LOADING

Type to search

Zło dobrem zwyciężaj, czyli katolik w internecie

Magdalena Dzwonkowska 5 czerwca 2019
Share

W internecie nietrudno natknąć się na wielkie dyskusje toczące się pod wpisami. Nowe wpisy pojawiają się
w każdej minucie, a my chętnie je komentujemy . Potrzebujemy wyrazić swoją opinię, wypowiedzieć się na każdy emocjonujący nas temat. Nie jest dla nas wtedy istotne czy się na tym temacie znamy. Czujemy się specjalistami
w każdej dziedzinie, choć wcale tak nie jest.

Szczególnie trudna do zrozumienia jest dla mnie aktywność niektórych katolików w internecie. Bardzo łatwo ich oburzyć, zdenerwować. Wtedy reagują bardzo agresywnie. Obrażają oni innych komentatorów. W tej zapalczywości znika gdzieś łagodność i radość wiary. Pojawia się hejt i upór, aby utwierdzić swoją rację. Nakręcają siebie nawzajem. Najgorsze jednak jest to, że atakują tych, których mają po swojej stronie – katolików wierzących w te same prawdy wiary. Dlaczego? Bo jeden różni się od drugiego, bo ktoś nie chce postępować identycznie, bo ma inny pogląd w jakiejś sprawie. Bo jeden uwielbia Boga głośno śpiewając, a drugi spotyka Go w ciszy. Jeden jest jest fanem Mszy Trydenckiej, a drugi wznosi ręce jako charyzmatyk. Jeden czyta Pismo Święte codziennie, a inny zaczyna już piatą pompejankę. Przecież każdy jest inny i ma prawo do swojej drogi. Czy to coś złego? Mam wrażenie, że za bardzo skupiamy się na tym, co nas różni. Gdzie radość ze wspólnej wiary? Gdzie wzajemne wsparcie? Im więcej podziałów między nami, tym trudniej. Przecież sam Jezus tak bardzo chciał i prosił Ojca “aby wszyscy stanowili jedno jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał” (J 17, 21).

Do takich dyskusji dochodzi najczęściej przy podejmowaniu tematów trudnych pod względem moralnym, kiedy zastanawiamy się co jest dobre, a co złe. W obecnych czasach to się rozmywa i dlatego jest tak wiele różnych opinii. Możemy jednak wyrażać swoje zdanie z kulturą. Oczywiście to nie oznacza zgody i milczenia wobec zła, które widzimy. Zło zawsze jest złem i należy nazywać je po imieniu i zwracać uwagę, jeżeli ktoś ewidentnie błądzi. Jednak niepotrzebny jest według mnie ten słowotok wynikający z naszego gniewu. Przecież mieliśmy dbać o to, aby nasza mowa była tak tak, nie nie, bo co nadto jest od Złego pochodzi (Mt 5, 37). Szczególnie bolą mnie pełne nienawiści, a nawet wulgarne słowa pod adresem mylącej się osoby. Zawsze słyszałam, że nasza religia jest religią miłości – i w to wierzę. Dlaczego więc nie stosować jej w praktyce? To może zachęcić do zmiany postępowania,
w przeciwieństwie do hejtu.

Jeżeli więc krytykujemy, krytykujmy stanowczo, z mocą, ale jednak bez nadmiernej ilości słów, które są bez znaczenia i nie niosą ze sobą żadnej dobrej treści. Opisałam to, co zaobserwowałam na portalach społecznościowych. Wierzę, że nie jest to szerokie zjawisko i że większość nas – uczniów Chrystusa – sieje miłość, a nie zgorszenie.

Tags:
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

You Might also Like

Dodaj komentarz