LOADING

Type to search

„Wymysł kleru”, „Cyrk”, „Ewenement”, „Rytuał obłudy” – młodzi o bierzmowaniu

zafor hasan 6 maja 2013
Share

Pierwsze co mnie zainteresowało to definicja bierzmowania, w ustach młodej osoby. Najważniejszy sakrament nastolatków? Religijny egzamin dojrzałości? Trafiłam na wiele różnych wyjaśnień tego ważnego wydarzenia: „Jest ceremonią odłamu nieprawdziwej religii i nawet z niej w sposób logiczny nie wynika. Czyli jest nielogiczna pochodną czegoś nieprawdziwego”, „Sakrament bierzmowania niestety to wymysł kleru…”, „Akt bierzmowania jest ewenementem na skalę światową. Zabiegana gimnazjalna młodzież, mająca tony nauki na głowie, dostaje teraz dodatkowo obowiązek uczęszczania na msze święte, zakuwania wiązanek modlitw, zdawania testów”, „Rytuał obłudy”, „Cyrk”.

W dzisiejszym świecie jedno z podstawowych pytań towarzyszących aktywności ludzkiej brzmi – Po co? Fora są pełne rozważań nad celowością i słusznością sakramentu bierzmowania. Młodzi ludzi prześcigają się w radach i proroctwach: "Zapewne brak bierzmowania może spowodować, że ksiądz nie będzie chciał udzielić Ci ślubu kościelnego, o ile w ogóle zamierzasz takowy brać. Chyba też nie będziesz mógł zostać chrzestnym, ale jeśli nie zależy Ci na takich "atrakcjach" to nie musisz się martwić", "Brak bierzmowania brak imprezy, a najeść i popić za darmo każdy lubi…". Czasem głównym motywatorem do przyjęcia bierzmowania jest odpowiedni ksiądz: "Mam bierzmowanie bo bardzo lubiłam naszego księdza i nauki były swietna zabawą", "U nas w parafi mamy super księdza – jezdzi z nami autem gdzie tylko chcemy", "Nie podoba mi sie to wszystko jak cholera, ale cóż zrobic. Poza tym ksiedza mam takiego groznego ponad 2 metry ma, a wygląd juz robi swoje". Niektórzy obawiają się kumulacji materiału, który musieliby przyswoić i wolą robić to na raty: "W przyszłości chcę wziąć ślub (raczej kościelny), więc nie chciałoby mi się wtedy katować z bierzmowaniem.. Bo jak ktoś w młodości nie zrobi bierzmowania, to przed ślubem są te różne lekcje wgl."

Tak, ślub to zdecydowanie najmocniejszy i najczęściej używany argument za przyjęciem bierzmowania: "Głupio mi trochę iść na te bierzmowanie, skoro nie wierzę w naukę Kościoła. Ale tak z drugiej strony to każda z Was chyba marzyła o ślubie w Kościele w białej sukni nie?". W międzyczasie dotarłam do intrygującej wypowiedzi pewnego nastolatka, co prawda dla niego Kościół to przede wszystkim: "firma, która trzepię na nas dobrą kasę", mimo tego chciałby "w jakiś sposób dostać to bierzmowanie". Jakie motywy mu przyświecają? Poza dwoma już powtarzającymi się wcześniej- namowami rodziców i perspektywą bajkowego ślubu w świątyni, nastolatek podaje jeszcze trzeci, dość zaskakujący: "Żeby mieć 3 imię i mieć jakąś pamiątkę". Nigdy nie pomyślałabym, że gimnazjaliści są dziś tak sentymentalni. Pech chciał, że owy młodzieniec odpuścił sobie przygotowania i raczej nie jest wzorowym kandydatem do bierzmowania. Wpadł jednak na pomysł, jak wrócić do łask katechety: "Myślałem, żeby pójść do kancelarii księdza i pogadać 'szczerze', że zwątpiłem, ale jednak mimo to, chciałbym się tak jakby 'nawrócić'. Jednak boję się tej rozmowy, bo będzie ona kłamstwem (wcale się nie chcę nawrócić, chcę tylko to bierzmowanie), a ja nie umiem kłamać". Nie wiem jak rozwiązała się ta sprawa, ale jeśli mnie teraz czytasz Prawdomówny Chłopaku, opowiedz koniecznie.

Czemu młodzi nie chcą przystępować do bierzmowania? Świadomi własnych słabości przyznają: „To powinno się odbywać jak człowiek jest dorosły psychicznie, nie narzucane przez szkole”, „Nie byłam bierzmowana, ponieważ twierdzę, że wiek gimnazjalny to zdecydowanie za szybko na takie ekscesy”. Inni doszukują się w tym sakramencie teorii spiskowych: „Nie potrzebne to do niczego. Kościół chce wychować swoja armię potworków”. Czasem religia staje na drodze edukacji i z nią przegrywa: „Ja teraz powinnam mieć te bierzmowanie, ale za rok sobie zrobie. Mama powiedziała, że teraz powinnam nauce się poświęcić”. Praktyki religijne mogą też kolidować z rozwojem osobowości, a czasem bywają wyrazem infantylizmu: „Przestalam przejmowac sie ta instytucja. Wyroslam z tego, tak jak sie wyrasta z zabawy lalkami. Nie mam zamiaru przechodzic tej inicjacji”. Przy okazji dowiedziałam się, że wstręt do formalności objawia się już od najmłodszych lat: „Ja z powodu biurokracji do bierzmowania nie przystąpiłam i całkowicie zniechęciłam się do instytucji Kościoła”, „Zaświadczenia, książeczki, stempelki, podpisy, od jednego proboszcza do drugiego- bo chciałam chodzić do jednej parafii z koleżanką, żeby było raźniej. Niestety, mnie to skutecznie odstraszyło- na tyle skutecznie, że zrezygnowałam z bierzmowania”. Wreszcie ominięcie bierzmowania z pozostałymi rówieśnikami, to też dobra droga na skróty, mniej czasochłonna, choć bardziej kosztowna materialnie: „Wydaje mi sie, ze lepiej nie isc w swoim terminie, tylko zaczekac te 5 lat, isc do katedry (?) i dostac bierzmowanie za drobna oplata”, „Jak na razie jeszcze potrzebne jest bierzmowanie, kiedyś dam „w łapę”, dwa tygodnie i jestem wybierzmowana, nie będę musiała męczyć się dwa lata”.

Jeśli młoda osoba podejmie decyzję o przystąpieniu do bierzmowania, kolejny ważny dylemat przed jakim staje, to wybór nowego imienia. Po kim uczniowie wybierają imiona? Najczęściej po osobach, które mają im patronować: „Dawid. Oczywiście od Davida Gahana, mojego „prawdziwego” Boga”, „Michalina. od Jacksona”, „Chcialbym miec na imie pawel na czesc Nedveda”, „Ja sobie na bierzmowanie wzialem LEON ;P (od leona zawodowca)”, „Iwan na czesc Iwana i delfina”, „Św. Hannibal jak Lekter”. Czasem imię przy bierzmowaniu to wynik pomyłki: „Ja sobie wziąłem Maria a glupi ksiądz podał biskupowi Marian”, a czasem zafascynowania żywotem świętej: „Kolezanka wybrala na bierzmowanie Matylde – argumentujac, ze to byla najbardziej puszczalska swieta (zywot, owszem, przeczytala)”. Bywa też, że to owoc zupełnego przypadku: „Na spotkania do bierzmowania nie chodziłam, bo miałam w tym samym czasie dodatkowy angielski. Przez to nie wiedziałam, do kiedy trzeba się zdecydować, jakie się wybiera imię i w dniu, kiedy miałam bierzmowanie, okazało się, że ksiądz wpisał mi takie imię, jakie ma patronka mojej parafii”. Często wybrane imię okazuje się być nietrafione: „Joanna, bo Joanna Beretta Molla, która wolała umrzeć niż dokonać aborcji (kompletnie do mnie nie pasuje, ach, młoda byłam i głupia)”. Zdarza się, że wygrywają względy artystyczne: „Biore Lea, ma być ładne, kit mnie obchodzi czy czemuś patronuje. Ma być oryginalne i ładnie brzmieć”. Na oryginalność stawiają też chłopcy decydujący się na imiona takie jak: Monitor, Polikarp, Prymityw, Ocean.

Każdy mniej więcej orientuje się w tym, jak wyglądają dzisiejsze przygotowania do sakramentu bierzmowania. Każdy kandydat zostaje wyposażony w dzienniczek, w którym musi odnotowywać uczestnictwo we mszach świętych i nabożeństwach oraz specjalnych spotkaniach z księdzem. W natłoku obowiązków i problemów nastoletniego życia, zdarza się że rubryki w indeksie świecą pustkami: „Tydzień temu nie mogłam, bo miałam uszkodzony kręgosłup, dwa tygodnie temu to samo. I też czasem nie idę dlatego, że chłopak przyjeżdża do mnie ze studii tylko w weekendy i wolę spędzić niedzielę z nim, niż w kościele. Bo bądź co bądź, tak się mówi, że to tylko godzina, ale cały dzień zleci.. Bo nigdzie nie można wyjść, bo zaraz do kościoła. Zabrać się za coś też nie można, bo kościół czeka.. Makabra z tym”. Wtedy włącza się instynkt kombinatora: „Ja już od 1 grudnia jestem na warunkowym, bo połowy indeksu wypełnionego nie miałam. Teraz nauczyłam się podrabiać podpisy i może coś z tego wyjdzie”, „Ludzie nie chodzili na msze tylko czekali pod kościołem na moment zakończenia, żeby szybko wbić się w tłum osób, które oczekują za podpisem/pieczątką księdza”. Niektórzy dobrze wspominają okres przygotowań do tego sakramentu: „Fajnie było. I spotkania były fajne. Nie dlatego, że jestem jakąś zagorzałą katoliczką, bo nie jestem. Po prostu miałam fajną grupę. I ksiądz, który nas przygotowywał też był bardzo fajny. Rzucał świńskimi żartami i puszczał z telefonu „Chodź, przytul, przebacz…” Jedno z fajniejszych wspomnień z mojej młodości”. Dla wszystkich tych, którzy nie wytrzymali stresu oraz tempa przygotowań, pozostaje jeszcze światełko w tunelu: „Ludzie czym Wy sie przejmujecie? Nie uczcie sie nic a nic nie chodzcie na zebrania a i tak ksiezulek wam odpusci!! Inaczej biskup wskoczy na niego , ze ludzi nie przypilnowal (Was) i nie przygotowal nalezycie!! Mowie wam sprawdzone w 100”. Czasem trud przygotowań do bierzmowania przynosi wręcz odwrotne skutki, nawet pomimo pozornie osiągniętego celu: „A ja mam bierzmowanie i nie wzięłam ślubu kościelnego tylko cywilny bo przez idiotyczne 3 letnie przygotowanie do bierzmowania i co tygodniowa wizyta na spotkaniach w kościele przestałam w to wszystko wierzyć”.

Niemało wrażeń dostarczyła mi lektura wspomnień Internautów z samego dnia przyjęcia sakramentu: „Pamiętam że baardzo bałam się biskupa i wyobrażałam sobie że to jest Mikołaj xD Było mi lżej a i tak się stresowałam”, „Samo Bierzmowanie zle mi sie kojarzy. W prawdzie bylo smiesznie, ale stalem akurat przy drzwiach, a bylo tak zimno, ze szok ! W lakiereczkach mi tak nogi odmarzly ze nie wiem”, „Hyhyh stresik był, wgl nie było tak strasznie jak sie obawałam ;p troche mi sie słabo robiło.. nawet dużo osób było ; no i nogi bolą, bo staliśmy ponad półtorej godziny :/ jak wchodził Biskup mi i mojej koleżance chciało się śmiać ;d wgl on miał taki duży nos hahah dziwnie wyglądał troszkę”, „Ja przyszlam nadupcona jak dzialo…ubrana na czarno i cierzkim make upem i szydzilam z ksiedza przez cala msze”.

Co Państwo na to? Zaintrygowani, wkurzeni, zasmuceni? A może takie słowa w ustach dzisiejszych młodych ludzi to chleb powszedni i tylko ja czuję się tak zawiedziona, rozczarowana? Zapraszam do refleksji.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Leave a Reply