LOADING

Type to search

Obrazki

zafor hasan 1 czerwca 2014
Share

Tadeusz siedział obolały w przychodni rehabilitacyjnej czekając w kolejce na swój zabieg. Inni oczekujący skracali sobie czas opowiadaniami o chorobach przeżywanych aktualnie i o tych, które już wyleczyli. Tadeusz usiłował wyłączyć się z tego szumu i myśleć o czymś pozytywnym. W pewnej jednak chwili, mimo woli, zaczął słuchać tego, co mówiła sterana wiekiem kobieta. „Późno wyszłam za mąż, bo wojna przekreśliła wszystkie plany. Bardzo chcieliśmy mieć z mężem dzieci, toteż wielka była nasza radość, gdy okazało się, że prawdopodobnie urodzę bliźnięta. Poród odbył się w domu, ale ze względu na ciążę bliźniaczą, dzieci odbierał lekarz położnik. Sam poród odbył się normalnie. Urodziło się dwóch chłopców. Jednemu daliśmy od razu na imię Paweł, drugiemu Piotr. Niestety nie trzeba było być lekarzem, żeby zauważyć, że z Piotrusiem jest źle. Leżał cichutko i z trudem „łapał” powietrze. Lekarz długo go badał, a potem z mężem wyszli do kuchni. „Piotruś ma ciężką wadę serca, nic medycyna tu nie poradzi, to dziecko będzie żyło dzień najwyżej dwa. Niech pan jakoś powie to żonie, ochrzcijcie dziecko, a pan niech się przygotuje do pogrzebu” Kiedy lekarz wyszedł, zgnębiony mąż powtórzył mi wszystko. A ja mu wtedy powiedziałam: – „Nie będzie żadnego pogrzebu. Słyszysz? To dziecko będzie żyło”. Mąż smutno pokiwał głową, kazałam mu iść spać, o świcie wstawał do ciężkiej pracy. Kiedy światła w domu pogasły, zapaliłam gromnicę, ze ściany zdjęłam obraz Matki Bożej Częstochowskiej i powiedziałam: -„Matko Boża, dotąd będę Cię prosiła, aż uzdrowisz Piotrusia” Ja wiedziałam, że Matka matce tego nie odmówi. Nie pamiętam ile razy obróciłam różaniec w dłoniach. Nad ranem musiałam na chwilę zasnąć, bo obudził mnie płacz. Wzięłam Piotrusia na ręce i przystawiłam do piersi. Ku mojemu szczęściu zaczął jeść, nakarmiłam jeszcze Pawełka, ale nie śmiałam nic myśleć. Czekałam, kiedy przyjdzie zapowiedziana przez lekarza położna. Było południe kiedy przyszła. Starsza kobieta, która przyjęła setki porodów w najdziwniejszych nieraz warunkach, jakie stwarzała okupacja. Wykąpała Pawełka, a potem bardzo dokładnie zaczęła oglądać Piotrusia. Wreszcie uśmiechnęła się, pocałowała go w różową stopkę i powiedziała: -„ No, chwała Bogu, tym razem nasz doktor się pomylił”. Tadeusz z trudem opanował wzruszenie, był świadkiem wiary prawdziwie przenoszącej góry.

 

***

 

Jakiegoś styczniowego przedpołudnia Anna poczuła, że doszła do kresu swoich sił, dalej była tylko ciemność i i trudny do opisania ból. Postanowiła to przerwać. Na stoliku pod oknem postawiła fiolkę pełną silnego środka nasennego. W kuchni naparzyła herbatę. Czekając jak ostygnie uchyliła okno. Dokładnie w tym samym czasie jej znajomy ksiądz postanowił ją odwiedzić. Trudność polegała na tym, że znał jedynie nazwę ulicy przy której mieszkała. Szedł więc, bezradnie patrząc na kolejne mijane bloki. W którymś z nich zauważył uchylone okno. Nie wiedzieć dlaczego postanowił, że wejdzie do tego właśnie mieszkania. Kiedy zapukał, drzwi otworzyła mu Anna. Herbata jeszcze nie wystygła…

Leave a Reply