LOADING

Type to search

Share

Siedem

Ludzi dzieli się na dobrych i złych.
Inny podział nie istnieje.
Irena Sendlerowa

Dla moich uczniów

Spis treści

Wstęp
Część I, czyli o manipulacji i krzywdzących zachowaniach
Część II
Pycha
Chciwość
Nieczystość
Zazdrość
Nieumiarkowanie
Gniew
Lenistwo
Zakończenie i poradnik
Słownik i akty prawne

Wstęp
Ten poradnik powstał dla dobra innych. Zwłaszcza moich uczniów, mojej młodzieży. Po to, aby wiedzieć w jakim świecie żyjemy, obok kogo przechodzimy, z kim jesteśmy. To jak odsłonięcie prawdy o ludziach, dotarcie do sedna przyczyny nietypowych, dziwnych, raniących a w końcu negatywnych zachowań. Jest to bolesne. Ale lepsza prawda niż brak wiedzy. Ta książka jest dla tych, którzy chcą umieć odróżniać manipulantów od dobrych ludzi. I nie chcą być ofiarami tych pierwszych.
Piszę o zachowaniach i tendencjach charakteru wprost, co może być zaskakujące lub wydawać się zbyt ostre. Jednak jest to konieczne. Ponieważ prawdziwe. Humorystyczne treści i ironiczne wtrącenia, pomogą, mam nadzieję, nabrać dystansu do tak trudnego tematu.
Ludzie oceniają innych zazwyczaj w niewłaściwy sposób. Biorą pod uwagę ich zawód, wykształcenie, osiągnięcia, pozycję społeczną, wygląd, zachowanie i zdobycze materialne. Zwracają uwagę na ich powierzchowną tożsamość, która nie ma nic wspólnego z prawdą o nich samych. Po jakimś czasie okazuje się, że za tym wszystkim nie znajdują niczego, tylko pustkę. To jak atrapa, budynek z kartonu. Za nim tylko szczere pole nicości.
Zaznaczam także, że używając słowa manipulant, narcyz i innych synonimów, mam na myśli obie płcie. I kobiety i mężczyźni mogą być dwulicowi.
Pierwsza część książki ma za zadanie wyjaśnić jakie są przyczyny manipulacji, co jest powodem takich zachowań, jak je rozpoznać.
Druga mówi o powodach takich zachowań, czyli siedmiu grzechach głównych: pysze, chciwości, nieczystości, gniewie, nieumiarkowaniu w jedzeniu i piciu, zazdrości, lenistwie.
Na zakończenie podaję metody radzenia sobie z toksycznymi relacjami.

Część pierwsza, czyli o manipulacji i krzywdzących zachowaniach
Siedem grzechów głównych to siedem pożądań człowieka (Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota Mk 7, 21-22)1 . Po grzechu pierworodnym nosimy w sobie pewną skazę, skłonność, z którą trzeba walczyć. A wszystko zaczyna się od radykalnego odejścia od Boga. To przeniesienie wzroku z Niego na rzeczy, które stworzył. One stają się ważniejsze niż cokolwiek innego, natomiast ludzie stają się przedmiotami. Wybór śmierci duchowej zamiast życia to samobójstwo, uderzenie w samego siebie, powolna degradacja.
Na początku każdego grzechu jest pycha. Taki człowiek jest przekonany o własnej racji, wydaje mu się, że ma lepszy sposób i pomysł na własne życie. Dlatego odchodzi. To niestety jest złudzeniem. Przysłowiowym strzałem w stopę. Tam gdzie nie ma wiary, rodzi się pustka, którą musi coś wypełnić. Możliwości są tylko dwie: albo miłość do Stwórcy albo człowiek przechodzi, a tym samym oddaje się w ręce szatana. Niewiara w taki porządek spraw nie ma żadnego znaczenia, to dość naiwne podejście. Podobnie jak dziecięca fantazja, że po zamknięciu oczu się znika. Świat stworzony przez Boga kieruje się właśnie takimi prawami. Innego scenariusza nie będzie.
Dopóki wiara jest silna, dopóty jesteśmy chronieni: Kto mieszka pod opieką Najwyższego, będzie przebywał pod osłoną Wszechmocnego Ps 91,1. Szatan ma tutaj udział na wiele sposobów, podpowiada obrazami lub myślą, podstępnie twierdzi, że Boga nie ma, jesteśmy niezależni i na tyle silni, że możemy poradzić sobie z życiem, krytykuje przykazania i zasady ukazując je jako ograniczenia wolności (a paradoksalnie one właśnie dają wolność). Jednak należy pamiętać, że decyzję podejmujemy sami. Brak wiary dla szatana jest ułatwieniem, otwartą furtką, zgodą na zawładnięcie. Teraz może przejść do zniszczenia. Najpierw niszczy serce, wnętrze: Strzeż pilnie swego serca, bo z niego płynie życie Prz 4,23. Bada, jaka słabość jest wiodącą u danego człowieka, podpowiada wiele rozwiązań, projektuje rzeczywistość, posługuje się też ludźmi niewierzącymi. Człowiek jest pewien, że skoro wszystko idzie po jego myśli, układa mu się tak, jak wymarzył, to wie lepiej jak organizować życie. Czasem szatan utrzymuje go w powodzeniu, aby nie doszedł do prawdy, to znaczy nieuporządkowania pragnień, nad którymi powinien panować. Życie człowieka powinno być skierowane wyłącznie w stronę Boga. Wszystko co posiada, ma służyć Jemu.
Tkwienie w grzechu powoduje zanik wrażliwości, ponieważ zmienia się percepcja. Schemat to: myśl – decyzja – mowa – czyn – czyny – skłonności – nawyki – wady – skrzywienie osobowości. To wilki w owczej skórze (Mt 7,15). Im dalej od Boga, tym bardziej błędne myślenie. Człowiek zawsze wybiera pomiędzy miłością a nienawiścią do innych i tym się kieruje we wszystkich aspektach życia. Jeśli wybiera pogardę nie patrzy już na innych jak na ludzi z całą ich godnością, bogactwem, czy szacunkiem, ale niezwykle oceniająco, krytycznie a w końcu jak na narzędzia. Zasady gry są proste, albo przydasz się do czegoś, albo stajesz się przeźroczystym. To jak przesłona na oczach. Zniekształcenie rzeczywistości poprzez odbiór tylko pożądanych pragnień. Aby uzyskać to, czego chcą, muszą oszukiwać, ponieważ to, czego chcą jest złe, amoralne i mają tego świadomość. To ciągłe badanie słabości innych (łącznie z ich wmówieniem). Kiedy druga strona nie reaguje (w znaczeniu nie poddaje się temu) trzeba przejść do manipulacji słownej lub czynów, czasem agresywnych. Jest cała gama możliwości: szantaż emocjonalny, wymuszanie, obraza słowna, nękanie – to tylko kilka z nich. Manipulant2 nie potrafi stworzyć relacji bez emocjonalnego związania. Ponieważ nie szanuje ludzi, są oni dla niego tylko potencjalnymi ofiarami. Najpierw bada ich siłę charakteru. Ciągle wyczuwając na ile może sobie pozwolić w przesuwaniu granicy: narzucania, obrażania, irytowania, szydzenia, kontroli itd. Toksyczna osoba wchodzi do naszego życia z poczuciem, że mają jakieś prawo do nas, następuje wrogie przejęcie, rości sobie i daje uprawnienie do zarządzania nami od tej pory. Mami i mota w pajęczynę iluzji. To jest gra z jednym głównym aktorem, musi oszołomić talentem. Od początku buduje tyle schematów lojalnościowych ile się da, aby ich potem użyć. Ustalanie poglądów (tylko manipulant wie jakie są najwłaściwsze), zasad relacji (on podejmuje decyzje, jest zawsze osobą-wyrocznią), wypytywanie o osobiste sprawy (po to, by skrytykować), zawsze służy pomocą (bez mrugnięcia okiem wskaże wszystkie wady i niedociągnięcia), jest na każde zawołanie, można na niego liczyć (cenę zapłacisz później, to jak zasady z kartą kredytową), wesprze słownie lub czynami (jednak pamiętaj, cena jest wysoka, a odsetki rosną), zaangażuje się (warto przecież wnieść kapitał, ponieważ nie istnieje relacja bezinteresowna), ukaże siebie jako najprawdziwszego przyjaciela (by potem brutalnie osaczyć), doradzi (nie proszony o to, ale z kulturą, w dodatku okaże się, że zna się na wszystkim), asystuje zawsze i wszędzie (w najbardziej radosnym dla nas momencie znajdzie niestety jakąś wadę, naszą lub sytuacji, więc o uniesieniach euforycznych nie ma co marzyć), postawi diagnozę (zawsze trafnie rozpoznaje i ocenia). Taka osoba nie prowadzi rozmowy, ale sędziuje, z nią nie ma dialogów, to nieustanne tłumaczenie się („dlaczego nie powiedziałeś mu/jej/mnie.., czemu się skłaniasz…, uważasz…, powinieneś/powinnaś…” itd.) lub oczywiście monologi, których mógłby pozazdrościć nawet sam Szekspir. I słuchanie wymówek, że mogliśmy lepiej. Jesteśmy postawieni przed wszystkowiedzącą osobą, dlatego jej wywyższanie się dekoncentruje. Krytycyzm, ocena i wyrokowanie powoduje, że skupiamy się na obronie a nie temacie rozmowy. Jesteśmy nieustannie wbijani w poczucie winy, nawet za sytuacje, na które nie mamy wpływu. Ba, nawet za te, których nie było albo oni sami stworzyli. W ich życiu nie ma zasad. A przynajmniej takich jakie rozumieją miliardy ludzi na całym świecie. Scenariusz może być tylko jeden: ja wiem lepiej, ja ci wytłumaczę, podpowiem, wskażę wady, ty nic nie wiesz. A wszystko z sprytnym podejściem i ubraniem w odpowiednie, na pozór elokwentne słowa. Pod którymi nie ma już nic oprócz pustki jak w muzeum w nocy. Tych sposobów taktycznych jest tak wiele, że nie jestem w stanie opisać, ani wychwycić wszystkich. Każda niezgoda na grę, każde odstępstwo i sprzeciw będą traktowane jako zdrada, którą trzeba ukarać. Powodowanie wyrzutów sumienia, umniejszanie i wzbudzanie lęku to pożywka dla toksycznej więzi. Taka relacja przypomina amerykański kryminał: wszystko co powiesz, będzie użyte przeciwko tobie. Dosłownie. Ponieważ wyczuwamy o co toczy się gra, a nie mamy odwagi sprzeciwić się, zaczynamy kłamać i wykonywać to, czego manipulant oczekuje. I w ten sposób zostajemy włączeni w karuzelę grzechu. Sprzeciw może wyglądać jedynie w taki sposób, że urywamy radykalnie kontakt. W innym wypadku, będzie to chodzenie na granicy wytrzymałości psychicznej. Chory taniec w teatrze grzechu. Ryzykowny spektakl bez braw na końcu.
Manipulantem człowiek nie staje się z dnia na dzień, lecz latami. To suma wielu wyborów. Złych decyzji. To upór i niewzruszoność. Świadoma zawziętość, bezkompromisowe podejście do świata, stanowczość i nieugiętość. Ci ludzie przejawiają takie zdolności od dzieciństwa. Rozwijali techniki kłamstw, ponieważ widzieli jak wiele mogą zyskać. Grzech jest zgodą na zło, decyzją serca, która nie tylko niszczy grzeszącego, lecz wpływa też na rodziny, przyjaciół i znajomych. Zaraża jak dżuma. Ten bardzo poważny wybór zniekształca myślenie i możliwość obiektywnego spojrzenia na świat. Obiektywizm zamienia się w subiektywizm. Degradacja człowieka jest tak głęboka, że chce dostrzegać rzeczy, których nie ma, to przeniesienie rzeczywistości w świat własnej iluzji. I uporczywe trwanie w niej. Wmawianie innym, że tak wygląda rzeczywistość. Nigdy nie przypuszczałam, że można wmówić komuś kłamstwo bez drgnienia głosu i myślenia o konsekwencjach. Z takim absurdem wypowiedzi, którego pozazdrościłby niejeden pisarz groteski. Pamiętam rozmowy telefoniczne z kimś, kto ciągle robił to, co ja. A przynajmniej tak twierdził: gdy byłam na plaży – za kilka dni on pojechał również, pływałam na rowerku wodnym – on twierdził znajomym, że jedzie na kajaki/rowerki (każdemu mówił co innego), czytałam biografię – on zobaczył film dokumentalny o tej samej postaci (w dodatku chyba w samochodzie), bolał mnie brzuch – za tydzień o tej samej porze jego też, powiedziałam, że jeżdżę na rowerze – kupił rower, powiedziałam, że mój tata miał kiedyś samolot i był pilotem – on wybrał się na szybowce… itd. Ile w tym było prawdy? Nie wiem. Po dwóch miesiącach znajomości byłam przekonana, że ta osoba mnie nienawidzi za bycie sobą i bezmyślnie kopiuje moje zachowania. W gruncie rzeczy byłam źródłem pomysłów możliwych do użycia, aby zaimponować innym, to znaczy stworzyć kolejną maskę. Postać rodem z filmów fantastycznych. Żeby stać się pozornie fantastycznym.
To nieustanne doskonalenie techniki, budowanie fałszywego obrazu siebie, własnego życia, poglądów. Spotkany człowiek zostaje sprowadzony tylko do kolejnego doświadczenia. Toksyczny człowiek uczy się, jak najszybciej złapać na haczyk i ile jest możliwych tych haczyków. Wkłada w to całą swoją energię. To wyłącznie „kolekcjonowanie informacji”3 niezbędnych do zakleszczania ludzi w pajęczynie kłamstw.
Mąż, żona, przyjaciele i znajomi są niestety tylko narzędziami. I tak dla chciwego najważniejsza jest interesowność: opłacasz mi się. Dla nieczystego możliwości wykorzystania ofiary i jej potencjalnych znajomych. Dla pysznego inni są lustrzaną taflą własnej wspaniałości. Dla łakomego dostarczycielem jedzenia lub picia. A w życiu z zazdrosnym nie ma możliwości rozwoju.
Jeśli jesteśmy podporządkowani i tkwimy w toksycznym związku, to inni, niezgadzający się na grę manipulanta, muszą stać się automatycznie naszymi wrogami, mamy obowiązek ich zniszczyć, oczywiście kierowani odpowiednimi wskazówkami. Trzeba ich oskarżyć, wyśmiać i potraktować jak zło. Wtedy wchodzą w grę wyzwiska, wulgaryzmy, agresja, pasywność – to tylko niektóre z wielu możliwości. Relacja taka jest podszyta wyłącznie strachem. Konsekwencją jest utrata własnej osobowości, poczucia godności, wiary w siebie.
Sytuacja powtarza się, gdy rozpoczynają kampanię prześladowczą, jeśli ktoś odważy się zrzucić ich maskę, zgodnie z starym powiedzeniem: jeśli pójdę na dno, pociągnę cię ze sobą. Ubliżanie, rozgłaszanie nieprawdziwych informacji to prewencyjne uderzenie: grają męczennika, aby całą uwagę społeczeństwa skupić na nas. To sabotowanie reputacji i rzekome odsłonięcie prawdy o nas. W gruncie rzeczy to sposób na ukrycie własnego, niewłaściwego zachowania. Manipulanci lubią tworzyć całe grupy, wręcz oddziały nastawione negatywnie do tych, którzy poznali się na ich pozoranctwie. Pamiętam historię zakończenia kilkuletniego związku pana Iksińskiego. Powód był oczywisty: zdrady i narcyzm. Do dziś utrzymuje jednak, że nie ma pojęcia co było przyczyną rozpadu. Wmawia to nowym znajomym i go żałują.
