LOADING

Type to search

Takie czasy

Mnemosyne 6 grudnia 2018
Share

 

Takie czasy

Jadę do domu, jutro Wszystkich Świętych. Wielu  ludzi wraca na ten czas w rodzinne strony. Wiozą ze sobą ogromne torby wypchane po brzegi. Nie brakuje w nich zapewne nowych butów i najlepszego płaszczyka, bo przecież trzeba się pokazać. Takie czasy. Starsza pani w kolejce do busa, chciałaby wsiąść, ale torba za ciężka, aby mogła ją sama włożyć. Nikt jej nie pomaga, bo miejsce trzeba sobie zająć siedzące. Takie czasy. Rozglądam się  wokół, każdy zajmuje pojedyncze miejsca, póki nie ma konieczności nikt się nie dosiada. Bo niby po co? Po co być zbyt blisko , skoro my sami indywidualiści. Jeszcze kto będzie chciał porozmawiać, a to często traktowane jest niczym atak. Takie czasy. Nie żebym się wyróżniała, też siadam sama.

Spoglądam przez okno na mijane domy i ulice. W głowie rodzą mi się różne  pytania: Jaki jest ten świat? Jaka będzie ta noc? Czy ludzie z tego domu, w którym świeci się światło a ściany są koloru pomarańczowego obudzą się jutro szczęśliwi? Czy sen ludzi z domów, w których zgasło już światło jest spokojny?  A może w którymś z nich właśnie rozgrywa się dramat? Tego nie wiemy. Być może mijamy właśnie ludzką tragedię, przejeżdżamy obok ludzkiego bólu, całkiem nieświadomi, z nosami zatopionymi w telefony. W busie jedzie nas około 30 osób, czy wszyscy dostaniemy szanse powrotu? A ten pan, który idzie poboczem? Dokąd się tak śpieszy? Czy idzie do domu? Czy ktoś tam na niego czeka? A jeśli dziś jest jego ostatni dzień, czy jest gotowy, aby odejść? Ilu będzie tych, którzy choć bardzo chcą odejść dziś jeszcze zostaną?  Ilu będzie też tych, którzy się poddadzą i odejdą na wieki? Kiedy zrozumiemy po jak cienkim lodzie stąpamy? Ilu z nas będzie jutro zginać się z bólu? Ilu zapyta gdzie jest Bóg? Ile osób zada sobie trud poszukania odpowiedzi na to pytanie? Ten Jezus, który umarł na krzyżu z miłości, gdzie teraz jest?  Zrobił swoje i poszedł? A może miłości mu brakło, bo my tacy niewdzięczni?  Nie, On toruje drogę tym, którym przypadnie dziś odejść. Pomaga wygrać tym, na których już czeka sznur. Opłakuje tych, co byli za słabi, za bardzo pogubieni żeby wrócić. Znosi bóle cierpiących, roni łzy z płaczącymi nad czyimś grobem. Jest w każdej ranie, każdym bólu i każdej łzie. On nie przegapi Twojego czy mojego nieszczęścia. I choć nie  odmieni naszego losu na każde zawołanie, to będzie przy Tobie i przy mnie trwał. Zawsze wierny, nieugięty w swej miłości. Bo krzyż to nie jest wydarzenie jednego dnia.  

Wracam spojrzeniem do współpasażerów. Czy w ich życiu nastał już wystarczający kryzys, aby zadać sobie to elementarne pytanie? Czy w ogóle widzą oni coś poza smartfonami, laptopami i kalendarzami wypełnionymi mnóstwem ważnych dat? Czy mają świadomość kruchości swojego istnienia? Czy może nadal naiwnie sądzą, że ich to ominie, a co złego to u sąsiada? Czy mają choćby przeczucie, że jest coś poza tym co tu i teraz?  Czy wiedzą, że kiedyś wypadną z tego wyścigu, który nadal będzie trwał? Dlaczego żyją tak, jakby nigdy mieli nie umierać? Dlaczego cierpienie kogoś obok w ogóle ich nie rusza? Dlaczego są skupieni tylko na sobie, na swoich sukcesach, swoim zdrowiu i swoich majątkach?

Takie czasy.

Tags:

You Might also Like

Dodaj komentarz