LOADING

Type to search

Upadek człowieka, koniec człowieczeństwa?

Dariusz Okoń 4 kwietnia 2013
Share

Humanizm z w literaturze nie był czczą gadaniną, ulotnymi mrzonkami, nierealnym planem na zmianę świata. Czemu poznałem to tak późno? Zazwyczaj albo stajemy po stronie kultu człowieka jako ideału, wzorca. Albo skłaniamy się ku Przedwiecznemu. Ale ilu ludzi tyle różnych postaw: stricte humanistyczna, stricte potępiająca w sobie pierwiastki człowiecze i walcząca ze swym ciałem. I jak zawsze coś po środku. Niby sprawa prosta, niewymagająca komentarza. Ale w ciągu ostatnich dni moje oczy otworzyły się. Nie, nie będzie to jakaś wizja o jaką mógłby się pokusić jakiś natchniony poeta romantyczny przekonany o swym monopolu na wiedzę, albo też jakiś samozwańczy łącznik między sacrum a profanum. Wywód czysto rozumowy. Ot, i wielka histeryja.

Żebym miał być ostatnim na tym świecie, który tak myśli, to i będę. Ale ja sądzę, że człowiek jest idealny, że nic mu nie brakuje, że zawiera w sobie pierwiastek nieskończoności. Chrześcijanie wierzą, że to Bóg stworzył człowieka, tchnął w jego nozdrza Boskie istnienie, uczynił człowieka na Swój obraz i podobieństwo. Antyczni to podłapali, wiedzieli o tym. Co z tego, że Grecy byli poganami? Czy oni nie mogli tego dostrzec, czy nie mogli wniknąć wgłąb, wyjść poza rozum, wyjść poza swą wiarę i spojrzeć na człowieka z góry? Bez radia, prasy, telewizji, a wiedzieli. A my się zastanawiamy nad głupotami, podczas gdy trzeba nam uczyć się życia od nowa. Przypomina mi się wiersz Różewicza Ocalony. Młody człowiek, który przeżył wojnę, nie potrafi oddzielić dobra od zła, nie widzi różnicy między człowiekiem a zwierzęciem, bo widział na własne oczy masowy mord, człowieka-wilka, który niszczy, pozbawia człowieczeństwa swojego brata. I w tym wierszu są takie słowa:

Szukam nauczyciela i mistrza
niech przywróci mi wzrok słuch i mowę
niech jeszcze raz nazwie rzeczy i pojęcia
niech oddzieli światło od ciemności

Ale co ta strofa ma wspólnego z moimi przemyśleniami? Ja tego wiersza nie traktuję nigdy dosłownie, ja w nim widzę potrzebę nauczenia się świata od nowa. Nie trzeba przeżyć okrucieństwa wojny, żeby wiedzieć o tym, że nie wiemy tak wielu rzeczy. Czym jest dobro? Czym jest: zło, miłość, radość, szczęście? Nie, ludzie od wieków też tego nie wiedzieli, filozofia nie od dziś szuka na te kwestie remedium. Ale różnica jest taka: kiedyś ludzie wiedzieli, że mają braki. My coraz częściej jesteśmy przekonani, że wiemy już wszystko, że znamy odpowiedzi na te pytania. No i wprowadzamy nasze własne odpowiedzi w życie. Niestety. Nie żyjemy wcale w jakiś złych, przesiąkniętych okrucieństwem czasach. Tak było od zawsze. W Biblii na pierwszej stronie Bóg stwarza świat, a za kilka zdań już człowiek ulega pokusie, jeszcze za kilka zdań Kain zabija Abla, za kilka stron Bóg zsyła potop. Otwieramy Eddę Poetycką, a tak Sigurd zabija Fafnira. Co z tego, że to smok? Smok, bo taką drogę wybrał z chciwości; był człowiekiem. A czemu akurat Edda? Bo to mitologia, a przecież skoro mitologia, to w ludzie w to wierzyli. Zło było, jest i będzie. I tego nie zmienimy, bo zawsze się jakiś samozwańczy przywódca znajdzie, który wiecznie pragnąc dobra, wciąż będzie czynił zło. Już kiedyś o tym wspominałem: dyktatorzy też chcieli dobra – dobra w ich ujęciu, niekoniecznie z obiektywnego punktu widzenia zgodnego z założeniami. Ale możemy skalę tego problemu umniejszać.

