LOADING

Type to search

Zanim połkniesz pigułkę „po” – list do młodej dziewczyny

Monika Tomalik 7 kwietnia 2015
Share

Wiem, nie znam Cię, nic o Tobie nie wiem, nawet nie wiem jak masz na imię, więc pewnie pomyślisz po co się wtrącam w nieswoje sprawy o których nie mam pojęcia. Nie piszę do Ciebie, by Cię osądzić, czy potępić, ale piszę, by Cię wesprzeć, dodać Ci siły. Piszę, bo mi na Tobie zależy, chcę żebyś była szczęśliwa. Dlatego zanim zdecydujesz się połknąć pigułkę”po” przeczytaj go proszę.

Nie wiem co wydarzyło w Twoim życiu dzisiaj czy wczoraj, że skłoniło Cię do decyzji o wzięciu pigułki. Może zostałaś zgwałcona i siedzisz roztrzęsiona w swoim pokoju z myślą, że pigułka to jedyny ratunek, który pomoże zapomnieć o tym dramacie. A może po prostu za dużo wypiłaś na imprezie i nie pamiętasz nic z tej nocy oprócz tego, że obudziłaś się w łóżku z nieznajomym facetem, a na dodatek boisz się jak zareagują rodzice na wieść, że jesteś w ciąży. Może facet, którego kochałaś okazał się zwykłym draniem i uciekł, zostawił Cię samą, gdy się dowiedział, że możesz być w ciąży, albo może szantażuje Cię, byś wzięła pigułkę, a wtedy z Tobą zostanie. A może masz chłopaka i po prostu boisz się, że „wpadliście”, a przecież przed Tobą szkoła, studia, praca, kariera…dziecko te wszystkie plany by zburzyło. Nie wiem co się stało, mogę się jedynie domyślać, ale Ty wiesz.

dziewczyna

Pigułka „dzień po” nie rozwiąże Twoich problemów, ale je jeszcze spotęguje. Wiesz dlaczego? Do końca swojego życia będziesz żyła w tej straszliwej niepewności: „czy ja wtedy byłam w ciąży i biorąc tą pigułkę zabiłam swoje dziecko, czy jednak nie byłam wtedy w ciąży?” Biorąc ją gdy nie doszło do zapłodnienia, ona spowoduje jedynie (!) podtrucie Twojego organizmu. Natomiast gdy dojdzie do zapłodnienia, to oprócz tego, że zaburzy ona gospodarkę hormonalną, to ona ma za zadanie nie dopuścić do zagnieżdżenia się zarodka w macicy. A więc Twoje dziecko, umrze…. Po połknięciu jej nie dowiesz się czy byłaś w ciąży, czy nie. Chcesz żyć z takim obciążeniem psychicznym?

Trudno mi sobie wyobrazić jak bardzo czujesz się osamotniona, jak bardzo się boisz. Ale pomyśl jak bardzo musi się bać teraz Twoje dziecko (bo bardzo możliwe, że się poczęło) czekając na wyrok śmierci. To malutkie dzieciątko, które nie umie jeszcze się obronić przed śmiercionośnym ciosem. Ono jest bezbronne, samo sobie nie poradzi, potrzebuje Ciebie! Ty jesteś jedyną osobą, którą ma i która może go uratować. Pewnie myślisz sobie teraz: „ale ja go nie chcę!” Wiesz…Pan Bóg go chciał od samego początku jego istnienia, tak samo jak Ciebie. Co więcej, ono Ciebie chce. Za 9 miesięcy chce się do Ciebie przytulić, uśmiechnąć i powiedzieć: „Kocham Cię Mamusiu!” Teraz, w tym momencie tego nie potrafi zrobić, dlatego ja w jego imieniu proszę Cię o to, byś nie zabierała mu tej szansy, którą Ty też dostałaś. Szansy życia.

Proszę Cię, wyrzuć tą pigułkę i wybierz życie. Wierzę, że tak zrobisz i jestem z Ciebie dumna.

