LOADING

Type to search

Z cyklu: praca to też przygoda

Ela 25 lutego 2016
Share

Kamera jest dla mnie jednym z narzędzi, które odkrywam w sobie jako zakonnik, jako ksiądz by mówić o Panu Bogu … A że przy okazji tego odkrywam, że jest to fajna przygoda i całkiem dużo radości to daje. To jest super!

O robocie i codzienności, która może dawać satysfakcję opowiada Grzegorz Kramer

Elżbieta Belkius: Patrząc na Ojca ma się nieodparte wrażenie, że łamie Ojciec wszelkie konwenanse na temat tego, jak powinien wyglądać duchowny. Koszula i muszka to chyba nietypowe jak na jezuitę?

Grzegorz Kramer: To jest pytanie o to jak definiujemy konwenans. To jest kwestia kraju, kultury w której żyjemy. Inaczej duchowni ubierają się na zachodzie Europy, jeszcze inaczej w Ameryce, a jeszcze inaczej gdzieś na Wschodzie, czy Dalekim Wschodzie. Myślę, że warto tutaj popatrzeć szerzej. Są pewne elementy wspólne, ale nie ma czegoś takiego, że wszyscy wszędzie wyglądają tak samo. Ja nie chcę łamać niczego i – może to zabrzmi dziwnie – ale chce być sobą, nie chcę żyć konwenansami. Być sobą to znaczy odkrywać każdego dnia swoje niepowtarzalność, która wynika z tego Kto jest moim Ojcem. Wydaje mi się, że duchowny ma próbować przede wszystkim, co jest bardzo trudne, pokazywać Pana Boga w tym świecie ludziom. I to jest chyba najważniejsza rzecz dla mnie. A to, czy wyglądam tak czy inaczej to jest drugorzędna sprawa. Generalnie jezuita jest to ktoś kto ma się dostosować do rzeczywistości, w której jest, a nie tę rzeczywistość „gwałcić” swoim sposobem życia.

Elżbieta Belkius: Biega Ojciec z kamerą w ręku i mówi często, o tym, że Bóg jest dobry. Po co to wszystko?

Grzegorz Kramer: Ciekawe pytanie… Mam nadzieję, że zmierza to do dobra i, mówiąc górnolotnie, do większej chwały Pana Boga. Ta kamera jest dla mnie jednym z narzędzi, które odkrywam jako zakonnik i ksiądz by mówić o Panu Bogu. Takim narzędziem jest ambona, słowo pisane, rekolekcje czy konferencja. Jako jezuita uczę się tego by do głoszenia Słowa szukać coraz to nowych sposobów i przestrzeni. Jedną z nich jest Internet.  Jest wtedy okazją by spotkać się z szerszym odbiorcą, trochę bardziej anonimowym, ale tak samo realnym jak ten, który siedzi w kościelnej ławce. A­­ przy okazji odkrywam, że jest to fajna przygoda, która daje mi całkiem dużo radości.

obj

Elżbieta Belkius: Codziennie ktoś udostępnia Ojca nagrania czy lajkuje wpisy z bloga. Można zatem śmiało powiedzieć, że jest Ojciec znany i lubiany w sieci. Jak Ojciec odbiera te głosy w sieci?

Grzegorz Kramer: Tak jak jestem znany i lubiany, tak też jestem znany i nielubiany (śmiech). Mój prywatny sposób na tzw. rozgłos jest taki, że staram się mówić sobie, że nawet jeśli odnoszę jakiś sukces, to jestem mimo wszystko człowiekiem słabym. To, że wychodzą mi dobre rzeczy, jestem w takim momencie życia, w którym ludzie klaszczą i lajkują, to nie znaczy, że tak będzie już na zawsze.  Robiąc dobre rzeczy robię też złe i pamięć o tych złych rzeczach ma mi pomagać w tym by nie „odlecieć”.

Elżbieta Belkius: Ile ludzi średnio odwiedza Ojca blog?

Grzegorz Kramer: Każdego dnia od tysiąca do dwóch.

Elżbieta Belkius:  A czy Eucharystie dla mężczyzn, które Ojciec sprawuje, również cieszą się tak dużą popularnością?

Grzegorz Kramer: To, jak to wygląda dzisiaj  jest efektem pracy prawie trzech lat. Zaczynaliśmy z Wojciechem Werhunem SJ od 15 osób, dziś jest pełen kościół ludzi. Myślę, że duży wkład jak to dziś wygląda ma zespół NiemaGOtu, który gra na Mszach, pod przewodnictwem Kuby Blycharza – autora Hymnu ŚDM. Dobra oprawa muzyczna liturgii pomaga uczestnikom modlić się. Po drugie myślę, że to co stworzyliśmy jest kwestią  paru rzeczy.  Przede wszystkim próbujemy odprawiać Eucharystię w taki sposób, by była ona na dobrym poziomie. Bardzo ważne jest to, co nazywamy „spacerami z Panem Jezusem”, czyli wyjście z Najświętszym Sakramentem na miasto. Tego nie mamy na co dzień i  to jest tym co sprawia, że te Msze stają się popularne. Czujemy: mężczyźni i kobiety, że ta modlitwa i intencja jest istotna, że jest to tak ważny temat i brzemienny w naszym codziennym życiu, że trzeba i warto się modlić!

Elżbieta Belkius: Nie są one zapewne przejawem podziałów i enklaw w kościele. W takim razie jaki jest cel skupiania mężczyzn w jednym miejscu na modlitwie?

Grzegorz Kramer:  Jakiś czas temu zmieniłem intencję tych Mszy, przestaliśmy odprawiać je dla mężczyzn, a zaczęliśmy w intencji mężczyzn. Samo to zmienienie intencji jest  pokazaniem, że nie chcemy robić enklawy, że owszem modlimy się za mężczyzn ale zapraszamy do tej modlitwy kobiety, które zawsze są obecne. Są takie miesiące, że jest ich więcej niż mężczyzn. Na pewno są potrzebne takie chwile, kiedy na spotkaniach formacyjnych są wyłącznie sami mężczyźni, czy kobiety, to wynika z naszej psychiki, – potrzebujemy porozmawiać w swoim gronie o swoich sprawach i swoim językiem. To pokazuje, że są między nami różnice i że warto także w Kościele organizować spotkania dla jednej płci. Ja bym uważał na te słowo podziały, a zwrócił uwagę na pewną różnorodność.

Elżbieta Belkius: Przez kilka dobrych lat swoje słowa kierował Ojciec pod adresem mężczyzn. Dzisiaj nieco Ojciec od tego odchodzi. Czy w takim razie jest szansa na słówko dla kobiet? Nie mówię tu zaraz o pisaniu książki…

Grzegorz Kramer: Rzeczywiście tak było, bo kiedy zaczynałem swoją pracę w Krakowie w 2012 roku, od jakiegoś czasu bardzo modna stawała się tzw. duchowość męska. To się wzięło między innymi od Johna Edlegrea i jego książki Dzikie serce, która od kliku lat robiła furorę i ja też za tym poszedłem. Wydawało mi się, że jest to coś ważnego, coś cennego, coś co warto innym dawać. Po prawie czterech latach widzę, że tak naprawdę to co nazywamy „duchowością męską” jest duchowością dla wszystkich. To jest raczej kwestia języka, którym mówimy do konkretnych ludzi. Nie tworzymy nowej duchowości dla mężczyzn tylko w inny sposób o niej mówimy do nich, a inaczej do kobiet.

Elżbieta Belkius: Obecnie prowadzi Ojciec dla portalu Deon.pl cykl wielkopostnych rozważań z serii 10 nauk Jezusa dla mężczyzn. Co szykuje się w najbliższym czasie. Ma Ojciec jakiegoś asa w rękawie?

Grzegorz Kramer: To jest część większego projektu, bo jest w nim także ks. Jan Kaczkowski, i bp. Grzegorz Ryś. Tak więc to nie jest tylko mój projekt, a sam pomysł pochodzi od Piotra Żyłki.  Nie planuję jakiś wielkich rzeczy, bo to co jest moją codziennością uważam za niezwykłe. Teraz na przykład jedziemy na rekolekcje dla młodzieży w milczeniu – Szkoła Kontaktu z Bogiem, później mam rekolekcje na UKSW,  zaraz potem jadę na rekolekcje szkolne i parafialne. Takie normalne codzienne rzeczy. To jest  robota, którą lubię i która daje mi wielką frajdę. Z takich niezwykłych rzeczy to wczoraj odebrałem swojego pierwszego  audiobooka i to jest duża radość tak po ludzku.

Elżbieta Belkius: Tak na zakończenie naszej rozmowy chciałam spytać o to, co powiedziałby Ojciec tym którzy poszukują w swoim życiu frajdy i chcą swoja codzienność czynić niecodzienną. Jest  na to jakaś jedna recepta?

Grzegorz Kramer: Szukanie dobra jest najlepszym na to sposobem. Człowiek, który szuka dobra, czyli Boga samego, jest człowiekiem, który próbuje z życia wycisnąć ile się da, w warunkach w jakich się obecnie znajduje. Wtedy każda relacja, zadania, które podejmuję przestają być przekleństwem, a stają się przygodą. To wiąże się z trudem, z ciągłym nawracaniem się, czyli zmienianiem swojego myślenia, kierowaniem go w stronę Boga.

 

Dziękuję za rozmowę!

 

 

 

Tags:
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

You Might also Like

Dodaj komentarz