Ale życie przyniosło mi 2 nauki. Dwie bardzo ważne nauki i to w jednym dniu!

Widziałem zabawę pewnej grupki ludzi. Opierało się to mniej więcej w zadawaniu sobie pytań lub wykonywaniu (zamiennie) zadań. Zabawa stara jak świat pewnie. Pomijam tu jedzenie różnych świństw (dżemu z musztardą, ketchupem i bitą śmietaną) ale zadania miały na celu upodlenie drugiej osoby, słowne obnażenie się przed innymi, upodleniu ale nie w celu zemsty, albo poniżenia, ale żeby dostarczyć sobie rozrywki. Chleba i igrzysk – tylko tego nam trzeba? Coś na zasadzie: ja mam śmiech, że on zrobi coś głupiego. Ludzie lubią patrzeć na to, że ktoś jest głupszy od nich. Kochają się śmiać z innych, bo to ich łechce, podnosi samoocenę, dodaje autorytetu: Ale on głupi! Ja bym nigdy tak nisko nie upadł! Ja jestem lepszy, fajniejszy, mądrzejszy, a on taki głupi… taki głupi! Czy to dlatego król miał swojego błazna? Czy to dlatego programy Kuby W. i Szymona M. oglądało tak wiele osób? A Big Brother? Lubimy podglądać, żyć czyimś życiem, bo unikamy swoich problemów, nie musimy otwierać się przed kimś, a można pogadać o kimś (czy to stąd taka popularność plotkowania?). Ale wszelkie reality show oglądamy, aby nic nam nie umknęło, aby nie przegapić czegoś, co poza naszym wzrokiem może się odbyć. I tylko to pytanie: jak nisko jeszcze ten ktoś może upaść. I jeszcze drugie pytanie: kiedy nastąpi ten upadek, bo nie mam czasu, a chcę go zobaczyć. Nie szufladkuję, nie wmawiam. Mówię uniwersalnie, czysto teoretycznie.

Ta zabawa coś mi paradoksalnie uświadomiła. Zadałem sobie pytanie o to, jak nisko może upaść człowiek, jak daleko się posunąć. Ale nie czekałem na ten upadek. Uświadomiłem sobie, że każdy z nas ma jeden skarb: godność. Tak, godność. To nas oddziela od zwierząt. Człowiek sam w sobie jest istotą czystą, doskonałą, Bosko doskonałą w ujęciu chrześcijaństwa i bosko doskonałą w ujęciu antycznych. Nasze wnętrze duchowe. Nasze ciało idealne. Nasze funkcjonowanie, myślenie, tworzenie, okazywanie uczuć – to jest skarb, to jest cud. Cud największy. Wszystko, co pozytywnego wyczytałem o człowieku. Wszystko co, dobrego czuję do człowieka. To wszystko za mało, o wiele za mało! Dlatego humanizm w literaturze – dlatego, aby pokazać to, zarazić tą miłością do drugiego człowieka, ale i do siebie samego. Nawet pogląd, który Boga umieszczał w centrum, a człowieka traktował czasem po macoszemu, to też był poniekąd humanizm, bo skoro ja jestem stworzony na obraz Boga, skoro płynie we mnie pierwiastek Stwórczy, skoro moja ojczyzna jest TAM w Niebie, a tu tylko spędzam przedwiośnie Istnienia, to oddając cześć Bogu nie mogę zapomnieć o sobie. To dlatego w średniowieczu (tym późniejszym) potępiano okaleczanie się. Każdy od razu myśli, o świętych, którzy się biczowali lub głodowali. Oni stali się świętymi, więc jeśli i ja takie zachowania powielę, to też zasłużę na Nagrodę. Nie, ci ludzie mieli pozwolenie od swych przełożonych (czasem i papieży) na ascezę. Nie ma w tej materii żadnej samowolki! Byli i tacy, którzy sami to robili bez pozwolenia, bez pytania się o radę, ale i w dzisiejszych czasach jest tak, że jeśli ktoś chce podjąć jakieś dłuższe wyrzeczenie, o pokutne zadawanie bólu, to tego na własną rękę nie wolno mu czynić. Chrześcijaństwo ma silnie zakorzenione w sobie pierwiastki szacunku dla człowieka, dla jego ciała. Ale i te humanistyczne epoki otwierały się na Boga. To była symbioza. Jeden nurt nie istnieje tak naprawdę bez drugiego, wzajemnie pragnie drugiego. To dlatego po antyku przyszło średniowiecze, po renesansie – barok. Nie wierzę w przypadki. To był plan, aby tak się to wszystko układało.

