LOADING

Type to search

Uwstecznieni mocniej niż sam stereotyp

Magdalena Siraga 12 września 2013
Share

Kiedy ktoś usiłuje prawić nam morały od razu się wycofujemy, patrzymy ze skrzywioną miną i najczęściej rzucamy hasło: „Co on tam wie”. Kiedy pada ono najczęściej? W kościele. Kiedy ksiądz wychodząc na ambonę zaznacza co jest ważne, o czym musimy pamiętać i jak mamy żyć, w ludziach często rodzi się kontra, złość, a u większych choleryków syndrom „uważaj, bo Ci żyłka pęknie”. No bo przecież „jakim prawem?!”. Wbrew temu co byśmy odpowiedzieli pytani publicznie, to Kościół zawsze będzie miejscem widzianym przez wielu z nas jako centrum hipokryzji. Za jaką przyczyną? Oczywistą. Rozmowa na temat Kościoła stała się bowiem czymś w rodzaju anonimowej walki na komentarze w strefie internetowej. Porównanie zapewne umniejszające randze Kościoła, ale ostatnio jedyne prawdziwe. Tak samo możemy czegoś wysłuchać, przeczytać i później odważnie skomentować. Przy czym słowo odważnie nie jest użyte tu bez przyczyny. Odwagi zawsze dodaje nam anonimowość. Jest to oczywiste dla tych, którzy w sferze wirtualnej choć raz zetknęli się z możliwością ubrania w słowa jakiejkolwiek i czyjejkolwiek wypowiedzi.

 

Z Kościołem jest tak samo, bo kiedy padają słowa dla nas niewygodne, to w domowym zaciszu czy jeszcze lepiej – przy wódce z wujkiem Władkiem jesteśmy w stanie powiedzieć wszystko. Ksiądz nie ma racji, co on wie o codziennych problemach, nie rzadko silimy się na inne, mocniejsze epitety. Odwaga nasza jest nieoceniona. Tylko czy choć jedna z tych osób powiedziała to wprost, kulturalnie, w spokojnej rozmowie. Podkreślam, rozmowie. Nie, a na trzeźwo to już całkiem nie do przyjęcia. Konfrontacja jest nie do przyjęcia. Strach jest większy od naszej, rzekomej wiedzy na temat prawdy, jaka tajona jest przed nami. Wiemy wszystko w swoim środowisku. Nie wiemy nic.

Z jednej strony nie ma się czemu dziwić. Sytuacja wierni vs księża, pod kątem właśnie wspominanej hipokryzji, wzmacnia się kiedy w grę wchodzą pieniądze czy inne grzechy księży. Ale to nie ich grzechy nas tak rażą. To wiedza o nich. Księża to też ludzie, co okazuje się być dla wielu definicją nie do przyjęcia i bez znaczenia. Bo skoro ksiądz zdecydował się na kapłaństwo, to jakim prawem robi to czy tamto. A skoro my zdecydowaliśmy się kochać i szanować, to dlaczego zgadzamy się na to, żeby sąsiad „prał” żonę? No, ale takie zachowania, choć oczywiście przez każdego z nas szykanowane, mieszczą się jednak w granicach błędu, błędu ludzkiego. Od początku istnienia Kościoła było bogactwo, przepych, ale nic nie dzieje się bez akceptacji społeczeństwa. Dawniej oku ludzkiemu nie przeszkadzało złoto w kościołach i bogactwo biskupów, a to dlatego, że ludzie oddawali co mieli na potrzeby Kościoła. Wszelkie daniny płynęły z serc i tzw. bogobojności ludzkiej. Każdy więc miał świadomość ważności i rangi kleru i w żadnym wypadku się temu nie sprzeciwiał. Kiedyś czymś oczywistym było, że papież noszony był na lektyce. Po tym, jak Jan Paweł II zrezygnował z tego przywileju, nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie, że kolejny papież mógłby powrócić do dawnych zwyczajów. To my, ludzie budujemy nasz świat każdego dnia. Ogląd tego co dookoła nas. Jednak specjalną misję w naszych czasach mają media, bo to one są opiniotwórcze. To od nich zależy to, jakie fakty ujrzymy, co zostanie nam przekazane jako fakt. Jan Paweł II nigdy nie stronił od dziennikarzy, tak jak jego następca Benedykt XVI – obaj uważali, że media to nowy sposób ewangelizacji, to kolejne możliwości dotarcia do człowieka, do większej grupy. Dlatego tak ważna była i jest odpowiedzialność za słowo. Po raz kolejny to słowo może bardziej niszczyć niż budować. Zastanawiającym jest jednak to, czy zawsze wiedza jest na tyle potrzebna? Nie chodzi tu o mydlenie oczu czy zamiatanie spraw pod dywan. Zwłaszcza, że to Kościół ma być ostoją moralności i przykładem dobrego życia, a te przykłady powinniśmy czerpać z postaw duchownych.

Sama kwestia wiedzy o złu dziejącym się w Kościele jest zastanawiająca o tyle, że kiedy my, wierni słyszymy o pedofilii czy bogaceniu się w sposób niemoralny, zamiast przybliżać się do Kościoła, oddalamy się. Papież Franciszek, jak wiadomo z mediów, zapowiedział zaostrzenie walki z pedofilią w strukturach kościelnych i dzięki Bogu. Jednak czy nie powinno pozostawać to w gestii wewnętrznej? Czy nie powinni ci oprawcy być surowo karani, bardzo surowo, a wiadomość o tym powinna rozchodzić się poprzez diecezje, dekanaty. Dlaczego to odbiorcy Kościoła mają słuchać o tym co się dzieje? Czy media zamiast ewangelizować będą teraz pokazywać siłę grzechu? Czy hierarchowie Kościoła nie powinni zadać sobie fundamentalnego pytania czy nie zaostrzyć, ale tak naprawdę zaostrzyć kary i obserwacje, zamiast szastać tą niechlubną informacją. Zamiast gadać, działać? W końcu lepiej zapobiegać niż leczyć. Czy to co kościelne, wewnętrzne, nie powinno docierać wprost przed oblicze ich najwyższego, po Bogu, zwierzchnika, jakim jest papież? Jak wielu ludzi chciałoby, aby media zaoszczędziły nam kolejnych donosów na kapłanów, a skupiły się na realnej ewangelizacji.