Jeśli prześladowania i nękania są częste, powinno się skorzystać z pomocy prawnej – poszukajcie jednak prawnika dobrze zorientowanego w zaburzeniach osobowości narcystycznej4. Akty prawne mówiące o tym są umieszczone w zakończeniu.
Tu chodzi o siłę osobowości, charakteru, nie ma znaczenia żadna wartość. Dla złego człowieka uczciwość jest naiwnością, skąpstwo i chciwość mądrością, dobre słowo zaś zostanie odebrane jak pochlebstwo, ponieważ bezinteresowność w ich rozumieniu nie istnieje. Już na początku znajomości (choć jest to trudne) można zauważyć, że po spotkaniu z taką osobowością czujemy się jak dzieci, jacyś mali, nieważni, mamy obniżone poczucie własnej wartości. Wrażenie, że powinniśmy konsultować z nim nasze wybory, bo wyczuwamy, że tego się od nas żąda. Wszechobecna kontrola. Pochwały, komplementy to tylko metody, aby uśpić czujność a potem zaatakować. Po takim doświadczeniu człowiek czuje się oszukany, wątpi w ludzką dobroć i uczciwość. Przestaje wierzyć w możliwość normalnych relacji, które są możliwe w atmosferze zrozumienia, autentycznego spotkania i porozumienia. Zdrowa komunikacja jest oparta na szczerości i w zasadzie nie wątpimy w prawdziwość słów i zachowań. W innym wypadku zaczynamy być podejrzliwi, wyczuwamy zagrożenie, mamy nieodparte wrażenie, że za chwilę nastąpi coś niedobrego, coś, co nas stłamsi. Zwłaszcza jeśli ośmielamy się mieć własne zdanie. Zaczyna się zwykle niewinnie, od zwracania nagle uwagi na słowa z podtekstem, z aluzjami. To wyczucie najczęściej też nie dotyczy płaszczyzny języka, lecz gestów, mimiki, tonacji, spojrzenia. Odczytujemy nastawienie, emocje drugiej osoby, jej stosunek do nas. I chociaż słowa mogą być przemiłe, reszta się nie zgadza. Widzimy zaburzenie relacji, niemożliwość komunikacji. Umniejszenie ludzkiej wartości nie bierze się nigdy z właściwej oceny, ale z obrony przed umniejszeniem własnej lub chęci ugrania czegoś. To próba sił. Komunikacja zostaje zaburzona. Tacy ludzie często skupiają się wyłącznie na własnych słowach i jak już wspomniałam wcześniej, nie potrafią słuchać. Ponieważ oczekują, że słuchać będzie się wyłącznie ich. A jeśli udają, że słuchają, to robią to tak, żeby obrócić nasze słowa, żeby ich zdanie było najważniejsze i żebyśmy zrobili tak, jak oni chcą. Szybko oceniają swojego rozmówcę. Poprzez dialog nie mają na celu porozumienia, ale próbują kontrolować. Manipulanci systematycznie, świadomie, w zaplanowany sposób, znanymi sobie metodami chcą i dążą do zniszczenia naszych granic. O empatii i otwartości można zapomnieć. Umieścić w lamusie. Tutaj znika szacunek. Niezależność i prawo do wolności drugiego człowieka nie mogą istnieć, są wrogami, dlatego muszą być skrytykowane i obalone jak najszybciej. To najczęstsza metoda podrywaczek/czy, nie znoszą silnych, niezależnych finansowo kobiet i mężczyzn o wyrobionych poglądach, ponieważ najprostsze metody wytrącono im z ręki. Łatwiej omamić naiwnych i biednych. Jak powiedziano w pewnym kabarecie: „Najsłabszą sztukę, chorą antylopę ”5. Pewna kobieta powiedziała mi, że ludzie wiążą się tylko z dwóch powodów: dla seksu i pieniędzy. Nie wiedziałam, że można w taki sposób zdefiniować miłość i małżeństwo. Jak z fortepianem Szopena. Ideał sięgnął bruku.
Toksyczni ludzie charakteryzują się prymitywizmem myślenia. Na pozór elokwentne rozmowy, dyskusje na wysokim poziomie okazują się nic nie warte, mało ważne, zupełnie błahe, a w końcu po prostu głupie. Szybko można się zorientować, że rozmówca posługuje się stereotypowym myśleniem, raczej ujmuje niż wzbogaca, przy tym poniża innych. Manipulant ma olbrzymią skłonność do uogólniania, generalizowania, kieruje się schematami i szablonowym myśleniem.
Zna się na życiu lepiej niż przeciętnych kilka milionów ludzi, ma odpowiedź na wszystko, potrafi każdy absurd logicznie wyjaśnić. Nie można się przeciwstawić. Obalenie argumentacji grozi niechybnym atakiem agresji. Najczęściej ma utarte, gotowe zwroty, którymi skrzętnie się posługuje, aby zrobić pierwsze wrażenie i utrzymać je jak najdłużej. Później jedynie podsyca owo wrażenie, dokładając kłamstwa jak drewno do kominka. Szybko okazuje się, że usłyszane słowa nie są wynikiem głębokiej analizy czy przemyślanych refleksji, ale grą pozorów, pustym zwrotem, nic nie wartym sloganem, powiedzianym w taki sposób, jakby chodziło o sprawy rangi światowej. Jego oczytanie i erudycja zaskakująco przypominają skróty myślowe, zbyt proste i niewybredne. Szanujący się człowiek nie zamienia się nagle w wulgarnego typka spod ciemnej latarni czy dokuczliwą i kłótliwą heterę. To, kim jest człowiek rozpoznajemy wtedy, gdy przestanie się kontrolować: w gniewie, w żartach lub sytuacji, gdy się przestraszy. Nie wspominam już o najbardziej prostej – w upojeniu alkoholowym. Zaskakująco szybko można ich również sprowokować. Wystarczy zaprzeczać i z uporem maniaka podkreślać własne zdanie na każdy temat.
Skutkiem ubocznym życia manipulatora, czyli nieustannego bytowania w kłamstwie jest wyobraźnia paranoidalna. Jest to także pewna metoda ogłuszania innych. Charakteryzuje się nieadekwatną oceną siebie do własnych możliwości. Taki człowiek jest przekonany, że mógłby być kim tylko zechce. I choć w normalnej ocenie nie ma tu nic złego, każdy ma przecież prawo do spełniania marzeń i wyznaczania sobie celów, to różnica jest diametralna. Zwykle nie zostaje się prezydentem, gwiazdą rocka, Platonem czy Einsteinem. Wiedzą to nawet dzieci. To, kim człowiek się staje zależy od jego możliwości, osobistego rozwoju a przede wszystkim wkładu pracy i wytrwałości. Nie osiąga się niczego ot, tak. Pieniądze nie lecą z nieba. Mądrości nie można kupić. Rozsądek także nie leży na ulicy. Nic nie jest za darmo. Nasze wnętrze zależy od tego, czym się zapełniamy, czy się uczymy na własnych doświadczeniach, czy się rozwijamy. Dla mistyfikatora to za wiele. Nie ma najmniejszej ochoty na jakikolwiek wysiłek, za to uważa, że wszystko to mu się należy. Może dywagować o przyszłości, znamienitej, usianej sukcesami. Ponieważ jednak teraźniejszość go rozczarowuje, wpada w frustrację. Popatrzenie w lustro może boleć, zwłaszcza kogoś, kto w swoich oczach (czyt. iluzji) wygląda zupełnie inaczej. Starość, siwy włos, przeszłość, która nie była zbyt udana, porażki, nieukończone prace, nieosiągnięte cele są źródłem rozgoryczenia, które trzeba usprawiedliwić czym się da. To inni są winni takiemu porządkowi. System, politycy, najbliżsi, byłe miłości, pech życiowy, niesprawiedliwość społeczna. Możliwość zasłaniania się jest niezliczona. Uzurpatorstwo bycia bogatym, mądrym, sławnym i jednocześnie spełnionym zawodowo i rodzinnie – to tylko teatr jednego aktora. Nie ma nic poza słowami. Deformując znaczeniowo słowa Stanisława Wyspiańskiego „Teatr (…) widzę ogromny”6. Tego typu ludzie mają tak wielkie przekonanie o wielkości, że żyją we własnej wyobraźni. To oczywiście gra pozorów, kamuflaż mydlący oczy, maska, którą trzeba zakładać co rano. Usłyszycie o wielkich wynagrodzeniach w pracy, wizjonerskich planach, kosmicznych pomysłach. To mistrzowie scenariuszy fantastycznych. A raczej urojeniowych.
Toksyczni ludzie są także przekonani, że potrafią czytać w umysłach innych. Zakładają, że doskonale wiedzą co myślimy, czujemy a nawet planujemy. I opierając się na własnych ZŁUDZENIACH często wmawiają innym jakieś słowa, uczucia, intencje, których w ogóle nie było. Wynika to z ich przekonania o wyjątkowych cechach, umiejętnościach umysłu. Tak naprawdę jest tylko próba zgadywania, która czasami może się udać. Nic więcej7.
Manipulant wkłada w swoje kłamstwa wiele energii, wyobraźmy sobie codzienny trud przekonywania innych (rodziny, współpracowników, znajomych) o tym, że jest się uczciwym i poważanym w społeczeństwie człowiekiem. Stąd szybko uwalniana agresja i przemoc (w różnych typach), ponieważ strach, że może wszystko wyjść na jaw jest głęboki. I choć tacy ludzie szydzą z prawdy a nawet faktu, że inni domyślają się kim są, to jednak konfrontacja i ukazanie tajonego przez lata fałszywego siebie przeraża. Znam też wielu takich, którzy byli przekonani, że wszystko można wmówić i złapani na oszustwie nadal twierdzili, że to nam się przywidziało, źle zrozumieliśmy zdanie lub wmawiali psychiczną chorobę. Jest to metoda nazwana gaslightingiem: „manipulowanie jakąś osobą, mające doprowadzić do zakwestionowania przez nią własnego zdrowia psychicznego8”. Są to uwagi o przywidzeniach, czy źle zrozumianych sytuacjach i słowach połączone często z kpiną. Mają doprowadzić do podważenia zdrowego osądu zdarzeń. Ponieważ kłamca kieruje się zasadą: kilka kłamstw i ziarenko prawdy, wykorzystuje to, aby oskarżyć o podejrzliwość, zarzuci brak wdzięczności, zaufania a nawet zasugeruje urojenia. Przyłapany na gorącym uczynku woli odgryźć własną rękę niż przyznać się, na przykład, gdy znajdą się kompromitujące dowody winy. Jest kilka technik gaslightingu:
– mówienie jawnych kłamstw, aby zasiać niepewność naszej oceny, mało kto odważy się na powiedzenie kłamstwa bez skrupułów i paradoksalnie sprawi to, że ufa się takiej osobie jeszcze bardziej,
– zaprzecza, że kiedykolwiek coś powiedział lub zrobił, nawet jeśli mamy dowody na to,
– atakuje tożsamość (nie jesteś nic warty) i naszych bliskich (krytyka, izolacja),
– powoli przyzwyczaja do coraz większych kłamstw,
– kwestionuje co się da, ale nie od razu (a przynajmniej ci sprytniejsi), aby wątpić w słuszność własnych poglądów,
– wykorzystuje presję społeczną,
– co innego mówi, zupełnie co innego robi,
– stosuje pozytywne wzmocnienie: taka kanapka słowna (pochwała, ośmieszenie, potakiwanie, zaprzeczenie itd.),
– wprowadza chaos w życie: zajmie wasz cały czas obowiązkami, prośbami, wymuszaniem czegoś,
– za wszelką cenę chce podporządkować, dostosować innych do siebie dla własnych korzyści,
– kwestionuje nasze poglądy, decyzje, wmawiając słabości i choroby (ona/on są walnięci, szaleni, nienormalni),
– utrzymuje niezaprzeczalnie, że to inni są kłamcami9.
Ponieważ za nic ma ludzi, może wmawiać cokolwiek i doprowadzić do obłędu. To najbardziej okrutna metoda, ukazująca znieczulicę człowieka i zwyrodnialstwo. Powodem jest całkowita niewrażliwość, głęboka obojętność i oczywiście tchórzostwo (kłamstwo to pójście na łatwiznę).
Manipulant nigdy nie dochowuje tajemnic. Skorzysta z każdej okazji do powtórzenia naszych poglądów, problemów, skrywanych spraw, słabości i wad. Jest bardzo ciekaw sekretów, zwłaszcza po to, aby je złośliwie wyjawić, potępić, wyrazić swoją dezaprobatę, włącznie z wyśmianiem. Nie ma dla niego żadnej świętości, uczciwego podejścia do sprawy. Obcy jest mu szacunek i wyrozumiałość.
To najwięksi plotkarze na świecie. Aby dać sobie iluzję normalnego funkcjonowania trzeba oczerniać innych. Ukazać ich wady, opowiedzieć o słabościach. Wyjawić to, czego się wstydzimy, ścigać uchybienia, obnażyć wady i skrzywienia charakteru. To nieustająca opowieść o złych zachowaniach, ciemnych wyborach, minusach i negatywnych stronach innych (tylko przy okazji ukazując siebie na scenie w pełnym świetle wspaniałości). Wyciąganie na jaw nawet tych wad charakteru, o które sami byśmy się nie podejrzewali. Niestety.
Hipokryzja to także domena manipulatorów. Podobnie jak łgarstwo. Dlatego opowieści muszą być okraszone detalami, których nie było, wyobrażonymi sytuacjami i rzekomymi słowami, które nigdy nie padły. Pomysłowość i skrzydła fantazji są tu nieograniczone. Dla uczciwego człowieka, ważącego słowa, pierwsze spotkanie z iluzjonistą może być traumatyczne. Dlatego ten drugi rzadko ma prawdziwych przyjaciół a tylko interesowne znajomości, ponieważ przez rozpowiadanie zmyślonych i złych rzeczy rozsądni ludzie uciekają od niego. Te urojeniowe wymysły dają mu poczucia bycia kimś ważnym na chwilę, przykucia uwagi słuchacza, zrobienie wrażenia. Bez myślenia o konsekwencjach.
Zdarzają się hipokryci bardzo ostrożni, najpierw będą starali się wzbudzić zaufanie rozmówcy, aby później bez skrupułów wyciągnąć wszelkie informacje. Powodem takiego zachowania jest usprawiedliwianie się, ponieważ „wielu ludzi jest adwokatami swoich grzechów”10. Manipulant doskonale wie co robi, ma pełną świadomość swojego postępowania. Wyrzuty sumienia nie dają o sobie zapomnieć, więc trzeba je zagłuszyć. Usprawiedliwić siebie poprzez obłudną obmowę. To prosta, psychologiczna zasada przeniesienia. Nie zajmuję się problemem (czyli sobą), bo wolę wskazywać przywary innych. Jestem tym samym usprawiedliwiony. Inni też nie są w porządku. To oczywista nagonka, mająca na celu złamanie delikwenta, który odważył się żyć i funkcjonować uczciwie. Znamy to wszyscy: przytyki, przymówki i pozornie nic nie znaczące docinki (kiedyś zwróciłam pani Iksińskiej delikatnie uwagę, że to, co mówi krzywdzi innych. Zostałam natychmiast oskarżona o nadwrażliwość, nadmierną powagę, demonizowanie, zasadniczość i o to, że nie znam się na żartach. W jednym zdaniu.) są w gruncie rzeczy napadem na naszą autonomię, atakiem na godność, karą za poczucie wartości, wyrzutem i ukrytą agresją. To, co nas dotyka w słowach i zachowaniu innych jest nieprzypadkowe. Rozmówca ma w tym pewien cel. Ponieważ jego ego jest bardzo wysokie a niestety rzeczywistość temu zaprzecza, trzeba, kolokwialnie ujmując, zrównać resztę z ziemią. Ukazać światu, że ludzie mają wady. I to STRASZNE. Ubarwić historie własną pomysłowością. A nawet wymyślić kilka własnych. Przedstawić je w tak wyolbrzymiony sposób, żeby wzbudzić niedowierzanie i oburzenie. Wpłynąć na opinię publiczną. I wtedy już można triumfować. Pan Iksiński miał taki sposób, że sam perfidnie podżegał do takich zachowań, wykorzystując niewiedzę, uczciwość lub uczucia. Widziałam jak pisał lub puszczał sygnał telefoniczne do rozmaitych kobiet. Gdy któraś odpisywała lub oddzwaniała, wmawiał, że nie dzwonił. Potem opowiadał każdemu, że mu się narzucają. Taki szczyt perfidii. Wierzchołek przewrotności. No i ośmieszająca go głupota.
