LOADING

Type to search

Służba nie drużba

[email protected] 22 czerwca 2015
Share

„Nikt nie może dwóm panom służyć.”  (Mt; 6.24)

Pojęcie służby w dzisiejszych czasach jest przynajmniej niejednoznaczne. Z jednej strony może ona być czymś nobilitującym, rodzącym szacunek i uznanie w oczach innych ludzi, wykonywanie niektórych zawodów łączy się z pojęciem służebności, do której niezbędne jest posiadanie zestawu określonego rodzaju cech, do wypełniania których konieczne jest „powołanie„. To jedna strona medalu, druga zaś to służalczość. Kim bowiem jest sługus, służbista, lizus i z jakiego powodu ludzie decydują się zachowywać w taki właśnie sposób. Ostatecznie co decyduje o tym, że ktoś jest sługą użytecznym, a ktoś inny – choćby robił to samo – sługusem?

Wydaje mi się, że jak zwykle odpowiedź na te wątpliwości – przynajmniej dla mnie – może i musi być prosta. O ile to tylko możliwe, służba powinna być wyborem, świadomą decyzją. Przymuszanie do służby, służba pełniona z konieczności czy kalkulacji, nie jest czymś autentycznym, prawdziwym, szybko ujawnią się braki i obłudy takiej postawy. Nie będzie w niej życia, dynamizmu, pasji, zaangażowania, poświęcenia. Ot – tandetny, plastikowy wyrób, statystyka i nic więcej.

Bycie katolikiem bardzo ułatwia prawidłowe ustawienie życia w kierunku służby, nawet gdybyśmy nigdy w życiu nie uczynili postanowienia, że oto idę służyć. Nie jest ono do niczego potrzebne ani konieczne. Konieczne jest jedno – wybór Pana – i konsekwentne trwanie w tym wyborze. Jeżeli wybieramy Chrystusa i nieustannie staramy się trwać w tym postanowieniu, nic więcej nie potrzeba. Nie jest istotne, że wybór Jezusa jest odpowiedzią na wezwanie – „pójdź za Mną„, a nie „chodź będziesz moim sługą„. Mało tego, to Chrystus stawia się w roli naszego sługi, my zaś jesteśmy beneficjentami tego, co On dla nas uczynił. Uwaga – paradoks – Chrystus, choć ewidentnie służy ludziom, ci nazywają go swoim Panem.

rio-de-janeiro-689356_1280

Istotą służby dla Chrystusa jest w takim razie usłyszenie i przyjęcie wezwania – „pójdź za Mną„. Podążając za nim w końcu zaczniemy go naśladować, a naśladować Chrystusa, to służyć innym, służyć innym zaś nie oznacza niczego innego jak tylko – kochać ludzi. Ileż żywotów świętych potwierdza, że wybór tej ścieżki prowadzi w dobrym kierunku.

Weryfikacja: trzeba nieustannie orientować się kogo widzę przed sobą. Jeżeli nie jest to Chrystus, tylko … cokolwiek innego, można mieć absolutną pewność, że jest to „mamona” (jakby pojęcia tego słowa nie rozumieć). Mi zazwyczaj gdy zorientuję się, że nie idę za Chrystusem, towarzyszy w momencie pełnego uzmysłowienia sobie tego faktu dziwne uczucie: uświadamiam sobie, że nie wiem gdzie jestem i co robię.

Tags:

Dodaj komentarz