LOADING

Type to search

W dialogu myśli z ks. Jackiem Wiosną Stryczkiem

Paulina 10 lutego 2016
Share

… i z refleksjami z jego książki „Pieniądze. W świetle Ewangelii. Nowa opowieść o biedzie i zarabianiu”.

„Ewangelia ponad wszystko” —->  „Poznacie po owocach”

„Nie wystarczy mieć Boga na myśli i od razu uważać, że dzięki temu wie się lepiej. I w dodatku nie wystarczy tylko coś robić. To znaczy – nie wystarczy spełniać dobrych uczynków. Trzeba je spełniać tak, żeby wydawały dobre owoce.”

„Sąd nad człowiekiem jest zero-jedynkowy. Albo masz dobre owoce, albo ich nie masz.”

Czym jest owoc?

Owoc to efekt działania we naszym wnętrzu Słowa.

Jakie działanie jest owocne?

Takie, które jest skutkiem działania w nas Słowa Bożego.

Moja wola, prowadząca mnie do działania, powinna być wewnętrznie złączona – zjednoczona od wewnątrz – z Wolą Boga.

Zarówno wola, jak i Słowo to kwestia wnętrza. Przebywanie w moim wnętrzu Słowa Bożego jako pewnej Rzeczywistości, pozwala mi w Niej uczestniczyć moimi myślami, pragnieniami i wyborami.

Królestwo Boże, które ma się urzeczywistniać w działaniu, żyje we mnie na sposób drogi. Słowa „śpi nocą, a za dnia czuwa, a tymczasem ziarno kiełkuje i wzrasta; on zaś nie wie nawet, jak to się dzieje” (Mk 4, 27), wskazują na to, że ostatecznie nie ode mnie zależy to, jaka ta droga będzie. „Duch wieje kędy chce” ( J 3,8)

zdjecie (9)

Fot. P. Biegaj

—–> „Ewangeliczny trening”

„Łatwiej się przechwalać, trudniej mieć wyniki. Jak owoce. Liczy się konkret. Nie mów, że jesteś sprawczy, ale pokaż, ile zarobiłeś.”

Jeśli owoce to skutki działania Słowa Bożego, które urzeczywistniają się w życiu człowieka, sprawczość należy najpierw do Boga, a pośrednio dopiero do człowieka. Aby być sprawczym, trzeba najpierw pozwolić działać w sobie Słowu Bożemu. Trzeba je więc do swojego wnętrza przyjąć. Chcieć wysłuchać i słuchać.

Jeśli człowiek ma być sprawczy, czyli ma przynosić owoce, coś zależy od niego. On sam napędza się do działania i, jak pisze św. Tomasz z Akwinu, dzięki posiadaniu wolności, wolnej woli, jest panem swych czynów.

Co zależy ode mnie?

Pozwolić Bogu działać. Jak?

Początek to zasiew – rzucenie ziarna w ziemię. W swojej wolnej decyzji umożliwiam Bogu rzucenie ziarna do swojego wnętrza. Potem już „ziemia wydaje owoc sama z siebie”. (Mk 4, 28)

Owoc ten ma znamiona życia. Jest działaniem, spełniającym się tu i teraz działaniem żywego Słowa Boga – Jego Myśli i jego Poznania oraz żywego Królestwa Bożego.

Życie łączy się tu jednak w szczególny sposób ze śmiercią. Aby owoc został wydany przez ziarno, musi ono obumrzeć. „Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity.” (J 12, 24)

„W zdaniu tym życie człowieka jest pojęte przez metaforę ziarna. I tak jak obumierające ziarno wydaje owoc, tak umierający człowiek osiąga nowe życie. Sposób umierania zależy jednak od człowieka”, pisze ks. prof. Józef Tischner.

Przynoszenie owocu łączy się więc zawsze z jakimś oddaniem swojego życia, z darowaniem go komuś. Oddaniem mu tego życia na ziemi, co daje życie wieczne.

„Pieniądz to jednak pieniądz – daje władzę, przewagę. Można się w nim zatracić, płacąc i korzystając z życia. Zwłaszcza jeśli ktoś ma pod ręką 21 milionów złotych, a w dodatku ich właściciel jest daleko – jak sługa, któremu przekazano zarząd nad pięcioma talentami. I to jest właśnie fenomen tego sługi. Nie uległ pokusie. Jest sprawczy.”

Gdzie zaczyna się sprawczość człowieka, która jest efektem sprawczości Boga, Jego działania?

Zasiew ziarna, zrobienie tego pierwszego kroku, codziennie pierwszego, w każdej chwili od nowa, warunkuje wiara. Nie można się zatrzymywać. Życie przynoszące owoc to życie na sposób drogi. Owoc ciągle się rodzi, jest za każdym razem świeży. Zrobienie tego pierwszego kroku warunkuje wiara.

Ale czym jest tutaj wiara?

Wiara jest tu zaufaniem, przekonaniem o tym, że to, co zrobię, czego chcę, co chcę zrobić, będzie miało efekt. I to efekt zgodny z Wolą Chrystusa. Mówimy tu o prawdziwym efekcie. Efekcie w pełnym tego słowa znaczeniu, a więc nie tylko o skutku działania, ale także o efektownym skutku. Taki efekt to „tak wielkie gałęzie, że ptaki niebieskie w cieniu jego [ziarna gorczycy] gnieździć się mogą”. (Mk 4, 31)

Jest tak wtedy, gdy wiemy, że to nie my jesteśmy źródłowo sprawcami wielkich rzeczy.

