Ostatki Siostry Faustyny

Ostatki Siostry Faustyny

Ostatnie dni karnawału to czas zabawy, muzyki i tańca, bo przecież tradycji musi stać się zadość. Trzeba się wyszaleć, zanim nastąpi „czas zakazany”, jak to określała starsza wersja „Pięciu przykazań kościelnych”. Bale i przyjęcia organizują niemal wszyscy, nawet przykościelne wspólnoty. Żyjemy jednak w czasach laicyzacji Europy, spada liczba wierzących praktykujących, więc konsekwentnie również zabawy ostatkowe powinny cieszyć się coraz mniejszą popularnością, skoro dla wielu nie istnieje już Wielki Post i konieczność ograniczenia rozrywki. Chyba zresztą tak właśnie się dzieje, choć nie mam pewności, czy z powyższej przyczyny, czy raczej z powodu zabiegania i braku czasu dorabiających na kilku etatach młodych Polaków. Czy trzeba w tym przypadku ubolewać nad zanikiem tradycji?

Poruszył mnie kiedyś fragment Dzienniczka Siostry Faustyny, w którym opisała swoje doświadczenie mistyczne związane z ostatkami. Dziewiątego lutego 1937 r. dane jej było spojrzeć na karnawał z Bożej perspektywy: Ostatnie te dwa dni karnawału, poznałam wielki nawał kar i grzechów. Dał mi Pan poznać w jednym momencie grzechy świata całego  w dniu tym popełnione. Zemdlałam z przerażenia i pomimo, że znam całą głębię miłosierdzia Bożego, zdziwiłam się, że Bóg pozwala istnieć ludzkości. I dał mi Pan poznać, kto podtrzymuje istnienie tej ludzkości: to są dusze wybrane. Kiedy dopełni się miara wybranych, świat istniał nie będzie. Przez te dwa dni przyjmowałam Komunię św. wynagradzającą i rzekłam do Pana: ─ Jezu, dziś wszystko ofiaruję za grzeszników, niech ciosy Twej sprawiedliwości uderzają we mnie,  a morze miłosierdzia niech ogarnie biednych grzeszników. I wysłuchał Pan prośby mojej; wiele dusz wróciło do Pana, ale ja konałam pod brzemieniem sprawiedliwości Bożej (Dz 926-927). Rok później, czyli dokładnie osiemdziesiąt lat temu, jej wynagradzające cierpienie powtórzyło się: Ostatnie dni karnawału. Cierpienia moje fizyczne zwiększyły się. Złączyłam się ściślej z cierpiącym Zbawicielem, prosząc Go o miłosierdzie dla świata całego, który szaleje w swej złości. Przez dzień cały czułam ból korony cierniowej. Kiedy się położyłam, nie mogłam głowy położyć na poduszce, jednak o dziesiątej ustąpiły bóle i zasnęłam, czując jednak na drugi dzień wielkie wyniszczenie (Dz 1619).

Trudno pozostać obojętnym wobec tego świadectwa. Święta, którą Bóg wybrał na sekretarkę swojego Miłosierdzia i która przekazała tyle słów dodających otuchy największym nawet grzesznikom, zemdlała przerażona ilością popełnionych grzechów i dobrowolnie przyjęła cierpienie, by za to zło wynagrodzić w imieniu nieświadomych może powagi sytuacji bliźnich. Od czasu tej lektury inaczej patrzę na karnawał. Czy uważam, że chrześcijanom nie wolno się bawić? Nie, ale nie musimy brać wzoru z tego świata (Rz 12,1-2). Mamy nie tyle ograniczenia, co nowe możliwości, możemy żyć dla Boga, a nie dla ciała.

Modlitwa wynagradzająca w czasie, kiedy wielu ludzi wybiera dobrą zabawę, nie była obca chrześcijanom, także świeckim. Pier Giorgio Frassati regularnie uczestniczył w nocnych adoracjach Młodzieżowej Sekcji Towarzystwa Adoracyjnego, które odbywały się m.in. w ostatni wieczór roku i w ostatnie dni karnawału. Ten młody Błogosławiony, który słynął z radosnego usposobienia i hałaśliwości, lubił górskie wycieczki z przyjaciółmi, w wieczory karnawałowe rezygnował z zabawy, by trwać przy Jezusie na modlitwie. Czy właśnie to nie jest radość odpowiednia dla przyszłych mieszkańców Nieba?

 

Korzystałam z:

Dzienniczek Sługi Bożej S.M. Faustyny Kowalskiej Profeski wieczystej Zgromadzenia Matki Bożej Miłosierdzia, Kraków 1983.

Mój brat Pier Giorgio. Wiara, oprac. Luciana Frassati, przeł. Barbara Nowak, W drodze, Poznań 2016.

dg

Dominika Grabiec
Napisane przez Dominika Grabiec

Nikt nie dodał komentarza. Bądź pierwszy!

Jeszcze nikt nie skomentował tego postu. Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz