Przeświadczenie o nieomylności zalążkiem wojny domowej

Przeświadczenie o nieomylności zalążkiem wojny domowej

Czy praprzyczyną, a może jednej z wielu oliw dorzucanych do ognia nie jest przekonanie o tym, że to mój pogląd na daną sprawę jest jedynie słuszny i właściwy, zaś ewentualne głosy niezgody, czy lekkiego pomrukiwania zasługują na natychmiastowe potępienie? Częstokroć słuszne utyskiwania na skaczących sobie do gardeł polityków znajdują zatem ucieleśnienie nigdzie indziej jak przy rodzinnym stole, szczególnie przy większych okazjach, gdzie i audytorium szersze i możliwość pokazania, kto jest bardziej zaradny i kto ma lepsze gadane. Gdy do tego wszystkiego dodamy alkohol, o wielką kłótnię nietrudno. A to ktoś powie, że co to ten jeden z polityków, dziennikarzy, sportowców zrobił lub powiedział. Stwierdzenie to zazwyczaj okraszane zostaje dosadnym wulgaryzmem. Nie raz nie dwa możemy się przekonać, że częstym zarzewiem konfliktów jest tytułowe przekonanie o tym, że inny pogląd na daną sprawę jest przecież jakimś dziwactwem i wydaje nam się, że mimo wszystko rodzina nie jest aż tak głupia, by mieć inny pogląd niż ja. Gdy okazuje się inaczej, robimy wielkie oczy i niewiara w usłyszane słowa łączy się z chęcią nawracania rozmówcy na słuszne tory.

To pokazuje, jak trudna jest dla nas rola bezstronnego arbitra i dlaczego zawodowi sędziego przypisywane jest miano korony zawodów prawniczych, a czasami warto przed zaangażowaniem się w spór, przez chwilę pomyśleć i przeanalizować, czy swoim jednoznacznym stwierdzeniem nie urazimy kogoś nam bliskiego. Oczywiście nie chodzi o wycofanie się z dyskusji i chowanie głowy w piasek, ale o znalezienie złotego środka – o który wbrew pozorom nie tak trudno.

Przeczytaj także

bartekkalucki
Napisane przez bartekkalucki

Nikt nie dodał komentarza. Bądź pierwszy!

Jeszcze nikt nie skomentował tego postu. Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz