LOADING

Type to search

Zrób to! Zostań zwyczajnym katolikiem :)

zwyczajny katolik 23 października 2014
Share

Mam dla Was propozycję!ikona

1339602019

Uczyńcie z Waszego życia jeden wielki znak Niebios! Będzie pięknie! Pod górkę, ale na szczycie cudowne widoki.

Nie trzeba Wam wiele. Nie trzeba tylu szumnych, wymyślnych akcji, rąk uniesionych i wieczorków zlanych łzami. Nie trzeba zgłębiać teologicznych ksiąg. Od tego są księża. Nie trzeba tylu słów, bo można zapomnieć zrobić to, o czym się tak pięknie gada. Nie martwcie się, że nie możecie w tych akcjach uczestniczyć, jak martwi się wielu dobrych ludzi; muszą wszak pracować, dzieci bawić po nocach, i inne trudy unosić na swych barkach…

Nie martwcie się, bo takich akcji dziś za dużo. Ich wielość(a nie one same) odrywa religię od rzeczywistości, od zwykłych spraw, a przez to wydaje się ona jakaś taka nieprzekonująca i ludzie od Pana Boga odchodzą. Żeby się przed tym bronić wystarczy robić swoje, czyli żyć! Coś jeść, gdzieś mieszkać, w coś się ubierać, pracować, z ludźmi przestawać, dzieci wychowywać… i z tego wszystkiego czynić znaki wiary! Patrzeć na świat jak na Wielką księgę przypominającą o Bogu.

Człowiekowi samo z wiary i miłości tak wychodzi. Bo jak pisał Cyprian Kamil Norwid, ulubiony poeta papieża, św. Jana Pawła II:

Kto kocha, widzieć chce choć cień obrazu,

Choć ślad do lubej wiodący mieszkania,

Choć rozłożone ręce drogowskazu,

Choć krzyż, litanii choć nawoływania,

Choćby kamienną wieżę, w błyskawice

Idącą – Boga by oglądać lice.

*

(…)

*

I wszelka inna Miłość bez wcielenia

Jest upiorowym myśleniem myślenia…

Nie, to nie żaden formalizm, ani puste formy. Jesteś cielesna/y i potrzebujesz zewnętrznych form, żeby podtrzymać własną wiarę. Nie oświadczałeś się stojąc tyłem do ukochanej i w brudnej, podartej koszulce. Nie pisałeś matury w filcokach. NA wesela zawsze w nowej sukience chodzisz, a jeśliś facet, to w garniaku eleganckim. W takich sytuacjach nie mówisz, że „nie liczy się forma ale treść””.

Liczy się i to i to. Szkoda, że niektórzy ludziom chcą się przypodobać, czy w ubiorze, czy w języku, czy w zachowaniach, a jak przychodzi spotkać się z Panem Bogiem, to robią to byle jak, tłumacząc się pokrętnie, że „nie liczy się to, co na zewnątrz” że „najważniejsze to, co w sercu”. A Pan Jezus chce, żebyśmy go traktowali jak kogoś Ukochanego najbardziej!

 

Światowe mody nie są obojętne wobec wiary. Nie wystarczy im nalepić etykietek z napisem „katolickie” żeby się takimi stały. Nie! Jeśli nie będziesz kształtował całego świata wokół siebie jako Znaku Boga, to nawet nie zorientujesz się kiedy światowe mody(które ktoś uznał mylnie za obojętne, przezroczyste wobec wiary) sprawią, że stracisz wiarę, że nawet jeśli zachowasz Ewangeliczne słowa, to będziesz nadawał im inne znaczenie niż te, jakie im nadał Chrystus! Nadasz im znaczenie takie, jakie wyniknie z tego, co świat robi(w modach, rozrywkach, filmie, muzyce), nie zawsze to nazywając. Dlaczego tak się dzieje drogi przyjacielu? Bo jak mawiał abp. Fulton John Sheen: Jeśli nie żyjesz tak, jak wierzysz, to zaczniesz wierzyć tak, jak żyjesz.

To samo wyraził Chrystus w słowach:

Gdy duch nieczysty opuści człowieka, błąka się po miejscach bezwodnych, szukając spoczynku, ale nie znajduje. Wtedy mówi: „Wrócę do swego domu, skąd wyszedłem”; a przyszedłszy zastaje go niezajętym, wymiecionym i przyozdobionym. Wtedy idzie i bierze z sobą siedmiu innych duchów złośliwszych niż on sam; wchodzą i mieszkają tam. I staje się późniejszy stan owego człowieka gorszy, niż był poprzedni. Tak będzie i z tym przewrotnym plemieniem”. (MT 12, 43-45)

 

Ale- zapytasz pewnie- skoro człowiekowi samo tak z wiary, naturalnie wychodzi, to po co do tego zachęcam? Przecież i tak wierzący tak zrobią. Odpowiem Ci, że nie zrobią, bo ktoś im kiedyś wbił do głowy, że znaki wiary ze wszystkiego, takie jak ludowe rytuały, to puste formy, albo magia, że nie liczy się forma- to co na zewnątrz, ale treść- to, co w sercu. I katolicy się tym przejęli i zaczęli odrzucać wszelkie rytuały razem z rzeczywistémi zabobonami. Przestali wpływać na zewnętrzne formy, zwyczaje, rytuały, ale to nie znaczy, że te formy przestały wpływać na nich! Zlekceważyli je, przez co, stracili kontrolę nad treściami, które się za nimi kryły i nie zauważyli nawet, kiedy te światowe obyczaje przemieniły ich światopogląd, zmieniły ich wiarę.

Rytualna potrzeba człowieka nie znosi próżni. Zapominamy o niej, ale ona nie zapomina o nas. Nie oddajemy jej naszej wierze, to zabierają się za nią wiary inne. Te wiary, które niekoniecznie wyznawane są słowami, ale które są praktykowane: Począwszy od kultu piłkarzy, i gwiazd estrady, poprzez dyskotekowy kult ciała i chaotycznej ekstazy a zakończywszy na wschodnich praktykach, figurkach buddy i na tzw. Feng Shui. Tą próżnię zaczęło więc wypełniać byle co i to byle co zaczęło spełniać ludzkie potrzeby religijne. A jeśli nie byle co, to – co gorsza – orszak złych duchów, albo planowanych działań, które miały stworzyć kult doczesności.

I miejsce świętego kąta- ołtarzyka domowego, przypominającego ołtarz w Kościele i Niebiosa   zaczęły wypełniać plakaty gwiazd filmu, sportu, muzyki, albo telewizor, czy komputer, jakieś feng szuje, posągi buddy… Miejsce świąt katolickich jakieś dni dziecka, kobiet, kota, psa i szydełkowania… A nasze prawdziwe święta, nasze miejsca święte, nasze zasady żywego wyrażanie wiary w codzienności, sposoby wyrażania wiary w budowie domu i wystroju wnętrza, w pieczeniu chleba i ubiorze zaczęły stawać się pustymi formami, martwymi obiektami muzealnymi. I choć nauczyliśmy się o nich doskonale gadać, to przestaliśmy je żywo, praktycznie rozumieć, przestaliśmy nimi nasycać naszą codzienność.

Żeby do tego nie doszło nie pozwól by tzw. Duch Czasu miotał tobą jak źbłem trawy na wichrze. To Ty twórz Ducha Czasu Nauką Kościoła! Ze wszystkiego.

Ale jak?

Czyń Znaki Niebios ze wszystkiego, ale najpierw ze spraw najprostszych: Domu, chleba, ubioru, pracy, relacji z ludźmi, wychowywania dzieci, z ważnych wydarzeń w życiu(Wesele, Chrzciny, Komunie, pogrzeby, początek pracy, szkoły, pogrzeb, itd…). Jak w ludowej pobożności.

 

Zauważyłeś pewnie, że panuje moda na wszelkiego rodzaju „ludowość”: „My Słowianie”, Rokiczanka, etnodizajn, Kokoeurospoko, disco-polo biały śpiew, pieczenie chleba, ucieczki na wieś, do drewnianych domków, grupy rekonstrukcyjne, itd. Nie jest więc tak, że to, co za chwilę zaproponuję jest nieatrakcyjne dla współczesnych. Kultura ludowa jednak nie na tym polegała. Nie chodziło w niej o wzorki i kolorki, drewniane domki, i pieczenie chleba, ale o uczynienie ze zwykłych spraw czegoś niezwykłego, Znaku Wiary.

 

Na to ostatnie też jest moda. Tylko ludzie robią ze wszystkiego znaki innych wiar, w postaci rozmaitych praktyki medytacyjnych, feng shui…

 

Przedziwne jest to, iż katolicy odrzucili swoje sposoby zakorzeniania wiary w zwykłych sprawach, nazywając je magią i zabobonem, a przyjmują obce zwyczaje. Te jakoś zabobonem nie są. Zdumiewająca niekonsekwencja, co nie?

 

Tymczasem mózg ludzki potrzebuje tego, żeby wiara się wyrażała za pomocą wszystkiego, żeby docierała do różnych zmysłów. A jeśli ludzie sami będą tej wszędobylskości wiary unikać, mówiąc, że to magia i mieszanie się, a w zamian ograniczą ją do słów, to wiara ta zacznie im się wydawać jakaś taka nieprzekonująca, wstydliwa, niepasująca do świata. Trudno im będzie się przeżegnać przed kościołem, czy kapliczką przy znajomych i nie będą wiedzieli dlaczego. A nawet jeśli oni sami nie będą mieli takich problemów, to będą miały je ich dzieci. Przekonujące dla nich będzie to, co świat wyraża w swoich rozmaitych modach. Nie, nie tylko za pomocą słów i w kościele, ale w piosenkach idących w radio, w ubiorach dostępnych w sklepach, w rozrywkach, filmach, w komentarzach radiowych, których ludzie słuchają w pracy, czytają w sieci i w gazetach. To wszystko będzie mocne, przekonujące, bo się ciągle powtarza w wielu miejscach. Często nie wyraża się wprost, ale jest praktykowane. To stanie się nową wiarą. I nawet jeśli ludzie zachowają Ewangeliczne słowa, to będą im nadawać znaczenie takie, jakie wynika z powyżej opisanej praktyki świata.

 

Żeby tego uniknąć rób znaki wiary z całego życia. Ale muszę tu powiedzieć o jednej bardzo ważnej sprawie: Wielu ludzi dzisiaj stara się łączyć wiarę z codziennością. Bardzo często polega to jednak na chaotycznym wymieszaniu, na wieszaniu świętego obrazka obok plakatu i umieszczania krzyżyka na stole pełnym codziennych śmieci. Tymczasem znaki ze zwykłych spraw powinny mieć porządek, który podkreśli właściwą relację między tym co święte, a tym co ziemskie. To co święte jest lepsze, wyższe niż to, co codzienne. Trzeba to podkreślać przez znalezienie dla krzyżyka, ołtarzyka wyjątkowego miejsca, wyrażającego szacunek i wyższość, poprzez np. usytuowanie wyżej, w pewnym wyodrębnionym miejscu. To pomaga nam w zrozumieniu, żę to nie Bóg ma się dostosować do nas, ale my do niego. Dzisiaj ma miejsce tendencja, by to rozumieć na odwrót.   To co poniżej zaproponuję, to tylko wyrywkowe przykłady, bo możliwości i obszarów jest znacznie więcej:)

Dom

E3Zrób sobie w domu ołtarzyk. Możesz go skierować(ale nie musisz) tak, jak dawniej ołtarz stał w Świątyni ku wschodzącemu słońcu. Może to być stół przysunięty do ściany, albo komódka. Na nim Krzyż, świece, chleb, ewentualnie książeczka, czy Pismo Święte. Możesz go postawić np. w rogu, naprzeciwko pieca(co też ma swoje znaczenie) a nad nim powiesić obrazy. W ten i wiele podobnych sposobów dawny lud zakorzeniał Środek Świata- Mszę Świętą-Niebiosa w swojej codzienności, wspomagał swoją pamięć, by nie zapomnieć o Chrystusie i ku niemu kierować wszystkie swe poczynania. Do tego dochodzi symbolika okien, progów, sosrębu, samego procesu budowania, wiechy, itd…

 

Przypomnij sobie stary dom twojej babci albo skansen. Tak może być i w nowoczesnym domu! Czemu nie? To ty twórz nowoczesność, a nie poddawaj się jakimś odgórnym wzorcom. Ty bądź gospodarzem, ty bądź panią domu i oddaj Twój dom gospodarzowi Niebios i Panience Najświętszej!tischlerhof63-breitenbach

Trzeba znaleźć sposób, by młode małżeństwa, rodziny decydowały się na takie rozplanowanie przestrzeni domowej, a architekci katolicy mogli uwzględniać w swych projektach tego typu symbolikę, odbijąjącą symbolikę dawnych Kościołów związaną choćby ze wschodem słońca. Pisał o tym bardzo stanowczo i z troską papież Benedykt XVI:

„(…)wszędzie tam, gdzie to tylko jest możliwe, należy podejmować apostolską tradycję kierowania się na Wschód zarówno w budowie kościołów, jak i w realizowaniu liturgii. (…) Tam, gdzie wspólne zwrócenie się na Wschód nie jest możliwe, tam jako Wschód duchowy służyć może krzyż. Powinien on stać na środku ołtarza oraz być punktem skupiającym wzrok kapłana i modlącego się zgromadzenia.(…) Do prawdziwie absurdalnych zjawisk ostatnich dziesięcioleci zaliczam fakt, że krzyż jest odstawiany na bok, aby nie zasłaniał kapłana. Czy krzyż przeszkadza Eucharystii? Czy kapłan jest ważniejszy od Chrystusa? Ten błąd należy naprawić możliwie jak najszybciej

Feng shui, posążki buddy, plakaty, to wyrazy słusznego pragnienia by umistycznić przestrzeń życia, by mieć blisko siebie środek świata łączący z Niebiosami. Szkoda tylko, że wcześniej jako puste formy i zabobony odrzuciliśmy nasze, katolickie na to sposoby. Nie musimy ani siebie, ani buddy, ani pustki, ani jakiejś tam gwiazdy czynić środkiem, bo wiemy, że ten Środek jest na Ołtarzu, zawisł na Krzyżu, Zmartwychwstał i nas zbawił! Krzyż ten oznacza, że niemożliwe dla człowieka wydźwignięcie się do upragnionej doskonałości, wieczności, mogło być dokonane tylko przez Doskonałego. I belka Krzyża pozioma, jak pisał niegdyś Norwid jest obrazem ludzkiej wyalienowanej natury, wydźwigniętej do swej istoty przez Boga, który pierwej musiał się zniżyć do ludzkiego poziomu. Belka ta wydźwignięta została przez pionową ku górze, przez belkę pionową stanowiącą rzeczywiste axis mundi, pal świata, a jednocześnie drzewo życia w pępku ziemi- których wyobrażenie istniało w większości kultur tradycyjnych. Na Nim dokonało się Doskonałe wypełnienie wyrażone w słowach “Consummatum Est”[1].

phoca_thumb_l_cottage interior

Tak liczne krzyżyki: na czole, przy pracach w polu, przy podróży i przy wielu innych okazjach są w sposobem zakorzeniania tego środka świata w całym życiu. Sposobem, czyli środkiem, jako pisał Norwid. Środkiem wyznaczanym przez przecięcie ramion Krzyża.

Warto dodać, że Pan Jezus zjednoczył w sobie wiele mitycznych obrazów i je urzeczywistnił: Chleba, Stołu- Ołtarza, Ofiary, pobratymstwa przez spożycie ciała i połączenie Krwi. Można te obrazy ująć jako glebę przygotowaną do właściwego przyjęcia Chrystusowego Ziarna.

Niech   chleb powszedni, będzie nie tylko chlebem codzienności ale niech wyobraża chleb „po wsze dni”, chleb wieczny i niebieski, którym stał się Chrystus. Pieczmy go w domach, zbudujmy sobie piec, jeśli mamy możliwość.

Chleb

640x428-F4809

Nie mogę się powstrzymać przed rozwinięciem przykładu chleba, którego ludową symbolikę urzeczywistnił i wypełnił Chrystus. Chleb w kulturze ludowej możemy bowiem odczytywać jako znak dzieła Stworzenia- uczynienia z chaosu (nieporządku) Kosmos(Ład)- z bezkształtnej masy- coś – posiadającego trwały kształt. Ów kształt uzyskiwany w trakcie pieczenia był związany z ogniem- symbolizującym moc przeobrażającą- Boską. Dlatego też piec i ogień jako „podtrzymujący” odnowę świata musiał się w domostwie wielu kultur nieustannie palić. Chleb ów wyobrażał również na zasadzie podobnej analogii ciało i stwarzanie człowieka, które odbywa się w ciele niewiasty i Jest bezpośrednim Działaniem Boga- Aktem Stwórczym. Dlatego też w wielu kulturach tradycyjnych to niewiasta i do tego nieraz matka miała przywilej pieczenia chleba. Pieczenia, które miało się odbyć w tajemnicy przez innymi. (W niektórych domach nikt nie mógł przebywać w piekarni/kuchni/izbie podczas rytuału pieczenia chleba). Była to Tajemnica, która wyobraża Niepojętość Pana Boga- fakt istnienia niezmierzonej przepaści między Nim, a nami. Przepaści spotęgowanej grzechem. Chrystus zaś pokonał tą przepaść! wypełnił pragnienia wyrażane w chlebowym rytuale. Pierwej bowiem jako Logos stał się ciałem, a później dał siebie ludziom do zjedzenia! Jako Bóg stał się bezpośrednio obecny w Postaci Chleba. Zjednoczył się z wiernymi doskonałym pobratymstwem, odnawiającym, przywracającym do stanu pierwotnej Łaski.

 

 

Ubiórstroje_ludowe_bunad

Strój i ubiór mogą wyrażać tajemnicę świątyni Ducha Świętego- i że inaczej tą świątynią jest kobieta, a inaczej mężczyzna(niech i katoliccy projektanci mody z tego czerpią)..

Dawniej jak kobieta wyszła za mąż, to musiała poza domem nosić zawsze nakrycie głowy, np. chustkę. To był piękny symbol

Skromna sukienka i niedostępność dziewczyny może być intrygująca, ale i dawać sygnał, że jest ona kimś wyjątkowym i wartościowym. Niestety dziś niesłusznie wylewa się dziecko z kąpielą i odrzuca jako wyraz pogardy dla ciała skromne stroje, zachowania, obyczaje które propagowali święci. Tymczasem dla wielu były one wyrazem wyjątkowej godności- tego, że ciało jest Świątynią Ducha Świętego, a ciała kobiety niejako do potęgi, bo to w ciele niewiasty, a nie mężczyzny powstaje istota na Boski Obraz. Gdzie takie rewelacje dzieją się we wszechświecie? Nigdzie indziej. Stąd  kobiecie i jej ciału należy się wyjątkowy szacunek!

Ze świętością wiąże się tajemnica. Tajemnica służy pokazaniu tego, że mamy do czynienia z czymś niewysłowionym, oraz broni przez rutyną, spowszednieniem.

To nie żadni talibowie, ale coś, co ma głębokie znaczenie, pozytywne znaczenie, wyrażające wyjątkową godność kobiety. To taki przypominacz o tej godności. A człowiek łatwiej zapamiętuje jeśli ma takie materialne, zewnętrzne przypominacze. Dlatego są one taki ważne. Nie oznaczają wcale formalizmu, czyli lekceważenia treści, ale wręcz przeciwnie, pomagają podtrzymywać to właściwe znaczenie.
Niestety ktoś „wylał dziecko z kąpielą” i uznał, że przejawem pogardy dla kobiety są wymogi dotyczące ubioru w tradycyjnych społecznościach. Wg mnie jest wręcz przeciwnie, wymogi te były podtrzymywane przede wszystkim przez kobiety, bo wyrażały ich godność, czego symbolem może się stać  walka bł. Karoliny Kózkówny nawet o chustkę, której nie pozwoliła sobie wyrwać, czy św. Perpetui i Felicyty, które  w obliczu śmierci wstydziły się obnażenia i próbowały je ukryć. Dziś nam brakuje takiej wrażliwości, bo ktoś palnął bzdurę, że była ona wynikiem pogardy dla ciała. Nawet jeśli jakieś grupy tak takie formy skromności odbierały, to nie znaczy, że wszyscy. To są rzeczy nam znane. Ale niestety wielu czuje opory, bo to „nie pasuje do współczesności”, bo to „magicznie pojmowana wiara”. A ja pytam do czyjej współczesności? Czy to, że jakiś tam właściciel firmy, stacji radiowej, wytwórni muzycznej wypromował i taki a nie inny utwór, sposób bycia, ubiór oznacza, że wszyscy jak papugi muszą mu się podporządkować? Nie! Twórzmy Ducha czasu Naszą Wiarą a nie podporządkowujmy tej wiary niewiadomojakim duchom czasu, które w dodatku są z tą wiarą sprzeczne.

Aktualne mody to nie jakieś konieczności wyznaczone przez Boga, ale coś za czym stoją ludzie. A ludziom zdarza się robić źle. Trendy te nie są więc całkowicie obojętne moralnie. Ludzie wypromowali coś, co kiedyś było nieznane, albo nawet nielubiane, a dziś jest wyznacznikiem „współczesności”. W rzeczywistości nie ma jednego „człowieka współczesnego”.  Weźmy w swoje ręce promowanie tego, co dla nas najważniejsze. Nie poddawajmy się jakimś odgórnym nienazwanym czasem trendom, tylko je twórzmy! :)

 

 

Praca i czas

Dobrze by było, gdyby katolicy rytm dnia oraz prace naznaczali religijnymi symbolami, Znakiem Krzyża, itd. nie tylko prywatnie, ale, jeśli to możliwe, razem z innymi katolikami. To jest dziś trudne, ale przecież możliwe jest organizowanie miejsc pracy w zwartym światopoglądowo środowisku. Można takie zasady zastosować w małych rodzinnych firmach, czy tych tworzonych przez bliskich znajomych. Można próbować. Bez kropel i morza nie będzie.

 

Dzisiaj mamy z tym problem, bo utraciliśmy samowystarczalność. NIe szyjemy sobie sami ubrań, nie robimy sami jedzenia, nie mamy oddolnych sposobów organizacji przestrzeni domowej. Dostajemy to wszystko z góry, od jakichś kreatorów mody, projektantów. A ci nie zawsze myśląpo katolicku i przez to narzucają nam niekatolickie formy, które nastrajają nas ku odbiorowi niekatolickich treści…

Warto więc na wszelkie możliwe sposoby przywracać tą samowystarczalność, szyć sobie ubrania, piec chlebuś, zaprząc katolickich projektantów do projektowania sakralnie nacechowanych przestrzeni życia.

Praktykowanym przykładem powyższych propozycji jest chociażby różaniec w samochodzie. Ważne są też takie gesty, jak skłon głowy, przy wymawianiu Najświętszego Imienia „Jezus”, w pozdrowieniach, które jeszcze w wielu domach się zachowały, albo w czasie Wierzę w Boga, itd…, ściąganie czapki przed kapliczką, czy żegnanie się, używanie święconych ziół i palm np, do okadzania chorych zwierząt, czy do leczenia- nadzieje pokładajmy tu w Bożej Łasce kryjącej się za poświęceniem, bardziej niż leczniczej mocy ziół…

Opowiem Wam o tym na przykładzie Wielkanocnej Palmy, która jak i inne rzeczy święcone nie jest po to, by ją rzucić w kąt i o niej zapomnieć ale by pozostawić ślad zawartego w niej święcenia w całym życiu, tworzącym jak książka spójną układankę:

 

Co zrobić z Palmą święconą?

 

A co byś Ty zrobił?
Gdzie byś postawił?
Jakbyś przeżywał zaplecione w nią poświęcenie?
Wierzysz, że Chrystus ma Moc?
On przez kapłana, przez Wodę święconą tą moc w
palmę wtrącił
wierzysz w to?
Kobieta co płaszcza tykała
wierzyła
I Chrystus wierzył materię marną Sobą czyniąc
wiem
Ciało i Krew
to o Niebiosa większa sprawa

Jeśli więc wierzysz
to weź kotka z palmy i zjedz gdy Ci źle będzie
zapal gałązki i okadź chore plecy
komputer samochód ipoda, wetknij za łóżeczko dziecięce, a nawet zrób łóżeczko ze Znakiem Krzyża wyrzeźbionym u góry…

krzyżyk na czole
postaw palmę w ołtarzyku zrobionym od wschodu
na przeciw pieca
w którym chleb się wypala
jak Bóg wypalał ciasto świata
z rozlanego w twarde
z bezkształtnego w kształtne
z chaosu w kosmos
Krzyż zasada świata
niech się nad nim zakreśli
drzewo życia, pal świata
Palma Świata
po której ludzkość jak belka pozioma się wspina
ku Niebu
nie bój się

nie bój
nie bierz sobie do serca przestróg, że to puste formy
że to zabobony magia
nie
jak ktoś wierzy, to samo mu się z wiary tak robi
no chyba że uprzednio się tego wystrzega
wierząc ślepym przewodnikom

napisali na drogowskazach, że to drogi do piekła
a on, dobry się ich wystrzegać zaczął
a to drogi do nieba były
jak mu powiedzieć
Boże, jak mu powiedzieć?
Toż on nie uwierzy, bo im wcześniej uwierzył.
Oni też uwierzyli innym…
Boże pomóż mu zrozumieć jak i mnie dałeś

przez dobrych ludzi zrozumieć

i spraw bym mu nie przeszkodził…

DIGITAL CAMERA
jak byłem mały to nie miałem wątpliwości
gdy mi tata mówił
że jak grzmi i pieron strzela
to Pan Bóg się gniewa
nie miałbym wątpliwości
że wschodzącym słońcem patrzy Chrystus
nie miałem, nie mam
że Chleb to Ciało, że Wino to Krew
Dzieci fatimskie nie miały
że Matka Boska na wschód odchodzi
że Słońce to lampka Jezusa
księżyc Maryi
a gwiazdy aniołów
aniołów, czy zbawionych?
nie pamiętam
Karolina nie miała, gdy chustki sobie nawet wyrwać
dać nie chciała
I Perpetua i Felicyta
I Norwid że kruszyna chleba

Chrystus ślinił Ci oczy i leczył

Tak na prawdę święcisz nie palmę
ale przez palmę
życie

To nie żadne czary. To modlitwa czynem, modlitwa przeżyciem, modlitwa wyobrażeniem, a – jak mawiał papież Franciszek za swym świętym imiennikiem z Asyżu- czasem także słowami. O niej poniższa piosenka:

Tyś we wschodzie słońca krwistym

I w strumieniu bladym, bystrym

W chlebie przeżegnanym

W cieście świata wypalanym

W Miłosierdziu Twym ognistym

 

W Piecu, w któryś Swoje Ciało

Rzucił z nami się bratając,

W cztery świata strony

Rozciągniony, wywyższony

Pierś Twą włócznią rozerwano

 

I wytrysnęły soki Miłosiernie Boże

Spłynęły z Drzewa Życia na wargi dusz spękane

By w górę po nim pięły się za głosem, który woła że

Błogosławieni Miłosierni /bis

 

Nie daj, bym Cię zamknął w klatce

Słów, uniesień, akcji, pieśni.

Znak Twój wkreślę w życie,

W pracę, strój, dom, chleb i picie

W bliźnim, Jezu, Cię zobaczę!

Tam wytrysnęły soki Miłosiernie Boże… x2

9 Komentarzy

  1. Peregrin71 22 listopada 2014

    „Przedziwne jest to, iż katolicy odrzucili swoje sposoby zakorzeniania wiary w zwykłych sprawach, nazywając je magią i zabobonem, a przyjmują obce zwyczaje.” Jestem ciekawy, co konkretnie ma Pan na myśli?

    Odpowiedz
    1. zwyczajny katolik 22 listopada 2014

      TO, że kiedy mówię op takich sprawach, to mi odpowiadają, że to jakieś zabobony, że to formalizm, „magicznie pojmowana wiara”. Podobnie o wierze ludowej pisał ks. Woroniecki jako o „katolicyzmie kapliczkowym”, którego cechą ma być powierzchowność i zabobonność. ..

    2. zwyczajny katolik 24 listopada 2014

      to, co napisałem wiesza jąposążki buddy, telewizory dają w najważniejsze miejsce, a ołtarzyków dla Pana Boga nie mają…

  2. Max 24 października 2014

    Kapitalny tekst!

    Dziękuję za niego. Właśnie takie słowa były mi dzisiaj potrzebne.
    Chyba właśnie po to tu zaglądam. i to pierwszy wpis który sięgną tak głęboko w mój umysł.

    Odpowiedz
    1. Max 24 października 2014

      przepraszam za literówki ;).
      „I” z dużej litery i „sięgnął” – oczywiście

    2. zwyczajny katolik 24 października 2014

      Aż tak życzliwego odbioru się nie spodziewałem. Bóg zapłać. Na pierwszy rzut oka Twój komentarz brzmi jak pocieszanka na zamówienie redaktorów portalu;) Z Panem Bogiem!

      1. Max 24 października 2014

        He he.
        Więcej wiary w ludzi! Nie tylko redaktorzy czytają ten portal ;)

        1. zwyczajny katolik 24 października 2014

          Już się robi Max;) Oczywiście żartowałem i jak najbardziej Ci wierzę. Zapraszam do następnych wpisów. Będą tworzyć spójną całość. Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz