LOADING

Type to search

Obecność znaczy więcej?

zafor hasan 8 grudnia 2014
Share

Są sytuacje, w których nasze siły i starania na niewiele się zdadzą,  nie przełożą się na żaden konkret. Ale czy to powód,  aby ominąć potrzebującego? Może nasza obecność i danie takim ludziom do zrozumienia, że nie są przez innych pogardzani znaczy dla nich więcej niż noc w ciepłym domu?

Wobec dramatu

Godzina 14-ta. Wchodząc do sklepu coś mnie zatrzymuje. To 20 zł,  które leży zgięte na podłodze.  Schylam się, podnoszę, trzymam w ręku i chwilę stoję, nie ruszając się. „Może Ktoś się wróci, może Ktoś zauważy brak banknotu i będzie go szukał? ” – myślę. Nic takiego jednak się nie dzieje. Wkładam więc pieniądze do kieszeni i wchodzę do sklepu. Robiąc zakupy postanawiam, że te pieniądze przekażę dalej, jeszcze dziś. Przypominam sobie, że u Dominikanów pieniądze zebrane ze sprzedaży opłatkow wigilijnych przekazywane są na jakiś konkretny cel. Myślę: „wrzucę do tej puszki”.

Godzina 17.40 – po zakończeniu lekcji z uczennicą wybiegam na tramwaj, którym chcę pojechać do klasztoru Dominikanów adoracje, Mszę i nieszpory.  Niestety . . . mój tramwaj ucieka. Pierwszy poziom zdenerwowania osiągnięty. . . no nic, wsiadam do kolejnego tramwaju,  który niestety nie dowieźie mnie bezpośrednio na miejsce. Na adoracje już nie zdążę… poziom zdenerwowania podnosi sie . . . przejeżdżając kilka przystanków okazuje się, że muszę wysiąść, bo tramwaj nieoczekiwanie skręca. Postanawiam iść dalej pieszo.

6952622490_c6af236e2b_z

Damian Dada / Flickr.com

Po chwili marszu moja uwagę zwraca kobieta, która leży w jednej z bram mieszczących się przy deptaku. Choć stoi nad nią jakiś mężczyzna zatrzymuje się i postanawiam Im trochę pomóc. W międzyczasie dowiaduje się,  że jakaś dziewczyna z pobliskiej kamienicy zadzwoniła po straż miejska,  aby ta zgarnąła tych ludzi. Oni strasznie tego nie chce, bo wiedza, ze po jednej nocy spedzonej w Izbie zostaną znów na ulicy. Straż na szczęścia nie przyjeżdża, wiec mam okazję na chwile się przy nich zatrzymać i  zamienić słowo.

Rozmowa nie należy do najprostszych. Ona pijana, ledwo co stoi na nogach. On próbuje Jej pomóc, mówi, że od tygodnia się nią zajmuje. Ja wiem, że może być tak, że nie wszystko, co usłyszałam jest prawdą, ale … kobieta została wyrzucona przez administrację tydzień temu, miesiąc temu zmarła Jej matka, i od tamtego czasu jest kompletnie załamana. Staram się nie używać górnolotnych słów, rozmawiam z Nimi dosyć ostrym językiem,  czasem nawet wydaje mi się … zbyt ostrym.  Nie da się jednak inaczej, Ona strasznie klnie,  On ją uspokaja.

Po chwili zaczynają mi opowiadać o schroniskach w których byli. Mówię Im o siostrach Kalkutankach, o tym, że można tam codziennie coś zjeść,  ale . . . trzeba być trzeźwym. Okazuje się,  że Oni już tam byli. Naprawdę, to dla mnie budujące, bo nie pierwsi spotkani bezdomni, którzy w tak ciepły sposób mówią o posłudze Kalkutanek. Niestety, Siostry nie prowadzą noclegowni, mają tylko kilkanaście łóżek dla chorych mężczyzn.

Próbujemy, rozmawiając, znaleźć wyjście z sytuacji. W tym momencie uświadamiam sobie, że w teorii mamy ich wiele, ale jak stajemy konkretnie wobec czyjegoś dramatu, nie jest już tak łatwo.  Przerabiałam to juz kiedyś z inną parą bezdomnych. Tamci nie pili, chcieli zmienić swoje życie,  zacząć od nowa. Dzwoniłam wszędzie gdzie się dało,  nigdzie nie było dla nich miejsca. Mężczyzna chodził nawet po domach,  chciał mając się przynajmniej do koszenia trawy. Ale kto wpuści na podwórko osobę,  która ostatnie lata spędziła w więzieniu?  To nie są proste sytuacje.

