LOADING

Type to search

Kościół – siedlisko afer i skandali?

zafor hasan 11 września 2013
Share

Ostatnie sformułowanie to niestety pogląd, z jakim coraz częściej można się spotkać w mediach, ale i nie tylko tam. Stwierdzenie to można usłyszeć niestety i z ust laika. Stereotyp dotyczący Kościoła, jaki zdarza się coraz częściej przebrzmiewać we współczesnym świecie, zniekształca jego obraz. Dla osób, które Kościół traktują jako pierwszą definicję (budynek), większa dyskusja na ten temat jest zbędna. Najbardziej bolesnego ciosu doświadczają ludzie nie tyle deklarujący się jako wierzący, ile faktycznie nimi będący. Przecież to oni właśnie tworzą Chrystusowy Kościół i to pod ich adresem padają słowa, nie tyle oskarżające, co generalizujące i oceniające.

Możemy nie widzieć zła czającego się w tym sformułowaniu. Jako ludzie wierzący możemy sobie powiedzieć, że mamy nawet powody do dumy, gdyż przecież spełniają się słowa Jezusa, że będą nas prześladować, jako Jego wyznawców. Jasne, nie sposób się nie zgodzić z tym stwierdzeniem. Jednak jeśli przyjmiemy, a niewątpliwie tak się dzieje, że poprzez tak panoszący się wszem i wobec stereotyp liczba osób wierzących maleje, to przejmowanie się jest jak najbardziej wskazane. Reagowaniu i odpowiadaniu na zarzuty, jakoby w Kościele królowały kłótnie o proboszczostwa, rozgłośnie radiowe, pedofilię i inne skandale, powinna towarzyszyć nie tyle polemika, ile racjonalne argumenty. Przede wszystkim spojrzenie na sedno samego Kościoła, na to, kto tak na prawdę jest Jego Panem. Kiedy słyszę, ile złych słów jest wypowiadanych o moim Kościele – i to nie chodzi o forum światowe czy nawet Polski, ale mojej własnej parafii, to przypomina mi się zawsze historia opowiedziana mi przez nauczycielkę historii w liceum.

"W czasach, kiedy świat chrześcijański miał za sobą już wyprawy krzyżowe, niewolę awiniońską papieży, spory o dominium mundi, a nad Europą wisiało widmo reformacji, spotkali się w Jerozolimie chrześcijanin z muzułmaninem. Spotkanie to przypadkowe, a zrodziło w nich obu pragnienie nawrócenia drugiego na swoją religię. Po wielu dyskusjach i opowieściach trwających nie raz do świtu, żadnemu z nich nie udało się przekonać drugiego do swej wiary. Wtedy to postanowili, że udadzą się w podróż. Chrześcijanin wyruszył do miejsc związanych z Mahometem. Udał się do Mekki, czytał Koran i toczył rozmowy z pielgrzymami odwiedzającymi najsłynniejszy meczet. Przeżycia te nie zdołały jednak skłonić go do porzucenia swej wiary. Wręcz przeciwnie – jeszcze bardziej zatęsknił za Jezusem. W tym samym czasie muzułmanin udał się do Rzymu, gdzie na własne oczy zobaczył toczące się tam spory, wielkie budowle, przytłaczające pałace oraz kościoły pełne przepychu i bogactwa, podczas gdy biedni siedzieli na ich progach. Chrześcijanin i muzułmanin spotkali się ponownie w Jerozolimie. Jakież było zdziwienie chrześcijanina, gdy jego rozmówca oznajmił <Bracie, przyjąłem chrzest>. Zdumiony Chrześcijanin zapytał: <Jak to, widziałeś całe to szerzące się w Rzymie zło i postanowiłeś przyjąć chrzest?>. <Tak> – odparł, <gdyż skoro Kościół, który przeszedł, ba! – ciągle przechodzi takie próby i trwa nadal, musi być w Nim sam Bóg>”. Wierzę, że Jezus jest Panem i nie pozwoli, by wiara w Jego mękę, śmierć i zmartwychwstanie została zachwiana. Mam nadzieję, że wcześniej czy później ludzie, którzy sypią oskarżeniami, ujrzą także tą drugą stronę – dobro, jakie niesie ze sobą Dobra Nowina. Darzę miłością – daję świadectwo, że być katolikiem znaczy radować się z obecności Boga w moim życiu na co dzień.

Leave a Reply