LOADING

Type to search

Watykan, mamy kłopot!

Rafał Krysztofczyk 26 stycznia 2015
Share

Wygląda na to, że mamy kłopot z kochanym Franciszkiem. Nieraz na tych łamach pozwalałem sobie na odrobinę złośliwości, ale tym razem piszę bez śladu ironii. Na czym polega kłopot? Jest kilka przynajmniej przyczyn, oto niektóre z nich.
Wszyscy lepiej lub gorzej znamy Ewangelię. W każdą niedzielę słyszymy czytania mszalne, wiele przypowieści znamy na pamięć. Teksty z okresu Bożego Narodzenia i Wielkanocy słuchamy z emocjonalnym sentymentem, wzruszeniem czy nawet smutkiem. Ale tak w ogóle to przyzwyczailiśmy się trochę, że są to pobożne i historyczne czytanki o tym, jak to Jezus dwa tysiące lat temu chodził po odległej od nas geograficznie ziemi i głosił swoim rodakom kazania. My też słyszymy kazania, na ogół tak ogólne, że w pełni się z nimi zgadzamy. Mamy być dobrzy – no pewnie, mamy kochać naszych bliźnich – a czy ktoś temu zaprzecza ? Mamy pomagać ubogim – przecież chyba nikogo nie ma kto by nie dał jakiegoś datku.
A Franciszek? Franciszek, od dawna zresztą, traktuje Ewangelię jak rozkład jazdy w życiu codziennym chrześcijanina. Rozkład zaś trzeba czytać dosłownie, inaczej możemy spóźnić się na pociąg i zostać samemu na peronie.

pope

Fot. Catholic Church England and Wales / Flickr.com

 
Nikt z nas nie kwestionuje bóstwa Jezusa, ale jakby nieco zapomnieliśmy o Jego człowieczeństwie, a On przez ponad trzydzieści lat żył tak, jak ówcześni ludzie. Pracował i to ciężko, mieszkał ubogo, jadł skromnie, buciory pewnie miał zakurzone i podniszczone. Później też nie było lepiej, może czasami zjadł smaczniej, gdy jakiś bogacz zaprosił Go na ucztę czy wesele. Mówiono do Niego zwyczajnie nauczycielu, bo faktycznie nauczał, wcześniej pewnie cieślo, bo pomagał Józefowi. I Franciszek stara się robić dokładnie to samo, a skoro on może to dlaczego nie może kardynał, biskup, ksiądz i ja ?
A my jeszcze lubimy, żeby było odświętnie, codzienności mamy po dziurki w nosie. Słuchałem parę razy ludzi, którzy święta Bożego Narodzenia spędzali w Australii. Niby wszystko w porządku, ale jakoś tak cienko. Nie dość, że na Wigilii jakieś dziwaczne potrawy, to jeszcze potem opalanie się na plaży, a lampki to niby na czym zawiesić, na tym nie powiem jakim, eukaliptusie?
A ten Franciszek zwyczajny, że aż zęby bolą. Tyle, że taki był właśnie Jezus, podobny do nas we wszystkim, jeszcze raz, we wszystkim, oprócz grzechu, czyli w całej naszej ludzkiej niedoli! On tej ludzkiej niedoli radził: uzdrawiał, pocieszał, karmił, rozmawiał, ale także wzruszał się i płakał, odczuwał zmęczenie, lęk i ból. Najwięcej gorzkich słów wypowiedział pod adresem nie grzeszników, ale tych, którym wydawało się w swoim zadufaniu, że są blisko Boga. Dostało się i tym, którzy kochali przepych, i tym którzy kazali się dostojnie nazywać, a ubiorem podkreślać swoją domniemaną wielkość.
Nie wiemy o co Wszechmogący zapyta nas na Sądzie Ostatecznym, ale w obrazie przedstawionym w Ewangelii, pyta wyłącznie o okazaną lub nie, miłość do mojego bliźniego. I Franciszek stara się Go naśladować. Nie chce sądzić, kocha swoją matkę, chce leczyć rany, szukać zagubionych, a ostatnio także radzi jak rozsądnie i z miłością realizować Boże polecenie: ”Bądźcie płodni i rozmnażajcie się…”
My to wszystko oczywiście znamy, tylko jak to mówią dzieci „zapomniało się nam”. No to kochany Franciszek przypomina i mamy kłopot.

Tags:
Następny artykuł

You Might also Like

2 Komentarzy

  1. Kapalanka 22 lutego 2015

    Nie zgadzam się z treścią tego komentarza. Uważam, że papież Franciszek ma rację, gdyż Jezus Chrystus nigdy nikomu nie proponował wiary na pół gwizdka. Proponował, radził, wskazywał, polecał aby pójść na całość. Życie z Chrystusem to jazda bez trzymanki, bez kompromisów, bez przysłowiowego „Panu Bogu świeczkę a diabłu ogarek”. Proponuję zacząć czytać Pismo Święte z WIARĄ, nie z „sentymentem, wzruszeniem czy nawet smutkiem”. To nie powieść ale Słowo Boga, które się przyjmuje w całości albo w ogóle.

    Odpowiedz
    1. Rafał Krysztofczyk 26 lutego 2015

      Bywa że i ślepej kurze trafi się ziarno, mnie się trafiło za sprawą Kapalanki. Przez tyle lat czytałem Pismo św. jak powieść z sentymentem i wzruszeniem. i dopiero teraz, właściwie na stare lata dowiedziałem się, że trzeba czytać je z wiarą. No cóż lepiej późno niż wcale. Wielkie dzięki! A tak na poważnie, to czy Kapalanka naprawdę nie zauważyła, że tekst od początku do końca ma charakter ironiczny? A piszę w pierwszej osobie liczby mnogiej, bo też nie jestem bez winy i przyznaję się do tego w wielu artykułach. Proponuję zacząć czytać komentarze niekoniecznie z wiarą (tego nikt nie oczekuje), ale ze zrozumieniem i życzliwością. Dziękuję za przeczytanie artykułu i serdecznie pozdrawiam. Rafał Krysztofczyk

Dodaj komentarz