Przytulam Cię mocno do serca.
Monika

9 Komentarzy

  1. minerwamcg Gazeta.pl 20 kwietnia 2015

    Wiem, to jest czepianie się – ale pisząc taki list nie należy się „podkładać” – w szczególności zaś pozwalać, żeby emocje przesłaniały trzeźwą argumentację. Dlatego nie należy pisać, że dziecko po dziewięciu miesiącach powie „kocham cię, mamusiu”. Nie powie! Ni cholery nie powie, mam dziecko i wiem, nauczyło się mówić mając prawie dwa lata, a na wyznanie miłości musiałam poczekać jeszcze dwa. Pierwszą myślą czytającej to dziewczyny będzie „jeszcze jedna egzaltowana nawracaczka, która o dzieciach nie ma bladego pojęcia” – nie dlatego, że tak świetnie orientuje się w fazach rozwoju małego dziecka, tylko że gorączkowo szuka powodu, żeby ten list wywalić do kosza a zawarte w nim argumenty odrzucić. Wiem, wiem, taki powód zawsze się znajdzie – ale Autorka nie musi go sama podsuwać!
    Wiem ile złego zrobił idiotyczny plakat straszący w kościelnych przedsionkach i salkach katechetycznych – śliczny, okrąglutki bobas spoczywający w umywalce i podpis „potrzeba mi tak niewiele”. Bzdura!!! Dziecku potrzeba mnóstwa rzeczy, i każdy, kto choć raz z bliska widział żywe dziecko doskonale o tym wie. Jeśli do tego jest sfrustrowany, przygnębiony, wojowniczo nastawiony do świata, który właśnie mu się zawalił – wiadomo, co pomyśli. „Kłamstwo, jak ta cała ich kościelna propaganda”. I przynajmniej w połowie (że kłamstwo) będzie miał rację.
    Dlaczego to piszę? Bo wkurza mnie, kiedy ktoś walkę o słuszną, najsłuszniejszą w świecie sprawę prowadzi parcianą retoryką i wzajemnie sprzecznymi argumentami, których miałkość potrafi wykazać rozgarnięty przedszkolak. Dlatego błagam – argumenty przed emocjami i dyscyplina przed egzaltacją.

    Odpowiedz
    1. Monika Tomalik 20 kwietnia 2015

      A przepraszam, czy w liście miałam użyć setki niezrozumiałych słów z zakresu medycyny? Czy do młodej osoby, która właśnie jest w emocjach, dotarło by to? Chciałaby to przeczytać? Nie sądzę.

      1. minerwamcg Gazeta.pl 29 kwietnia 2015

        A gdzież ja, Pani zdaniem, domagam się „setki niezrozumiałych słów z zakresu medycyny”? Przeciwnie, uważam, że byłyby tu tak samo nie na miejscu. Tłumaczę jeszcze raz: chodziło mi o dyscyplinę w używaniu argumentów, bo nawet w najsłuszniejszej sprawie nie godzi się pisać oczywistych głupstw. Li i jedynie.

        1. Monika 30 kwietnia 2015

          Równie dobrze mógłby się Pan czepiać, że ktoś pisze zdanie typu: „moje serce podpowiada mi”. Przecież serce nie może podpowiedzieć, bo nie mówi, nie ma ust. Itd.

  2. Agnieszka 14 kwietnia 2015

    myślę że refleksja nad potrzebą zażycia pigułki jest potrzebna, takie wybory nie powinny być podyktowane samymi emocjami.
    Ale czasem wybranie zła w postaci pigułki jest mniejszym złem niż tragedie życiowe, które mogą potem nastąpić.
    ta decyzja jest wystarczająco trudna. nie straszmy konsekwencjami tylko bądźmy. czuwajmy.
    A przede wszystkim edukujmy młodzież.

    Odpowiedz
    1. Monika Tomalik 15 kwietnia 2015

      Czy mówienie, że przejście na czerwonym świetle na ruchliwej ulicy grozi śmiercią, to straszenie konsekwencjami, czy raczej edukowanie?

      Zabicie dziecka nigdy nie będzie mniejszym złem.

    2. minerwamcg Gazeta.pl 20 kwietnia 2015

      Nie edukujmy, tylko wychowujmy. Z doświadczeń innych krajów wiemy, że nawet najbardziej rozbudowana edukacja zaczynana niemalże na poziomie embrionalnym nie zapobiega tragediom młodych ludzi (i ich dzieci), o ile nie jest tylko wsparciem dla wychowania. Wychowania do szacunku dla siebie i drugiego człowieka, wychowania do odpowiedzialności i pracy nad sobą.

  3. Rafał Krysztofczyk 7 kwietnia 2015

    Jeśli mi wolno, to z całego serca do imienia Moniki dołączam swoje. Rafał

    Odpowiedz
    1. Monika Tomalik 8 kwietnia 2015

      bardzo mi miło :)

Dodaj komentarz