LOADING

Type to search

Zabiliśmy Proroka?

Damian Jankowski 25 kwietnia 2014
Share

O ile postać Jana Pawła II wciąż mnie zachwyca, o tyle stosunek polskiego społeczeństwa do “naszego Papieża” nie wywołuje we mnie entuzjazmu. Trudno się cieszyć spłycaniem tak ważnego pontyfikatu.

Oczywiście, jest bardzo wiele inicjatyw, budzących mój szacunek (np. Centrum Myśli Jana Pawła II, Fundacja Dzieło Nowego Tysiąclecia). Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że zbanalizowaliśmy papieskie nauczanie. Dla większości (co świetnie widać w obecnych ofertach handlowych) pierwszym skojarzeniem z Papieżem jest kremówka. A przecież mieliśmy do czynienia z czymś więcej.

Obecnie trwa licytacja Janem Pawłem II. Lewica ubolewa, że polski Kościół nie jest już „Kościołem Karola Wojtyły”. Prawica przypomina, że Ojciec Święty był wielkim obrońcą życia, a z tą wartością w naszym społeczeństwie krucho. Pojawiają się głosy, że dziś Papież zaangażowałby się w rozwiązanie przyczyn smoleńskiej katastrofy. Można by podać jeszcze wiele przykładów.

jani

Stosunek Polaków do Papieża z Wadowic można nazwać szczególnym, chociaż nie jest to określenie w pełni pozytywne. Polacy przyzwyczaili się do tego, że następca św. Piotra mówi po polsku, że wszelkie bolączki polskiego Kościoła rozwiąże jeden człowiek (to, jak bardzo go w obecnej rzeczywistości brakuje jest tematem na odrębny tekst). Benedykt XVI nie był już – w polskiej świadomości – Papieżem tej rangi, co Karol Wojtyła. Franciszek jest cudowny, ale w tym, co najlepsze, przypomina Jana Pawła II. Szczytem absurdu zaś było niezadowolenie części rodzimych katolików z faktu, że wraz z „naszym Papieżem” na ołtarze zostanie wyniesiony Jan XXIII.

Spłycanie papieskiego nauczania to nie tylko sprowadzenie wszystkiego do kremówki. Na polu kościelnego przepowiadania również można zauważyć podobne zjawiska. Ile to razy słyszałem wplecione do niedzielnego kazania myśli lub cytaty z Jana Pawła II! Niestety, cytowane słowa albo były wyrwane z kontekstu, albo nijak się miały do mizernej treści homilii. Ile to razy słyszałem w polskich sanktuariach maryjnych, że Jan Paweł II „był wielkim czcicielem Maryi i kalwaryjskich dróżek” i… tyle.

W tece kwartalnika Pressje, wydanej z okazji papieskiej beatyfikacji, autorzy celnie zauważyli, że Polacy słuchali Papieża do roku 1991. W zachwycie nad polską demokracją zdecydowane słowa następcy św. Piotra były stopniowo zagłuszane. Uwaga, że Jan Paweł II był obrońcą życia ludzkiego jest prawdą, ale nie tylko na tym obszarze ujawnia się nie odrobienie przez nas lekcji. Papież był też filozofem, który chętnie organizował dyskusje w Castel Gandolfo (a jego przyjacielem był m.in. ks. Tischner czy bp Życiński, o czym prawica nie chce pamiętać). Karol Wojtyła przebaczył zamachowcy (chociaż ten wcale tego nie oczekiwał i nie wyraził żalu). Fakt ten do dnia dzisiejszego pozostał niewygodnym w polskiej sferze publicznej, gdzie zwalczające się strony nie widzą w politycznym przeciwniku „brata”, a „zdrajcę”. Gdyby dziś skonfrontować nas z papieskim nauczaniem nikt nie wyszedłby z tego zestawienia zadowolony – zarówno lewica, prawica, jak i polski Kościół (świeccy i hierarchia).

Myśl Jana Pawła II w wielu sferach wciąż czeka na podjęcie. Pytanie tylko, kto dziś – zamiast do infantylnych albumów – sięga po papieskie encykliki i książki. Pogłębienie nie nastąpi jedynie przez kolejne pomniki, wielogodzinne stanie na placu św. Piotra czy sejmowe uchwały. Jan Paweł II zdobył przydomek „Wielki”, pewnie dla wielu jest największym świętym Kościoła. Niestety, stał się przy tym w polskiej świadomości postacią pomnikową. A z pomnikiem się nie dyskutuje, pomnika się nie czyta, z pomnikiem się nie wchodzi w relację. Pomnik tylko pięknie stoi, pozuje do zdjęć, wywołując samozadowolenie przechodniów.

Leave a Reply