Jak patrzą dzieci

Jak patrzą dzieci

Psychologowie wiedzą (jakim cudem? – a przecież wiedzą), że człowiek tuż po urodzeniu nie rozróżnia między sobą a światem. Nie zna przestrzeni ni czasu. Stopniowo uświadamia sobie, spostrzega własną odrębność i poszczególne obiekty. Najpierw wszystko to nierozdzielna całość, pełnia, po prostu byt sam. Jednak wątpliwe, by niemowlę zdawało sobie sprawę, że coś istnieje w opozycji do nieistnienia, może istnieć albo nie istnieć; by znało pojęcie niebytu. Ono raczej jest wolne od tej dychotomii, znajduje się subiektywnie poza kategoriami jest – nie ma, jak również było – będzie, tutaj – tam. Rozpoznając ludzi i przedmioty, wydzielając je przyjmuje do wiadomości ich istnienie – czyli wolno chyba stwierdzić, że je w swoim rozumku nazywa (może nie słowami). Dotychczas ja, ona, on bądź to tkwili w pełni-całości, nie stanowili indywiduów, a więc jakby ich nie było. A teraz są; dziecko ich z owej pełni wyprowadziło, nazwało (stworzyło?). Szczególny przypadek przedstawiają na przykład wieloraczki ułożone w tym samym łóżeczku: jak szybko rozpoznają, że ich nie jedno, a więcej? Nowo narodzone dziecię „wie“, że ono i matka to jedność; kiedyś zorientuje się, że to jedność w dwóch osobach.
Czy aby nie stąd wzięła się Jednia neoplatończyka Plotyna, z niejasnych wspomnień najwcześniejszego okresu życia, które znowu jakimś cudem zachowują się w umyśle? W staroegipskiej teogonii pierwszy bóg stworzył sam siebie w niebycie czy z niebytu. Efektowna figura literacka, wygląda na zupełnie absurdalną. Przecież skoro stworzył, to musiał (już) istnieć; jeśli został stworzony, to przez kogoś czy coś istniejącego. Okazuje się zresztą, że ów niebyt ma osobowość i sam też jest bogiem. Boska Zwierzchność (termin stosowany przez Pseudo-Dionizego Areopagitę) nie podlega bowiem, zdaniem antycznych Egipcjan, kategoriom istnienia – nieistnienia, jak i przyczyny – skutku, stwórcy – stworzenia. Podobnie nauczał Areopagita, prawie neoplatończyk, którego teologię streścił Lem następująco: Bóg istnieje, ale zdanie „Bóg istnieje“ jest bez sensu. Już Stary Testament daje do zrozumienia, że Zwierzchności nie dotyczą kryteria jedności i wielości, liczby pojedynczej i mnogiej. Z tą ostatnią kwestią (Trójcy) wiąże się powtarzana co niedzielę fraza „przed wszystkimi wiekami“, czyli: poza czasem. Zaś z mitologii mezopotamskiej pochodzi przekonanie, że stworzyć to nazwać, istnieć to mieć miano.
Uzasadnione jest podejrzenie, że te finezyjne, głębokie i wzniosłe zarazem, śmiałe, wysublimowane koncepcje mają początek w kołysce, a opowieść o powstaniu wszechrzeczy jest przetworzoną pamięcią poznawania świata. Ateistyczne teorie religii pewnie ten temat już rozpracowały.

Slawomir Patlewicz
Napisane przez Slawomir Patlewicz

Nikt nie dodał komentarza. Bądź pierwszy!

Jeszcze nikt nie skomentował tego postu. Bądź pierwszy!

Dodaj komentarz