Kontakty i znajomości tego typu nie są niczym wyjątkowym. Takich relacji jest naprawdę sporo. To przyjaźnie, małżeństwa, krótkie znajomości. To obsługa w sklepie, banku, serwisie samochodowym, prawnik, do którego idziemy po poradę, nauczyciel naszego dziecka, woźny, ochroniarz… Nie ma zasady. Poznaje się je po zachowaniu, choć ukrywanym, lecz wyczuwalnym. Te małe reakcje, często instynktowne, riposty słowne są zauważalne. Zazdrosny nie znosi słuchać, nie znosi cudzych dokonań, osiągnięć. Nowo nabyte rzeczy, małe sukcesy napawają go gniewem, który natychmiast musi sobie zrekompensować, przeciwdziałać. Wtedy właśnie przestaje się liczyć z kimkolwiek. Nikt nie może być większy, lepszy. Przechodzi natychmiast do kontrataku. Podobnie chciwy nie zniesie w swoim towarzystwie bogatszego. On jest ponad i to nie może się zmienić. Musi więc nabywać więcej, udowadniać sobie wyższość, napawać się tym i nie może pozwolić na dyskomfort, poczucie umniejszenia. Innych trzeba koniecznie zdegradować, doprowadzić do bankructwa. A przynajmniej umniejszyć słownie.
Jedną z możliwości rozpoznania manipulacji i toksycznej relacji jest uważne przysłuchania się osobie, z którą rozpoczęliśmy znajomość. Język człowieka i treść jego wypowiedzi wskazuje na wszystko o czym myśli, czym żyje, jak odbiera świat i innych, a co najważniejsze: co jest w jego sercu. (Gardło ich jest grobem otwartym. Swoim językiem dopuszczają się oszustw. Na ich wargach jad żmijowy. Usta ich pełne są przekleństw i zgorzknienia Rz 3, 13-14). Które tematy podejmuje najczęściej? Co jest dla niego najbardziej interesujące? Co skupia jego uwagę? A przede wszystkim: czy to, co mówi jest tożsame z jego życiem, postępowaniem? Zdrowa relacja opiera się na wielotematowości, mówieniu o zwyczajnych, codziennych sprawach z pewną wrażliwością na drugiego człowieka. Mamy wyrzuty sumienia raniąc innych, dokuczając, zwłaszcza kiedy jesteśmy głęboko empatyczni. Nie wchodzimy też bezceremonialnie w czyjeś życie prywatne komenderując. Miałam nieszczęście poznać w swoim życiu dwóch panów Iksińskich, którzy zdawało się, że nie znali słowa kobieta. Za to znali wszystkie jego wulgarne synonimy. Określali w ten sposób każdą z pań. Pierwszy raz w życiu miałam ochotę uciekać jak ten kojot z bajki na pustyni11. Za mną już tylko kurz. Bezczelność i chamstwo słowne świadczą o zwykłym prostactwie.
W toksycznej relacji nie liczy się osoba. Wyczuwamy intencje rozmówcy, ale nie słuchamy swoich przeczuć z różnych powodów. Jeśli ktoś w swojej wypowiedzi zbyt często/cały czas mówi źle o innych, gorszy nas, ciągle używa wulgaryzmów, naciska na coś, za bardzo dopytuje o szczegóły naszego życia, obraża, ogranicza nas itd. powinna się zaświecić czerwona lampka – niebezpieczeństwo. To tylko wstęp do poniżania, wyzwisk, brutalnych wyrażeń.
Pożądanie (czyli siedem grzechów głównych) nie znosi sprzeciwu. Nie ma znaczenia sposób dojścia do celu, byle postawić na swoim. Prawda dla takiej osoby nie istnieje, posługuje się wyłącznie kłamstwem, dlatego szybko okazuje się, że nie ma mowy o szczerości, ponieważ zaprzecza sobie, jest niepasujący. Co innego twierdzi, ale co innego robi. Być może nawet co innego myśli. Rozmowa z kimś, kto nie rozumie lub zupełnie nie reaguje na bodźce jest dla manipulanta nudna, ponieważ wyławia w rozmowie tylko to, co jest dla niego interesujące, co może zaspokoić niekończące się pragnienie.
Manipulantów można rozpoznać po „naruszaniu norm społecznych”12. Zimne i wyrachowane zachowania, czasami bezwzględne w stosunku do najbliższych, egocentryzm i nikłe wyrzuty sumienia. Jest ich wielu. Wystarczy posłuchać informacji o zawłaszczaniu przez polityków dobra państwowego, naciągaczach, gangsterach czy ludzi, którzy wypowiadają się o innych w sposób poniżający, jak seksistowskie wypowiedzi. Jednak większość manipulantów to drobne cwaniaczki. Pijawki każdodziedzinowe. Żerują raczej na bliskich im osobach. Współpracownikach. Sąsiadach. Znajomych. Wystarczy jednak zapragnąć ryzyka i adrenaliny, żeby sytuacja wymknęła się spod kontroli. Takich historii, gdzie zaczynało się od rosnących długów a kończyło śmiercią współmałżonka dla ubezpieczenia, czy majątku jest wiele. Od bycia manipulantem do psychopaty jest dość krótka droga. To kwestia czasu.
Konsekwencją bycia toksycznym człowiekiem jest całkowite odejście od Boga i zwrócenie całego swojego bytowania na rzeczy materialne lub stworzone, co prowadzi do zatracenia. Stąd wzięło się siedem grzechów głównych. Święty Jan od Krzyża pisał, że w nas substancjonalnie przebywa Bóg. To On popycha nas do dobra, oczyszczania serca. Stąd biorą się wyrzuty sumienia. Jeśli słuchamy tych wewnętrznych drgnień, ponagleń, żyjemy ze spokojem, który można nazwać świętym, bo zgodnym z wolą Boga. Staramy się stawać coraz lepszymi, pracujemy nad sobą, rozwijamy się. Czujemy, że nasze życie jest takie. jakie powinno być, jesteśmy szczęśliwi. Jeśli zaprzeczamy tym wewnętrznym odczuciom, stajemy się obojętni na nie coraz bardziej. A co za tym idzie tracimy wrażliwość na zło. Najpierw jedno kłamstwo, wyparcie i usprawiedliwianie siebie, później kolejne, potem oszustwa, obwinianie innych, oczernianie, szyderstwa.. Coraz grubsza maska. Wewnętrzne wyparcie się Boga trzeba czymś zastąpić: dobrami materialnymi, źle pojętym prestiżem, miłością własną, nieograniczaniem się, wpływami. Nielogiczność polega tu na tym, że trzeba sporo trudu włożyć w takie życie. W konsekwencji stworzony zostaje tylko chaos z obawą przed zdemaskowaniem. Toksyczny człowiek to człowiek zdegradowany wewnętrznie. I sam jest tego autorem. Nigdy się nie rozwija, ponieważ nie wymaga od siebie. Nie uczy się na doświadczeniach życiowych, tylko specjalizuje w pozorach, doskonali technikę fałszu. A każda nowa znajomość jest dla niego kolejnym wyzwaniem, kolejną możliwością manipulacyjną.
Czy wszyscy niewierzący są toksyczni? Oczywiście, że nie. To jest zależne od wyborów, WIELU WYBORÓW. Jeśli przeważają te złe, szkodzące innym, bezduszne, to rzecz oczywista stworzymy z samych siebie społeczny koszmar, marionetkę złego:
„To, co najbardziej charakterystyczne dla osób łączących cechy osobowości narcystycznej i antyspołecznej, to: pewność siebie, brak skrupułów, amoralność, nielojalność, arogancja, wykorzystywanie i pogarda dla innych, mściwość i manipulacje oraz skłonność do oszustwa. Ludzie o takich cechach osobowości często mogą odnosić sukcesy zawodowe i utrzymywać się w granicach wyznaczanych przez prawo. Niektórzy z nich trafiają do domów poprawczych czy więzień. Jeszcze inni są drobnymi krętaczami i kombinatorami. Wszyscy zaś są skoncentrowani na własnych sprawach i są obojętni na prawdę. Satysfakcję czerpią z sytuacji, w której uda im się zdobyć zaufanie jakieś osoby, a potem ją oszukać. Osoby takie praktycznie nigdy nie szukają pomocy z własnej inicjatywy. Czasami trafiają do programów terapeutycznych czy resocjalizacyjnych w różnych instytucjach, w których przebywają. Bywa, że osoby takie popadają w różne nałogi i z tego powodu trafią do ośrodków zajmujących się leczeniem odwykowym”13.
Wady główne (pycha, chciwość, nieczystość, zazdrość, łakomstwo, gniew, lenistwo) różnią się intencją i ukierunkowaniem, lecz mają także wspólne cechy, które możemy rozpoznać poprzez:
Narcyzm
To ciągły i pogłębiający się zachwyt sobą, zwłaszcza u pysznych. Indywidualność wszechczasów. Teatr jednego aktora. Taniec na scenie przy pełnej publiczności z gromkimi brawami na końcu. Świat to tylko lustro, w którym widzą własną wspaniałość. Dlatego jeśli nie jesteśmy jego odbiciem i mamy czelność niepodziwiania, nie widzą nas. Nie ma pożywki, nie ma sensu życia. Epidemia współczesnych czasów, kiedy to każdy chce być wyjątkowy i niesamowity.
Narcyzm to pretensjonalność, poczucie wyjątkowości, fantazjowanie o własnych sukcesach, wykorzystywanie innych do własnych celów, arogancja, snobizm, dążenie do otaczania się lepszymi ludźmi, wyniosłe zachowania i postawy, częsta zazdrość o innych lub przekonanie, że inni zazdroszczą mu sukcesów, to także „niezdolność do przyjęcia perspektywy innych osób14.
To próba zasłonięcia prawdziwego ja, skupienie na sobie uniemożliwiające dostrzeżenie innego człowieka. „Ktoś, kto ma wręcz obsesyjny przymus nieustannego pozowania, robienia wrażenia, zwracania na siebie uwagi oraz pakowania się w kłopoty będzie realizował ten imperatyw nie oglądając się na straty moralne, społeczne ani finansowe innych”15.
To skrzywienie osobowości objawia się najczęściej PRZESADNĄ dbałością o wygląd, figurę, kondycję, urodę, nienaganne zachowanie i modny gust (lub w drugą stronę: menelowskie indywiduum, byle być innym, bardzo dostrzegalnym). I chociaż większość ludzi ma takie same upodobania (znaczy wszyscy by chcieli wyglądać doskonale i mieć nienaganne obycie, no, oprócz bycia tym ostatnim), to chodzi tu o dbałość na skraju jednostki chorobowej. Dla atencjusza nie liczą się inni, nawet własne dzieci czy małżonkowie. Oni są tylko częścią świata stworzonego przez egotyka. Muszą spełniać jego zamysł i oczekiwania. Relacje z narcyzem są służalcze, to mentalność tych ludzi. Podporządkowują innych, wymagają traktowania ze szczególnym zainteresowaniem i ciągłym zachwytem. Są przekonani o własnych talentach, których nie ma nikt inny, możliwościach na najwyższym poziomie, które niestety nie mają potwierdzenia w rzeczywistości. Dlatego narcyzi to ludzie zazdrośni, często wpadający w złość, lubujący się w intrygach i zemście. O bardzo niskiej empatii, za to wysokich wymaganiach lojalnościowych wobec innych. Każde odejście traktują jak zdradę. Z autentycznym bólem. Znika przecież lustro, w którym mogli się przeglądać udowadniając sobie i światu własną doskonałość.
„Człowiek emocjonalnie zdrowy reaguje na konflikt, sprzeciw albo wymówki zdziwieniem, wątpliwościami, czasem smutkiem – ale z reguły nie uważa się za omylnego” (L. Glass). Protekcjonalne zachowanie świadczy o wyniosłości i arogancji. Sprowadza rozmówcę lub kogoś tkwiącego w takiej relacji do poziomu nic niewiedzącego dziecka. Sarkastyczne docinki i ironiczny ton są narzędziami manipulacji, które mają zmylić odbiorcę16.
Narcyz to mocno zaburzona osobowość. Wielbi siebie i tego samego ŻĄDA od innych. Dopóki może się karmić (komplementami, wychwalaniem lub docenianiem) możemy przebywać w jego blasku. Uważa się za pięknego, dobrodusznego, bardzo utalentowanego, jednak nijak ma się to do rzeczywistości, która z uporem maniaka temu obrazowi zaprzecza. Po bliższym spotkaniu okazuje się, że narcyz nie radzi sobie z niczym, często ma kłopoty w pracy, ponieważ oczekuje, że to inni będą go wyręczali, nie potrafi utrzymać stałego związku, bo nie okazuje zainteresowania drugiej osobie tak, jak powinien. I jest w konflikcie z wszystkimi. Nie ma tu też miejsca rozwój osobisty, narcyz już jest sobą zachwycony, dlatego taka myśl wywarłaby pewnie niezapomniany grymas twarzy. Nie ma tu także szacunku względem innych, ponieważ są wyłącznie narzędziami. Ta relacja opiera się na podziwie. Ze wskazaniem na narcyza. Platon powiedział o narcystycznych zachowaniach: ”Najgorszym nieszczęściem jest oszukiwanie siebie samego. Czy to bowiem nie jest straszne, posiadać zawsze świadomość własnego ja, oszukanego przez samego siebie?17”

Kontrola
Jakakolwiek znajomość z manipulantem zaczyna się właśnie od tego. Nieustannej lustracji z wścibskim podejściem: co robisz, co myślisz, co czujesz, gdzie jesteś, co zamierzasz, kogo się spotkało, co powiedzieli, co jesz, co pijesz, co… Żeby tego się dowiedzieć, włączone zostają wszelkie komunikatory świata. I to co chwilę. Toksyczna relacja przypomina radar. Jestem przekonana, że w niektórych przypadkach nawet NASA zielenieje z zazdrości ile informacji można zdobyć o człowieku nie wychodząc z domu. Ile dopytać od innych ludzi (nie sądźcie pochopnie, że opinia będzie pozytywna, manipulant zadaje się z osobnikami sobie podobnymi). Ile wiadomości z Facebooka czy Instagrama. W ogóle z Internetu. Wszak Google wiedzą wszystko. Efektem będzie powolne duszenie się w relacji. Kto normalny dzwoni kilkanaście razy dziennie? Plus pisze (do tego, oczywiście). Zdrowa sytuacja to taka, kiedy nie musimy obawiać się, że zapomniało się telefonu (ja rozumiem, że mało kto tak ma) i Z NIEPOKOJEM zerkać na szybkę. Nie wspomnę o innych formach. Niestety. Ludzie toksyczni łamią granice prywatności. Zwłaszcza jak im się sprzeciwia. Pisanie listów, liścików (za wycieraczką w aucie, w bukiecie kwiatów, w butach, itd.), niby przypadkowe spotkania, przypadkowi wspólni znajomi, telefony z poradami od wspólnych znajomych, a nawet wizyty domowe od tych, co się bardzo martwią, bo coś poszło nie tak. To oczywiście nagonka, zwyczajne dręczenie, żeby dojść do celu. Po rozpoznaniu sytuacji, że nie uda się i definitywnie skończyliśmy znajomość zaczną się szantaże, dziwne próby logowania na nasze konta, głuche telefony i inne sztuczki mające na celu zastraszenie delikwenta, co odważył się na inny scenariusz. Czasami dręczenie zamienia się w obsesję.
Sugestie
Ponieważ nie mogę powiedzieć ci wprost, że za chwilę cię wykorzystam a potem zniszczę twoją osobowość, więc zasugeruję czego chcę, oczekuję, co mi się podoba: słowem (nieczystość lubi niewybredne erotyczne teksty, pojedyncze słowa, żarty; chciwość przekona do wielu udanych inwestycji i pokaźnym koncie), gestem (dotykanie z podtekstem, nadmierna, wręcz efekciarska gestykulacja, aby np. zobrazować możliwości lub bycie prawdomównym), mimiką (przekonującą, ukazującą człowieka opanowanego, doskonale wiedzącego jakich wyborów dokonać, to pozorna otwartość, aby wzbudzić zaufanie). Do tego potrzebna jest fasada wiarygodności, wszelakiego znawstwa tematu, podania niezaprzeczalnych faktów i niezbitych dowodów wręcz namacalnych. Każde podważenie wiarygodności zderzy się z kontratakiem argumentów (z kosmosu), przewrotnych przykładów i zniszczenia domysłów nieprawdziwości słów. Tutaj gra toczy się o bezdyskusyjność. To tworzenie atrap jest bardzo męczące, zwłaszcza kiedy jest więcej rozmówców, dlatego manipulanci wolą zostawać z ofiarą sam na sam. Izolują, aby wyczuć, czego się oczekuje. Często gubią się wśród wielu, czują się nieswojo. Ich doskonałe pole popisu to jeden na jeden.
Hoovering
To sytuacja ponownego wciągania, zachęty do powrotu i ponownego wejścia w grę. Czyli niekończąca się opowieść. Powroty, które otwierają jeszcze szerzej rany a miały uleczyć. Dla toksycznej osoby powrót relacji jest jeszcze lepszą zabawą. Często robią wszystko, aby się udało. Po kilku latach też. A nawet kilkudziesięciu. Szczególnie wtedy, gdy zamknęliśmy już rozdział i zapomnieliśmy o krzywdzie. Manipulant kieruje się zemstą, więc dla niego taka sytuacja jest wyzwaniem i możliwością odwetu. Metody są proste:
– na litość, czyli słodkie obietnice – zmieniłam/em się, pracowałam/em nad sobą, bez ciebie nic mi nie wychodzi, nie układa się, brakowało mi ciebie (w zależności co zadziała, on to będzie próbował wyczuć przy pierwszej rozmowie telefonicznej lub osobistej),
– na pomyłkę telefoniczną – A! To ty! Kupa lat! Lub inną sytuację np. namówi znajomego/znajomą, żeby wydzwaniali w nocy, puszczali tzw. głuche lub mówili jakieś dziwne rzeczy (kiedyś, o północy otrzymałam telefon z prywatnego numeru z niby ankietą o Allahu, który chyba miał wyśmiać moją wiarę. Rozśmieszyła mnie naiwność myślenia sprawców, którzy zaczęli od: Ona k… chyba już śpi. Jak widać pomysłowość nie ma granic, podobnie jak kretynizm),
– na przypadkowe spotkanie lub równie przypadkowe krążenie obok naszego miejsca pracy, domu,
– na wyrzuty sumienia,
– na wybuch tęsknoty lub miłości,
– na jakikolwiek związek z pracą, zainteresowaniami itd.,
– na symulację choroby,
– na największy absurd na świecie i puste słowa.
Manipulant nie potrafi być sam, ucieka od tego w kolejne związki, relacje, cały czas musi mieć wielu uzależnionych od siebie ludzi. Najbardziej zależy im na tych, którzy przewidzieli ich metody. Każdy powrót będzie oznaczał jeszcze głębsze rany. Są jak myśliwi, którzy gonią za zwierzyną. Liczy się tylko bezduszne zdobycie trofeum. Dlatego warto stracić nawet rzeczy materialne, jeśli byli coś winni, w zamian za święty spokój i odzyskanie siebie. Manipulant nie zmienia się. Nie można też go zmienić samemu. Nie można się z nim przyjaźnić ani znajomić. Będzie niszczył tak długo, jak tylko mu się na to pozwoli. Nie ma możliwości dojścia do porozumienia się i odejścia jak w przypadku dorosłych i dojrzałych ludzi. Tutaj są wyłącznie oskarżenia. Winny jest tylko jeden człowiek. I nie zdziwię czytelników jeśli napiszę, że nie manipulant. I ostatnia sprawa. Nie wolno reagować na mściwe zachowania po odejściu. A będą. Udowadnianie, że jest teraz niemożliwie szczęśliwa/y, ma powodzenie finansowe, w miłości i w ogóle. Tak naprawdę nie ma i nie będzie miała/ł. To tylko kolejne budowane fasady, żeby przekonać o swojej słuszności. Manipulant chce wrócić nie po to, aby budować związek, on tego nawet nie potrafi, ale po to by skrzywdzić jeszcze bardziej. Zawłaszcza wtedy, kiedy dostał kosza. Każda relacja to gra, w której musi wygrać, bez względu na konsekwencje.
Będzie twierdził, że się martwi, bo nie tak powinno się kończyć znajomości, po czym obwini, umniejszy, oskarży. Nie wolno się na to nabrać. Pamiętam pewną Iksińską osobę, która z kolejnymi partnerkami na pierwszych spotkaniach jeździła do swojego rodzinnego miasta na zakupy i zawsze przejeżdżała obok jakiegoś domu. Zorientowałam się, że tam mieszka była narzeczona, już mężatka i matka, która go zostawiła wiele lat temu. Chodziło o pokazanie: zobacz jak mam się wspaniale. Przyznacie, że trochę żenujące.
Kłamstwo
Ktoś, kto żyje w kłamstwie, żyje kłamstwem. Są w stanie wymyślić każdą historyjkę i to natychmiast. Nie dostrzegając absurdu wypowiedzi. Potrafią latami leczyć się u psychologów z sytuacji, których nie było, pamiętać słowa, które nie padły, przekonująco obwieszczając je światu, roztaczać wizje finansowe, mieć kilka partnerek i bazę (czyli żonę/męża), udawać erudytę, mędrca, szlachetnego obywatela i do tego obiecywać gruszki na wierzbie i śliwki na sośnie. Potrafią przekonać obcych i swoich najbliższych do kłamstw, stosując wzór matematyczny: w kilku kłamstwach jedna prawda. Co pomaga szybko wyprzeć się w sytuacji ewentualnej dekonspiracji. I nie chodzi tu tylko o kłamstewka, jakie często popełnia się, aby coś ukryć lub wtedy, gdy nie potrafimy odmówić. To zabawa w dezorientację. Kolokwialnie mówiąc gra pt. Jesteś głupszy, bo dajesz się nabrać. Kłamią nawet wtedy, gdy wcale nie muszą – rodzinie, przyjaciołom, znajomym. Słyszałam jak ktoś kłamał, że wchodzi na spotkanie, a naprawdę ta osoba jechała samochodem, czy udawała, że nie ma zasięgu w rozmowie z mamą. Co wcale nie było konieczne. Wystarczyło się pożegnać. To jest jak nawyk. Odruch bezwarunkowy. Przyzwyczajenie silniejsze niż charakter. Powtarzanie kłamstw ma na celu uwiarygodnienie: jeśli kilka razy wcześniej były jakieś spotkania, trzeba je powtarzać cyklicznie, inaczej stracą pozór autentyczności. Pewien ojciec kryminalisty zapytany o syna, odpowiedział, że nie ma syna o takim imieniu. Kłamstwo jest ich drugą skórą, taki człowiek kłamstwo kocha i nim żyje Ap 22,15.
Kłamstwo jest pożywką, napędzającą siłą. Daje fałszywe uczucie wyższości, kontroli nad innymi. Wiara innych w zasłyszane historie śmieszy ich, napędza jeszcze bardziej. Przewrotność powoduje, że będą robili wszystko, aby nas przekonać do rzeczy, które nie istnieją. Poprzez wmówienie nieprawdy, ukazanie sytuacji przez pryzmat własnego oszustwa stworzą niezwykle wiarygodną historię o własnej niewinności, przedstawiając niezaprzeczalne fakty i niezbite dowody, prawie namacalne… Ta oczywistość niewinności powinna sprawić, że to my poczujemy się winni i zaczniemy przepraszać. Są niezwykle sugestywni, ich celem jest utwierdzenie w przekonaniu, że to oni mają tę JEDYNĄ rację. Systematyczne karmienie kłamstwami powoduje, że traci się zdolność rozsądnego myślenia.
Ukrywając prawdziwe oblicze trzeba wiele się namęczyć. Pamiętać oszustwa. Schematy i całe rozlegle opowiadane historie. Są tacy, co opowiadają wszystkim to samo latami. Znałam osobę, która po niespełna 10 latach kłamała DOKŁADNIE w taki sam sposób, używając tych samych słów i gestów. Kłamcy nie są zwykle kreatywni, ponieważ zabija ich nuda (nie rozwijają się). Chcą być też uważani za prawdomównych, stąd powtórki jak w serialach: „Opowiadaj pierdoły wystarczająco długo, a część z nich przestanie być pierdołami”18. Zawsze zmyślają wprost proporcjonalnie do rzeczywistości: ktoś bez pieniędzy będzie roztaczał przed nami historie na jak wiele go stać, olbrzymich (albo MEGA) przychodów, życia na poziomie gwiazdy zarabiającej miliony, jakby za chwilę mieli kupić jacht cumowany w Monte Carlo; ktoś kto wykorzystuje innych we wszystkim (bo mu się zwyczajnie nie chce pracować i zajmować obowiązkami) będzie tworzył obraz niesprawiedliwie traktowanego, uciemiężonego a przecież niezwykle znającego się na rzeczy człowieka, pokrzywdzonego profesjonalistę; ktoś kto nie chce ani nie zamierza wejść w stały związek, będzie z uporem maniakalnym twierdził, że szuka drugiej połówki. Ich zadaniem jest stworzenie oczywistości nieoczywistości. Prawdziwa zabawa w ukazanie nieistniejącego. Jeśli chcemy najszybciej dojść do prawdy, wystarczy zrobić rewers.
Ponadto. Ktoś, kto kłamie, uważa, że wszyscy tak robią. Jest niezwykle podejrzliwy i przekonany, że każda osoba jest taka sama jak on. W związku z czym węszy podstęp w czymś czego nie ma. Dostrzega nieistniejące intrygi i fałsze. I z tych iluzji wyciąga wnioski. W takiej sytuacji komunikacja jest niemożliwa a rozmowa przysparza wielu kłopotów. Wyobraźcie sobie takiego współmałżonka, współpracownika lub szefa.
Kłamca ma też pewien kłopot. Musi zapamiętać przynajmniej ostatnie zmyślenia. Właściwie powinien, stąd wiele nieścisłości w kolejnych rozmowach, mamy wrażenie, że ta osoba niczego nie pamięta z ostatnich spotkań. Ona może i pamięta. Ale jej się trochę myli i kotłuje. Więc najbezpieczniej stwierdzać: nie pamiętam, nic takiego nie było mówione, nie ma tematu. Częstym sposobem jest też szybka zmiana historii, przekształcenie jej.
„Pewna kobieta (…), zapytana, czy swobodnie kłamie, odparła ze śmiechem: „Jestem w tym najlepsza. Radzę sobie świetnie, chyba dlatego że czasami przyznaję się do czegoś niekorzystnego dla siebie. Ludzie myślą: skoro do tego się przyznaje, na pewno jest szczera co do reszty”. Jak powiedziała, niekiedy „dosypuje” do swoich słów szczyptę prawdy: „Jeśli ludzie uważają, że część z tego, co mówimy, jest prawdziwa, na ogół wszystko biorą za prawdę”19.
Istnieje też pewnego rodzaju lojalność w kłamstwie, współuczestnictwo w grzechu. Uniezależnienie się od prawdy wymaga poparcia wspólnoty. Amoralne przyjaźnie. Tajemnice. Wzajemne ukrywanie i dawanie sobie alibi. Solidarność w grzechu. Demoniczna duchowość. Nawet rodziny chronią swoją przysłowiową czarną owcę lub współdziałają z nimi. Stąd na spotkaniach półuśmieszki, półsłówka, wymiana spojrzeń, jakieś szyfry. Manipulanci swoje rodziny traktują jak wybrane, elitarne. Należeć do nich mogą wyłącznie ci, którzy biorą udział w wytworzonej fikcji, zgadzają się z tym i współtworzą niby wyjątkowość. Bractwo kłamstwa. Rodzina fałszu.
Kłamstwo służy też dopasowywaniu się. Wiele małżeństw czy rozmaitych relacji toksycznych jest zbudowanych na zasugerowanych (ale nieistniejących) cechach wspólnych. I nie ma tu znaczenia z jakiej będą dziedziny, to może być absolutnie wszystko: lubicie te same kolory, nasze mamy mają tak samo na imię, przepadacie za jakąś potrawą, itd. Znałam ludzi, którzy potrafili użyć nawet argumentu związanego z wiarą, twierdząc, że właśnie przeżyli niezwykłe nawrócenie. I opowiadali o nich niezwykle przekonująco. Jednak szybko okazało się, że to tylko kolejny z wymysłów: prawdziwe nawrócenie jest widoczne we wszystkich dziedzinach życia człowieka, zmienia się wnętrze i podejście do życia.
Kłamca przedstawia się jako osoba o wysokiej moralności. Przekona was, że prawda zawsze wychodzi na jaw. Ba. Nawet stwierdzi, że właściwie może być już świętym (tak mi powiedział ktoś, kto nie wierzył, ale póki co to ukrywał, a służył w kościele). Za tą kartonową powłoką znajdziecie człowieka zepsutego do cna. Zazwyczaj nikt nie chwali się własną nieskazitelnością. Bo nikt taki nie jest.
Kłamstwo, aby przekonać do siebie idzie jeszcze dalej. Przysięgając. Na wszystko. Nawet własne dzieci i współmałżonków. Ba. Nawet na Boga. Jeśli ktoś przysięga, to znaczy, że nie zna wartości własnych słów. Prawda nie potrzebuje obietnic ani przysiąg. Jest na tyle silna, że sama się obroni. Szczerość nie wymaga uprawdopodobnienia. Ktoś kto przysięga, nie jest pewien tego, co mówi lub musi obronić siebie albo kogoś. W kłamstwie.
Hedonizm
Czyli bycie wiernym dewizie „żyję dla przyjemności”, dlatego hedonista nie lubi pracować, nie znosi jakichkolwiek obowiązków i bardzo chętnie obarcza nimi innych. Często żyje ponad stan, ponieważ należy mu się wszystko, czego tylko zapragnie. Nie potrafi powstrzymać pragnienia. Musi je natychmiast zaspokoić. Niestety nie jest świadomy, że żądza nigdy nie gaśnie, a karmiona staje się coraz silniejsza, aż w końcu zawładnie człowiekiem: Przecież, gdybyś postępował dobrze, miałbyś twarz pogodną; jeżeli zaś nie będziesz dobrze postępował, grzech leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować (Rdz 4,7) Długi rosną, bo trzeba innym pokazać, że stać na: nowy samochód, wyjazdy na koniec świata, hotele spa, markowe ubrania (wstaw cokolwiek). Rosnąć może też liczba alimentów, bo nie panuje się nad pożądaniem. A także kilogramy i uzależnienia. No i ego.
Hedonista otacza się tymi, którzy dali wkręcić się w pułapkę zależności, wykorzystując ich dla własnych korzyści. Zawsze znajdą interesowne znajomości i przyjaźnie: ktoś będzie dbał o zdrowie, inny o kuchnię, z kimś warto się przyjaźnić dla prestiżu lub majątku, prawnej porady, jeszcze z kimś innym, żeby poplotkować i oczernić, w nadchodzącej starości trzeba znaleźć kogoś, kto się zaopiekuje… Możliwości jest tak wiele, ilu ludzi.
Projekcja
Moje wady to twoje wady. Zazwyczaj zostaniemy zasypani nimi wtedy, gdy odkryjemy prawdę. Nagle okaże się, że osoba, którą wydawało się, że znamy jest kimś zupełnie innym. Odarcie z fałszu musi być zaatakowane. Przeniesione. Manipulant nie pozwoli NIGDY na ukazanie prawdziwego ja. Dlatego z furią przejdzie do zniszczenia naszej tożsamości. Jest to nic innego jak potrzeba usprawiedliwienia się, zrzucenia ciężaru wyrzutów sumienia na innych. Uniknięcie frustracji jest już niemożliwe, więc przeprowadzają szturm, jedyny w swoim rodzaju zamach na wasz rozsądek. Krytyczne, no i kłamliwe uwagi o rzekomych naszych wadach są zwykłą, niewybredną nagonką. Cel jest jeden. Odwrócić uwagę. Zamazać prawdę o sobie. Zniszczyć burzyciela. To zaburzona percepcja, przy czym jest to jedno z ŚWIADOMYCH zaburzeń. Trzeba zrzucić winę z siebie i całym ciężarem uderzyć w przeciwnika. Na tym oczywiście nie koniec. To tylko wstęp do kolejnej powieści kłamstw. Trzeba również przekonać innych, manipulowanie opinią publiczną to także zabawa. Najlepiej o jak największym zasięgu. Usłyszycie później od ludzi opinie niepotwierdzone, wyssane z palca informacje: ona jest plotkarą, powiedział plotkarz, oczernił mnie – chociaż zrobiła to właśnie w tym momencie, nie wiem dlaczego odeszła – twierdził niewierny partner. To dlatego rozsądni, mądrzy ludzie unikają plotkowania. Zasada jest prosta. Aby kogoś poznać, trzeba mu się przyjrzeć i stworzyć własną opinię, która będzie i tak zawsze tylko nasza, subiektywna. Jeśli nie chcemy z kimś się znajomić, nie robimy tego. Możemy też przestrzec kogoś przed fałszywym człowiekiem. Jednak słyszane plotkowanie na potęgę, kpienie z słabości, szydercze uwagi i ocena wyłącznie negatywna powinna mocno zaniepokoić.
Brak odpowiedzialności
Wynika z narcyzmu. Bycie tak wspaniałym nie znosi jakichkolwiek ograniczeń. Rozliczeń. Obowiązków. Rzetelność jest dla mało wartych w społeczeństwie, słabych, nie umiejących sobie poradzić (czyli wyłgać się, wykorzystać innych). To zrzucenie odpowiedzialności także za swoje niepowodzenia, błędy i wady. Niezliczone złe decyzje. Niestety tacy ludzie nigdy nie uczą się na błędach. Oni ulepszają technikę, aby doprowadzić ją do doskonałości. Przewrotność zakłamanego człowieka potrafi obarczyć za swoje niepowodzenia wszystkich wokół. Nielojalną księgową, złodzieja w spółce, zbyt wymagających rodziców, okrutnego współmałżonka, traumatyczne dzieciństwo. Nadal chodzi o jedno. Nie może pęknąć fasada budowana od lat pt. Jestem doskonała/y. Manipulanci to ludzie, którzy zatrzymali się na nastoletnim (albo i wcześniej) etapie dojrzałości. I NIE CHCĄ DOJRZEĆ, DOROSNĄĆ. Określamy ich zachowania jako infantylne, dziecinne a nawet szczeniackie. Nazywamy Piotrusiami Panami lub Księżniczkami. Łączy ich jedno – oni nie chcą brać odpowiedzialności. Nie mają wrażliwości, zdaje się, że nie mają uczuć albo nie rozumieją większości z nich: „Są uczucia – całe ich spektrum – które znam tylko z relacji, z lektury i z mojej niedojrzałej wyobraźni. Potrafię sobie w y o b r a z i ć , ż e ich doznaję (a zatem wiem, czym są), ale tak n i e j e s t . Mając trzydzieści siedem lat, jestem zaledwie rozwiniętym nad wiek dzieckiem. Moje uczucia to uczucia małego chłopca”20. Zarówno kobiety jak i mężczyźni przy pierwszym kontakcie zdają się fascynować, są uroczy. Ich pozorne poczucie wolności wszelakiej jest bardzo zgubne i pozorne. Przy bliższym poznaniu okazuje się, że wszystkie dziedziny ich życia są zaniedbane. Nie są też osobami cenionymi w społeczeństwie, ale uznawanymi za podejrzane, oceniane z przymrużeniem oka. Charakteryzuje ich lekkomyślność. Ta skrajność zachowania jest z wiekiem coraz bardziej rozpoznawalna. 40, 50 czy 60 latek zwykle nie zachowuje się jak nastolatek. Chodzi o dojrzałość emocjonalną – jestem odpowiedzialny za wzbudzane uczucia u innych, szanuję godność każdego i nie traktuję go jak narzędzia; intelektualną – moja wiedza wpływa na moją pracę, spotkanych w życiu ludzi; moralną – mam wypracowany system wartości, kręgosłup moralny; i społeczną – żyję wśród ludzi takich jak ja, z różnymi doświadczeniami, nie jestem ciężarem dla społeczeństwa lub kimś, kto podżega do złych, sprawiających innym cierpienie zachowań.
Brak odpowiedzialności jest zauważalny we wszystkich dziedzinach życia: finansach, prowadzeniu samochodu, traktowania innych (zwłaszcza rodziców i rodzeństwo), pracy, zainteresowaniach.
Wahania emocjonalne
Trzeba pamiętać, że mamy do czynienia z kłamcą. Nie ma takiego człowieka na świecie, który byłby w stanie przez dłuższy czas non stop udawać. Im większe szachrajstwa, tym trudniej, nawet manipulantowi. Choćby nawet był to dłuższy związek małżeński, w pewnych zachowaniach baczny obserwator zauważy, że ton głosu zdradza niechęć, kłótnia zawiera atak słowny i ukrytą agresję, lekceważenie, skrywaną przemoc, odwracanie przysłowiowego kota ogonem, wrogość, wulgarność, krzywdzące słowa lub zachowania. Jeśli nie zostanie im dostarczone to, czego chcą, szybko wymieniają ludzi na inne modele. Nie musimy się winić. Zrobią to każdej napotkanej osobie w ich życiu. Niezwykle szybko wpadają w gniew, zwłaszcza jak im się zaprzecza. Są też obrażalscy, strzelają fochy (spróbuj powiedzieć manipulantowi, że umówiłeś/łaś się właśnie z jego znajomymi, by porozmawiać o nim), wpadają w wściekłość. Albo odwrotnie. Wpadają w stany euforii i bezdennego szczęścia wtedy, gdy my odczuwamy zwykłą radość, przyjemność.
Umniejszanie godności
Jeśli toksyczny człowiek uważa, że jest lepszy, to logicznie ktoś musi być gorszy. Czyli reszta świata. Więc poniża, nadaje ludziom małą wartość. Wmawia ją różnymi sposobami. Uważa, że trzeba nas naprawiać, doradzać, uświadomić porażki. To karmienie się cudzymi upadkami lub wmówieniem ich. Ciągłe podważanie dobrych decyzji. Chodzi o przejęcie kontroli. Łatwo dyryguje się człowiekiem niewierzącym w siebie, nieznającym swoich mocnych stron. To pułapka dla ludzi ufnych, pomocnych, otwartych, ponieważ zostaje zakwestionowany każdy wybór, zwłaszcza ten dobry. Tę wadę mają ludzie zazdrośni, nie chcą aby inni się rozwijali, dlatego próbują na nich działać niszcząco (po co ci te studia? czy naprawdę uważasz, że to dobry pomysł? nie chwytaj kilku srok za ogon, itd.) Tutaj stosowana jest metoda zamienna: karcenie i docenianie na przemian. Śmiertelna kanapka wrażeń emocjonalnych. Prowadząca do zaniku własnego ja, poczucia, że jest się kimś wartościowym. Świat dla manipulantów dzieli się na słabych i silnych. Bezduszność to ich prawdziwa twarz.
Wzbudzanie wyrzutów sumienia
Mają doskonałą pamięć kto i co powiedział nawet kilkanaście, kilkadziesiąt lat temu. Dokonują nieustannej retrospekcji. Jaka była jej/jego mimika twarzy, gesty a nawet intencje. Ciągle podsycają gniew i wrogość. Skłócają ludzi, nastawiając ich przeciwko sobie z niewiadomych powodów. Koloryzują i dokładają nieprawdziwe szczegóły, wyolbrzymiając sytuacje. Mają wiele pielęgnowanych urazów. Toksyczni ludzie nie znają przebaczenia. Nie są wyrozumiali. Jednak w tych historiach nie znajdziemy jednej rzeczy: MANIPULANCI NIGDY NIE PRZYZNAJĄ SIĘ DO WSPÓŁWINY. A nawet jeśli, będzie to zabieg kosmetyczny, i tak nic nieznaczący. Chodzi o to, aby każdy, kto odważył się sprzeciwić manipulantowi albo co gorsza wyjawić jego prawdziwe ja poczuł się winny (wierzcie mi za cokolwiek). I podkreślę jeszcze raz słowo poczuł a nie autentycznie był winien. Winny w ich języku znaczy zobowiązany zadośćuczynić, wytłumaczyć się, czyli odpowiedzialny za wymyśloną krzywdę. Wtedy łatwo mogą żerować na tym uczuciu. To daje przewagę nad przeciwnikiem, wciąż przypominając, wytykając błąd (autentyczny lub wmówiony, częściej ten drugi). Udowadniając – jestem lepszy/skrzywdziłeś mnie. Jeśli ktoś uwierzy w swoją niby winę, będzie poddany krytyce i chłodno wykorzystywany. Przypomina mi się sytuacja, gdy opowiadałam pewnej osobie o tej książce i jednej z metod manipulacyjnych: nieadekwatności zachowania w stosunku do sytuacji, czyli kiedy chodzi o błahostkę, małą sprzeczkę, nieporozumienie a toksyczny człowiek potrafi wypominać sytuację tygodniami. Moje zdziwienie było olbrzymie, gdy ta wiedza od razu była wykorzystana. I to przy mnie.
Kpina i szyderstwo, czyli pogarda
Pogarda może być wyrażona sarkazmem, raniącym żartem, drwiną, ironią, zawstydzeniem. Wyszydzone może być wszystko: zachowanie, niewinny gest, ubranie, wiek, płeć, fryzura, samochód, dom, poglądy, szyk wyrazów w zdaniu, śmiech, zainteresowania, wiara (wstawić cokolwiek). Dobrze wyuczony kpiarz potrafi z śmiertelnie poważną miną zapytać o coś, nawiązać do czegoś, jednak wcale nie chodzi tu o wyjaśnianie czegokolwiek. On szuka pożywki do ośmieszania – z tego, co usłyszy od nas. Ludzi tego typu najbardziej drażni autentyczność, życie zgodnie z własnymi poglądami, wartościami. Nie znoszą prawdy, szczerości i wierności temu. To trzeba zniszczyć. Drwina daje iluzoryczną satysfakcję. Ponieważ wykpić można wszystko, to znaczy, że nie ma żadnych zasad. Dla takich ludzi jest to symbolem wolności doskonałej. Może być usprawiedliwieniem zaspokajania instynktownych zachowań. Tak naprawdę jest to uporczywe trwanie we własnej iluzji. I pogłębianie jej, tworząc wyobraźnię tragifarsy. „Pogarda jest zaprzeczeniem miłości, bo odmawia ona osobie wartości. Pogarda dominuje w świecie przestępczym – pogarda: dla życia, dla uczuć, dla ludzkiej pracy, dla piękna. Dzięki pogardzie złoczyńca ma złudzenie wolności – bo już nie musi się troszczyć o to, czy to co robi jest dobre. Jednak wraz z pogardą traci on głębszy sens życia – pozostaje mu jedynie zaspokajanie instynktownych potrzeb. W końcu jednak wydzielanie hormonów słabnie, zaspokajanie tych samych potrzeb nudzi się – człowiek wypala się. Można przedłużać ten stan wegetacji duchowej oszukiwaniem się w najróżniejszy sposób poprzez generowanie sztucznych wartości, jednak jest w naszym wnętrzu jakaś nieusuwalna wrodzona świadomość prawdy, a ona nigdy nie da się oszukać”21. Szydzenie i drwienie sobie z naszych zasad ma na celu jedno – przesunięcie ich, później pozbycie się, aż w końcu zniszczenie tożsamości. Pogarda i szyderstwo są bardzo niebezpieczne. I nie chodzi tu o utratę zdrowia czy życia. Tymi cechami łatwo zarazić innych. Infantylność toksycznych ludzi sprawi, że uwierzą w tą mistyfikację wyższości własnej, udowodnioną pogardę w stosunku do innych. Rozszerza się w społeczeństwie jak epidemia. Bo jest najszybszym sposobem na udowodnienie sobie wielkości. W gruncie rzeczy jest upadkiem na samo dno.
Krytycyzm
Nie istnieje taka możliwość, by zadowolić toksyczną osobę, zawsze znajdzie wadę a nawet dziurę w całym. Nie ma spełnienia, nie jest możliwa satysfakcja. To niewiarygodne jak szybko potrafią wskazać co jest nie tak. W KAŻDYCH okolicznościach. To ma na celu podnoszenie wymagań. Od innych. Zasugerowanie, by bardziej się starali. Szybciej odgadywali oczekiwania. Zwracali uwagę wyłącznie na nich, co pozwoli na izolowanie od ludzi. Zajmowanie się wyłącznie ich sprawami. I całkowite poświęcenie.
Krytycyzm wynika także z tego, że manipulant nie może dopuścić, by ktokolwiek mógł być w czymkolwiek lepszy. Każdy ma wady (czyt. zawsze więcej niż oni), dlatego wszyscy wokół są oceniani niezwykle negatywnie. Każde małe osiągnięcie, większy sukces lub zwycięstwo zostaną poddane w wątpliwość, umniejszone, a w końcu potępione lub wyśmiane. Św. Augustyn napisał „Ludzie zaś, którym brak nadziei, im mniej zwracają uwagę na własne grzechy, tym skwapliwiej wyszukują je u innych. A szukają nie po to, aby zło naprawić, ale by je potępić. Ponieważ dla siebie nie znajdują usprawiedliwienia, gotowi są oskarżać innych”22.
