Święty Mikołaj po holendersku

Święty Mikołaj po holendersku

Każdy wie, kim jest Święty Mikołaj, różne opinie dotyczą natomiast tego, gdzie mieszka większą część roku i skąd przybywa. W Polsce za miejsce jego pobytu najczęściej uważa się Finlandię. W Holandii wiadomym jest, że Wieczny Dobroczyńca na stałe mieszka w Hiszpanii, a do Królestwa Niderlandów przypływa w połowie listopada, by odwiedzić rodzinę i spełnić swój ogólnoludzki obowiązek. Przez cały czas pobytu w tym kraju mieszka w swoim zamku.
Sinte Class, bo tak brzmi jego holenderskie określenie, tak jak w Polsce nosi długie, siwe włosy, takąż brodę i czerwony płaszcz, spod którego przebija się zaokrąglony dobrodusznie brzuszek. Jednak polski Święty Mikołaj zdaje się być raczej postacią z kręgu baśni: to pucołowaty, dobry dziadek uśmiechający sie od ucha do ucha, pędzący swymi saniami ciągnionymi przez renifery. W Holandii natomiast jego wyobrażenie ściślej wiąże się z wątkiem hagiograficznym. Jest biskupem i jak na biskupa przystało chodzi ubrany w białą albę. Pod nią nosi szerokie spodnie imitujące biskupią szatę (spodnie są praktyczniejsze w jeździe konnej, bo ten sędziwy staruszek wjeżdża do miejscowości na białym koniu). Dopełnieniem jego stroju jest oczywiście pierścień biskupi i odpowiednie nakrycie głowy.
Ulubieńcowi dzieci towarzyszą tzw. Czarne Piotrki. Pierwszy człon ich nazwy wiąże się z kolorem skóry, ponieważ twarze pomocników wyczekiwanego gościa przyciemnione farbą mają upodabniać ich do czarnoskórych niewolników, którzy kiedyś byli sprowadzani do ekspansywnej Hiszpanii. To oni podczas pochodu obwieszczającego przybycie tak znakomitego gościa rozdają wyczekującym na ulicach dzieciom ciastka i cukierki, potem 5 grudnia pomagają Mikołajowi rozdawać paczki i aż do Świąt mają za zadanie zaglądać do okien oraz patrzeć przez kominy, by sprawdzić, jak zachowują się mali mieszkańcy domostw oczekujący prezentów.

W Holandii Sinte Claas obdarowuje dzieci prezentami nie tylko w dniu swym imienin, ale na znalezienie niespodzianki w butach można liczyć przez cały okres jego pobytu w Królestwie Niderlandów. Oczywiście najczęściej z racji prowadzenia zrównoważonego dysponowania zasobnością kieszeni rodziców na codzienne podarunki składają się przeważnie drobne słodycze. Co ciekawe, gdy dzieci z przejęciem ustawiają wieczorem buty, wkładają do nich nie tylko namalowane przez siebie rysunki przedstawiające Świętego Mikołaja, ale i marchewki, aby zwabić białego rumaka, na którym porusza się wyczekiwany dobroczyńca. Często też rano oprócz upominków znajdują ślady bytności Czarnych Piotrków, np. na stole czy okiennej szybie widnieją ciemne odciski rąk pomocników Świętego Mikołaja.
Jednak prawdziwa zabawa zaczyna się wieczorem 5 grudnia. Jeżeli w domu są małe dzieci, które wierzą jeszcze w istnienie i działalność Siwobrodego Dobroczyńcy, rodzice wymyślają przeróżne historie, aby uatrakcyjnić ten miły i wyczekiwany moment. Wszystkie prezenty wrzucone zostają do odpowiednio dużego i starego worka. Cała heca polega na tym, że nie zawsze Zwarte Piet (czyli Czarny Piotrek) zdąży na czas dostarczyć prezenty. Albo gdzieś je po drodze zgubi i trzeba je odnaleźć, albo pomyli drogę i należy go naprowadzić. Słyszałam też, że kiedyś podczas próby dostania się do jednego z domów przez garaż pewien Czarny Piotrek doznał kontuzji, w wyniku czego Święty Mikołaj musiał jechac z nim do szpitala i tyle go widziano. Jednak będąc osobą odpowiedzialną nie omieszkał naprędce nakreślić list do dzieci, w którym poinformował je o całym zajściu. Do niego dołączył mapkę, którą trzeba było właściwie odczytać, aby dotrzeć do miejsca, gdzie pozostał worek z prezentami. Oczywiście podczas poszukiwań skarbu dzieci miały za zadanie wykonać kilka rzeczy, np. ułożyć puzzle, które informowały o dalszych wytycznych.
Jak widać do przyjemności należeć może nie tylko rozpakowywanie prezentów i eksploatacja, ale i samo ich oczekiwanie czy stawianie czoła niebezpieczeństwom, które mogą uniemożliwić Świętemu Mikołajowi wypełnienie misji. Oczywiście wielką wyobraźnią powinni wykazać się dorośli. Tradycja ta stanowi dobre pole do popisu dla ich talentów aktorskich, które pewnie jeśli miały w zwyczaju ujrzeć światło dzienne, to ujawniały się głównie za czasów pobierania edukacji szkolnej. Zabawa ta wymaga trochę wysiłku, ale może stać się inspiracją do uprzyjemniania sobie i innym świątecznego czasu.
Do Mikołajowej tradycji należy również to, że do każdego prezentu dołączany jest wierszyk napisany specjalnie z myślą o danej osobie. W tych domach, gdzie dzieci już dorosły, rozpowszechniony jest zwyczaj przeprowadzania tajnego losowania, podczas którego każdy z członków rodziny dowiaduje się, komu przypadnie robić prezent w danym roku. Jak widać, dorośli też potrafią się bawić.
Takie zwyczaje nie tylko uprzyjemniają czas, ale i zacieśniają relacje między domownikami. Często delektujemy się daniami z dalekich stron lub wymieniamy nowymi przepisami. Może warto coś uszczknąć z innych tradycji Mikołajkowych? Zainspirować się? Zaangażować cały dom? Grunt to dbać o relacje i poczucie bycia razem, a dobre chwile zabawy przy boku Świętego Mikołaja z pewnością staną się dobrą do tego okazją.

Ola Ptaszek
Napisane przez Ola Ptaszek

Nikt nie dodał komentarza. Bądź pierwszy!

Jeszcze nikt nie skomentował tego postu. Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz