LOADING

Type to search

Trudności nas uszlachetniają

Caren 2 kwietnia 2019
Share

Ewa jest młodą matką z dwójką dzieci. Życie wyznaczyło ścieżkę, której być może nie oczekiwała, ale okazało się, że jest lepsza niż sobie wyobrażała.

Ewa jakie są wyzwania, które zaznaczyłeś w swoim życiu?

Największym wyzwaniem i jednocześnie zadaniem, które wypełniam w życiu jest dla mnie szczęście rodzinne. Życie rodzinne wyznacza moje cele i  ma wpływ na rytm dnia. Oprócz bycia żoną i matką, spełniam się także zawodowo, rozwijam swoje pasje, zainteresowania, dbając jednocześnie o to, aby nie robić tego kosztem rodziny. To trudna sztuka, wymagająca czasami i poświęcenia, szukania kompromisu, ale kto powiedział, że ma być łatwo? Według mnie to trudności nas hartują i uczą trudnej sztuki życia. Ważne, aby się w tym wszystkim nie pogubić a za przewodnika mieć MIŁOŚĆ.

 

Jak codziennie wykonujesz te wyzwania?

Mam dwóch synów, 14-letniego Franka i 10-letniego Antka. Ich dobro, zdrowie, edukacja są dla mnie ważne. Obaj potrzebują kochającej mamy, która pocieszy, zadba, dopilnuje, ale też potrafi wyznaczać granice. Jednocześnie każdy z chłopców ma inne potrzeby. Franek dorasta, potrzebuje rady, uczestnictwa w trudnych wyborach, które są przed nim (dalsza edukacja w liceum), rozmowy. Antoś, który ma ciężką wadę serca i często choruje i źle się czuje, potrzebuje obecności i pomocy mamy, codziennych masaży i rehabilitacji, pomocy w nauce, przytulania i bycia obok.

Franek i Antek obserwują rodziców, wyciągają wnioski z naszego postępowania i ja mam tego świadomość. Dlatego staram się być dobrym przykładem dla nich, uczyć ich poprzez obserwację i doświadczanie. To, jak ja postępuję wobec innych, jak traktuję drugiego człowieka, czy jestem chętna do pomocy, zauważam zło i o tym jasno mówię, czy jestem człowiekiem czynu, czy staram się spokojnie rozwiązać każdy problem nie chowając głowy w piasek i nie uciekając od odpowiedzialności, ma duży wpływ na moje dzieci. Codziennie pracuję nad tym, aby być dobrym przykładem i nauczyć ich życia w wierze, nadziei i miłości.

 

Skąd się bierze twój stosunek do życia?

Cierpienie i trudne doświadczenia wpłynęły na to, jakim człowiekiem jestem teraz. Nie powiem, że teraz jestem kimś szczególnym, że sobie zawsze radzę i mam patent na wszystkie trudności, bo to byłaby przesada i brak pokory z mojej strony. Jak każdy człowiek upadam, mam gorsze dni i bywam bezradna. Staram się powierzać wtedy Bogu moje słabości, „Ty się tym zajmij Panie” mówię, dziękując za każdy dzień i trudność i ufając, że będzie lepiej.

Gdy urodził się Antek, w ciągu pierwszych 9.miesięcy życia przeszedł aż 3 skomplikowane operacje na otwartym sercu. Tylko ja wiem, co wtedy czułam, jaki to był ogrom rozpaczy, przerażenia, zwątpienia. To tak, jakbym wpadała w otchłań bez wyjścia. Nie umiałam wtedy oddać Bogu cierpienia. Modliłam się płacząc i  prosząc, aby Antek przeżył. Jednocześnie poznałam głębię miłości, takiej, która przetrzyma i zrobi wszystko dla swojego dziecka. Takiej, która nie zważa na własny ból, brak sił, snu. To było nieważne i zupełnie się wtedy nie liczyło.

Z perspektywy czasu, wracając do tych chwil, momentów, dni, miesięcy i lat widzę, że cierpienie mnie ukształtowało, nadało kierunek i poustawiało system wartości.

Nasz Antoś żyje, z dnia na dzień, nie wiemy, co nam przyniesie następny dzień, ale każdego dnia dajemy mu nasze wsparcie i miłość. To jest najlepszy prezent, jaki może dostać.

 

Jak doszłaś do tych wniosków?

To był proces, który się rozpoczął w dniu narodzin Antka i trwa już 10 lat. To nauka poprzez doświadczenie i codzienne mierzenie się z wyzwaniami, z własnymi słabościami i nawykami. Na szczęście nie byłam w tym wszystkim sama. Przez te 10 lat spotkałam na swojej drodze wspaniałych ludzi, był i jest ze mną mąż, rodzice, rodzina.

 

Czy musiałaś zmienić wiele rzeczy w twoim życiu?

Swoje życie zmieniałam kompletnie. Przed narodzinami Antka pracowałam w finansach, często bardzo długo i była to wyczerpująca praca. Praca i nic poza tym. Teraz rozwijam razem z mężem projekt Radioklinika.pl i to jest dla mnie fascynujące zajęcie, w którym się spełniam i dzięki któremu stale poznaję ciekawych, wartościowych ludzi z pasją. Inspiracją do stworzenia takiego miejsca w sieci była właśnie choroba Antosia. Pamiętam, jak nagraliśmy z Jurkiem (mąż) nasz pierwszy podcast, w którym opowiadaliśmy, jak radziliśmy sobie po usłyszeniu diagnozy i potem w pierwszych latach życia Antka. Potem nagraliśmy kolejną rozmowę, z kardiochirurgiem dziecięcym prof. Tomaszem Mroczkiem z Krakowa, który operował synka. Tych rozmów wysłuchało wielu rodziców i okazały się bardzo pomocne. Postanowiliśmy pójść tą drogą i obecnie nagrywamy, piszemy i rozmawiamy o zdrowiu. Staramy się być w tym uczciwi, rzetelni i merytoryczni. Mamy stale rosnące grono wiernych słuchaczy i czytelników, co nas cieszy i motywuje do jeszcze intensywniejszej pracy.

Ta praca jest moją pasją, dlatego nie liczę godzin, nie pracuję „od-do”. Cenię sobie ten elastyczny czas pracy, bo dzięki temu mogę dopasować swoje aktywności do rodzinnego rytmu dnia i być dostępna dla dzieci, w momencie, kiedy mnie potrzebują.

 

Czy uważasz, że zmiana pracy była pozytywna dla Ciebie i Twojej rodziny?

Absolutnie tak.

 

Co cenisz najbardziej w swojej pracy?

Przede wszystkim traktuję tę pracę trochę jak misję, wkład w edukację zdrowotną innych. Sama przy tym bardzo się rozwijam i dzięki temu mogę lepiej pomagać Antkowi pod względem zdrowotnym. Mam kontakt ze wspaniałymi ludźmi, lekarzami, fizjoterapeutami, psychologami, dietetykami, farmaceutami, fitoterapeutami, specjalistami medycyny naturalnej. Czerpię z ich wiedzy i doświadczenia, nikogo nie szufladkuję, nauczyłam się nie oceniać i nie wyciągać pochopnych wniosków. Cenię bardzo wszystkich specjalistów  i cieszę się, że mam możliwość czerpania z ich wiedzy i doświadczeń. Przez te parę lat prowadzenia Radiokliniki nauczyłam się, że w tematach zdrowia potrzeba nam wiele pokory i uważności, bo to nie są łatwe sprawy. Jesteśmy istotami duchowymi, nie wystarczy więc jedynie zadbać o ciało, równie ważna jest sfera psychiczna.

 

Jaka jest twoje marzenie w życiu?

Przede wszystkim jest to zapewnienie moim dzieciom dobrego, szczęśliwego dzieciństwa w poczuciu bycia kochanym i ważnym. Poza tym dalszy rozwój mojego projektu, bo to jest takie moje „trzecie dziecko”.

 

Jak widzisz swoją przyszłość?

Martwię się o los i zdrowie Antosia, mimo iż staram się ufać Bogu. Chciałabym móc w przyszłości spojrzeć w lustro i powiedzieć z pewnością w głosie, że potrafiłam dawać miłość i dobry przykład, nie leniłam się, wykorzystywałam szanse, który dostałam i nie skrzywdziłam nikogo.

 

Czy uważasz, że twoje doświadczenie może pomóc innym kobietom w postawieniu dobra bliskich, jako priorytetu życiowego?

Oby tak było. Trudne doświadczenia, mimo iż się ich boimy i ich nie chcemy w naszym życiu, kształtują nas i sprawiają, że zaczynamy dostrzegać prawdziwy sens naszego człowieczeństwa. Możemy się poddać, obrazić na świat i Boga, ale co nam to da? Wpadniemy jedynie w otchłań rozpaczy, z której ciężko wyjść. Lepszym wyjściem jest zmierzenie się z problemem. Gdy się rozejrzymy dookoła, poprosimy o pomoc i wsparcie, to okaże się, że wokół nas są ludzie gotowi do pomocy i tacy, którzy sami doświadczyli cierpienia, a teraz gotowi są wyciągnąć do nas pomocną dłoń. „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą.” (Mt 7, 7-11)

Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę ci szczęścia w tym co robisz.

Z Ew Michalską rozmawiała Carmen Lopez Marin

Warszawa, 16 marca 2019

Dodaj komentarz