Narzekanie
Ich oczekiwania są niewspółmierne do własnych i cudzych możliwości. Wysokie mniemanie o sobie, niestety, częściej rozczarowuje w konfrontacji z rzeczywistością. Rośnie niezadowolenie, frustracja, zaczynają się stany depresyjne. Ponadto okazuje się, że ludzie nie robią tego, czego chce manipulant, czasami bezczelnie buntują się, mają własne zdanie a nawet poglądy, dlatego trzeba skarżyć się innym na zastaną, ciężką sytuację, ubolewać nad brakiem lojalności, marudzić i teatralnie płakać, wyrażać swój egzaltowany sprzeciw, rozgoryczenie i pretensje.
Wyolbrzymianie
Każda, nawet najbardziej banalna sytuacja musi być podniesiona do rangi problemu globalnego. Powodów jest wiele: wzbudzenie wspomnianych wcześniej wyrzutów sumienia, czyli obwinianie (Dzwoniłam/em kilka razy! Co się stało? Zaraz przyjadę! – podczas gdy człowiek spokojnie spędzał czas), zwracanie uwagi wyłącznie na siebie i własne, często wymyślone problemy (wszystkie komunikatory są narzędziem kontroli) i jakieś wybujałe możliwości własne lub innych (To są finansowi wizjonerzy!), wzbudzenie strachu, czy atak na nasze poglądy lub tożsamość. Każda hiperbolizacja, afektacja ma na celu zniekształcenie myślenia, wzbudzenie negatywnych emocji, zwłaszcza strachu.
Bezduszność
Nie zwracają uwagi na uczucia innych. Nie posiadają empatii, ponieważ ludzie są dla nich narzędziami, rzeczami, kukiełkami, które można wykorzystać do własnych, egoistycznych celów. Jedyne co się liczy, to wybadanie na ile mogą sobie pozwolić, jak daleko mogą się posunąć, dlatego dla nich nie ma już ludzi, są ofiary, pionki, pospólstwo, które jest naiwne, do wykorzystania, śmierdzi. „Niewrażliwość jest niedbalstwem, które staje się właściwością, jest odrętwieniem myślenia, tworem urojenia, sidłem”23.
Dla zwyczajnych ludzi jest to ogromne zaskoczenie. Zderzenie z murem. Zawsze bardzo bolesne. Często bezduszność jest odbierana jako profesjonalizm, szybko okazuje się, że to jedynie tępy chłód.
Brak zasad
Wszystko zależy od sytuacji. Nie ma reguł ogólnie obowiązujących. Tylko te, które ustala NA BIEŻĄCO manipulant. Kierują się kłamstwem, dlatego każdy, kto miał do czynienia z patologicznym kłamcą wie, że żadna rozmowa i konfrontacja nie ma najmniejszego sensu, jej skutkiem będzie jedynie nerwica.
Kiedyś spotkałam koleżankę, która w różnych sytuacjach przesuwała granice mojej prywatności, badała na ile jej pozwolę, dlatego przy mnie zdradziła fakt z mojego życia prywatnego nieznanej mi osobie, w dodatku przy mnie, aby zobaczyć reakcję. Informacja była dosyć banalna. Jednak brak kultury dość wymowny. Zwłaszcza, że ważność wysokiej kultury osobistej był mocno podkreślany w rozmowach jako niezwykle przez nią szanowany u innych. Razem ze swoimi znajomymi grali w taką słowną grę sugestii. Jeden z nich opowiedział mi historię zmyślonej znajomej i podał fakty łudząco podobne do faktów z mojego życia. Zorientowałam się, że to taka zabawa, którą można zatytułować: Ciekawe jak się zachowa? Czy ją to zaboli, czy zdenerwuje?
Miałam też kiedyś znajomego, który jak się okazało oszukiwał wszystkich wokół, taki szalbierz, kłamał na potęgę i zdawał się być nieuchwytny w tym. Ludzie odbierali go jako szanowanego człowieka w społeczeństwie, ze względu na wykonywany zawód, ale w życiu prywatnym był kimś zupełnie innym. To mu jednak nie przeszkadzało. Potrafił bardziej przejmować się tym, jak wygląda i czy jego płyty CD są należycie przechowywane, niż kwestią, że jego życie to wielkie łgarstwo. Absurd zderzenia tych dwóch sprzecznych zachowań totalnie mnie zszokował.
Spotkałam też osobę, która bardzo często oceniała kulturę osobistą innych. Jak się później okazało, sama mówiła do najbliższej osoby w mało wyszukany, obraźliwy sposób, a z ogólnie przyjętą kulturą miała mało wspólnego, choćby dlatego, że obrażała nieznajomych ludzi w miejscach publicznych, tylko dlatego, że na nią popatrzyli.
Dla manipulantów nie ma zasad stałych. Nie istnieje kręgosłup moralny ani żadna wartość. Zasada jest tylko jedna: mogę robić co chcę, bez względu na konsekwencje.
Nienawiść
Instynktowny mechanizm. W świecie, gdzie nie istnieją ludzie a tylko narzędzia, łatwo o tą najniższą z emocji. Charakteryzują ją zemsta, odwet, zawiść, wrogość, głęboka niechęć, wściekłość, przeklinanie kogoś, życzenie komuś złego. Musi zasłonić grzech. Nienawiść nie zna tolerancji. Dzieli świat na przyjaciół i wrogów. Rości sobie bycie najważniejszym, centrum świata, od którego zależy wszystko. To trucizna serca. Niszcząca od środka. Degradująca osobowość. Zdolna do najbardziej negatywnych zachowań.
Skłonność do nałogów, głównie alkoholizmu
Trzeba zacząć od tego, że manipulant nie żyje i nie funkcjonuje jak zwyczajny człowiek. Potrzebuje wielu bodźców, potocznie mówiąc jazdy na wyższym poziomie. Jego ryzykowanie jest o wiele większe, fascynuje go, bawi. Dlatego za nic ma na przykład przepisy drogowe i bezpieczeństwo. Prowadzenie samochodu pod wpływem jest zabawą i zupełną normą. Alkohol usypia sumienie, daje pozorne poczucie lekkości życia, uśmierza smutki. Rozwesela. Ale po to, by kpić i szydzić. „Pitagoras mówił, że pijaństwo jest ćwiczeniem się w szaleństwie”24. Podobnie jak nadużywanie wszelkich innych dopalaczy – dosłownie i w przenośni. To prowadzi do urojeń i zwidów.
Częstym współcześnie przypadkiem jest zespół Otella. Paranoiczna zazdrość i obłęd alkoholowy w jednym. Jest zaburzeniem osobowości, które sprowadza się do ciągłych, nachalnych urojeń związanych z niewiernością partnerki/partnera. Występuje u ludzi uzależnionych. Polega na niczym nie popartym, absurdalnym przekonaniu o zdradzie i robieniu wszystkiego, aby to udowodnić poprzez: wmawianie (to nie jest moje dziecko, jeździsz na studia w innym celu niż nauka), urojonymi dowodami, kłótniami, kontrolą, śledzeniem itd. Czyli spiskowa teoria dziejów z urojeniami prześladowczymi. W takich relacjach często dochodzi do przemocy. To osobowość paranoiczna – zaburzenie cechujące się podejrzliwością, pamiętaniem urazów, postawą ksobną (przecenianiem własnego znaczenia dla innych) i nadmierną wrażliwością na porażki25.
Przemoc
Konsekwencja sprzeciwu dla manipulacji. Ma za zadanie wzbudzenie niepokoju, potem długotrwałego lęku. Przemoc nie musi być fizyczna. Każde poniżające słowo, umniejszanie, szantaże, kpiny są formą przemocy. Może być także wyrażona jako bierna agresja, czyli trwanie w złośliwym uporze (aż druga, słabsza strona ustąpi) obrażanie się za błahostki (kubek postawiony nie tam, gdzie trzeba), wycofywanie się (jako forma karania najbliższych), milczenie, ciche dni, ignorancja (nie robisz tego co ja chcę, więc cię nie widzę), unikanie relacji (celowe spóźnianie się), wprowadzanie w błąd i działanie na niekorzyść drugiej osoby. To tylko kilka z licznych metod biernej przemocy. Często osoby, które nie miały takim zachowaniem wcześniej do czynienia są zdezorientowane. Niby wszystko jak zwykle, ale WYCZUWAJĄ AGRESJĘ. Zawsze warto pamiętać: tak jak czujecie, tak jest. Są to osoby, które na początku wydają się NIEZWYKLE miłe, kulturalne, uśmiechnięte, życzliwe i uprzejme. Po czym szybko stają się sarkastyczne, złośliwe, uszczypliwe i wrogo nastawione do innych. Bierna przemoc to świadoma praca nad drugą osobą, wyrabianie w niej odpowiednich nawyków, systematyczne podporządkowywanie, aż do całkowitej kontroli.
Wielu manipulantów przechodzi do gróźb słownych: utraty zdrowia, życia, skrzywdzenia najbliższych26. Metod zastraszania jest wiele: ściganie autem, śledzenie, nękanie telefonami, dręczenie, próby włamania na FB, e-maila, tworzenie fałszywych kont… Najbardziej spektakularną jest groźba pt. popełnię samobójstwo i zostawię list, że to twoja wina. W swoim życiu przeszłam każdą, łącznie z poinformowaniem całego świata o za chwilę już mającej się dokonać próbie zjedzenia całej paczki tabletek. Nigdy nie dajcie się nabrać. Zawsze można też posłać zaprzyjaźnioną osobę, by sprawdziła co się dzieje NAPRAWDĘ. Narcyz nie popełni takiego czynu. Bo uwielbia siebie. On to robi, by was obwinić w opinii innych. Jakie było moje zdziwienie, kiedy dzień po feralnym wieczorze niedoszły samobójca przyszedł do pracy zdrowy i radosny jak nigdy.
Nikt nie ma prawa nas zastraszać, dlatego warto sprawdzić jakie służby mogą pomóc. Takie zdarzenia powinny być zgłaszane, aby pozostał ślad chroniący przed kolejnymi atakami. Manipulant żeruje na strachu, kiedy przekona się, że nic nie wskóra, wycofa się. To najwięksi tchórze na świecie. I pozoranci. Nie pozwolą sobie na zszarganie własnej opinii. A przynajmniej ci bardziej inteligentni. Warto na przykład postarać się o dokument zabraniający zbliżania się, aby uchronić siebie i swoich najbliższych.
Cynizm
To nieuznawanie lub podważanie jakichkolwiek norm i wartości. Przewrotność cynika sprawia, że ma zaburzone postrzeganie i ocenę zachowań innych. Dlatego dla niego nie ma ludzi dobrych, zachowań altruistycznych tylko wyniosłość, nie istnieją też ideały, tylko rzeczy opłacalne i metody manipulacyjne, służące do tego, aby do nich dojść. Posiada lekceważący stosunek do uznanych w społeczeństwie i obowiązujących zasad etycznych, praw, obyczajów czy tradycji. Cynik najczęściej jest szydercą.
……………………………………………………………………
Każda manipulacja ma na celu ukrycie jednego z grzechów. To specyficzna ślepota, chłód emocjonalny, relatywizm moralny27, życie w bezsensownym śnie. Paradoksalnie ucieczka od Boga zamiast wyzwolić człowieka od zasad, prowadzi do edypowskiego spełnienia fatum. „Zaślepiony zostaje bowiem cały człowiek, dopóki tkwi w grzechu, dopóty jest nieświadomy”28. Wystarczy zaobserwować na jakiego rodzaju informacje reaguje, o czym najczęściej mówi, najżywiej, na jakie wartości czy antywartości się nastraja?29. Wada główna przykuwa uwagę, reszta wad to przedłużenie, ponieważ zawsze w jakimś stopniu towarzyszą im pozostałe.
Wywrócone zostają też sensy: dobre słowa to pochlebstwa, dobre czyny to chełpienie się. Zakażony człowiek nie słyszy prawdziwego komunikatu tylko wyłapuje sensy wyobraźni własnej, która mało ma wspólnego z prawdą. Zwykłe spotkanie jest dla niego natychmiastową zachętą do gry, możliwością wykorzystania. Gdy zorientuje się, że dokona zniszczenia, musi zniesławić, aby ZASŁONIĆ WŁASNĄ GRZESZNOŚĆ. Nie dopuścić, by inni poznali prawdę lub zdarli maskę pozoranctwa.
Straszna jest pustka w człowieku bez wiary. Przerażająca samotność. Brak nadziei. Zostaje tylko to, co fizyczne. Co nigdy nie zadowoli, nie zaspokoi pragnień, ani nie da wewnętrznego pokoju. Nie ma celu w życiu. Nie wie, gdzie zmierza. Kto chodzi w ciemności, nie wie, dokąd idzie (J 12,35).
Podział na siedem grzechów głównych to siedem dróg zniszczenia woli, serca i rozumu. To choroba duszy, wada, zmierzanie w kierunku zła, to małe, negatywne skłonności, które w końcu zaślepiają i rządzą człowiekiem. Zamiast spokoju wewnętrznego i wsłuchania w Boga jest apokaliptyczna bestia, która nigdy nie śpi, nie można jej zagłuszyć. Bo pożądanie jest nie do zaspokojenia, wszak w miarę jedzenia apetyt rośnie. Zgodnie z zamysłem Stwórcy człowiek nie powinien przekraczać danych mu przykazań nie dlatego, że tak trzeba, ale ponieważ go to zniszczy.
To specyficzna woalka na oczach, sidła myślenia, stępienie umysłu. W grzechu umysł jest ślepy. „Życie (…) staje się pastwą niezdatnego rozumu”30. Poziom grzechu zależy od częstotliwości popełniania go. Im więcej, tym gorszy człowiek. Systematycznie powtarzane błędy prowadzą do zaciemnienia, ograniczenia zdrowego myślenia, obojętności na to, co dobre, właściwe, bezmyślnego życia w wirze pożądań. Biblia mówi o takich ludziach głupcy31.
Zacznijmy od pierwszego, od którego mają początek pozostałe.

Część druga, czyli siedem grzechów głównych
Pycha

Pycha stoi na jednej nodze, w dodatku słomianej – przysłowie ludowe
Św. Grzegorz Wielki nazwał ją „królową i matką wszystkich wad”32. Początkiem pychy człowieka jest odstępowanie od Pana (Syr 10,12). Zapoczątkował ją szatan w momencie, gdy wystąpił przeciwko Stwórcy. Jego „nie będę służył” oznacza niezgodę na świat i istnienie zgodne z zamysłem Boga. Jean Claude Larchet tłumaczy to „człowiek wbrew rozumowi i naturze ludzkiej kieruje swe pożądanie ku sobie i stworzeniom, odwracając się od głównego celu, jakim jest Bóg”33.
Początkiem pychy u człowieka jest postawienie siebie w miejscu Boga. Decyzja odrzucenia. Wszystko zaczyna się od poczucia, że ten świat jest źle urządzony, trzeba go naprawić tworząc od nowa. To bunt skierowany przeciw zastanemu porządkowi. Może być wynikiem nikłej wiedzy o wierze, nieznajomości podstawowych prawd, kierowaniem się jedynie usłyszanymi sloganami na temat religii w czasie edukacji szkolnej, nigdy nie potwierdzonymi gruntowną lekturą na ten temat.
Pyszny całe życie nieustannie próbuje tworzyć własny świat. Według własnego pomysłu. Własnych zasad. A nawet sprawiedliwości. Nie mając pojęcia, że stworzy jedynie chaos. A kiedy to sobie uświadomi, potrzebuje wielu technik manipulacji, by zakryć porażkę. Wolność zaczyna rozumieć jako bezprawie. Pycha zdaje się mówić człowiekowi „jesteś bogiem, możesz wszystko”. Ilu pysznych, tyle pomysłów. Stąd wokół sami wszystkowiedzący krzykacze. Naiwny skok prosto w przepaść własnej niewiedzy. Pyszny w gruncie rzeczy jest przerażony, z biegiem lat widzi jak pozory rozsypują się. Mało komu starcza odwagi cywilnej, aby zawrócić. Wszak co powie reszta pysznych.
Pycha nienawidzi wiary. Jak każdy grzech główny przewraca do góry nogami patrzenie na świat, zakrzywia percepcję. Nikt nie może zająć jej miejsca. Zwłaszcza Bóg. Trzeba więc jak najszybciej się Go pozbyć. Zaprzeczyć istnieniu. Podważyć jakiekolwiek dowody. Stąd agresywny ateizm. Skreślony Bóg nie ma prawa pojawić się nawet w najmniejszych przejawach. Każde dobro, bezinteresowność, akt miłości będą oskarżone o interesowność, gest pod publikę, zdegradowane. Wszystko, co kojarzy się z Bogiem musi zostać podważone, wyśmiane, usunięte. Bóg zostaje skazany na śmierć. Pyszny zabija Go w sobie a później w innych, jak choćby niekończącymi się dyskusjami i udowadnianiem Jego nieistnienia. Człowiek pyszny jest niezwykle wyniosły, zuchwały i arogancki. Swoją postawą ogłasza: jestem wszystkowiedzący. Absorbuje sobą otoczenie. Powód jest oczywisty. Ma zastąpić innym Boga. Stanąć w jego miejscu. Podporządkować.
Pycha to także pozorna tolerancja dla wiar (czyli stosunek: niech sobie tam wierzą w te wymysły). Stąd także poczucie wyższości: silny człowiek nie potrzebuje bóstwa, by sobie radzić. To jest dla słabeuszy.
Pycha może zrodzić się u człowieka, który osiągnął jakieś sukcesy, sławę lub materialne dobra. Wychodzi wtedy z założenia, że sam doszedł do wszystkiego i zawdzięcza WYŁĄCZNIE sobie. Na tym też buduje poczucie bezpieczeństwa. Dość znikome. To także porównywanie się do innych, które może skończyć się protekcjonalizmem, wzgardą, bo udowodniłem sobie, że jestem lepszy albo doprowadzić do frustracji, bo inni są lepsi. Stąd już krok do dążenia do perfekcjonizmu, czyli nieustannego udowadniania innym, że jest się najlepszym w każdej dziedzinie. Kiedy człowiek myśli już o sobie dość wysoko, jest gotowy na odrzucenie Boga. Skoro jest tak wspaniały, po co mu ktoś, kto ustala zasady. On sam je będzie ustalał.
Pycha zasłania, zaślepia. Człowiek pyszny ma wybujałe, na niczym nie oparte poczucie własnej wartości. Fałszywy obraz wielkości. Jej źródłem jest przekonanie o własnej mądrości jako jedynej. Z tego bierze się następna: skoro ja wiem lepiej, będę decydował o wszystkim. Koncentracja na słuszności jedynie własnego zdania prowadzi do coraz większego nieporządku. Podważenie najważniejszych wartości powoduje rozprężenie. Własna, indywidualna interpretacja poglądów i sensu istnienia to najkrótsza droga na manowce. Odrzucenie Boga i wartości społecznie uznanych za pozytywne jest niebezpieczne. Prowadzi do szybkiego, powierzchownego osądzania innych, traktowania jak niższych od siebie, aż w końcu do pogardy. Wszelkie nieproszone pouczenia, udzielanie rad, nadmierne przekonywanie i narzucanie własnych poglądów, choćby w toku logicznej argumentacji jest wynikiem myślenia, że ja wiem lepiej od innych a oni mają przyjąć MOJĄ PRAWDĘ za jedyną. Człowiek pyszny łatwo się irytuje, gdy ktoś mu zaprzecza, ponieważ to wzbudza w nim gniew. I to, dla pysznego, uzasadniony. Dlatego faryzeusze ukrzyżowali Zbawiciela. Nie mogli znieść własnych wad i świadomości złego postępowania. Jeśli ktoś się sprzeciwia, trzeba go uciszyć lub usunąć.
Pycha jest krzykliwa, to często ludzie atakujący słownie nasze poglądy. Prowokujący do dyskusji nie mającej sensu. Brak tolerancji wobec inności. Brak zrozumienia. Pyszny nie opowiada, nie prowadzi dyskusji, tylko wygłasza wyroki, bardziej sam do siebie niż innych. W towarzystwie taki człowiek natychmiast przejmuje władzę, pierwsze skrzypce są zarezerwowane wyłącznie dla niego. Każde odstępstwo będzie natychmiast zdegradowane słownie. I nie tylko. Pycha szydzi z tego, co jej nie pasuje, co burzy jej własny świat. Nakłania innych do kpiny i tak tworzy sobie pobratymców. Najczęściej tych, którzy zdumieni bezczelnością nie mają siły się przeciwstawić. Albo mylą chamstwo i głupotę z siłą charakteru. Pyszny atencjusz w relacjach od razu przechodzi do władzy, kontroli jaką sam sobie nadał. Nie może pozwolić, aby ktoś go ubiegł, aby ktoś był ważniejszy. Jest gadatliwa, przekonująca w absurdach, męcząca i hałaśliwa.
Pycha otumania wszystkich swą wielkością, pragnie ogłuszać. Ma urojoną świadomość własnej unikatowości. Dlatego dzieli ludzi. Nie ma już równości, sprawiedliwości czy godności. Są za to kłótnie, umniejszanie i pretensjonalność, arogancja czy roszczeniowość. To także przekonanie, że jest się w centrum. Inni stają się narzędziami. Wynikiem jest wyobcowanie. Pyszny skazuje siebie na niesienie ogromnego ciężaru jakim jest budowanie świata od nowa. Musi również przekonać do tego najbliższych. A ponieważ nie ma takiej władzy ani rozumu, ucieka się do podstępów. Dlatego człowiekowi pysznemu ciągle towarzyszy ukryte wewnętrznie poczucie wstydu i niepewności, które pragnie sobie zrekompensować podziwem i pochłonięciem własnymi sprawami, tego też oczekuje od innych.
Pycha nie mówi o innych dobrze. Jest krytyczna, oceniająca i opiniująca. To niby prawdziwe źródło poglądów. Opinie o ludziach to wyroki przysłonięte argumentami na pozór wiarygodnymi. Pycha nie zna wyrozumiałości. Zawsze znajdzie słabość, niedociągnięcie i obróci je przeciwko komuś. Pycha najbardziej nie znosi u innych talentów, cnót, sukcesów. Nieustannie próbuje zasłonić je sobą. Nigdy o nich nie mówi. Kłamliwie nie pamięta. Zaciera ślady. Skazuje na niebyt. Oszustwo przekracza granice. Teraz sam siebie stara się zakłamać. „Potrzeba mu nie , ale niewolników, narzędzi: w spotkaniach z ludźmi zawsze chce ich wykorzystać (…). Jest w nim samotność, która jest poza zasięgiem pochwały i nagany, nie ma odwołania od wyroków jego własnej sprawiedliwości”34.
Pychę poznajemy po wielomówstwie. Niekończące się opowieści, ciągłe zwracanie uwagi na siebie, przerywanie komuś wypowiedzi, poprawianie, czyhanie na błąd słowny, chwytanie za słówka, wtrącanie się, zarozumiałość, bezczelność. Nie może pozwolić na dojście do słowa, zwłaszcza komuś rozumnemu. Lepiej zagadać na śmierć, zatuszować prawdę. Jak w bajce I. Krasickiego: ”Wiesz dlaczego dzwon głośny? Bo wewnątrz jest próżny”35. Pycha to także wzbudzanie wyrzutów sumienia. Wyimaginowanych. Nieprawdziwych. Znam historię pewnej rodziny, która od dwudziestu lat obwinia kogoś za coś, czego nie zrobiła. Jeden człowiek przekręcił fakty i przekonał do własnej nieprawdziwej wersji zdarzeń wszystkich. Wyobraźcie sobie zdziwienie tejże osoby, gdy po tylu latach została zaatakowana, będąc przekonaną, że wina nie leży po jej stronie.
Współcześnie pycha jest także konsekwencją wychowania – dzieci, u których rodzice nie wypracowali zdrowego krytycyzmu jedynie pochwały i bezstresowe wychowanie stają się narcyzami. To także brak konsekwencji w podejmowaniu decyzji. Plagą dzisiejszych czasów jest samotne wychowywanie dziecka i usilne rekompensowanie mu braku drugiego rodzica poprzez niezdrową swobodę, traktowanie jak przyjaciela, kiedy zanika zdrowa granica matka/ojciec – dziecko. Niebezpieczeństwo polega na tym, że zanika autorytet. Staje się nim sam wychowanek, a tu już krok do utwierdzenia go we własnych racjach, niekoniecznie dobrych. W pełnych rodzinach może być podobnie. Znam wiele przypadków rodziców, którzy zamiast wychowywać sami zostali wychowani. Niesforne dzieci mają problemy szkolne, zwracają się do nauczycieli wulgarnie i nie mają żadnych oporów. Nękają rówieśników w Internecie, często mają sprawy sądowe już w wieku kilkunastoletnim i mogą wyrosnąć na dorosłych przekonanych, że wszystko im się należy.
Społeczeństwa pychy to te, które dają sobie władzę o decydowaniu kto ma żyć a kto umrzeć. Aborcja, eutanazja, klonowanie, eksperymentowanie na ludzkich zarodkach, skazywanie na śmierć to ich przejawy. Stąd już krótka droga do ideologii, które wzniecają wojnę i obozów śmierci. Pycha powoduje, że człowiek gubi się w masie. Traci szacunek jednostkowy, indywidualną godność. Dla Stalina ludobójstwo było statystyką, nie mordowaniem. Pycha tworzy więc własne definicje. To uzurpacja władzy absolutnej.
Pycha powoduje też ciągłą rywalizację. Ludzie dzielą się na poddanych i tych, których trzeba się pozbyć. Nieustanna walka o władzę. I nie chodzi tu tylko o rządzących. Równie dobrze taka sytuacja może się zdarzyć w rodzinie, związku, przyjaźni lub w pracy. Pyszny nie dopuszcza do głosu, to znaczy z nim nie jest możliwy dialog. Jego metody to wpływanie na kogoś, nakłanianie i przemawianie do rozsądku. Oczywiście pozorne. Absurdalność niektórych wywodów może zaskoczyć.
Pycha to też intrygi. Pociąganie za sznurki i kontrolowanie zachowań innych to najlepsza zabawa pysznego. Kreacja siebie i zdyskredytowanie tych, którzy nie dają sobą manipulować jest stałym zajęciem. Wszak musi opowiedzieć o własnym, stworzonym w wielkim wysiłku porządku świata wielu ludziom, aby stworzyć mały, własny świat kłamliwych opinii a w nim poczuć się dobrze.
Człowiek pyszny poczucie własnej wartości czerpie z sytuacji i rzeczy posiadanych, nie ma ugruntowanego poczucia wartości wewnętrznej. Często wymusza szacunek i podziw. Koncentruje się zwykle na negatywach u innych, aby zwrócić uwagę na siebie i własne, niesamowite zalety. Nie potrafi przeżywać właściwie porażek, błędów życiowych i wyciągać wniosków, nie może się pogodzić z własnymi ograniczeniami. Zamiast uczyć się na błędach, całą energię wkłada w zatuszowanie jej, ukrycie i nie przyznanie się. Winne są okoliczności lub inni ludzie. Wyszukuje też wady domowników, współpracowników, aby zwrócić uwagę na nie, nie na swoje niedociągnięcia. Tworzy toksyczne sytuacje, staje się szpiegiem z krainy deszczowców, terroryzując wszystkich wokół.
Człowiek wychodzący z założenia, że wie lepiej ma też problem z przemocą: ”Pycha rodzi tyranów”36. Traktowanie innych z góry i do tego oczekiwanie, że będą się zachowywali w zaplanowany sposób powoduje frustrację w momencie, kiedy dzieje się inaczej. Przemoc emocjonalna polega na oczekiwaniu lub usilnym wmawianiu zasad niemoralnych, kłamstwa jako normy. Przemoc może być :
a. czynna – czyli wszelkie przejawy fizycznej przemocy,
b. bierna – jest domeną ludzi bardziej inteligentnych, którzy nie chcą być posądzeni o tak niskie pobudki lub po prostu z domu rodzinnego wynieśli tego typu zachowania – milczenie, ignorancja, odrzucanie, złość, złośliwe i obraźliwe uwagi, niestosowne wypowiedzi, wulgaryzmy, szkalowanie, szantaże słowne lub emocjonalne, obrażanie się, fochy, oczekiwanie, że ktoś się zorientuje jakie są moje oczekiwania i natychmiast je spełni … Nie sposób wymienić wszystkich możliwości, ponieważ ilu jest manipulatorów tyle sposobów.
Im większa pycha, tym większy upadek. Biblia często wspomina, że ludzie, którzy świadomie wybierają grzech są głupi. Zawsze zastanawiałam się dlaczego autorzy właśnie w ten sposób piszą. Teraz już wiem. Pycha, jak każda inna grzeszna skrajność doprowadza człowieka do głupich zachowań, wypowiedzi, decyzji. Tacy ludzie nie są zazwyczaj lubiani ani szanowani, chyba, że ktoś na chwilę da się nabrać na pozory. Paradoksalnie ich grzech, traktowany jako wolność, doprowadza do sytuacji, kiedy to postrzegani są jako bezrozumni. Śmieszna błazenada i żałosny sposób bycia.
Ludźmi pysznymi są też wierzący. Nikt nie jest wolny od pierwszego grzechu. Częste uczestnictwa w sprawach Kościoła rodzi pokusę „zadowolenia z samych siebie i ze swoich uczynków (…) potępiają więc wszystkich przy każdej sposobności słowami i czynami”37. Nie bez przyczyny istnieje przysłowie o wbijaniu się w pychę. Tacy ludzie są zauważalni: pierwsze miejsca w kościele, stały udział, zwracanie na siebie uwagi, walenie w piersi, oceniający wzrok, kontrola wspólnoty. Św. Jan od Krzyża pisze „mają upodobanie w tym”38, ale poza świątynią są zupełnie innymi, skłóconymi, zawistnymi i gardzącymi.
Współcześnie borykamy się z agresywnym ateizmem. Atakowanie ludzi wierzących jest dość dziwne. Co komu do tego w co wierzy? Dlaczego ludziom niewierzącym tak bardzo zależy na zmianie naszych poglądów, podważeniu i poddaniu w wątpliwość istnienia Boga? W takich momentach pytam gdzie ich sławna tolerancja? Jeśli potrafią być wyrozumiali dla zabijania ludzi starszych i nienarodzonych, to jak może im przeszkadzać wiara, która oparta jest na miłości? Może dlatego właśnie? Może chcą byśmy się stali społeczeństwem nienawiści? Przecież to najlepszy dowód na działanie złego.
