Pragnienie Boga w filozofii i psychologii

Głęboko w sercu, świadomości lub umyśle człowieka tkwi ogromna chęć zrozumienia rzeczywistości odczuwanej zmysłami oraz tej intuicyjnie wyczuwalnej, która jest związana z duchowością.

Każdy zastanawiający się nad otaczającym go światem człowiek, ma pragnienie dotarcia do prawdy. Ta intuicyjnie wyczuwalna chęć nie jest niczym nowym. Z niej wzięły się wszelkie religie, czy filozofie a nawet poszczególni ludzie próbowali konstruować własne systemy wartości. Wszelkie schematy, idee stare i nowe, tworzenie nowatorskich definicji, które były próbą zrozumienia historii, polityki, kultury czy jakichkolwiek innych jeszcze ujęć świata okazywały się niewystarczające. Po czym znów odradzał się głód, dążenie, chęć refleksji. Dzieje się to na wielu płaszczyznach, ponieważ człowiek to nie tylko rozum i zmysły, które widzą i oceniają rzeczywistość. To również bogaty świat wewnętrzny, intuicja oraz głębokie wyczucie prawdy w sercu. Od filozofii, aż po współczesną psychologię, wszystkie myśli i dociekania kierują się w jedną stronę, to pragnienie dotarcia do prawdy oraz doskonalenia siebie, utożsamiane ze szczęściem. „O tym, że Bóg jest, czy nie świadczy już to, że człowiek chce o Niego pytać? A pyta (…) w sumie ponad pięć miliardów tych, którzy deklarują wiarę w jakiegoś Boga. Czy ten powszechny egzystencjalny głód (…) nie naprowadza na myśl, że jeśli taka masę ludzi od tylu lat zżera tak silne wykraczające poza nich samych pragnienie”[1] to musi być to wbudowane w sens istnienia.