Nie wstydzę się, chodźmy!

Ale wróćmy do tej z dziś. Minuty mijają,  ja wciąż prowadzę z Nimi dialog. W końcu Pan proponuje abyśmy poszli razem do sklepu i abym kupiła im jedzenie. Chwila zastanowienia i … 20 zł w kieszeni… kobietę zostawiamy, a sami idziemy do pobliskiej żabki. Kupuje chleb,  jakiś ser, a zamiast wódki,  o którą prosiła kobieta – dwa wafelki;)))) w kieszeni zostaje 7 zł. . . Wychodzę ze sklepu, Pan czeka na mnie i to co od niego słyszę dosłownie mnie mrozi…: „czy Pani nie będzie się wstydziła ze mną iść te kilkaset metrów główną ulica?”. Odpowiadam: ” ale dlaczego?

Jestem taka sama jak Pan. Nie wstydzę się, chodźmy.” Klepie Go po ramieniu i idziemy przed siebie. Patrzę kątem oka, mężczyzna jest bardzo wzruszony. W mojej głowie natomiast kotluja się myśli: „dlaczego Ci ludzie – bezdomni, biedni – są tak przez nas pogardzani?”, tak, przez nas – bo ja też nie raz patrzyłam na nich z pewną pogardą, czy też oddalalam się od nich nie myśląc, że tym Ich krzywdze. Tych ludzi naprawdę to dotyka, zaczynają czuć się jak szmaty i sami zaczynają się tak traktować. Coś się we mnie burzy, biorę Pana pod  i biegniemy ulicą do tej kobiety, która siedzi samotnie na ławce.

Zależy Nam aby zdążyć,  bo widzimy Straż miejska. Nie chcemy bowiem, żeby zwineli Ją bez Niego. Na szczeście straż nie zauważa kobiety, a my dobiegamy z jedzeniem. Ona widząc mnie z chlebem w ręku  płacze . . . jest wzruszona, dziękuję mi za rozmowę; za to, że się przy nich zatrzymałam. Ja jednak staram się nie rozwalić i prosze Ich, żeby o siebie zawalczyli. Krzyczę wręcz na tego Gościa,  aby nie pozwolił Jej pić,  aby Ją pilnował.

Patrzę na zegarek, 10 minut do Mszy – jak się pospieszę to zdążę jeszcze do Klasztoru.  Im już więcej nie pomogę. Proszą mnie jeszcze o numer do jakiegoś miejsca, gdzie mogą się schronić, ale ja nic przy sobie nie mam. Mówię Im tylko, żeby następnego dnia poszli do Sióstr Kalkutanek coś zjeść. Czas się pożegnać. . . Pan całuje mnie w dłoń, Ona dalej siedzi, bo nie jest w stanie wstać.  . . Odchodzę i biegnę na Mszę.

Obecność znaczy więcej?

Może nic szczególnego w tym wszystkim, pewnie niejednokrotnie każdy z Nas spotkał się z taką lub podobną sytuacja. Spisalam jednak to wszystko, aby zachęcić siebie i tych, którzy to będą czytać do refleksji. Ja bowiem jakoś mocno to przeżyłam. Słowa tych ludzi, ich krzyk, płacz był przeniknięty beznadzieją, strachem, brakiem wiary w cokolwiek . . . może nie pomogłam jakoś konkretnie tym ludziom, ale wracałam z takim przeświadczeniem, że to nasze spotkanie i rozmowa nie były dla nich obojętne.

Są sytuacje, w których nasze siły i starania na niewiele się zdadzą, nie przełożą się na żaden konkret. Ale czy to powód,  aby ominąć potrzebującego? Może nasza obecność i danie takim ludziom do zrozumienia, że nie są przez innych pogardzani znaczy dla nich więcej niż noc w ciepłym domu?.. nie wiem, to tylko moje przemyślenia. …

Pozostałe 7 zł, które zostały mi w kieszeni wrzuciłam tam,  gdzie początkowo planowałam.

Miejmy otwarte oczy, a przede wszystkim serce na to, co daje Bóg. Może czasem ma pójść nie po Twojemu?; może czasem dobrze, że z Twojego planu pozostają przysłowiowe nici? Może właśnie wtedy zaczynasz widzieć szerzej?

Poprzedni artykuł

Leave a Reply