Wielki jest nie ten, kto dąży do własnej wielkości, ale ten, kto dąży do wielkich rzeczy, ma wielkie ideały.

Ten, kto dąży do rzeczy Bożych, bo to one są największe, jak największy jest Bóg.

Wielkie rzeczy to nie to, co w naszej wyobraźni, ale to, co realne. To, co jest. A jest zawsze Ktoś i coś. Bóg, drugi człowiek i moje życie od Niego pochodzące.

 W chęci przynoszenia owoców czai się tutaj „pokusa działacza”. Jeden z proboszczów pytający bł. Matkę Teresę z Kalkuty, co może zrobić, żeby jego duszpasterstwo było jeszcze bardziej efektywne, usłyszał radę: codziennie godzina adorowania Chrystusa w Najświętszym Sakramencie. Gdy dwa razy dopytywał, czy jest inna możliwość, tłumacząc, że jest bardzo zajęty, Matka Teresa odpowiedziała ponoć, że zmienia zdanie: nie jedna a dwie godziny. Rozpoznała w nim działacza.

„Pieniądz kształtuje i wystawia człowieka na próbę. czyni go gotowym do podejmowania większych wyzwań. Większych – czyli jakich? To oczywiste: chodzi o sprawy duchowe, dotyczące Królestwa Niebieskiego”.

„Dla Jezusa jakość życia na ziemi, dobrobyt, nie są najważniejsze. Najważniejsza jest jakość życia wiecznego czy też po prostu jakość życia, ale rozumianego w sensie ewangelicznym – jako życie duchowe. Bo jesteśmy homo sapiens, zwierzęciem z duszą. Zwierzę umrze, dusza zostanie. Bez spojrzenia z tej perspektywy nie da się zrozumieć Jezusa.”

Priorytety, to, co najważniejsze są drogowskazami dla naszych decyzji. To przecież nic innego, jak cele. Najważniejszym celem jest, mówiąc językiem teologii, cel ostateczny, życie wieczne z Bogiem, dotarcie do Niego, a mówiąc filozofią św. Tomasza, poznanie Go, czyli życie wieczne. Ten cel jest najpierw. Drugorzędne są cele pośrednie, których osiągnięcie jest często równoznaczne z wyborem środków prowadzących do ostatecznego celu, życia wiecznego.

„Nie troszczcie się zbytnio i nie pytajcie: Co będziemy jeść? Co będziemy pić? Czym będziemy się przyodziewać?… Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6, 31-33)

Starać się to chcieć i wierzyć, że będzie dobrze. To zaufanie sprawczości Boga. Moja wola. Jest ona związana z tym, jak przyjmę Słowo Boga. Ono musi wydać owoc! Tak, jak rodzi się życie z życia. Nie ty jesteś sprawcą swoich czynów, tym bardziej ich efektów, dlatego zaufaj Bogu. Miej nadzieję, że On Sam będzie działał.

Czy takie powierzenie się całkowicie Bożej Woli jest łatwe?

Nie.

To łaska, o którą można tylko prosić, jeśli jeszcze się jej nie otrzymało. To uzdrowienie, które może dać tylko Bóg. Uzdrowienie to odpędzenie wszystkich duchowych przeszkód dla wiary i zaufania. Wszystkich negatywnych myśli, zniechęcenia, obaw, znerwicowania i chęci działania na własną rękę. Uzdrowienie to uwolnienie z tych złych i przeszkadzających duchowo myśli, które podsuwa zły duch. Człowiek nie może uwolnić się od tego, co przychodzi do niego z zewnątrz i jest działaniem złych mocy, sam.  Potrzebuje też mocy, która przyjdzie od Kogoś. Od Boga.

—-> „Dziesięciu trędowatych”

„Dziesięciu trędowatych. Dziesięciu proszących. Dziesięciu oczyszczonych. I tylko jeden uzdrowiony. Tę opowieść należy czytać od końca. „Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła”, usłyszał tylko jeden z nich. Pozostali wykonali polecenie Jezusa, lecz nie zrozumieli istoty uzdrowienia. Samarytanin, czyli człowiek obcy kulturowo i religijnie Jezusowi, wyczuł, że jego zdrowie to nie kwestia magicznej mocy, lecz relacji. Nie dał się zwieść przeświadczeniu, że zadziałała moc i będzie dobrze. Zwrócił uwagę na człowieka, a nie na energię, dlatego wrócił do Jezusa z podziękowaniem.”

„Udane spotkanie może zmienić bieg życia.”

W nim znajdują realizację pojęcia myślenia, woli, pragnienia, chcenia, postanowienia, wyboru, słowa, działania, sprawczości, przynoszenia owocu, duchowego życia, wiary, zaufania, drogi do szczęścia, celu ostatecznego, wiecznego życia, wielkości i tego, co realne. W spotkaniu człowieka z Bogiem. Tylko ono ma sens.

Paulina Biegaj

Tags:

You Might also Like

Dodaj komentarz