LOADING

Type to search

Zacznij siać! (Mk 4, 26-34)

ks. Łukasz Czaniecki 17 czerwca 2015
Share

Owoce naszej działalności mają przyciągać, mają sprawiać, że ludzie będą chcieli schronić się pod bezpiecznymi konarami rozłożystego drzewa – Kościoła. Jeśli nie siejemy, to Kościół zamienia się w pustynię, a Bożych prawd i przykazań zaczynamy używać jak kija, którym zdarza się nam ostro przyłożyć między oczy żyjącym wokół.

Do pewnej ubogiej wioski na krańcu świata przybył nieznajomy podróżny. Jego strój, zachowanie, otaczający go ludzie zdradzały wysokie urodzenie, jednocześnie był bardzo grzeczny, skromny i wrażliwy. Mieszkańcy wioski żyli bardzo ubogo, nie znali nawet smaku chleba, gdyż nie potrafili siać i uprawiać zboża. Widząc tę sytuację gość podarował jednej z rodzin worek pszenicy. Wytłumaczył, że po zmieleniu ziarna powstaje mąka, z której można przygotować pyszne wypieki. Ostrzegł ich jednak, że zboża nie wystarczy na długo, trzeba wrzucić go w ziemię, aby po niemal roku zebrać plon, w przeciwnym razie cenny dar szybko się wyczerpie. Uradowani mieszkańcy dziękowali mu za niezwykły prezent. Jednak po jego wyjeździe szybko wpadli w szał radości, zmieli pszenicę, z mąki, według otrzymanych wskazań, wypiekli pyszny chleb. Smak nowego pokarmu był tak kuszący i dobry, że perspektywa wrzucenia ziarna do ziemi i długiego oczekiwania na plon wydawała się mieszkańcom niedorzeczna. Po jakimś czasie ziarno się skończyło. Przyzwyczajeni do nowego pokarmu ludzie poczuli się oszukani. Wygrażali, pomstowali na nieznajomego przybysza, że nie zostawił im więcej ziarna. Ojciec rodziny, która otrzymała cenny dar, w gniewie cisnął resztkami pszenicy w błoto. Wszystko wróciło do normy, osada znowu stała się smutną i ubogą. Jakież było ich zdziwienie, kiedy po niemal roku, w miejscu, na które rozsypane zostały ziarna, zauważono dziwne, złotego koloru rośliny. Ojciec rodziny rozpoczął badanie, okazało się, że po roztarciu kłosa na ręce pojawiły się ziarna, te same, którymi obdarował ich nieznajomy podróżny. Tym razem nie zmielono ziaren, wszystkie wysiano do ziemi, aby cieszyć się na nowo po czasie smakiem chleba.

Ziarno wrzucone w ziemię rośnie swoją mocą. Grecki tekst używa tutaj ciekawego słowa – automate – ziarno wrzucone w ziemię rośnie samorzutnie, automatycznie. W ziarnie, w jego witalnej sile jest moc, która doprowadza do obfitych plonów. I na ziarnie skupiona jest cała uwaga tekstu. Podkreśla to także dokładnie opisana bierność siewcy – ziarno kiełkuje niezależnie od tego, co gospodarz robi – czy śpi czy wstaje, w nocy i w dzień. Myślę, że Chrystus wyjaśniając uczniom tę przypowieść powiedział im, żeby nigdy nie zagubili tej prawdy – siła królestwa Bożego leży nie w ludzkim staraniu się o nie, ale w mocy, którą to królestwo ma w swoim wnętrzu, mocy Chrystusa. Że nawet gdyby ludzie tworzący Kościół byli niedoskonali, nieporadni, nawet gdyby organizacja Kościoła pozostawiała wiele do życzenia, to i tak ma on moc, aby przynosić obfite plony. Jest tylko jeden warunek – ziarno słowa trzeba wrzucić w ziemię.

Druga przypowieść, opowiada o ziarnku gorczycy. Jego niepozorna wielkość zostaje zestawiona z rozmiarami drzewa, które z niego wyrasta. Oczywiście można w tej przypowieści skupić się na wyjaśnieniu, iż królestwo Boże jest takim małym ziarnkiem, które jednak z biegiem czasu rozrasta się mocno. Ale co w takim razie mógł wyjaśnić na osobności uczniom Jezus? Myślę, że mógłby zwrócić ich uwagę na pewien szczegół, na końcu tej przypowieści jest mowa o ptakach gnieżdżących się na konarach drzewa. Roślina, która wyrosła z małego ziarnka staje się dla ptaków mieszkaniem. Czy zawsze tak było? Nie, kiedy ziarna zostały wsiane w ziemię ptaki były dla nich zagrożeniem. Znamy przecież przypowieść o ziarnie i różnych zagrożeniach, jednym z nich są właśnie ptaki wydziobujące ziarno. W tym opisie z przypowieści możemy zauważyć właśnie taki paradoks. Z ziaren, które były przez ptaki niszczone, które były wydziobywane, niektóre ocalały, aby stać się dla swoich początkowych wrogów mieszkaniem.

Jezus na osobności wyjaśniał uczniom pewnie te sprawy. Tłumaczył im, że wspólnota Kościoła, którą zakłada będzie wzrastała nie dzięki bystrości i doskonałej organizacji tworzących ją osób, ale dzięki mocy, jaka jest w jej wnętrzu. Jest tylko jeden warunek, ziarno trzeba wrzucić w ziemię. Otrzymaliśmy od Boga skarb, podobnie jak mieszkańcy wioski otrzymali od podróżnego ziarno. I możemy to ziarno zjeść, zachować dla siebie. Po czasie jednak ziarno się skończy. Kiedy żyjemy dla siebie, nie rzucamy ziarna Bożego słowa w serca innych, nie dzielimy się swoją wiarą, to po jakimś czasie zaczynamy sami głodować. Z nostalgią i rozgoryczeniem wspominamy wtedy smak modlitwy, rozważania Pisma Świętego i medytacji, nasze praktyki religijne stają się męczące i nudne. Zapomnieliśmy, że jesteśmy powołani do tego, żeby siać. Siewca wyszedł siać. Żeby był plon.

Ten plon ma zadziwiać, tak jak zadziwia sytuacja, w której ptaki, które były wrogami ziaren wrzuconych w ziemię, gnieżdżą się teraz w konarach wyrosłego z ziarna drzewa. Opowiedziana przez Jezusa sytuacja ma nam przypomnieć o innej ważnej rzeczy: plon jest dla wszystkich, nawet dla tych, a może zwłaszcza dla tych, którzy początkowo byli obojętni, sceptyczni, niezaangażowani. Owoce naszej działalności mają przyciągać, mają sprawiać, że ludzie będą chcieli schronić się pod bezpiecznymi konarami rozłożystego drzewa – Kościoła. Jeśli nie siejemy, to Kościół zamienia się w pustynię, a Bożych prawd i przykazań zaczynamy używać jak kija, którym zdarza się nam ostro przyłożyć między oczy żyjącym wokół.

W diecezjach są teraz zmiany. Biskupi przenoszą księży, zwłaszcza wikarych, naturalną rzeczą jest, że ludzie się dziwią, płaczą, księżom trudno odchodzić, zwłaszcza jeśli pracowali dobrze. Dwa dni temu na facebooku młodzież jednego z duszpasterstw umieściła filmik, w którym dziękują jednemu z księży za przeżyty wspólnie czas. Kilka zdań: Dziękuję, że przyjął mnie ksiądz z otwartymi rękami, bo byłem tu nowy i dzięki księdzu poczułem się w Kościele jak u siebie. Dziękuję za to, że mimo moich spowiedzi, mimo moich grzechów, za które powinienem już nie żyć, ty nadal potrafisz ze mną rozmawiać. Dziękuję za wiele wysiłku, za to, że wszystko co trudne w wierze mi ciągle tłumaczysz, kiedy ja chyba nigdy tego nie zrozumiem, ale ty się nie poddajesz i to jest fajne. Dziękuję, że poczułem się w Kościele jak u siebie. To jest cel naszego siania. Żeby ludzie dzięki nam czuli się w Kościele jak u siebie.

Eucharystia jest takim sianiem, Chrystus obficie rozrzuca ziarno swojego słowa, swojego ciała w nasze serca. Takie nic. Kilka zdań, kilka śpiewów, trochę gestów. Po to, żebyśmy w czasie Mszy czuli się jak u siebie. I żebyśmy uwierzyli, że mamy czynić podobnie. Że mamy się z miłości połamać i rozdać innym. Aby i oni czuli się w Kościele jak u siebie.

Tags:
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Dodaj komentarz