Ale jak to się ma do wspomnianej zabawy grupki ludzi? Przekonałem się, że to my mamy w rękach ten skarb. W natłoku dnia codziennego i rutyny inaczej na siebie spojrzałem: jako na istotę doskonałą, ale słabą. Jak na kogoś, kto jest idealny, ale łatwo może upaść. Człowiek upada, ale musi powstać. Gdy nie powstanie, pozostanie na tym dnie. Gdy ja mu nie pomogę, to nie wstanie przez długi czas. Po antyku nastało średniowiecze, bo człowiek tak się zapędził, że nagle podniósł do góry głowę, wytarł z czoła błoto, skrzywił się pod wpływem bólu połamanych żeber (pewnie ktoś go skopał podczas napadu), z nadgarstków spłynęła krew. Poczuł się jak sierota, jak ktoś poniżony, ktoś na samym dnie, kto nie ma nikogo. I nagle spojrzał w niebo i krzyknął: Tato! To oczywiście tylko taka metafora, nie mówię, że każda humanistyczna epoka kończyła się upadkiem cywilizacji. Jak wspominałem: jedna epoka z drugą się łączyły, a też nie było tak, że wraz z początkiem oświecenia nagle barok przestał istnieć. Słyszałem, że epoki nie przemijają, bo i teraz żyją przedstawiciele każdej z nich. To nie przemija, a pozostaje. A mój obraz? No dobra, był celowy. Być może nie oddaje rzeczywistości.

Ale jak mówiłem na początku: tego dnia towarzyszyły mi 2 wydarzenia, które dały do myślenia. Położyłem się późno spać, wstałem rano, jeszcze sobie chciałem powtórzyć słówka z języka obcego. I nagle pomiędzy kciukiem a palcem wskazującym (w tym miejscu, z którego wciąga się do nosa tabakę) pokazała się spora plama krwi. Wziąłem chusteczkę, krwi coraz więcej. W ciągu całego mojego 21-letniego życia krew z nosa leciała mi może ze 2-3 razy. Nie było to jakieś pęknięcie naczynka lub jakieś pęknięcie strupka. Poszedłem się szykować, w lustrze czerwone oczy jak u królika. Widziałem się nieraz w takim stanie, ale nigdy z krwią. Kuchnia i śniadanie. Nie mam sił. Zjadłem, założyłem kurtkę i buty, usiadłem przy stole by poczekać chwilę do wyjścia. By w ciszy posiedzieć i po prostu nicnierobić. Zajęcia, po nich jazda autobusem i niemiłosierne dłużenie się jazdy, głowa oparta o szybę (ludzie pomyślą pewnie, że ćpun albo pijany, ale ja naprawdę nie mam siły). Dowłóczyłem się do domu, poszedłem spać. Budzik ustawiony na godzinę nie zadzwonił, wstałem po dwóch. Głowa nadal boli, ale sił troszkę więcej (ale tylko troszkę). Dosyć późno wypiłem kawę (bo dopiero po 21) i przeszło. Do dnia dzisiejszego nie znam przyczyny krwotoku. Nawet nigdy nie paliłem. Każdy z nas lubi być ekspertem od wszystkiego. Koleżanka do mnie: „A bo ty pijesz dużo herbat, ogranicz to!” Herbaty to ja piję nałogowo prawie 10 lat i nigdy mi krew nie leciała. „A bo Ty to mięsa nie jesz!” Jem. „A bo ty to się przemęczyłeś chodzeniem”. No tak, tylko że od biegania mi nie leci krew, a od chodzenia tak. Każdy z nas chce być ekspertem. Ale co to ma do rzeczy?

To też mi coś pokazało: człowiek to istota doskonała, ale słaba. Mamy swoje ograniczenia. Może i człowieka nie można pokonać, ale zniszczyć go się da (a tego nie wolno!). Jesteśmy tylko śmiertelnikami. Ale doskonałymi śmiertelnikami!

 

Fot. CC0, www.pexels.com

Tags:

You Might also Like

Dodaj komentarz