LOADING

Type to search

Share

Próbują nawiązać kontakt, dzwonią do drzwi, a następnie zadają pytania egzystencjalne. Chcą rozmawiać o Bogu, o Biblii, o sposobach na udane, satysfakcjonujące życie, o rzeczach, o których myśli się zwykle pod koniec życia (nie, nie chodzi o emeryturę). Ostatnio takich potencjalnych rozmówców, chętnych do wejścia w dyskusję na tematy wiary, spotyka się w mojej okolicy całkiem wielu.

Pewnego popołudnia zareagowałam na dźwięk dzwonka do drzwi i spontanicznie otworzyłam. Zostałam przywitana serią pytań o sens życia. Początkowo, chyba dla własnej wygody i „świętego spokoju”, chciałam odprawić przybyłych, niezapowiedzianych gości. W pełni świadomie, zatrzymałam jednak odruch grzecznościowego podziękowania i postanowiłam posłuchać, co ciekawego mają do przekazania. Okazało się, że tytułują się świadkami pewnego Boga, zachęcają do lektury i rozważania Biblii, a także samorozwoju w oparciu o Słowo Boga oraz uczestnictwo w spotkaniach grupy. Ku ich chyba niemałemu zaskoczeniu oświadczyłam, że świetnie trafili, bo prowadzę bardzo podobny tryb życia, tyle że w ramach możliwości, jakie daje mi wspólnota Kościoła katolickiego. Dodatkowo oświadczyłam, że również jestem świadkiem, tyle że Jezusa Chrystusa (też Boga).

W tamtym momencie, zrozumiałam jakby na nowo, że wspólnota Kościoła katolickiego oferuje mi niemal wszystko, o czym usłyszałam od swoich rozmówców. Jednak na krótko pojawiła się myśl, że skoro tam zasady są podobne, a proponowaną drogą żyje się w sposób może bardziej udany, to czemu by czegoś w swoim rozwoju duchowym nie pozmieniać? Może poszukać Boga w innym miejscu? Świat idzie do przodu, więc zmiana jawi się jako coś pożądanego i pozytywnego. Wskazuje na postęp i rozwój. Co więc mnie trzyma w Kościele katolickim? Otóż, dzięki przypadkowemu spotkaniu świadków pewnego Boga zrozumiałam, że „puzzlem”, którego mi brakuje w przedstawionej ofercie są sakramenty. I to one w dużej mierze trzymają mnie przy tym w co wierzę. A że wierzę nie tylko w rzeczy oczywiste, ale też te, które są nie do pojęcia (jak wskrzeszenia czy zmartwychwstanie), które trudno zrozumieć czy opisać słowami. (Jak pisała św. siostra Faustyna: „Jak mi jest trudno pisać (…), co w duszy przeżywam.” (Dz. 6)). Właśnie sakramenty jako widzialne, ludzkie, zwykłe jak kawałek chleba, namacalne znaki tego, co takie trudne do ogarnięcia rozumem czy zmysłami przychodzą mi z pomocą. Nawet gdybym podobnie jak moi rozmówcy czytała Biblię, wyciągała wnioski na szczęśliwe, udane i aktywne życie, to szczerze brakowałoby mi sakramentów, (szczególnie możliwości spowiedzi i uczestnictwa w komunii świętej). Dla mnie to otwarcie się na coś więcej, na coś co jest ponad człowiekiem, jego zmysłami i kontrolą. Tym według mnie jest wiara.

Czasem słyszę, jak mówi się potocznie „gonić takich”, nie rozmawiać, nie traktować poważnie, drzwi zamykać. A co jeśli taki rozmówca usłyszy o tym więcej, potem pomyśli i zacznie go zastanawiać to, co usłyszał od świadka Chrystusa? Teraz, kiedy słyszę pukanie do drzwi wiem, że unikając rozmowy, nie daję świadectwa. Nikt się nie dowie, jak wiele posiadam tu, gdzie teraz jestem, czyli w Kościele katolickim. Nie obawiam się konfrontacji, że ktoś zmieni moje, jak uważam słuszne poglądy, jeśli wiem, że prawdę mam w sobie (dzięki sakramentom). W domu generalnym Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia widnieją słowa założycielki Matki Teresy Potockiej „Czyż to mała rzecz jedną duszę zbawić?” Tak przy okazji rozmowy czy więcej Boga jest tu czy tam? Wszyscy w dyskusji mamy równe prawa, nie zaszkodzi więc spróbować.

A za słowami Ewangelii wg św. Łukasza, której fragment, ku mojemu zdumieniu jest rozważany akurat w dniu, kiedy przyszła mi opisana wyżej refleksja: „Powiedzą wam: “Oto tam” lub: “Oto tu”. Nie chodźcie tam i nie biegnijcie za nimi.” (Łk 17, 23) Ufam, że Bóg i Jego Królestwo jest pośród nas, również gdy otwieramy drzwi to tu, to tam, a jako świadkowie Jezusa Chrystusa mamy wtedy szansę ogłaszać tę dobrą nowinę innym.

Tags:
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

You Might also Like

Leave a Reply