Przedmiotem filozofii jest „zbudować naukę, która da pogląd na świat”[2]. I tak podstawą Platona jest przyjęcie, że wszystko co materialne jest odbiciem wiecznych i trwałych idei, wzoru. Stąd świat materialny jest zmienny, niedoskonały, zły, natomiast duchowy, ponieważ niezmienny, dobry. Najwyższymi ideami są dobro, piękno i prawda. Osiągniecie ich jest równoznaczne z doskonałością. Celem człowieka jest podążanie do świata idei. Nieśmiertelna dusza porusza ciało we właściwą stronę, aby odtworzyć to, czego doznawała w prawzorze zanim zaciążył na niej grzech. Dowiódł więc, że mechanizm napędowy człowieka ma swoje miejsce w duszy i ukierunkowuje na wartości najwyższe. Wszystko to, co zastaje człowiek w świecie materialnym jest niewystarczające. Aby osiągnąć szczęście i spełnienie musi dotrzeć do najwyższej idei – dobra. Dzięki Sokratesowi mamy konkretne pojęcie cnoty – panowanie nad sobą, odwagę, sprawiedliwość, prawdomówność – pierwsze wyodrębnienie zasad moralnych. Prawdziwa wiedza według niego jest wiedzą etyczną, nie teorią lecz praktyką połączoną z rozsądkiem. Uważał też, że „każdy człowiek nosi w sobie wiedzę prawdziwą, ale jej sobie nie uświadamia (…) intuicyjną wiedzę o dobru”[3]. Arystoteles jest autorem etycznego poglądu, że człowiek powinien doskonalić swoją formę, czyli duszę – poznającą i poruszającą. W momencie osiągnięcia optymalnej, czyli przeznaczonej dla danej jednostki postaci, osiąga się trwałe szczęście i cnotę. Jesteśmy indywidualnościami, więc każda dusza ma własną drogę. W taki sposób osiąga się eudajmonię, stan poczucia doskonałości swego życia, „największej miary dóbr dostępnej człowiekowi (…) ową miarę dóbr osiąga się dzięki wewnętrznemu usposobieniu”[4], co oznaczało zaspokojenie potrzeb cielesnych i duchowych. Stoicy wnieśli nowe spostrzeżenia: człowiek może być szczęśliwym, jednak nie osiągnie tego opanowując rzeczywistość i kontrolując innych, ale poprzez uniezależniane się od zewnętrznych okoliczności. Zapanowanie nad sobą jest kluczem, wolność od przywiązywania się do rzeczy materialnych, opinii innych, sytuacji jest jedynym prawdziwym dobrem. Człowiek, który tego dokonał w ich rozumieniu jest mędrcem. Kartezjusz wprowadził metodę prostoty w analizie i zwrócił uwagę na myśl, ponieważ fundament tkwi w człowieku. Wierzący Pascal stanął przed faktem bezradności rozumu i odkrył istnienie porządku serca, które ma zdolność poznawania rzeczy nadprzyrodzonych, co jest mistyczną intuicją. Jest również twórcą słynnego zakładu. Spinoza udowadniał, że istnieje tylko jedna substancja w świecie – Bóg. Leibniz zaś dowiódł, iż jedynie Stwórca postrzega wszystko w doskonałości. Hegel opisuje rozwój ducha jako „drogę świadomości dążącej do prawdziwej wiedzy, albo też jako drogę duszy przechodzącej przez szereg ukształtowań”[5]. Husserl zaś uważał, że wartości poznajemy bezpośrednio poprzez intuicję i nie potrzebujemy żadnych dowodów na to, by wiedzieć, że dobro jest wartością. Wiemy to a priori, przed doświadczeniem. Zaś dzięki fenomenologicznym poglądom Maxa Schelera zwyciężyła etyka mówiąca, że wiemy co jest dla nas dobre, bo mamy wbudowaną hierarchię wartości. Odkrył on, że nie jest to żadna nowa moralność, ale dobrze znana katolicka. Na jego wykładach o świętości (której fenomen zgłębiał) była obecna św. Edyta Stein. Rudolf Otto dowiódł, że „dzięki intuicji człowiek dokonuje wglądu w siebie i odkrywa idee tkwiące głęboko w jego wnętrzu, których źródłem nie może być zewnętrzny świat empiryczny. Jest to bowiem świat nietrwały i przemijający, zaś idee, które człowiek odkrywa cechuje trwałość i nieśmiertelność. Im bardziej człowiek wkracza w sferę idei wewnętrznych, duchowych i je poznaje, tym wyraźniej dostrzega, że świat zewnętrzny jest nietrwały i przemijający, dlatego znajduje uzasadnienie swojego istnienia tylko w zasadzie absolutnej. Tą zasadą jest byt absolutnie wieczny i wolny, czyli sacrum”[6]. Człowiek niezależnie od miejsca urodzenia i wychowania miał bardzo podobne pojecie szczęścia, wyczucie istnienia Boga oraz potrzebę życia zgodnego z prawdą. Jest to także argument, że w „historii zbawienia wszystko jest objęte Bożym planem, wszystko uczestniczy w stającym się Bożym królestwie”[7]. Filozofia skłania więc ku temu co najwyższe. Rozwój człowieka nie jest wyłącznie dla niego samego, ale ma prowadzić ku czemuś większemu. Ku dobru ostatecznemu. Już w II wieku n.e. św. Justyn podsumował wysiłki filozofów. Stworzył i określił fenomen uniwersalności prawdy, do której dążono przez wieki. Poprzez decyzję, pragnienie poznania prawdy człowiek zostaje przyłączony do Logosu, czyli Chrystusa, który jest prawdą. Bez niego poznanie nie jest możliwe. Justyn pisze: „jeśli kiedykolwiek przedtem filozofowie lub prawodawcy coś trafnego powiedzieli lub odkryli, zawdzięczali to tylko temu, że usilnie badając i rozmyślając, zdołali odnaleźć i dostrzec w sobie samych cząsteczkę owego Logosu. Nie znając go jednak w pełni, tak jak istniał on w Chrystusie, wpadali częstokroć w sprzeczności. Ale też niejednokrotnie tych spośród nich, którzy w przedchrystusowych czasach usiłowali ludzkim rozumem badać i zgłębiać prawdę, wleczono przed sądy jako bezbożników i nowinkarzy. Sokratesa, najbardziej pod tym względem zdecydowanego, oskarżono o to samo co i nas, mianowicie, że wprowadza nowe bóstwa, a odrzuca bogów państwowych. Tymczasem on wprawdzie wykluczył ze swej koncepcji Rzeczypospolitej złe demony oraz bóstwa, o których bajdurzą poeci, tłumaczył nawet ludziom, że Homera i innych poetów powinni wręcz odrzucić, ale zarazem nauczał ich, że zgodnie z trzeźwym rozumem muszą szukać jakiegoś nieznanego prawdziwego Boga. Zwykł był przy tym powtarzać, iż „Ojca i twórcę wszechrzeczy niełatwo znaleźć, a nawet gdy się go znajdzie, niebezpiecznie opowiadać o nim publicznie”. To jednak urzeczywistnił własną mocą nasz Chrystus. Sokratesowi nikt nie uwierzył tak bezwzględnie, by aż śmierć ponieść za jego naukę, Chrystusowi natomiast (…) uwierzyli nie tylko filozofowie i uczeni, lecz nawet rzemieślnicy i zwyczajni prostacy, gardząc strawą, strachem i śmiercią. Ale bo też był On Mocą niewysłowionego Ojca, nie zaś zwyczajnym naczyniem ludzkiej mądrości”[8].

