LOADING

Type to search

„Wzgórze w krainie Moria” Juliusza Łuciuka. Dzieło, które powstało z miłości

Paulina 2 stycznia 2017
Share

Jean Pierre Torrell nazwał św. Tomasza z Akwinu Przyjacielem Prawdy. „Amico della Verità” to równocześnie tytuł jego książki o Akwinacie. Jeśli Doktor Anielski poświęcił całe swoje życie prawdzie i służył jej, tworząc największe dzieła teologiczne i filozoficzne, podobnie można powiedzieć o Juliuszu Łuciuku.

zdjecie

Fot. P. Biegaj

Chciałabym nazwać tego krakowskiego, a równocześnie papieskiego kompozytora, Przyjacielem Piękna. Takiego piękna, w którym jest i prawda i dobro. Takim przyjacielem, który temu pięknu, prawdzie i dobru służy, tworząc największe dzieła muzyczne. Moje przekonanie o wielkości utworów komponowanych przez Juliusza Łuciuka utwierdził ostatni koncert w Filharmonii Krakowskiej. Odbył się on 30 kwietnia na zakończenie 28. Międzynarodowego Festiwalu Kompozytorów Krakowskich.

Spotkaliśmy się tam, aby uczcić 90 urodziny kompozytora. Twórcy polskiego i watykańskiego, jak o nim powiedział Kazimierz Barczyk, wiceprzewodniczący Sejmiku Województwa Małopolskiego. Gdy Juliusz Łuciuk pojawił się na scenie, aby odebrać medal „Polonia Minoris”, Kazimierz Barczyk, wręczając mu odznaczenie, zwrócił się do niego takimi słowami – Papieski Kraków składa dzisiaj Panu podziękowania. Jest Pan najwybitniejszym obok Krzysztofa Pendereckiego żyjącym twórcą. Pana kompozycje, posiadające walor duchowy, przemawiają nie tylko do Polaków.

Stanisław Dziedzic z Wydziału Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Krakowie przywołał wspomnienie pamiętnego dialogu z papieżem Janem Pawłem II. Na pytanie o zgodę dotyczącą udostępnienia kompozytorowi swoich sonetów miał odpowiedzieć: „Jeżeli dla Juliusza Łuciuka, to zgadzam się”. Mieczysław Kominek, prezes Związku Kompozytorów Polskich, stwierdził z kolei, że koncert stał się wspaniałym zwieńczeniem całego festiwalu.

To prawda. Kolejny krakowski festiwal kompozytorski zamknęło światowe prawykonanie oratorium Juliusza Łuciuka „Wzgórze w krainie Moria – oratorium do III części Tryptyku rzymskiego Jana Pawła II na mezzosopran, baryton, chór i orkiestrę symfoniczą” z 2012 roku. Jeżeli wysłuchałam już tylu koncertów i utworów, o których powiedziałam, że są niezwykłe, dla opisania tego oratorium nie pozostaje już żadne słowo. Pozostaje jedynie wdzięczność za to, co dzięki cichej, żmudnej i wytrwałej pracy Juliusza Łuciuka, dane nam było przeżyć. To nie tylko moja własna recenzja, ale głos publiczności. Zachwyconej, ale przede wszystkim właśnie wdzięcznej.

Bo dzięki Juliuszowi Łuciukowi i artystom, spotkaliśmy się nie tylko z nimi i z muzyką, ale przede wszystkim z Bogiem. Muzyka rzeczywiście przemawiała, ukazując nam swoje zapomniane oblicze – to, że ona także jest słowem. W sobotni wieczór była rzeczywistością, w której mogliśmy uczestniczyć i którą naprawdę przeżyliśmy. Taką żywą duchową i źródłową Rzeczywistością jest Słowo Boga. Usłyszeliśmy Je w libretto oratorium, a wyśpiewał to Słowo Boże Chór Filharmonii Krakowskiej z solistami Magdą Niedbałą i Dariuszem Siedlikiem oraz orkiestrą. Dyrygował wybitny Pasquale Veleno.

Śpiewali przejmująco, z pasją, przeżywając każde słowo i dźwięk. Taka też jest opowieść zawarta w oratorium. Opowieść pełna odwagi, ale i wątpliwości, pewności Boga, która dodaje sił, aby wstać, ale i wielkich znaków zapytania, wierności, ale i ludzkiej słabości, szczęścia, lecz także smutnych doświadczeń. Jak całe nasze życie.

