LOADING

Type to search

Teraz wszystko się zmieni

5 marca 2018
Share

 

Adam nagle poczuł lepkość potu na swoich dłoniach i, chociaż młody, zbyt wyluzowany taksówkarz zapewniał go, że zdążą, stanowczym tonem kazał mu jechać jeszcze szybciej.

Mijane samochody znikały we wstecznym lusterku równie szybko jak uciekające sekundy na zegarze wbudowanym w deskę rozdzielczą pędzącego citroena. Kiedy wreszcie wpadł do budynku terminalu B, usłyszał ostatnie wezwanie do odprawy dla pasażerów lotu W61006 z Pyrzowic do Luton. Samolot wystartował planowo z Adamem wbitym w jeden z 230 ciasno rozmieszczonych foteli na pokładzie Airbassa A321  dobrze mu znanych linii WizzAir.

Siedział przy oknie. Natrętny blask wdzierającego się słońca irytował go i już miał sięgnąć po roletę, kiedy zauważył, że młode małżeństwo siedzące obok raptownie przerwało swoje perfekcyjnie niemiłosierne docinki. Ich cichy zachwyt banalnym obrazkiem zza okna nie trwał dłużej niż minutę. Potem z ożywieniem wrócili do prawie szeptanej małżeńskiej przepychanki.

Adam nigdy wcześniej nie potrafił zasnąć podczas lotu, ale tym razem sen wydawał mu się jedyną szansą na wytchnienie. Ucieczka okazała się pułapką. Pod zamkniętymi powiekami jeszcze raz zobaczył, klatkę po klatce, całą kłótnie i rozstanie z Ewą. Tym razem nie miał siły na stawianie pytań i szukanie odpowiedzi. Już nie chciał zrozumieć, dlaczego wszystko tak niespodziewanie runęło jak domek z kart. Nie bronił się przed paraliżującą go beznadzieją. Wszystko straciło smak. Wszystko było bez sensu i nic się nie zmieni.

Obudziło go silne szarpnięcie turbulencji i głośne: „Boże!” wystraszonej młodej mężatki siedzącej obok. Kobieta mocno ściskała rękę swojego męża i czule obejmowała go swoim wszystko wybaczającym spojrzeniem. Adam przypomniał sobie takie samo spojrzenie Ewy i poczuł bolesny skurcz żołądka.

Po chwili samolot opuścił strefę turbulencji i stewardesy mogły swobodnie poruszać się z wózkiem pomiędzy rzędami siedzeń, zbierając przed lądowaniem puste naczynia.

Po kilkunastu minutach większość pasażerów zaczęła klaskać, dziękując kapitanowi za pomyślne lądowanie. Adama mierziła ta prosta radość. Chciał szybko opuścić samolot i rozmyć się w tłumie wielkiego miasta. Wstał z miejsca, dając parze czytelny sygnał, że powinna się pośpieszyć. Jego niecierpliwość została zignorowana. Kobieta i mężczyzna ciągle trwali w czułym zapatrzeniu nastolatków. Po chwili dostrzegli gburowatego intruza i zaczęli w pośpiechu pakować swoje rzeczy.

Ból jego żołądka nie ustawał, a wywołane spojrzenie Ewy zamazywało cały obraz drogi do wyjścia z lotniska. Nagle zorientował się, że w prawej kieszeni kurtki kurczowo ściskał duży plastikowy brelok w kształcie ryby z napisem J21, do którego przyczepione były wszystkie jego klucze. Brelok dostał od Ewy. Zobaczył ich dwoje razem nad Wisłą w Krakowie, kiedy spacerując godzinami w letni wieczór, rozważali historię Piotra i sieci z 153 rybami. Wtedy wiedzieli, dokąd chcą iść. Wtedy byli szczęśliwi tak po prostu.

Adam po raz pierwszy od momentu rozstania z Ewą rozpłakał się jak bezradny dzieciak. Nie poczuł ulgi, ale wzbierającą w nim złość. Spojrzał na tablicę odlotów. Pozostało kilka godzin do odlotu samolotu do Pyrzowic. Naprężył wszystkie mięśnie i błyskawicznie wypatrzył w górze tablicę kierującą do kas. Po chwili wyciągniętą lewą ręką torował sobie drogę wśród płynącego tłumu podróżnych. Szybkim i zdecydowanym krokiem zmierzał do hali odlotów. Wiedział, że teraz wszystko się zmieni.

 

 

Dodaj komentarz