Punkt kolejny – pieniądze. Oj, jakże boli nas widok nowego samochodu u księdza. Bo to zazwyczaj jeden z gadżetów świadczący o zamożności danego duchownego. Zadziwiające jest jednak to, że dawniej nie raziło to tak, jak teraz. Cała nagonka zaczęła się nasilać po doniesieniach i plotkach na temat jednego z Ojców i jego rzekomym bogactwie, które miało ukazać się w postaci wypasionego wozu. W dodatku ta otwarcie deklarowana składka na stację radiową, w której bez pardonu podawany jest nr konta, a połowa polskich emerytek lokuje tam swoje pieniądze. Z jednej strony działanie godne pogardy, ale z drugiej – nikt nie każe im wysyłać tych pieniędzy, robią to z własnej woli. Z tych pieniędzy powstał przecież Uniwersytet szkolący m.in. przyszłych dziennikarzy, którzy zasilają później ekipę TVN, choć czy mówi się o tym na tyle głośno, żeby przebić kwestię zarobionych przez założyciela wyżej wymienionej stacji pieniędzy. Niekoniecznie. Zamiarem moim nie jest sprawdzanie ile zer jest na koncie tego księdza, bo szczerze mnie to nie interesuje. Mnie tych pieniędzy nie zabrał, więc jaka w tym moja głowa czym on jeździ. Tak jak i w tej sytuacji i w każdej następnej pod uwagę brany jest aspekt nam wygodny, czyli ten, który łatwo negatywnie skomentować. Ja nie komentuję ludzi, ich zachowania, majątku czy statusu społecznego, dla mnie każdy jest w pewnym stopniu taki sam. Wszyscy mamy potrzebę posiadania, wyrzec się jej jest bardzo ciężko, co wcale nie oznacza, że wszyscy są karierowiczami i czekają na to ile zarobią i jakie będą mieć stanowiska. Gdybyśmy tak zakładali, jak bardzo skrzywdzilibyśmy ks. Jana Twardowskiego czy ks. Józefa Tischnera. Takich jak oni było i jest więcej, tylko my chyba nie do końca chcemy ich poszukać. Rozmowa buduje. Plotka zniszczy zawsze. Wielu tych, którzy osiągnęli w życiu stanowiska, nieszczególnie na to liczyła, nie zakładała z góry, że uda się być biskupem, prałatem, infułatem, papieżem. Sam Karol Wojtyła, podawany przeze mnie jako przykład już niejednokrotnie, nigdy nie zakładał, że będzie głową Kościoła. Niejednokrotnie ci uważani za bogatych są skłonni oddać i oddają ogromną część swojego majątku ludziom, którzy często nie prosząc o tego rodzaju pomoc, otrzymują ją. To, że noszą bogato zdobione szaty, pierścienie czy inne ELEMENTY charakterystyczne dla danego stanowiska to pozostałość po tradycji, którą znieść może tylko papież. Mamy teraz papieża Franciszka, on właśnie rozpoczął walkę z bogactwem i przepychem w Kościele. On odrzucił wygody i drogocenne zdobienia. On głosi, że boli go ogrom bogactwa w szeregach Kościoła. Ale na wszystko potrzebny jest czas. Jan Paweł II zrezygnował z lektyki. Teraz Franciszek idzie o krok, a może parę kroków dalej. Odezwały się głosy sprzeciwu, zaczęły się komentarze i spekulacje pomiędzy duchownymi, że papież rezygnując z niektórych elementów, jakie do tej pory były nieodłączne przywódcy Kościoła, umniejsza rangę Kościoła i swojego stanowiska. Nurtowało mnie to niezmiernie, chciałam usłyszeć komentarz z ust księdza na ten temat. Jak odpowie profesor zapytany na oczach studentów na pytanie: Czy Papież umniejsza rangę swojego stanowiska i Kościoła rezygnując z uprzednio stosowanych przywilejów?

Myślę, że odpowiedź jaką usłyszałam zaskoczyła nie tylko mnie. Spodziewałam się bowiem bardziej wywodu na temat podziału zdań w Kościele, który zapewne istnieje od zawsze, czy też komentarza, żeby nie oceniać i pozostawić wszystko własnemu biegowi. Usłyszałam jednak mniej więcej takie słowa: "Dopóki nie umniejsza Panu Jezusowi, nikomu nie umniejszy". W tym krótkim zdaniu cała mądrość Kościoła. Po co więc martwimy się o bogactwa innych, po co ich krytykujemy. Ci którzy nie stawiali na karierowiczostwo, a obejmowane przez nich stanowiska zostały im z Góry zapisane, nie będą bali się, że Papież im coś zabierze. Bo Pan Jezus był skromny, ubogi, nie miał nic, a nauczał. A w strukturach kościelnych, tak jak w społeczeństwie, zawsze będą Ci dla oka i skarbu oraz ci dla pracy i spokoju. Uważaj więc, żebyś to Ty nie stał się większym hipokrytą od Kościoła.

Dodaj komentarz