LOADING

Type to search

Uśmiech Franciszka

Damian Jankowski 10 marca 2015
Share

Dokończenie encykliki poprzednika, piękna adhortacja apostolska, siedem podróży, zapoczątkowanie Synodu ds. Rodziny i początek reform Kurii Rzymskiej. Tak skrótowo przedstawia się bilans pierwszych dwóch lat posługi Franciszka. Myśl, która pierwsza przychodzi do głowy: to, że następca św. Piotra, po latach pontyfikatu Jana Pawła II, zaskakuje swoim stylem, jest wielkim wyczynem!

Przede wszystkim, Franciszek zachwycił świat świeżym podejściem do ewangelizacji. W jego rozumieniu oznacza ona dzielenie się radością ze spotkania z Jezusem. Spotkanie zaś z drugim człowiekiem odbywa się bezpośrednio, na peryferiach egzystencji i samego Kościoła. Choć już Benedykt XVI wzywał do chrześcijaństwa afirmacji, Franciszek stał się czytelnym przykładem wcielania tej postawy w życie. To nie przypadek, że tekst, będący nieformalnym programem pontyfikatu papieża z Argentyny nosi tytuł: „Radość Ewangelii” („Evangelii Gaudium”). Głoszenie musi się odbywać dynamicznie, ale i rozsądnie. W adhortacji Franciszek wyznaje: „w procesie nieustannego rozeznawania Kościół może także dojść do przekonania, że niektóre jego zwyczaje nie są bezpośrednio związane z sercem Ewangelii i – choć niektóre z nich bardzo zakorzeniły się w historii – dziś nie są interpretowane tak samo (…). Nie bójmy się dokonać ich rewizji”. To, że pewne modele duszpasterskie, nawet pewne przykazania kościelne, straciły swoją aktualność wiedzą wszyscy, ale tylko nieliczni mają odwagę to głośno przyznać.

franciszek

Od czasów Jana XXIII następuje rozdzielenie Urzędu Papieża od jego osoby. Franciszek radykalnie i na swój własny sposób wciela w życie takie patrzenie na Stolicę Piotrową. Nie boi się być maksymalnie dostępny ludziom. Do poziomu anegdot urosła jego bezpośredniość i brak skrępowania. Papież, który mieszka poza Pałacem Apostolskim, który zakłada czarne spodnie pod białą sutannę (zresztą nie zawsze zakłada samą sutannę), który dosiada się do stołów podczas posiłków w Domu Św. Marty to w Watykanie wciąż novum.

Postawa Franciszka nie wszędzie jednak spotkała się z zachwytem. Środowiska tradycjonalistyczne zarzucają mu, że jest antyklerykałem (w takim znaczeniu też jestem antyklerykałem) i zbytnio ufa mediom, zaś lewica czuje się niezręcznie, gdy biskup Rzymu jednoznacznie przypomina nauczanie bioetyczne Kościoła. To prawda, obecny papież nieustannie piętnuje nadużycia wśród duchowieństwa. Wie bowiem, że dotarcie na peryferie z Dobrą Nowiną dokonuje się przede wszystkim poprzez przykład życia. Wielkim dramatem jest, kiedy przykład zniechęca, zamiast pociągać. Franciszkowi chodzi o to, by przypomnieć wszystkim, że postawa karierowiczostwa, uciekania od krzyża, poczucia bycia niezastąpionym, duchowego samozadowolenia (słynne przemówienie do Kurii Rzymskiej) nie może być sposobem życia ucznia Chrystusa. Papieżowi, co podkreśla przy różnych okazjach, przeszkadza, gdy widzi luksus, przywileje i lenistwo wśród ludzi Kościoła (a tego typu postawy dostrzega przecież także wśród biskupów). To, że wielu takie stanowisko gorszy, mówi więcej o nich samych, niż o papieżu. A to, że biskup Rzymu zbytnio ufa mediom i czegoś czasem nie sprecyzuje, wynika z jego południowej mentalności (której dziś musimy się uczyć) i z podjęcia ryzyka. Sam Franciszek powtarza, że woli Kościół poraniony, przypominający szpital polowy, Kościół otwartych drzwi, aniżeli Kościół samozadowolonych z siebie.

Słowa papieża z Argentyny często wydają się zbyt proste („powtórzmy jeszcze raz: nie wolno plotkować”), ale to właśnie taki styl trafia do współczesnych ludzi i dąży do Kościoła ubogiego dla ubogich (przede wszystkim: ubogich duchowo). Nie warto się też łudzić, że Franciszek „sprzeda Watykan”, usunie z Kurii wszystkich karierowiczów lub radykalnie zmieni nauczanie Kościoła (choć faktem jest, że przesunięcie akcentów już się dokonuje). Papież stale daje sygnał do zmiany mentalności. Oczywiście, on sam swoją ewangeliczną radością, powrotem do źródeł robi sporo, by poprawić wizerunek instytucji Kościoła. Ale w tym najważniejszym sensie, obecny biskup Rzymu rzuca wyzwanie światu, a przede wszystkim katolikom: bez was nie dam rady! Dla mnie osobiście jego postać od dwóch lat pozostaje inspiracją do podjęcia ciągłej próby życia według radości Ewangelii.

Tags:
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

You Might also Like

2 Komentarzy

  1. Rafał Krysztofczyk 11 marca 2015

    Drogi P. Damianie nie jestem nikim ważnym, nie jestem autorytetem. Dziś odkryłem Pańskie artykuły (przeczytałem wszystkie) i z radością pochylam przed Panem nieco już siwą głowę. Cieszę się z duchowego i autorskiego pokrewieństwa z Panem. Mam nadzieję, że nie ma mi tego Pan za złe. Radujemy się tymi samymi wielkimi ludźmi, podzielam Pańską wrażliwość religijną i ludzką (rzadkie połączenie), życzę aby gdy nadejdą złe dni, a taki jest nasz ludzki los, nigdy tej wrażliwości i mądrości nie utracił. A że święta blisko to niech Zmartwychwstały Jezus prowadzi Pana po drogach jego życia. Z serca pozdrawiam. Rafał Krysztofczyk

    Odpowiedz
    1. Damian Jankowski 26 marca 2015

      Panie Rafale, dziękuję za miłe słowa. Są one dla mnie osobistym potwierdzeniem, że warto czasem przelewać swoje niezdarne myśli na papier. Pozdrawiam i również życzę błogosławionych Świąt Paschalnych!

Dodaj komentarz