LOADING

Type to search

“Uwiodłeś mnie Panie”

Ewa Wyrębska-Dermanović 9 września 2014
Share

“Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść; ujarzmiłeś mnie i przemogłeś.” Słowa dramatycznego wyznania Jeremiasza szczególnie mocno przemówiły do mnie w ostatnią niedzielę sierpnia. I zostały. Cały miesiąc zajął mi powrót na bloga a i tak nie wiem, czy jest to powrót na stałe. Na swoje wytłumaczenie mam jedynie to, że wydałam na świat pierworodnego i od tego czasu doświadczam swojej własnej prywatnej Paschy.

Dzisiaj nie napiszę zatem nic o społeczeństwie albo współczesności, nie będzie pewnie też niczego, co można rozszerzyć do kategorii ogólnych przemyśleń. Piszę do moich przyjaciół, ponieważ chciałam podzielić się z nimi… szczęściem. Dziwne to szczęście, bo nieobcy mu fizyczny ból z kategorii hard, niesamowite zmęczenie, a jednocześnie przeżycie (może właśnie dlatego) niemal mistyczne – więzi z Bogiem i drugim człowiekiem.

Untitled

Miesiąc temu obudziłam się w nocy z piątku na sobotę ponieważ się zaczęło. Wyczekiwane od miesięcy przyjście na świat naszego synka. Ale okazało się, że szczęśliwy finisz czeka nas dopiero w niedzielę przed południem. Tak bywa – jedni mają ekspresowo, inni ćwiczą cierpliwość i wytrzymałość ciała i ducha. Ilija urodził się zdrowy i w bardzo dobrym samopoczuciu (10/10), my z mężem byliśmy wycieńczeni brakiem snu, głodem i długimi godzinami skurczów. Ale szczęśliwi. Czas szpitala pamiętam jako całkowitą koncentrację na tym maleńkim człowieczku, przerywaną snem. Spałam w dzień i w nocy za każdym razem kiedy i on zasypiał. Po 3 dniach ze zdziwieniem odkryłam, że chodzenie sprawia mi trudność, ale na chwiejnych nogach przeszczęśliwa wróciłam z maleństwem do domu. Chyba wtedy właśnie okazało się, że to już jestem inna ja. Odmieniona przez zupełnie zdumiewające pokłady miłości. Nie tylko do dziecka, bo to przecież dyktuje natura, ale też do męża. Te właśnie pierwsze tygodnie, kiedy wyczerpana niewyspaniem, zmęczona bólem połogowym, przejęta do granic możliwości wszystkimi sprawami, które przy małym trzeba było załatwić zawsze zapamiętam jako czas uwiedzenia przez Boga. Błogosławieństwo narodzenia naszego synka było przeżyciem tak intensywnego szczęścia, a jednocześnie tyle było w nim zmagania ze sobą – że dziś pamiętam je jako doświadczenie graniczne, przemieniające. Przekonujące o tym, że możemy zaufać Bogu, który działa w naszym życiu w ten sposób i stawia nas wobec takiego świata…

Teraz powoli wraca normalność ze swoim rytmem. Ciało wyzdrowiało, a ja jestem po prostu niewyspana. Ogarniamy codzienność, choć na pewno wiele musimy się jeszcze nauczyć, aby móc powiedzieć, że rodzicielstwo to dla nas bułka z masłem. Ale czytamy już gazety i książki, piszemy blogi, rozmawiamy nie tylko o kupkach i uśmiechach małego. Na pewno jednak jesteśmy zdecydowanie bardziej wdzięczni i czekamy na więcej :)

Rodzina, v 1.2.

Dodaj komentarz