Psychologia jako nauka, która analizuje psychiczne procesy pomaga również poznać i zrozumieć sens ludzkiego życia oraz odkrywa związek pomiędzy jego jakością i długością. Jung, Adler, Maslow oraz psychologia pozytywna są zgodne, że sens życia człowieka wyraża się w czymś większym niż on sam. To znaczy, że poszukuje on nieustannie celu ostatecznego, o wiele głębszego niż samo bytowanie. Jest to wciąż ta sama arystotelesowska eudajmonia, chęć osiągnięcia stanu najwyższego. To również ucieczka przed apatią i poczuciem bezsensu, nadanie swojemu życiu wartości, ale nie tylko. To potrzeba świadomości, że jest się dobrym, wartościowym człowiekiem. „Coraz więcej badań potwierdza istnienie pozytywnego związku między obecnością sensu życia a jakością i dobrostanem (Ryff, 1989). Dostrzeżono korelacje między sensem życia, a wysoką samooceną i poczuciem kontroli (Reker, 1997; Phillips, 1980). Brak sensu życia natomiast prowadzi do wewnętrznej pustki i nerwicy egzystencjalnej, polegającej na braku chęci do życia i działania (Frankl, 1963, Maddi 1967). Dostrzeżono związek braku sensu życia z patologiami i zaburzeniami, nadużywaniem substancji uzależniających i myślami samobójczymi (Yalom, 1980; Harlow i in. 1986)”[9]. Sięgając do psychologii ogólnej odczytujemy, że każda sfera człowieka „przejawia swoje istnienie w pragnieniach”[10]. Biologiczna domaga się zachowania życia, psychiczna – akceptacji, bezpieczeństwa. Te sfery muszą być zaspokajane, trudno przecież spać pod gołym niebem, czy nie jeść. Jednak problemem jest fakt, że jeśli nie są zgodne i ukierunkowane na prawdziwe źródło dające życie, czyli Boga, powoli, z biegiem czasu stają się zagrożeniem dla człowieka: nieodparta chęć posiadania, źle pojęta ambicja popychają w nieodpowiednim kierunku. Stąd wpadanie w nałogi, zniewolenia, w których szuka się zaspokojenia. To uczucie jednak szybko mija, a nałóg atakuje ze zdwojoną, niszczycielską siłą. Co miało zapewnić szczęście staje się przyczyną smutku i rozgoryczenia.

