LOADING

Type to search

Turnau, tulipany i tęsknota

Marta Kobylska 1 lutego 2018
Share
Śniło mi się, że biegłam boso po trawie. Nie pamiętam dokąd, ale była soczyście zielona, miałam białą, zwiewną sukienkę i dużo dziecięcej radości.

***

Spokój. Już samo to słowo sprawia, że robię się łagodniejsza. Lubię jego dźwięk, miękkość. Kojarzy mi się z bielą, minimalizmem, domowym bezpieczeństwem. Mój spokój to łagodne poranki. A w nich ciepła biała herbata. Takie początki dnia, gdy wstajesz, przecierasz oczy, a prosto w nie wpada łuna słońca i wtedy już wiesz, że to będzie jeden z tych bardzo, bardzo dobrych dni. Czujesz się wtedy w naprawdę dobrym miejscu.

 

***

„Jes­teś kwiatem, który do życia się budzi,
lecz nie za­korze­nia się tu…”

Turnau’owe słowa pokrzepienia… Sens w nich ukryty. Sens wczoraj i sens dnia dzisiejszego. Przypomniałam sobie w tym śnie, że tutaj jestem przecież tylko na małą chwilkę. Jestem takim bladoróżowym, czerwonym, a może żółtym, w zależności od dnia, tulipanem. Wyrosłam dzięki Komuś i gdy ten Ktoś uzna, że będę gotowa, zabierze mnie na łąki pełne takich tulipanów. I będę mogła tam do woli biegać w swojej zwiewnej sukience, oczywiście boso, tak jak lubię.

***

Tęskni mi się za minimalizmem i dziecięcą radością. Za wiosną pełną nieśmiałego słońca, które jakby bało się mocniej nas dotknąć, więc subtelnie tylko muska. Za majem, który mieści w sobie delikatne konwalie, których przecież wiem, że nie powinno się zrywać, ale i tak to robię. Za zieloną Saską Kępą, z tej okazji wierszami Osieckiej, piknikiem na trawie w parku, który znajduje się w centrum miasta, a jakby na uboczu. Za śmiechem z usłyszanych właśnie kiepskich żartów najbliższych mi osób. Za byciem z drugim człowiekiem dla samego bycia z nim. Bo on może i chce, a ja także. Byciem ze słowami – mniejszymi lub większymi, wzniosłymi i płytkimi, albo po prostu milczeniem i słuchaniem ćwierkania ptaków.

Tęsknię za potężną dawką witaminy D3, która już czuję, ile dobra robi w moim organizmie, powodując raz po raz salwy głupawki i śmiechu. Za lekkimi owocowymi śniadaniami i Musierowicz, po raz kolejny czytaną z takimi samymi wypiekami na twarzy, młodzieńczą nieśmiałością, niedojrzałością, nadzieją i czymś w rodzaju powagi. Ale powagi młodej dziewczyny, która wciąż czeka na lepsze jutro, wiedząc, że dziś jest równie smakowite.

***

Boże moich niepowodzeń,

Boże moich mniejszych i większych trzęsień ziemii

Jezu mych zwykłych codzienności

Jezu mojej wyśnionej miłości,

Czekam na Ciebie w mym warszawskim pokoju i z pokojem.

 

Z zawodu logopeda, audiofonolog i familiolog, a z zamiłowania fotograf i włóczykijka. Lubi autostop i pociągi, słowo pisane & czytane.

Tags:
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

You Might also Like

Dodaj komentarz