LOADING

Type to search

W temacie komunii

Justyna Domagała 11 maja 2013
Share

Mój siostrzeniec, klasa I, gdy usłyszał wczoraj w kościele, że w przyszłym roku nie pójdzie do pierwszej komunii, bo z racji obniżenia wieku szkolnego przesunie się ona do klasy III, uderzył w ryk. Dlaczego, Juleczku, płaczesz? Bo nie będzie imprezy i prezentów. To nie jest śmieszne wcale, bo to nie wyjątek, to reguła. Jak strasznie daliśmy ciała, że naszym dzieciom komunia kojarzy się przede wszystkim z imprezą i prezentami, a nam, dorosłym, z męka prób, wydatków i przygotowań?

Myślę, że musimy odbić się od dna, zastanowić się, co zrobić. Może pierwsza komunia nie powinna być spektakularnym wydarzeniem? Może jak dziecko zaczyna naturalnie jeść chleb, powinno zacząć naturalnie jeść Chleb? W zeszłym roku pisałam protest do biskupa właśnie w sprawie pierwszej komunii. Spęd 120 dzieci, rodzice tłoczą się w kościele, ja chrzestna matka nie mam szansy do niego wejść. Na co to wszystko, pytam. Gdzie zgubiony sens?

Wracając do mojego ryczącego siostrzeńca: nie dziwię mu się wcale. Dodatkowo w kościele dla dziecka nuda, powinniśmy bić się w nasze katolickie piersi, że sensownych mszy dla dzieci jak na lekarstwo, a księży pod dostatkiem, a i katecheci mogliby się w to wciągnąć, i my.

Komunia to klasyczny przykład przerostu formy nad treścią. Chcieliśmy uświetnić uroczystość, ramę do obrazu złoconą dać, makijaż perfekcyjny. A tu rama ważniejsza niż obraz, a makijaż tak ostry, że jak tapeta, jak maska.

Mój znajmy ksiądz wytargał na środek kościoła stary stół i dzieci siedziały przy nim jak podczas Ostatniej Wieczerzy i zdawały się wiedzieć o co kaman. Fakt, że parafia mała, ale czy to problem podzielić dzieci na mniej liczne grupy? Można? Można.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Dodaj komentarz