To także opowieść o drodze i zobowiązaniu. O tym, że trzeba iść, a idąc, trzeba słuchać Boga. Tylko wtedy dojdzie się do szczęścia, a porusza nas ku niemu prawo miłości. Wybrzmiały, dzięki niesamowitemu wyrazowi, melodyce i harmoniom, tak zresztą charakterystycznych dla utworów Juliusza Łuciuka, słowa „będziesz ojcem wielu narodów”. Muzyczna kulminacja rozpoczyna się z kolei, gdy chór śpiewa kerygmat „tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna Swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”.

Po ciele przechodzą ciarki. Zdarza się to zresztą podczas koncertu bardzo często. Juliusz Łuciuk w sposób genialny, a równocześnie sobie jedynie właściwy, podporządkował muzykę Słowu. Ona miała Je wyrażać, sama będąc słowem – słowem, które wspomniany na początku św. Tomasz z Akwinu nazwałby mową serca. Mową serca Juliusza Łuciuka. I z serca dla nas skomponowaną.

kl

Juliusz Łuciuk z myślą o zaciekawieniu, wprost porwaniu słuchacza w świat historii Abrahama, „Tego, który uwierzył wbrew nadziei”, skonstruował, zwłaszcza w partiach orkiestrowych, muzyczną fabułę pełną żywych obrazów, odgłosów ziemi chaldejskiej i tych towarzyszących wędrówce Abrahama, tworząc właściwe dla każdej podróży w nieznane, napięcie oczekiwania.

Grzegorz Majka, znawca muzyki Juliusza Łuciuka, autor monografii jej poświęconych, mówi w tym względzie o „sonorystycznej aurze pustynnej impresji”. To tu ujawniła się zwłaszcza współczesna odsłona muzyki poważnej. Taka jednak, która wciąż służy swojemu odbiorcy, malując przestrzenie, nadając koncertowi cechy prawdziwego wydarzenia, odchodząc od martwych schematów na tyle, aby pokazać, że w muzyce tkwi twórcza wolność.

Nie dziwi, że przez człowieka przemówił raz jeszcze Bóg, przypominając w tak wzniosły i porywający równocześnie sposób o tym, że jesteśmy z Nim związani przymierzem, o tym, że to On nas prowadzi i jest Autorem naszego życia, o tym, że poddanie się Jego woli to nie obowiązek, ale zobowiązanie miłości, o tym, że Bóg jest zupełnie inny i że przewyższa wszystko, co człowiek może o Nim powiedzieć, że przekracza nasze plany i ziemskie kalkulacje, o tym, że nasze życie jest spotkaniem z Bogiem, rozmową z Nim, o czym powiedział niedawno papież Franciszek, i o tym, że nie ma w tym życiu rzeczy niemożliwych, o tym, że trzeba iść naprzód, o czym też wielokrotnie przypomina nasz papież, a także o tym, że wszystko będzie miało sens, jeśli powierzysz się Bogu, oraz o tym, że trzeba w to uwierzyć nawet wbrew nadziei…

Dotykając dusz, a wręcz przeszywająca wybrzmiewają ostatnie niemal słowa dzieła:

Zatrzymaj się. Ja noszę w sobie Twe imię, to imię jest znakiem Przymierza, które zawarło z tobą Słowo Przedwieczne, zanim stworzony był świat.

Nie dziwi, że najbardziej wymownie, w momencie największej muzycznej, ale również intelektualnej i uczuciowej kulminacji, brzmi prawda o Ofierze Chrystusa. Ta kulminacja wskazuje na to, że do Niej powinniśmy odnosić wszystko.

Nie dziwi wreszcie, że Juliusz Łuciuk zawarł w swojej muzyce – śmiało można powiedzieć – brzmiącej tak nie do opisania, że pochodzącej jakby z innego świata – sens chrześcijańskiego życia. Każdą kompozytorską pracę poprzedza bowiem, jak mi powiedział, modlitewnym skupieniem. W taki sposób rozpoczyna każdy dzień.

Stwierdziłyśmy kiedyś z przyjaciółką skrzypaczką, z którą miałam szczęście wykonywać utwory Juliusza Łuciuka, że jego muzyka ma w sobie ducha. Czym jest ten duch, jeśli nie prawdą, dobrem i pięknem? Ten, kto im służy jest nie tylko ich przyjacielem, ale także naszym przyjacielem i przyjacielem Samego Boga. A przyjaźń to, jak uczy nas św. Tomasz z Akwinu, po prostu miłość. Kochać natomiast, to chcieć dla kogoś przede wszystkim Boga.

Paulina Biegaj

Tags:
Poprzedni artykuł

You Might also Like

Dodaj komentarz