LOADING

Type to search

Śnieżnie w przededniu lata (Info z myślą)

Paulina Biegaj 4 czerwca 2014
Share

I o „wielkim amerykańskim dniu”, jak nazwał środę prezes chóru Organum, Ireneusz Chrenkoff. Tym razem jednak, to nie ten chór wystąpił przed Ołtarzem Wita Stwosza. Aż z Atlanty przybył do bazyliki Mariackiej The Atlanta Boy Choir. Do miejsca, w którym bywał św. Jan Paweł II. Oni bywali także u niego. Osiem razy. – To najsłodszy i najbardziej uprzejmy człowiek, jakiego znałem – powiedział o papieżu założyciel chłopięco – męskiego chóru, Fletcher Wolfe. O nim z kolei prezes Organum powiedział, że jest bardzo rygorystyczny i u Fletchera Wolfa, 83 – letniego już dyrygenta, wszystko musi być „jak w zegarku”.

I było, a nawet jeszcze lepiej, bo zegarki nie chodzą precyzyjnie, aby dawać nam piękno. A gdybyśmy już z wszystkiego musieli zrezygnować, to warto wszystkiemu nadawać przynajmniej coś pięknego. Tę nutę piękna, ale też i święta wnieśli w powszedni wieczór właśnie oni. Dojrzali wokaliści i instrumentaliści, a przede wszystkim niesamowicie czysto i brzmiąco śpiewający chłopcy. Oprócz tego pogodnie, ale i nieco tajemniczo, momentami delikatnie, momentami dynamicznie i wzniośle. Tak zabrzmiały choćby „Great and Glorious is the Name of the Lord of Hosts” Dickinsona, „My Lord What a Mornin” Whaluma czy „The snow” Elgara. Uszlachetniła także swoim wykonaniem „Laudate Dominum” Mozarta szlachetne już wnętrze bazyliki, Nadine Nassar. Choć i tak najpiękniej zaśpiewała w duecie z fenomenalnym młodziutkim Ethanem Condonem „Pie Jesu” Webbera.

Była też niespodzianka, które potwierdziła, że ten dzień należał także do Polski. Polski taniec i jeden z największych polskich kompozytorów. Czyli Polonez A – dur Chopina. Zagrał go znakomicie Robert Henry. Kolejnym niezapowiedzianym utworem był motyw z filmu „Lista Schindlera” zagrany z piękną barwą przez skrzypaczkę Barbarę Careagę – Mitchell. W końcu niezwykle jasno zabrzmiała wiolonczela w „Łabędziu” Saint – Saënsa. Koncert zakończyła jakże wymownie piosenka „We are the world” świetnie zaaranżowana przez Richiego.

Coś się wydarzyło. Coś wielkiego i pięknego. Ale czy da się to w ogóle oddać w słowie? Słowo przecież nigdy nie wyrazi muzyki, bo nią nie zabrzmi. Tak jak nigdy nie wyrazi wspomnienia przeżycia w spotkaniu z Bogiem. Ale nie oznacza to, że ani o muzyce, ani o swojej wierze, nie możemy niczego powiedzieć. Tym zwłaszcza, którzy nie usłyszeli, nie uwierzyli.

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Dodaj komentarz