Trzecia duchowa sfera, to pragnienie dotarcia do prawdy, sensu życia. W momencie gdy dwie pierwsze są zaspokajane, człowiek kieruje się ku wartościom wyższym. Choć nie u wszystkich odbywa się to jednakowo. To głębokie przekonanie, że oprócz tego co mam lub mogę mieć, istnieje coś więcej, jakaś najwyższa wartość, którą chcę poznać i nią się kierować. Pragnienie wypływające z wnętrza, odczuwalne intuicyjnie, lecz człowiek nie rozumiejąc, że to siła duchowa samego Boga w nim, szuka go na zewnątrz. Psycholog prof. J. Pastuszka pisze, że człowiek jest istotą cielesno-duchową, należy do świata przyrody i świata ducha. I choć czasem niedoskonale postrzega te kwestie, to jednak jego atutem a zarazem przeznaczeniem jest kształtowanie swojego życia w zależności od własnych możliwości, zdolności. „W człowieku istnieją prawa rządzące jego życiem duchowym, tj. prawo prymatu wartości religijno-moralnych oraz prawo jedności życia psychicznego. Pierwsze prawo, wyrażone w sferze relacji do Absolutu, przejawia się przez myślenie i wolę. Myśl ludzka, chociaż powstaje w określonym czasie i za przedmiot ma pewne wyodrębnienie treści, to jednak posiada zasięg rozgałęziony i nieskończony. Każde pytanie dociera do pierwszej przyczyny, i każde twierdzenie musi szukać oparcia w sferze transcendentnej. Ku nieskończoności zwraca się również wola ludzka. Jest ona twórczą siłą, która nie zna spokoju, nieustannie rodzi nowe pragnienia i zdąża do nowych wartości. Akty woli są nastawione na określone dobro, ale nigdy się nim nie wyczerpują. Zawsze chcemy czegoś ponad cel bezpośredni, zawsze wybiegamy pragnieniami poza przedmiot pożądania i tworzymy sobie nowy, ku któremu zwracamy naszą tęsknotę. Drugim prawem życia duchowego człowieka jest dążenie do jedności i syntezy. Treści psychiczne nie występują samotnie, nie są izolowane od innych i nie mogą istnieć bez oparcia się o pokrewne treści innych przeżyć. Prawo jedności i syntezy niesie z sobą również nakaz rozwijania wszystkich sił duchowych człowieka, ich wzajemnej koordynacji i współdziałania”[11]. Zrozumienie samego siebie, staje się również wyzwaniem. Jaki jestem? Czemu tutaj? W takim momencie historycznym? Wśród takich ludzi? Po co? Zadanie sobie tych pytań już jest drogą. Dążenie do poznania prawdy jest drogą do Boga jak pisała św. Edyta Stein. Wierzący otrzymuje dar poznania siebie i od tego momentu może świadomie wpływać na swoje życie. A Siemianowski pisze, że „dążenie do prawdy nie ma nic wspólnego z biologicznymi popędami czy emocjami. Rodzi się w głębi duszy człowieka, który sobie uświadamia, jaką wielką wartością jest dla niego prawda. I rzecz charakterystyczna, pragnienie to właściwie nigdy nie cichnie, nie zaspokoi go ta lub inna prawda. Można nawet stwierdzić, że pragnienie prawdy pogłębia się i rośnie w miarę poznawania i odkrywania nowych prawd”[12].

Według św. Edyty Stein drogi do Boga są dwie – poznanie drogą filozoficzną, czyli pojęciową oraz pozapojęciowa droga wiary. Ta ostatnia daje największe szanse dotarcia do wartości: prawdy, piękna i dobra, czyli Stwórcy. Człowiek i Bóg współistnieją zawsze ze sobą. Istnienie rozgrywa się w dwóch równoległych rzeczywistościach, realnej i duchowej. Tę pierwszą poznaje się zmysłami, poprzez doświadczenie, porządkuje rozumowo. Tę drugą intuicyjnie, jak dowiodła Edyta Stein – zasadą wczucia. Jest to sfera duchowa człowieka. Ta sfera odkrywa się człowiekowi niejako sama, na różnych etapach życia, a pociągając, przybliża do siebie. Ma to miejsce zazwyczaj wtedy, gdy pragniemy zrozumienia, oglądania wszystkiego w prawdzie, poznania zupełnego i na zawsze. Leszek Kołakowski i Edyta Stein zgodnie twierdzą, że każde poszukiwanie i chęć zrozumienia prawdy w sposób naukowy, odrzucając Boga, są bezowocne: „Największe rozgoryczenie, jakie odczuwa dusza, jest świadomością niepożądania drogą swojego rzeczywistego powołania, jakim jest wezwanie do miłości. Jest to rozdzierający żal dotyczący najbardziej osobistych wskazówek na temat tego, do czego zostaliśmy wezwani (…). Żal ten jest jednak nieprzeżyty, pogrzebany pod górą spraw, które absorbują nas tak bardzo, ze często doświadczamy go jedynie pośrednio, jako projekcji”[13].

Człowiek nawiązuje relację z Bogiem wieloma sposobami, przede wszystkim poprzez modlitwę, a więc miłosny dialog z Tym, komu oddaje swoje prośby, podziękowania lub proste słowa. Medytując Słowo Boże, czyli poznając myśli, zamiary i punkt widzenia Boga na tyle ile jest to oczywiście możliwe. Zgłębiając życie bohaterów biblijnych, aby poznać ich sposób życia, osobowość i wydarzenia, by móc przenieść to na własne, znaleźć odpowiedzi na nurtujące pytania.

Odzwierciedleniem Boga jest Chrystus, stąd wnikamy w karty Ewangelii, aby upodabniać się do Bożego Syna, mając nadzieję osiągnięcia życia wiecznego. To także kontemplacja, proste spojrzenie na naturę, piękno przyrody, w głębokim zamyśleniu, a nawet pozostając w oschłości, bez rozważania czegoś konkretnego, a jedynie odczuwając obecność Stwórcy – „bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17,27). Mamy więc naturalną, głęboką skłonność do poszukiwania prawdy i piękna, w serce wpisaną zdolność rozeznawania dobra i zła, kierując się zasadami moralnymi, głosem sumienia i wolnością.

[1] Sz. Hołownia: Bóg. Życie i twórczość. Kraków 2010, s. 16.
[2] W. Tatarkiewicz: Historia filozofii, t. I. Warszawa 2001, s. 13.
[3] Tamże, s. 76.
[4] J. Wojtysiak: Filozofia i życie. Kraków 2007, s. 182.
[5] G. Hegel: Fenomenologia ducha. Przeł. S. F. Nowicki, Warszawa 2002, s. 62-63.
[6] R. Markowski: Fenomenologiczne interpretacje pojęcia sacrum, Warszawskie Studia Teologiczne XXIII/2/2010, s. 72.
[7] Sacrum w literaturze, red. J. Gotfryd, M. Jasińska-Wojtkowska, S. Sawicki. Lublin 1983, s. 13.
[8] M. Michalski: Apologia, http://sady.up.krakow.pl/antfil.justyn.apologia.htm (dostęp 21.10.2015).
[9] M. Kossakowska: Sens w życiu. W: Psychologia jakości życia, tom 12, 2013, nr 2, s. 111-131.
[10] M. Zawada OCD: Homo desiderans Deum. Kraków 2011, s. 35.
[11] A. Januszewski: Ks. Prof. Józef Pastuszka, http://www.kul.pl/ks-prof-jozef-pastuszka,art_42867.html(dostęp: 21.10.2015).
[12] A. Siemianowski: Śmierć i perspektywa nadziei. Esej filozoficzny o ostatecznych sprawach człowieka. Gniezno 1992, s. 100.
[13] M. Foley OCD: Miłość, która trzyma nas przy zdrowych zmysłach. Kraków 2015, s. 96.

Krystyna Hoła
Napisane przez Krystyna Hoła

Nikt nie dodał komentarza. Bądź pierwszy!

Jeszcze nikt nie skomentował tego postu. Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz