LOADING

Type to search

Pierwszy skandal

zafor hasan 19 lutego 2015
Share

Tamta noc. Noc wielkiej tajemnicy wiary, noc Wiecznej Wieczerzy. Ale i noc Jezusowej udręki, trwogi. Noc, w której ciemnościach wielkie pragnienia wierności, posłuszeństwa i miłości Ojca brutalnie ścierały się i walczyły o lepsze z ludzką słabością, kruchością  i strachem – i w nich, i w Nim.

Gdy myślę o tamtej nocy, dociera do mnie, że to był pierwszy wielki dramat i pierwszy skandal w historii Kościoła. Bo jakby nie patrzeć, to pierwszy wyświęcony rocznik księży, ucieka, zdradza i łamie swoje przyrzeczenia kapłańskie zaledwie kilka godzin po święceniach w Wieczerniku. Wszyscy, co do jednego. Jeden przyjmował te święcenia niegodnie, z już podjętym postanowieniem zdrady. Ale tylko jeden. Pozostali zupełnie szczerze, jeden przez drugiego przysięgali: Będę z Tobą; pójdę z Tobą choćby do więzienia i na śmierć; nie wyprę się, choćby mi przyszło umrzeć; choćby wszyscy, ale nie ja! Kilka godzin później ten jeden zdradza wydając, sprzedając Jezusa, a reszta zdradza uciekając z ogrodu oliwnego. Kościół, który świeżo wyszedł z łona Wieczernika idzie w rozsypkę, przeżywając swój pierwszy skandal – greckie skandalon, czyli upadek. Samo przedwiośnie Kościoła zostaje ścięte niespodziewanym kwietniowym przymrozkiem.

84153616

Czy nie spodziewanym? On to przecież wiedział, przewidział. Mówił im wyraźnie: Tej nocy wszyscy zwątpicie o mnie, wszyscy mnie opuścicie. A mimo to ich wyświęcił. Mimo to powierzył im sakramenty, czyli siebie samego. Wydał się w ich ręce, wiedząc doskonale, że Go zdradzą, opuszczą, upuszczą.

Zawsze tak jest. Tak do kapłaństwa, jak i po prostu do chrześcijaństwa Jezus zawsze powołuje nas niegotowych, chwiejnych, kruchych, o krok od zdrady. Jest jakąś wielką, niedocieczoną tajemnicą Jego serca i woli Ojca, czemu to robi, czemu na to pozwala. Wszystko o nich wiedział. I chciał ich. Wszystko wie o nas. I chce nas mimo całego grzechu i ciemności, jakie w sobie nosimy.

To wydanie się w nasze ręce, w ręce grzeszników jest Jego ogromnym pragnieniem. Kiedy po raz trzeci budzi uczniów, mówi im: Przyszła godzina, Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi, w ręce grzeszników. Wstańcie, chodźmy! Jezus wybiega na spotkanie godziny swojej męki, wychodzi jej na spotkanie, jak się wychodzi na spotkanie wytęsknionego przyjaciela. On czekał na tę godzinę, czekał całe wieki i tysiąclecia. Zanim pierwszy raz wzeszło słońce, zanim oddzielił dzień od nocy, zanim zaczął się czas, On już tęsknił za godziną bycia wydanym w ręce ludzi.

Jezus tęskni za byciem wydanym w nasze ręce. Ta godzina wydania powtarza się w każdej Eucharystii, w każdej Komunii. Może także dlatego Kościół dopuścił powrót do praktyki przyjmowania Ciała Pańskiego na rękę, byśmy mogli to sobie jasno uprzytomnić. Tęskni i pragnie wydać się w moje ręce. I tak bardzo tęskni za tymi, którzy od ołtarza, od sakramentów są odłączeni. Tak bardzo pragnąłby wydać się i w ich ręce. Tęskni i pragnie oddać się w nasze ręce, jak bardzo byłyby tego niegodne. Świadomość tego sprawia, że zaczynają drżeć. I niech drżą, za każdym razem, gdy podchodzimy do ołtarza – z jednej i drugiej jego strony.

Tamta noc. Noc wielkoczwartkowa, kiedy Wielki Post płynnie przechodzi w Paschę. Noc tajemnic wiary i skandalu. Nie byłoby źle, gdyby ten Wielki Post upływał nam choć trochę w rytmie modlitwy za kapłanów. Za tych wiernych, ale i za tych pogubionych. Za tych, którzy słabi i krusi trwają, ale i za tych, którzy spowodowali skandale, zgorszenia i rany. I za tych, którzy do kapłaństwa wchodzą. Zawsze nie do końca gotowi, nie do końca pewni. Zawsze krusi, zawsze słabi wszystkimi ludzkimi słabościami, zawsze potrzebujący modlitwy sióstr i braci. Jest taki genialny fresk Fra Angelica we florenckim San Marco, na którym widać jednocześnie ogród oliwny i wnętrze domu w Betanii. Uczniowie śpią, a Marta i Maria czuwają, jakby zastępując śpiących apostołów u boku udręczonego Jezusa.

Leave a Reply