LOADING

Type to search

Tato, nie umieraj!

zafor hasan 5 listopada 2013
Share

„Tu się nie mówi: tato, nie umieraj! Tu się umiera”.

Hans, Emil i Katarzyna są dorośli, można nawet powiedzieć, że w średnim wieku. A jednak od kilku lat nie mogą sobie poradzić ze śmiercią ojca. Bo w obliczu śmierci taty nawet dorosłe dzieci znów stają się bezbronne i zagubione. Jan Niedomny był lekarzem. Przed śmiercią długo chorował, czasami musiał osobiście podejmować decyzje dotyczące własnego leczenia, ponieważ personel medyczny nie bardzo radził sobie z jego przypadkiem. W końcu to on był najlepszym specjalistą w szpitalu. Żona i dzieci towarzyszyły mu do samego końca.

 

„Założyła ręce na piersiach w typowy dla siebie sposób. Jakby chciała podtrzymać serce. Takie ciężkie i obolałe – balast nie do uniesienia”.

 

Znany i szanowany lekarz urasta w oczach dzieci do rangi bohatera. Obraz ojca zostaje brutalnie zburzony przez Petra Wolfa, który przesyła członkom rodziny Niedomnych listy szkalujące osobę Jana. Oszust, karierowicz, łapówkarz, a nawet morderca, to tylko kilka określeń, które Wolf kieruje pod adresem dawnego przyjaciela. Listy te niszczą kruchy spokój rodziny, nie pozwalają zabliźnić się ranom po stracie ojca, każą rozdrapywać przeszłość, stawiać sobie najtrudniejsze pytania, na które odpowiedzi mógł znać jedynie Jan.

„Matka zawsze mu mówiła, ze cierpienie trzeba przeżyć, przecierpieć aż do samego końca, a potem samo przejdzie. W przeciwnym razie będzie w tobie gnić. Poważnego zapalenia nie leczy się analgetykami, tylko za pomocą interwencji chirurgicznej. Cierp, a cierpienie się skończy, broń się – a jego końca nie będzie nigdy”.

Całość składa się z przemyśleń bohaterów, strzępków ich rozmów, wewnętrznych dylematów, snów, majaków, smutków i problemów. A przy tym jest tak zwyczajnie i swojsko. Akcja powieści rozgrywa się na Ostrawie, ale mogłaby dziać się wszędzie. Czas i miejsce nie mają znaczenia, bo troski bohaterów Balabána są uniwersalne. W każdym rozdziale zmienia się perspektywa, za każdym razem inna postać dochodzi do głosu. Dzięki temu poznajemy prywatne wspomnienia o zmarłym jego bliskich, ich osobiste traumy, momenty, które były najbardziej bolesne.

„Ale jak przeżyć te długie godziny kiepskiego światła, kiedy dusza brzęczy jak mucha na szybie, a człowiek powstrzymuje łzy i boi się, że całe życie będzie mu już tylko takim niekończącym się popołudniem, kiedy nikogo się nie doczekasz”.

Powieść przesiąknięta jest smutkiem i jakąś bezsilnością. „Zapytaj taty” zaczyna się i kończy sceną w schronisku dla psów. To właśnie te dwa epizody dają nadzieję na przyszłość, wnoszą trochę światła i optymizmu, pokazują, że nie wszystko stracone, bo to człowiek jest kowalem własnego losu, sam decyduje o swoim człowieczeństwie.

„Podróżni przejeżdżający tędy pociągiem pośpiesznym nawet nie zauważają tej psiarni”.

„Zapytaj taty” to wyjątkowo piękna, wzruszająca, przejmująco smutna powieść o pustce w sercu, stracie, rozpaczy, układaniu sobie życia na nowo. Tu nie ma miejsca na sławny czesko humor. Jest tylko miłość i kruche związki międzyludzkie. I życie przebijające się przez śmierć. Balabán zawarł w swoim dziele wszystko to, co cenię w literaturze najbardziej. Majstersztyk! Do mojego zachwytu nad treścią powieści dochodzi jeszcze historia związana z jej czeskim wydaniem. Otóż Jan Balabán napisał „Zapytaj taty” (trwało to trzy lata), oddał tekst do swojego wydawcy, ustalił wszystkie poprawki, a następnie umarł niespodziewanie na serce. Jest w tym jakaś iskierka czarnego humoru, mimowolny uśmiech, przewrotny kaprys losu. Polecam z całego serca!

„To co zrobimy?, zapytała Jeny, cała roztrzęsiona. Nie wiem. Ty zdecyduj. O czym mam zdecydować? Czy będzie to opowieść o współczuciu, czy o nieczułości”.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Leave a Reply