LOADING

Type to search

„Strefa” jazzu

Paulina 29 czerwca 2017
Share

Z duetem Jorgosa Skoliasa i Pawła Kaczmarczyka, trio Mateusza Pałki, kwintetem Tomasza Chyły oraz kwintetem Stanisława Słowińskiego

„Być istotą dramatyczną znaczy: przeżywać dany czas, mając wokół siebie innych ludzi i ziemię jako scenę pod stopami”, pisze ks. Józef Tischner w swojej „Filozofii dramatu”. Tą pierwszą sceną dla międzyludzkich spotkań jest dom.

Dzisiaj spotykamy się w przestrzeni pachnącej domem. W ciepłym powietrzu rozchodzi się aromat grzanego wina, płomyki świec oświetlają twarze rozmawiających ze sobą tuż przed koncertem ludzi, a za chwilę otulą nas dźwięki pianina.

Zagra na nim Mateusz Pałka w towarzystwie swojego trio, Piotra Południaka i Patryka Dobosza, przedstawiając nam w sposób głęboki, przemyślany, a równocześnie pogodny i delikatny, swoje utwory z płyty „Sansa”. Przytulność brzmienia większości z nich komponuje się tego wieczoru także z nastrojem wnętrza.

Sceną jest równie przytulna „Strefa”. Tworzą ją muzycy – Jan Słowiński, dbając tu o wszystko jak o własny dom, oraz jego żona Joanna Słowińska, która zaprasza gości na przygotowywane przez siebie potrawy i herbaty z różnych stron świata.

Właśnie wrócili z dalekich stron świata, z festiwalu WOMAD odbywającym się w Chile, gdzie publiczność z wielkim entuzjazmem przyjęła słowiańską muzykę. W ludowe połączenia tradycji ze współczesnością włączył się zespół jego syna, Stanisława Słowińskiego, wnosząc w rodzimą i rodzinną muzykę jazzowy charakter.  Opowiada mi o tym Jan Słowiński chwilę przed rozpoczęciem koncertu. To już inny wieczór. Zagra kwintet Stanisława Słowińskiego.

„Zupa! Zupa!”, wyjątkowo donośnie informuje Max Olszewski przed występem z kwintetem. Do zespołu dołączy dzisiaj Mateusz Sobiechowski. Na razie posila się przed swoją grą bardzo dobrą kaszą z warzywami i salsą. Danie nie ma jeszcze nazwy – być może, jak żartujemy, będzie to „Przysmak Mateusza Sobiechowskiego”.

Pół godziny później skromny i wyciszony pianista pokazuje, jak wiele na jego spokoju i skupieniu zyskuje całość brzmienia kwintetu. Mateusz Sobiechowski niezapomnianie uzupełnia dynamizm i sugestywność gry Stanisława Słowińskiego, Zbyszka Szwajdycha, Justyna Małodobrego i Maxa Olszewskiego –  trzeba dodać, że tego wieczoru grają niezwykle sugestywnie i mocno – nadając równocześnie ich muzyce nastrojowy i czysto jazzowy ton.

Niezapomniane jest również brzmienie skrzypiec barytonowych w solo Stanisława Słowińskiego, a także, a może tym razem przede wszystkim, solo Maxa Olszewskiego, który w niesamowity sposób wygrał na perkusji prawdziwą melodię, wygrywając tym samym z innymi perkusistami, których cenię.

Także mocną, momentami wręcz ostrą stylistykę, wybrał skrzypek Tomasz Chyła wraz z kwintetem, w którym zagrali i dobrze zgrali się ze sobą Piotr Chęcki, Szymon Burnos, Krzysztof Słomkowski oraz Sławek Koryzno. Usłyszeliśmy utwory z zapowiadanego wtedy, a dzisiaj już wydanego ich pierwszego albumu „Eternal Entropy” z nastrojową kompozycją „You Who Wronged”.

Nastrojową i wyjątkowo rodzinną atmosferę wprowadzili podczas swojego koncertu Jorgos Skolias oraz Paweł Kaczmarczyk. Jorgos Skolias żartował i przekazywał miłe uwagi gospodarzom, już od samego wejścia do „Strefy”. Później okazał swoją ciepłą osobowość także w rozmowach ze sceny z publicznością. Podobnie ciepłe jest brzmienie głosu artysty połączone z grą pianisty Pawła Kaczmarczyka, co pokazuje, że akompaniament jednego instrumentu jest dla śpiewu i repertuaru Jorgosa Skoliasa, zupełnie wystarczający.

Duet, trio i dwa kwintety, dziesiątki osób wśród publiczności i ona jedna. „Wszyscy garną się do niej, wszyscy dotykają tego samego”, pisze o muzyce św. Augustyn. To właśnie dzięki niej możemy się ze sobą poczuć jak w domu, który jest nie tylko przestrzenią, ale przede wszystkim spotkaniem.

Paulina Biegaj

Tags:

You Might also Like

Dodaj komentarz