LOADING

Type to search

Share

 

Wyznaję: nie wyszłam z szafy, ja jedynie wstałam z kanapy. To coming out po mojemu.
Uwaga, może uczulać: zawiera treści drażliwe, trudne do przełknięcia i rażąco niepopularne.

Jestem szczęściarą.

Odkąd sięgam pamięcią, trafiałam na dobrych kapłanów. Nie padłam ofiarą ani pedofilskich, ani sadystycznych zapędów żadnego duchownego. Żaden nie zranił mnie i nie wykorzystał. Wręcz przeciwnie.

To ja wykorzystuję księży. Z premedytacją najpierw testuję świeżość ich wiary, potem „karmię się” ich świadectwem oraz czerpię garściami z ich dóbr intelektualnych i duchowych. I, nie będę ukrywać, nie żałuję. Dzięki kapłanom, jakich spotykam, żyje mi się po prostu lepiej.

Parę przykładów:

  • Sprawdziłam osobiście – umieszczenie małego drewnianego krzyża w centralnym miejscu w mieszkaniu wymaga nadzwyczajnego wysiłku. Co więcej, pociąga za sobą poważne konsekwencje. Zwlekałam z tym od lat. Aż nastąpił przełom – jedno sugestywne kazanie pijara, ks. Andrzeja sprawiło, że wreszcie wyciągnęłam krzyż z dna szuflady i mąż zawiesił go na głównej belce podsufitowej w salonie. Niby nieznaczny gest, a oto został przywrócony właściwy porządek. Nie tylko symbolicznie. Życiowo.

Za to, że Bóg zajął właściwe miejsce w mojej rodzinie – dziękuję.

  • Poznanie losów księdza Dolindo było dla mnie szokiem. Wciąż pojąć nie mogę, że można mieć tyle pokory, miłości do prześladowców i miłości do Kościoła. Musiałam przekonać się, że ta historia to jednak nie opowieść science fiction, więc pojechałam za zakonnikiem do jego rodzinnego Neapolu. Kapłan zmarł cztery lata przed moimi urodzinami, w grę wchodziło już zatem jedynie spotkanie przy grobie. Na skromnej płycie nagrobnej widnieje napis: „Kiedy tu przyjdziesz, zapukaj, ja, nawet zza grobu odpowiem ci: ufaj Bogu”. Zastukałam (a co!).

Wróciłam bogatsza o najskuteczniejszą modlitwę na świecie „Jezu, Ty się tym zajmij” – dziękuję.

  • Pan Bóg to nie starzec namalowany na chmurce. Truizm? Mnie odkrycie tego faktu zajęło ponad trzydzieści lat (tak, wstydzę się). I może dotąd praktykowałabym wyłącznie religijność obrzędową (gorliwie, a jakże), gdyby nie wiara ks. Grzegorza, którą poraził mnie w konfesjonale. Talitha kum!

Za to, że dziś wierzę i doświadczam, że Bóg to żywa Osoba, kochająca mnie mimo wszystko – dziękuję!

  • Złapałam się na tym, że podczas mszy św. odprawianej przez staruszka, ks. Jerzego, czekam na moment „Modlitwy wiernych”. Ogarnia mnie wzruszenie, gdy cichym głosem dopowiada wówczas „od siebie” prośbę o Boże błogosławieństwo dla „naszej kochanej Ojczyzny”. Pewnie nie przypuszcza, że udziela mi darmowej lekcji patriotyzmu bez fanfarów.

Za przykład praktykowania zwyczajnej, autentycznej miłości do kraju – dziękuję.

  • „Wiara rodzi się ze słuchania”. W moim przypadku – zwłaszcza ze słuchania kazań salezjanina, ks. Andrzeja.

Za żarliwe, skutecznie trafiające do serca i umysłu rozważanie Słowa Bożego – dziękuję!

  • Szkoła Życia Chrześcijańskiego i Ewangelizacji to dynamicznie rozwijające się dzieło (obecnie z kilkudziesięcioma filiami w Polsce i na świecie), zainicjowane przez kapucyna, ks. Piotra. Szefuje tu Maryja, a wykładowcą jest Duch Święty. Fantastyczne miejsce formacji i wzrostu w wierze, moje miejsce „ładowania baterii” na czas pomiędzy kolejnymi sesjami.

Za założenie i rozwój „Szkoły Maryi” – dziękuję.

Kiedyś usłyszałam: „Takich będziecie mieli kapłanów, jakich sobie wymodlicie”.
Wyznaję: trzy lata temu zobowiązałam się do codziennego odmawiania koronki do Bożego Miłosierdzia, z prośbą: „Panie, daj nam świętych kapłanów”. Inwestuję w to 6 minut dziennie. Efekty przerastają moje najśmielsze wyobrażenia.

Jestem szczęściarą.
Idę w pokoju.

Bóg zapłać!

Tags:
Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Dodaj komentarz