LOADING

Type to search

Rower do wiary i złamane szprychy

zafor hasan 29 września 2014
Share


W Czechach ludzie podróżujący jednym z samochodów próbowali trafić do nich pojemnikami z McDonalda. Do Lyonu mieli huczny wjazd, bo jacyś młodzi rzucali w ich kierunku petardami. Przeczytaj o chłopakach dla których rower do wiary był lepszy niż pociąg.

– Byliśmy ciekawi świata, chcieliśmy zrobić jakiś wyczyn, stąd zrodził się pomysł na wyprawę. Kiedy jednak wyznaczyliśmy sobie za cel Santiago, każdy z nas odkrywał intencje, w których chce ofiarować podróż i tak wyprawa stała się również pielgrzymką – opowiadają Marek, Grzegorz i Mateusz.

Trzech studentów wyruszyło z Pszczyny i pokonało na rowerach prawie 3500 tys. kilometrów docierając do Santiago de Compostela. Ich trasa prowadziła przez Czechy, Austrię, Szwajcarię, Francję, aż do Hiszpanii. Po drodze udało im się zwiedzić ośrodek naukowy CERN w Genewie, byli także w Lourdes, ale to, co wspominają najbardziej, to spotkania z ludźmi i gościnność tych, od których otrzymali wsparcie. – Nie zaplanowaliśmy żadnych noclegów, nie dzwoniliśmy nigdzie wcześniej – wspominają. – Mieliśmy namiot, ale skorzystaliśmy z niego tylko cztery razy. Pytaliśmy o nocleg głównie na probostwach. Zapraszali nas do siebie także napotkani po drodze ludzie.

Rowerzyści opowiadają o tym, jak w Szwajcarii na jednej z parafii zapytali księdza o możliwość przenocowania, a ten odpowiedział, że nie ma takich miejsc. Z pomocą przyszedł im kościelny, który zaoferował nocleg u siebie. Na jednej ze ścian w jego domu wisiała panorama jeziora i wioski, skąd pochodził. Mężczyzna powiedział im, że mieszkała tam także para z Polski, którą bardzo miło wspominał i dlatego postanowił, że ich przenocuje. – I tak postawa tych Polaków sprzed 20 lat pomogła nam dzisiaj – śmieją się studenci.

Do rowerów zawsze przyczepioną mieli polską flagę. – Ta flaga „załatwiała” nam noclegi – zapewniają. Na swojej drodze spotykali także wielu Polaków, u których mogli się zatrzymać. Kiedy dotarli do Genewy, nie mogli znaleźć żadnego noclegu. Dodatkowo w mieście była parada równości i wszystkie tanie hostele, w których ostatecznie studenci mogliby zamieszkać, był zajęte. Postanowili pojechać na lotnisko i spróbować przenocować w poczekalni. Po drodze zauważyli, że jacyś ludzie machają im z samochodu i coś do nich krzyczą. Okazało się, że to Polacy mieszkający w Szwajcarii postanowili przyjąć ich do swojego domu.

Studenci mówią także o trudnościach, które spotykały ich na trasie wiodącej w znacznej części po górzystych terenach. – W Czechach ludzie podróżujący jednym z samochodów próbowali trafić w nas pojemnikami z McDonalda. W Lyonie mieliśmy huczny wjazd, bo trudna młodzież rzucała w nas petardami – wspominają. Były to jednak tylko incydenty. Znacznie trudniejsze były zmagania z samymi sobą, zmienną pogodą, kontuzjami. Pytani, czy nie myśleli o tym, aby zawrócić, mówią, że pojawiały się takie myśli, ponieważ już w Austrii mieli problemy z kolanami, a w Szwajcarii przez całą trasę towarzyszyły im ulewne deszcze. – Pomyśleliśmy, że tyle przejechaliśmy, zaraz będziemy w Genewie, a w połowie drogi już się nie opłaca zawracać. Chcieliśmy podjechać odcinek pociągiem, ale ceny zabiłyby nasze fundusze – dopowiadają.

Pytani, co było najtrudniejsze podczas pielgrzymki, studenci zgodnie odpowiadają, że powrót do domu. – Okazało się, że w hiszpańskich pociągach nie można przewozić rowerów w całości i trzeba je odpowiednio spakować. Przy ich rozkręcaniu połamaliśmy klucze. Najgorzej było w Madrycie, gdzie całe bagaże musieliśmy przenosić na plecach – opowiadają. – Tego dnia dosłownie nieśliśmy brzemię całej wyprawy.

Intencji pielgrzymki było wiele. – Po drodze wiele osób prosiło o modlitwę. Modliliśmy się na przykład za chorą na epilepsję Amelię z Czech. Bezpośrednio przed wyjazdem parę osób zachorowało w naszych rodzinach, więc przywieźliśmy im wodę z Lourdes.

Marek, Grzegorz i Mateusz pokazują plan wyprawy. Przejechali na rowerach 3474 km. Rekord prędkości to 78 km/h. Jedna przebita dętka, jedna zużyta opona, cztery złamane szprychy i trzy stopki, cztery wymiany klocków hamulcowych, jedno ukąszenie osy i kleszcza. To wszystko nic przy doświadczeniu w drodze ogromnej ludzkiej dobroci.

Tags:
Następny artykuł

Leave a Reply