LOADING

Type to search

Sucha gałąź (o zabijaniu swoich)

zafor hasan 29 stycznia 2016
Share

Czynienie z sąsiada śmiertelnego wroga urąga elementarnemu rozsądkowi.

Gdy za ojczyznę uznajemy ogół ziem Rzeczypospolitej, za rodaków wszystkich jej mieszkańców, gdy czujemy się zobowiązani do troski o całość, musimy przemyśleć zagadnienie sporów domowych, bratobójczego rozlewu krwi, próbować się z nim uporać.

Istnienie odrębnych państw to problem zaniedbywalny: niegdyś Polska, Ruś, nawet mała Litwa były podzielone na mniej czy bardziej samodzielne księstwa, lecz przechowywana była świadomość jedności i wspólnoty. Morderstwa w rodzinach zdarzają się. Czy każde prowadzi do „rozwiązania” rodziny, rozpadu na wieki wieków?

Tadeusza Hołówkę zastrzelili 29 sierpnia 1931 roku bojówkarze OUN. Jeśli nawet inspiracja pochodziła od nieżyczliwych sąsiednich stolic, zamachowcy i współsprawcy byli idealistami, żadnymi płatnymi rewolwerowcami. Czy wierzyli, że uśmiercenie człowieka dążącego do ugody, pojednania, choćby do osiągnięcia modus vivendi, w oczach polskich narodowców wprost ukrainofila, przyniesie dobro Ukraińcom?

Miłość ojczyzny prowadzi niekiedy do zadziwiających zachowań. Sykariusze tak kochali swój naród – żydowski, tak nienawidzili wroga – rzymskiego, że zasadniczym ich działaniem było zabijanie Żydów – tych, których uważali za nie dość antyrzymskich. Obrenowić zgładził Karadziordzia, współtowarzysza walki z Turkami, a jego zakonserwowaną w miodzie głowę wysłał sułtanowi. W nocy z 29 na 30 listopada 1930 spiskowcy położyli trupem kilku polskich generałów, obok zaprzysięgłych zdrajców także zwyczajnie zdezorientowanych, zaskoczonych, mających odmienne zdanie o sposobach wybijania się na niepodległość. Ledwie uszedł z życiem Sowiński: rewolucjoniści nie mieli sumienia zamachnąć się na kalekę z drewnianą nogą. Gawriło Princip strzelał do Ferdynanda, Habsburga chyba najżyczliwszego Słowianom, szczególnie Południowym. W latach 1921-39 nacjonaliści ukraińscy zabili kilkadziesiąt osób, z czego nieco więcej niż połowę stanowili Ukraińcy. Rzezi wołyńskiej dokonali ci, którzy mienili się patriotami. Pomijając fakt, że pozbawili życia kilka(naście) tysięcy „niezdyscyplinowanych” współplemieńców, narażali przecież swoich na odwet.

pist

Czynienie z sąsiada śmiertelnego wroga urąga elementarnemu rozsądkowi. Była metoda w tym szaleństwie? W 1943 roku nie mogli już mieć nadziei na „ostateczne rozwiązanie kwestii polskiej” w ramach jakiejś korzystnej dla Ukraińców modyfikacji Generalplan Ost. Gandhiego zamordował Hindus hinduista, nie brytyjscy kolonizatorzy ani muzułmanie; premiera Izraela Rabina – miłujący swój kraj Izraelczyk; prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Narutowicza – kochający ojczyznę Polak… Prócz Kapodistriasa, pierwszego szefa niepodległego państwa greckiego dałoby się zapewne innych dopisać do listy.

Sykariusze chcieli zapewne wymusić patriotyzm i nieustępliwość, choćby krwawą przemocą; uszczęśliwić naród siłą. Dla dobra Żydów terroryzowali Żydów, wybranych wyprawiali na tamten świat. Pragnęli raczej prowadzić swój lud na smyczy niż mu przewodzić. Sądzili, być może słusznie, iż należy walczyć, nie kolaborować, lecz do boju woleli naganiać niż zachęcać.

Ponury początek nowożytnej serbskiej państwowości: 1813 upada antytureckie powstanie. Jego wódz Jerzy Czarny szuka schronienia w Austrii, potem w Rosji. Cztery lata później wraca do znów zrewoltowanego kraju, który ma szansę stać się za zgodą Porty udzielnym księstwem z Miłoszem Obrenowiciem na tronie, już nie zwykłą prowincją. Bohatera narodowego, bojownika o wyzwolenie spotyka tragiczny koniec z ręki następcy, kontynuatora, spadkobiercy, który podniósł upadający sztandar wolności. Turcy zapewne pragnęli wówczas spokoju za cenę umiarkowanych koncesji dla Serbii, jednak wciąż byli zdolni do mobilizacji i ponownego zgniecenia, zniewolenia Serbów, gdyby ci za namową obdarzonego autorytetem Karadziordzia próbowali wywalczyć pełną niezawisłość. Obrenowić uważał, że lepsze jest wrogiem dobrego, że raczej niech jeden człowiek umrze, niżby miał zginąć cały naród? Czy po prostu eliminował rywala?

Ponury początek jedności Słowian Ilirii: 1914 w starannie przygotowanym przez serbskich patriotów zamachu ginie arcyksiążę i Bogu ducha winna arcyksiężna. Ujęty bezpośredni zabójca skazany zgodnie z cywilizowanym kodeksem karnym na więzienie, ze względu na młody wiek; z woli pokrzywdzonych, niedoszłych poddanych Ferdynanda, odbywa karę w takich warunkach, że po kilku latach umrze w okropnych cierpieniach na gruźlicę kości. Serbia od dawna stara się zjednoczyć wokół siebie ludy słowiańskie na Bałkanach. Słabnąca Porta nie jest już problemem, raczej Austro-Węgry, spod jarzma których należy wyswobodzić Słoweńców, Chorwatów, Bośniaków. Następca tronu w Wiedniu nie wydaje się słowianożercą, podobno roi o monarchii trialistycznej austro-węgiersko-południowosłowiańskiej. Jarzmo okazać się może niemal słodkie, a ujarzmieni je polubią, gotowi uznać imperium habsburskie za swój kraj, nie za okupanta; niepodległa Serbia straci zdolność przyciągania, a może nawet sama będzie przyciągnięta. Princip strzelał do tyrana, posłany przez takich, którzy chcieli zlikwidować konkurenta.
Tragiczne, niechwalebne incydenty Nocy Listopadowej spowodowane były rewolucyjnym amokiem. Chyba też przekonaniem inicjatorów wystąpienia, że mają sto procent racji. Gdybyż powstanie zaczynało się zamachem stanu, przewrotem wojskowym dokonanym przez najwyższych polskich dowódców, gdyby w spisek wciągnięto generalicję… Początkowo wyglądało na ruchawkę, awanturę. Dopiero orzeczona przez sejm detronizacja Romanowów ostatecznie wyjaśniała sytuację; wtedy nastała rzeczywiście pora na dyscyplinę i lojalność, nie na wątpliwości. Podchorążowie i cywilni sprzysiężeni błagali generałów o objęcie dowództwa nad zrywem. Ale miało ono być na modłę zbójców z „O dwóch takich…” Makuszyńskiego, gdzie banda, grożąc hersztowi śmiercią, zmusza go do wydawania rozkazów, jakich sama sobie życzy.

Wracamy do nacjonalistów ukraińskich. Sadząc po czynach uważali, że nie ma większego szczęścia jak nienawiść między Ukraińcami a Polakami, nie ma ważniejszej sprawy. Do tego przekonania starali się usilnie przywieść ziomków, podsycając niechęć, wzmagając zagrożenie po obu stronach. Sami, jako tej nienawiści organizatorzy, przodownicy i przewodnicy, czujni obrońcy swoich, mieli stanąć na narodu czele, co zrozumiałe samo przez się. Cokolwiek czynili, najważniejszym celem był rząd dusz, a potem faktyczne rządy w kraju (czuli się panami życia i śmierci własnych rodaków, o czym świadczy liczba ich ukraińskich ofiar). Pragnęli ukazać się jako ci, którzy mają rację, bo wskazują rzeczywistego nieprzyjaciela, prawdziwy problem, faktyczne źródło nieszczęścia – podczas gdy własnoręcznie wzmagali nieprzyjaźń. Zaostrzali problem – bo rzeczywiście: nie tworzyli – i przedstawiali się jako ci niosący najlepsze rozwiązanie; działali niczym strażacy piromani (podpalają, ofiarnie gaszą, na koniec oczekują uznania i chwały) albo zagrożona bezrobociem policja z dramatu Mrożka. Zaogniali konflikt i jednej ze stron oferowali usługi ratowników, ochroniarzy. A kto broni, ten ma i rządzić, jak powiedział ponoć Noe do Jafeta; kto dzieli, ten rządzi (choćby jednym z poróżnionych obozów), co spostrzeżono już przed wiekami. W 1929 roku OUN stwierdziła expressis verbis, że tylko ona, elita, godna jest suwerennego (czyli podług woli własnej, nie narodu) panowania nad niezawisłą ojczyzną. Wrogość, szowinizm, prowokowanie wiecznego konfliktu, permanentnej wojny bez względu na ewentualne straty własne były jedynie środkami do uchwycenia władzy – nad Ukrainą. Wyobraźnia nie sięgała bowiem poza państwo plemienne. Nie starczyło jej, by pomarzyć o panowaniu nad całą Rzecząpospolitą bądź – patrząc z innej perspektywy – nad wszystką Rusią.

Inaczej niż Orwell („Notes on Nationalism”) widzę nacjonalistów: dla nich najwyższą wartością władza, niepodległy naród potrzebny tylko po to, by było kim rządzić. Władzę chcą zdobyć i utrzymać, czyli usunąć aktualnych, obcych władców stanowiących konkurencję, zarazem ujarzmić naród, poddać sobie. Aktywność w obu kierunkach prowadzą równolegle, ujarzmianie nazywają elementem walki o wolność. We własnym niepodległym państwie narodowym działają podobnie: zachwalają się jako najpatriotyczniejsi z patriotów, najlepsi strażnicy rodzinnego domu, najskuteczniej broniący go wobec zagrożeń zewnętrznych, które wmawiają krajanom albo nawet z premedytacją prowokują. Zadowalać się mogą legitymacją demokratyczną, dążąc wtedy w pierwszej kolejności do rządu nad sumieniami wyborców. Tak zachowują się ugrupowania litewskie wskazujące nieprzyjaciela w Polakach i polskie wskazujące nieprzyjaciela w Unii Europejskiej.

Umiłowanie władzy ucharakteryzowane na umiłowanie ojczyzny; niekiedy tak udatnie, że złudzeniu ulegną główni aktorzy, nawet charakteryzatorzy, a cóż dopiero statyści i widzowie.

Tags:

Leave a Reply