„Strefa” jazzu

„Strefa” jazzu

Z duetem Jorgosa Skoliasa i Pawła Kaczmarczyka, trio Mateusza Pałki, kwintetem Tomasza Chyły oraz kwintetem Stanisława Słowińskiego

„Być istotą dramatyczną znaczy: przeżywać dany czas, mając wokół siebie innych ludzi i ziemię jako scenę pod stopami”, pisze ks. Józef Tischner w swojej „Filozofii dramatu”. Tą pierwszą sceną dla międzyludzkich spotkań jest dom.

Dzisiaj spotykamy się w przestrzeni pachnącej domem. W ciepłym powietrzu rozchodzi się aromat grzanego wina, płomyki świec oświetlają twarze rozmawiających ze sobą tuż przed koncertem ludzi, a za chwilę otulą nas dźwięki pianina.

Zagra na nim Mateusz Pałka w towarzystwie swojego trio, Piotra Południaka i Patryka Dobosza, przedstawiając nam w sposób głęboki, przemyślany, a równocześnie pogodny i delikatny, swoje utwory z płyty „Sansa”. Przytulność brzmienia większości z nich komponuje się tego wieczoru także z nastrojem wnętrza.

Sceną jest równie przytulna „Strefa”. Tworzą ją muzycy – Jan Słowiński, dbając tu o wszystko jak o własny dom, oraz jego żona Joanna Słowińska, która zaprasza gości na przygotowywane przez siebie potrawy i herbaty z różnych stron świata.

Właśnie wrócili z dalekich stron świata, z festiwalu WOMAD odbywającym się w Chile, gdzie publiczność z wielkim entuzjazmem przyjęła słowiańską muzykę. W ludowe połączenia tradycji ze współczesnością włączył się zespół jego syna, Stanisława Słowińskiego, wnosząc w rodzimą i rodzinną muzykę jazzowy charakter.  Opowiada mi o tym Jan Słowiński chwilę przed rozpoczęciem koncertu. To już inny wieczór. Zagra kwintet Stanisława Słowińskiego.

„Zupa! Zupa!”, wyjątkowo donośnie informuje Max Olszewski przed występem z kwintetem. Do zespołu dołączy dzisiaj Mateusz Sobiechowski. Na razie posila się przed swoją grą bardzo dobrą kaszą z warzywami i salsą. Danie nie ma jeszcze nazwy – być może, jak żartujemy, będzie to „Przysmak Mateusza Sobiechowskiego”.

Pół godziny później skromny i wyciszony pianista pokazuje, jak wiele na jego spokoju i skupieniu zyskuje całość brzmienia kwintetu. Mateusz Sobiechowski niezapomnianie uzupełnia dynamizm i sugestywność gry Stanisława Słowińskiego, Zbyszka Szwajdycha, Justyna Małodobrego i Maxa Olszewskiego –  trzeba dodać, że tego wieczoru grają niezwykle sugestywnie i mocno – nadając równocześnie ich muzyce nastrojowy i czysto jazzowy ton.

Niezapomniane jest również brzmienie skrzypiec barytonowych w solo Stanisława Słowińskiego, a także, a może tym razem przede wszystkim, solo Maxa Olszewskiego, który w niesamowity sposób wygrał na perkusji prawdziwą melodię, wygrywając tym samym z innymi perkusistami, których cenię.

Także mocną, momentami wręcz ostrą stylistykę, wybrał skrzypek Tomasz Chyła wraz z kwintetem, w którym zagrali i dobrze zgrali się ze sobą Piotr Chęcki, Szymon Burnos, Krzysztof Słomkowski oraz Sławek Koryzno. Usłyszeliśmy utwory z zapowiadanego wtedy, a dzisiaj już wydanego ich pierwszego albumu „Eternal Entropy” z nastrojową kompozycją „You Who Wronged”.

Nastrojową i wyjątkowo rodzinną atmosferę wprowadzili podczas swojego koncertu Jorgos Skolias oraz Paweł Kaczmarczyk. Jorgos Skolias żartował i przekazywał miłe uwagi gospodarzom, już od samego wejścia do „Strefy”. Później okazał swoją ciepłą osobowość także w rozmowach ze sceny z publicznością. Podobnie ciepłe jest brzmienie głosu artysty połączone z grą pianisty Pawła Kaczmarczyka, co pokazuje, że akompaniament jednego instrumentu jest dla śpiewu i repertuaru Jorgosa Skoliasa, zupełnie wystarczający.

Duet, trio i dwa kwintety, dziesiątki osób wśród publiczności i ona jedna. „Wszyscy garną się do niej, wszyscy dotykają tego samego”, pisze o muzyce św. Augustyn. To właśnie dzięki niej możemy się ze sobą poczuć jak w domu, który jest nie tylko przestrzenią, ale przede wszystkim spotkaniem.

Paulina Biegaj

Paulina
Napisane przez Paulina

Nikt nie dodał komentarza. Bądź pierwszy!

Jeszcze nikt nie skomentował tego postu. Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz