List czytelnika z Niemiec: „Czy temat migrantów obudzi nas ze snu?”

List czytelnika z Niemiec: „Czy temat migrantów obudzi nas ze snu?”

Peron niemieckiego dworca po przyjeździe pociągu wiozącego migrantów | fot. Franz Ferdinand Photography / flickr.com

W Polsce temat migranów jest tematem jeszcze teoretycznym. Ale ja na co dzień stoję już oko w oko z tym zjawiskiem. Spróbuję ująć problem, o który mi chodzi, w najprostszych słowach – napisał do naszej redakcji czytelnik z Niemiec. Publikujemy treść całego listu

 

Piszę do Państwa w sprawie tematu „Uchodźcy“. Przede wszystkim bardzo się cieszę, że ten ważny temat został poruszony na portalu Stacja7. Bardzo za to dziękuję redakcji i blogerom.

Proszę pozwolić, że najpierw napiszę kilka słów o sobie. Mieszkam obecnie w Landshut, a wcześniej mieszkałem w Monachium, do którego trafiały setki tysięcy uchodźców albo migrantów. Nie działam w żadnej organizacji pomocy. Widziałem ich na dworcu, gdy przyjeżdżali. Chodziłem do ośrodków dowiedzieć się, co jest im potrzebne. W Landshut są ośrodki dla uchodźców na mojej ulicy. Razem z żoną chodzimy na zajęcia z języka niemieckiego razem z Afgańczykami i Syryjczykami. W pewnym sensie jestem migrantem ekonomicznym bardzo dobrze przyjętym w Bawarii. Dodatkowo 25 lat temu jeździłem na zachód na „saksy“. Czuję więc pewną wspólnotę duchową z ludźmi, którzy szukają dla siebie i dla swojej rodziny lepszego miejsca.

Tu w Niemczech, gdzie kościoły są raczej puste i nie ma niemieckich rodzin ani niemieckich dzieci, czuć potężny wpływ laicyzacji na codzienne życie. I nie mam nawet na myśli formalnej laicyzacji (czyli oddzielenia państwa od kościoła), ale słabość głosu Kościoła. I znów muszę doprecyzować, że nie chodzi mi o samą obecność przedstawicieli Kościoła w życiu publicznym, bo ona jest. Chodzi mi konkretnie o lęk przed stawianiem wspólnocie wymagań.

Kiedy widzę tłumy przybyszów – głównie islamskiego wyznania, które w Niemczech są faktem – nie zapominając o tym wszystkim, co mówi już samo Pismo święte, od razu przychodzą mi na myśl słowa Jana Pawła II: „Nie wiecie co macie robić? Wchodźcie na dachy i głoście ewangelię”.

Dlaczego jako chrześcijanie boimy się tych przybyszów? Czyż właśnie my nie mamy dla nich najwspanialszego daru, czyli możliwości nawrócenia na wiarę w Jezusa Chrystusa. Czy ten nasz lęk przed człowiekiem bardziej przywiązanym do swoich przekonań i tradycji nie jest miarą słabości naszej własnej wiary i braku woli życia zgodnie z nauką ewangelii?

W Polsce temat migranów jest tematem jeszcze teoretycznym. Ale ja na co dzień stoję już oko w oko z tym zjawiskiem. Spróbuję ująć problem, o który mi chodzi, w najprostszych słowach. Brakuje mi w ogólnej debacie o skutkach migracji podkreślenia wyzwania ewangelizacyjnego. Wyzwania dla każdej osoby, która tak, jak ja, czuje się chrześcijaninem. Może zjawisko, z którym mamy obecnie do czynienia, jest znakiem, który ma wybudzić nas ze snu. Snu, w który zapadliśmy wycofując zagadnienia wiary poza mury kościołów i prywatnych mieszkań.

Z poważaniem,
Bartłomiej Seidel
Landshut

Bartłomiej Seidel
Napisane przez Bartłomiej Seidel

3 Odpowiedzi na komentarz

  1. Awatar
    Lipiec 08, 2017

    Zaskakuje że nikt o tym temacie jeszcze od tej strony nie powiedział. Niemniej piękny mądry głos. Szacuneczek dla Autora listu

    Odpowiedz

  2. Awatar
    Lipiec 05, 2017

    to dla nas wszystkich może być spore wyzwanie i zamknięcie granic może nas przed nim nie uchronić… genialnym był pomysł Franciszka, który proponował by każda parafia przyjęła jedną rodzinę… dziś po dwóch latach, żyjąc w totalnym rozproszeniu większość z nich była by już pewnie ochrzczona :)

    Odpowiedz

    • Awatar
      Lipiec 06, 2017

      Nie zrzucaj na kogoś, zaproś do swojego domu, nawróć, przygotuj a na chrzest przyjdzie czas.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz