszą wizję niż ja sama. Tylko gdzieś tam w głębi duszy jednak miałam nadzieję, że Jego wizja to właśnie ta sama wizja, jaką mam ja.

Ostatnio przy okazji dialogów narzeczeńskich odbyłam obowiązkową lekcję z nauczycielem NPR-u. Wstyd się przyznać, ale sporo czasu spędziłam później na zastanawianiu się, czy 99,3% to wystarczająca skuteczność i czy badania na pewno były obiektywne. Przecież 99,3% pewności, że moje życie będzie wyglądało tak, jak to zaplanowałam, może nie wystarczyć. Wszystko musi być pozornie ułożone. To nic, że mogę jutro zachorować, może mnie potrącić samochód, bo przecież mam świadomość, że może. Ale podświadoma wola kontroli nad wszystkim zwycięży zawsze. Taka jestem odważna…

urlCałe moje życie jest wpisane w tę straszną fastfoodową rzeczywistość, gdzie przyjemności i zadowolenie można otrzymać 5 minut po zamówieniu. Wszystko musi dążyć do efektów, które będą ładnie wyglądać na facebooku czy innych portalach, które społecznościowymi są tylko z nazwy, bo tak naprawdę stanowią główną przyczynę rozkładu autentycznych więzi w społeczeństwie. Nawet jeśli wydaje mi się, że jest mi to obojętne, co ludzie sobie myślą o mnie, to wcale tak nie jest. Po każdych wakacjach wrzucam zdjęcia, na których wszyscy są uśmiechnięci, dokoła widoki budzące zazdrość. Czasem wydaje mi się wręcz, że próbuję swoje życie napisać od nowa tak, żeby wyglądało atrakcyjniej, żeby ktoś je kupił i pomyślał, że takiego mu właśnie brakowało.

Za co ja ginę? Za chęć udowodnienia sobie, że radzę sobie ze wszystkim wspaniale? Za chęć udowodnienia ludziom (szczególnie tym, których nie lubię), że wiedzie mi się lepiej niż im? Cóż, jakoś nie brzmi to dumnie. Mały poświąteczny rachunek sumienia dał do myślenia. Boże, daj mi więcej wiary. Takiej wiary Maryi, która dobrze wie, o co walczy. A nawet jeśli nie wszystko rozumie, to przynajmniej zawsze ufa.

1 Komentarzy

  1. Mikołaj Tomczyk 1 stycznia 2015

    Jezusowi nie było obojętne co myślą o nim inni. Ale jednocześnie był wony od opinii ludzi – one nie dyktowały Mu co ma robić. To jest kierunek którym powinien podążać każdy z nas

    Odpowiedz

Leave a Reply