Podobnie z półuśmiechem wysłuchuję ataki na temat Kościoła. Oczywiście, jestem za sprawiedliwością, każda krzywda, każde cierpienie powinny być zadośćuczynione. Od tego są sądy. Ale dochodzimy już do sytuacji jakiegoś absurdu dręczenia. Staram się podchodzić rozsądnie. Jak kto inny prowadzi swoje życie, jego sprawa. Każdy i tak odpowie za własne a nie cudze czyny. Dlaczego mielibyśmy zrezygnować z wiary, bo ludzie są niedoskonali, perfidni i bezduszni? To jak przestać się leczyć z chorób, bo lekarz okazał się oszustem. W każdym środowisku można spotkać osoby toksyczne, manipulacyjne: rządzących, nauczycielskim, prawniczym, lekarskim, na uczelniach, w klinikach, stacjach benzynowych, grupach charytatywnych, w pobliskim sklepie. Spotkanie takich osób jest nieuniknione.
Sprawą oczywistą jest, że nie można pozwalać na zło, trzeba mu się sprzeciwiać i walczyć z nim. Skończyć także z mentalnością, że są to ludzie lepsi od nas, choćby ze względu na wykształcenie, czy prestiż. Ale nie tracić wiary przez jednostki. Podobnym problemem jest pycha u wierzących, czyli faryzeizm. Ktoś, kto chodzi od kilkudziesięciu lat do kościoła i nawet angażuje się jego sprawy nie ma prawa czuć się lepszy niż ktoś, kto do niego właśnie wstąpił po mocnym nawróceniu. Nigdy nie wiemy jak ocenia nas Bóg. Nie znamy serca drugiego, zatem wielu zaś pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi Mt 20,16.
Ponadto każdy mocny, agresywny atak na ludzi wiary traktuję jak wyszukiwanie kolejnych argumentów usprawiedliwiających czyjąś niewiarę. Kiedy budzi się sumienie i ostro ponagla, trzeba go zagłuszyć jeszcze mocniejszymi kontrargumentami.
Na koniec żart o pysze. Mrówka ze słoniem idą po drewnianym moście. Nagle mrówka pyta: Słyszysz jak tupiemy?

Chciwość
„Niektórzy ludzie są jak zera. Trzeba im cyfry, która by ich poprzedzała, a wówczas nicość ich nabiera dziesięciokrotnej wartości”.
H. Balzak
„Tak posiadajcie rzeczy tego świata, aby przez nie świat nie posiadał was”
Św. Grzegorz Wielki

Chciwość to świadome pożądanie dóbr doczesnych. Po to, by mieć. To, co materialne ma najwyższą wartość. I człowiek jest w stanie zrobić wiele, aby to osiągnąć. Zaprzedać siebie. To osoby nawykłe tylko do obracania się w rzeczach zewnętrznych. Oni są poza sobą. Dlatego nieustannie muszą się zapełniać, tworzyć siebie od nowa.
To budowanie własnej wartości umieszczając ją na zewnątrz i pozostając pustym w środku. Chciwość może mieć swoje źródło w kompleksach, braku akceptacji, złych doświadczeniach z innymi (poniżaniem), dlatego jest nieustannym, pozornym ubogacaniem siebie. To daje możliwość bycia lepszym i przewagę nad ludźmi. Posiadam wiele, więc góruję na tobą. Pieniądz to władza. Szacunek w społeczeństwie. Uzurpuje kontrolę nad innymi. Chciwość jest połączona z pychą. Jestem mądrzejszy, bo potrafię gromadzić. Posiadam wiele, więc należy mi się szacunek i podziw. Żądza, jak każda, wzrasta z apetytem. Jest przekonaniem: wszystko mi się należy, więc muszę to mieć niezależnie od sposobu. Jeśli ja tego nie zrobię, wezmą inni. Świadomość, że może być ktoś bogatszy sprawia autentyczny ból niesprawiedliwości i strach. Trzeba więc umiejętnie doprowadzić do zagarnięcia majątku, który należy się wyłącznie chciwemu. Zazdrość jest siłą napędową. Motorem bez hamulców.
Podobnie jak we wcześniejszych wypowiedziach, w świecie chciwego nie ma ludzi. Za to są okazje nie do stracenia. Życie to jedynie ciągłe wykorzystywanie sytuacji. Z nieustannym pytaniem: co masz do zaoferowania? Przyjaźnie, małżeństwa i znajomości są podporządkowane jednemu – korzyści. Każda nowa znajomość otwiera kolejne drzwi możliwości. Czysta, chłodna kalkulacja. Wszystko jest policzalne. Nie znają swojej godności. W chciwości znika człowiek. Wartość stanowią wyłącznie rzeczy materialne. Potrafią poświecić najbliższych i siebie, aby zdobyć cel. Rozmowa jest tylko wyczuciem, czy skorzysta się na niej. Przymilaniem się do osób, których się nawet nie lubi, nie szanuje, jeśli tylko na horyzoncie pojawi się korzyść: „Pochlebstwo nie płynie nigdy z wielkiej duszy, jest to właściwość dusz małych, które umieją się jeszcze pomniejszyć, aby lepiej wejść w sferę osoby, dookoła której wiszą. Pochlebstwo jest zawsze podszyte interesem”39.
Chciwcy są niemożliwie podejrzliwi. To taki paradoks. Ponieważ autentycznie nienawidzą tych, u których sami wyczują interesowność. Dla nich ludzie to pionki na szachownicy, wystarczy znać zasady gry. I nie dać się wykorzystać. Chciwcy mają wypaczone spojrzenie na świat: każde miłe słowo, gest, mały uśmiech są odbierane jako próba wydarcia. Nigdy nie słyszą dobrych rzeczy, oni nawet nie potrafią odróżniać pozytywnych od negatywnych. Jeśli ktoś jest pozytywnie nastawiony, to myślą – czegoś chce. Albo: Szanuje mnie, bo jestem bogaty.
Chciwość jest potworem. Studnią bez dna. Męczącą żądzą, która nie daje spać dopóki nie osiągnie się zamierzonego pułapu. Wtedy nagle okazuje się, że przyzwyczajenie do pewnego statusu i wygód życia wymaga jeszcze większej pracy i zarobków. A bogatsi kolą w oczy. I jest jeszcze tak wiele do zgarnięcia, odebrania, zyskania.
Chciwi ludzie czują absurdalną przewagę nad innymi. Obnoszą się ze swoimi majątkami, są wyniośli i aroganccy. Są przekonani, że bogactwo daje im pozwolenie na przekraczanie granic: oszustwa, drobne kradzieże, nieposzanowanie, wyuzdanie, kryminalne epizody. Albo uzdalnia ich do wyższych celów.
Chciwego narcyza poznacie po skąpstwie. Przy czym to słowo powinno się jeszcze odchudzić. Nigdy nie dzielą się z nikim, a jeśli nawet są zmuszeni, będą przekłamywać tak długo, że w końcu druga strona sama zapłaci za siebie. Rzadko ich stać na cokolwiek, ponieważ wcześniej wszystko wydali na siebie. Darowanie komuś czegoś (zapłacenie) traktują jako słabość. Szukają łupu. Intratnych małżeństw. Naiwnych zdobyczy, którzy niczego nie podejrzewają. Nie mają zahamowań i skrupułów. Tu nie istnieją zasady, ale dbanie o własny interes. Korzystne jest też tworzenie wokół siebie aury bycia bogatym. To nic, że nie ma na chleb, kiedy można rozprawiać o egzotycznych podróżach. To życie dniem dzisiejszym. Jutro jeszcze nie istnieje. Narcyz żyjący głównie we własnej wyobraźni ma zawsze setki planów, jest przekonany o swoim wyjątkowym talencie do zarabiania, efekciarstwo zewnętrzne jest jego metodą na przyciągnięcie ofiar. Są także apodyktyczni, narzucający się, zadufani w sobie, snobistyczni, chcą sprawować kontrolę, ponieważ gwałtownie domagają się zaspokojenia potrzeb. Bez zażenowania zapytają o wysokość dochodów (wszak musi wiedzieć, czy się opłaca), wzbudzą dyskusję na temat twojego nowego zakupu, zwłaszcza jeśli marka będzie wskazywać na wysoką cenę. W parze z chciwością zawsze idzie zazdrość wielkimi krokami. A tuż za nimi zawiść i mściwość.
Chciwość to nieodpowiednie korzystanie z majątku firmy, pasożytnictwo, defraudacje, oszustwa ubezpieczeniowe, bezwartościowe inwestycje, kradzieże, ryzykowne interesy. Porażki przyjmują niezwykle dobrze. Nie wpadają w zakłopotanie związane z własnymi problemami finansowymi. Tłumaczą je chwilowymi komplikacjami (bowiem w zanadrzu mają już gotowy plan odkucia się) lub winą innych (księgowa uciekła, wspólnik okradł, niesprawiedliwy system polityczny). Systematycznie wykształcają w sobie niewrażliwość, bezduszność na fakt, że okradają innych, zaciągają kredyty nie do spłacenia, są ciężarem najbliższych, których namówili na pożyczki.
Chciwy nie chce słyszeć o Bogu. A jeśli nawet to w pewnych granicach. Ponieważ boi się wydarcia tego, co posiada. „Nie będę służył” – tutaj ma inne podłoże: nie zgadzam się, że wszystko należy do Ciebie. Dlatego chciwemu trudno umierać. Wszystko co ma wartość, musi zostawić. Nie widzi jej w sobie, ponieważ utożsamił ją z zewnętrznymi zdobyczami. To sprawia autentyczny, wyimaginowany, głęboki ból.
Chciwy nienawidzi bezinteresownej dobroci, hojności. Uważa ją za głupotę. Co więcej przypomina mu ona o Bogu, którego dawno się pozbył. Dlatego każde dobro musi być wyszydzone. Zniszczone. A nawet sprzedane. Tak jak Chrystus skazany na śmierć. Nie ma prawa istnieć.
Chciwość to wyrzut w stronę Stwórcy: źle to urządziłeś, ja mam lepszy pomysł, bardziej sprawiedliwy, wszystko mnie się należy. Chciwość oskarża Boga. O odebranie. „Erich Fromm podkreślał, że ten wielki grzech w systemach etycznych (…) ma charakter psychopatii, oznacza zahamowanie rozwoju osobowości. Chciwość szuka nieskończoności w niewłaściwym miejscu”40.
Mimo, że jest to zadziwiające chciwi trzymają się razem. Fraternizacja dla korzyści. Pochwał. Tworzą elity. Należą do tych, którym się udało. Trzeba podnieść prestiż. Stworzyć odrębność wtajemniczonych. Tylko silni mogą należeć do takich grup. Kto mało ma, ten nic nie jest warty. Ich ekskluzywność to zwykła pogarda. Nie należycie do nas, bo niczego nie posiadacie. Wspólnota ta rządzi się żelaznymi prawami. Tu rzadko można liczyć na pomoc. Jedynie wtedy, kiedy się opłaca. Tutaj nie ma głębszych uczuć. Tylko instynkt.
Chciwy podobnie jak inni z siedmiu żyje tylko wyobraźnią. Skupia się na tym czego nie ma. Co jest jeszcze do zdobycia. Jego życie nie istnieje tu i teraz. Nie potrafi cieszyć się dniem, godziną, minutą. Radość sprawia mu tylko marzenie o tym, co za chwilę zdobędzie. Najważniejsze są postawione cele, umiejscowione w przyszłości. Między innymi to dlatego nie jest szczęśliwy, ale zatroskany i pełen zawziętości. Warunkuje szczęście korzyściami. To pułapka żądzy i umysłu, który podsuwa wciąż nowe możliwości, nowe wyzwania. Nie można się zatrzymać, czas przecież płynie. Swoją bezmyślną egzystencję usprawiedliwia „takimi hasłami, jak sukces finansowy, bezpieczeństwo ekonomiczne, wysoka stopa życiowa, wygodne życie”41. Szuka w tych poczucia bezpieczeństwa. Jednak tam go nie ma.
Chciwość to także niespełnione zapełnianie siebie poprzez mnogość doświadczeń, przeżyć, miejsc, ludzi, informacji, błahych spraw, plotek. Nie dający się napchać worek. To tworzy chaos. Życie przypomina rwący potok z zakrętami, którego nie można wyregulować. Zmęczony chciwy zamiast zatrzymać się, nadal wierzy w skuteczność zachłanności. Brak głębszej refleksji, otrzeźwienia, zatrzymania się powoduje znużenie. I jeszcze większą pustkę. Nie można zaspokoić niczym tego głodu krzyczącego w człowieku. Po nudzie następuje depresyjność i frustracja. Ucieczkę w rozmaite -holizmy (np.alkoholizm, zakupoholizm). Osobliwość sytuacji polega na tym, że ucieczka w grzech zamiast uszczęśliwić spowodowała tragedię życiową. Wszechogarniającą martwotę. Człowiek głuchnie na wrażenia z zewnątrz. Umiera duchowo. Zamyka się w sobie, nie mogąc dociec dlaczego jest rozczarowany.
Chciwy uwielbia to, co jest największe, najwyższe, najdalsze, najbardziej niedostępne. Tylko on daje sobie prawo osiągania. Każda metoda jest usprawiedliwiona w dojściu do celu. Fałszowanie rzeczywistych faktów, zakłamanie, manipulacja jest mu potrzebna, by zdobywać. Wydzierać. Nie znając własnej wartości stara się pozyskać jej substytuty, pozorne zamienniki. Chwalenie się, obnoszenie, chełpienie się jest tego potwierdzeniem. To jak chodzący afisz z napisem: tylko ja tyle osiągnąłem.
Chciwy nie tylko chce zagarnąć wszelakie dobra tego świata. Ale też i ludzi wokół. Dla niego nie istnieje zdrowa, życzliwa relacja. On próbuje zagarnąć także człowieka. Aby jego matactwa nie wyszły na jaw, manipulacje nie zostały odkryte potrzebuje całkowitej lojalności na granicy zniewolenia. Jak każdy manipulant, musi być w centrum. Wyłącznym. Jednoosobowym. Wymaga podziwu od publiczności (rodziny, znajomych), podporządkowania i całkowitego oddania. Stawia siebie w miejsce Boga. Ja jestem najważniejszy. Ode mnie zależy wszystko. W takich małżeństwach, przyjaźniach nie ma równości. Są hierarchie. Chciwość zabiła Boga w sobie a potem w innych.
Chciwy podobnie jak nieczysty i łakomy nie znosi monotonii. Tych samych rzeczy. Tych samych ludzi. Ma przymus wymieniania. Nuda go zabija. Domaga się nowości. Nie znosi tych samych ubrań, sprzętów, samochodów, domów. Musi ciągle fundować sobie nowości lub zrobić wszystko, aby popatrzeć na stare rzeczy pod innym kątem: ja mam najlepsze, są jeszcze całkiem dobre, mało kto takie ma.
Chciwość to współczesna choroba zakupoholizmu. Pobłażanie, folgowanie, uleganie słabościom, zachciankom, nieustanne chodzenie po sklepach i rozrzutność42 są powodem wielu nieszczęść i rozpadu rodzin. Usprawiedliwianie się takimi czasami, koniecznością, wymogami w pracy, czy wieloma innymi argumentami nie ma sensu. Gdy wyparło się ducha, powstała dziura, którą bezmyślnie się zapełnia.
W końcu chciwość to zabijanie siebie na raty. Sknerstwo nie tylko w stosunku do innych, ale również siebie. Ograniczanie, które pozornie ma na celu oszczędność, dyscyplinę charakteru, zamienia się powoli w odmawianie nawet podstawowych potrzeb. To taki pretekst. Sposób na jeszcze więcej. Chciwy boi się upływającego czasu. Wszak czas to pieniądz. Ma go coraz mniej z każdym dniem. Czuje presję odliczania.
Anegdota na koniec: Z. Freud lubił mawiać, że woli leczyć bogatych, bo oni przynajmniej wiedzą, że pieniądze nie przynoszą szczęścia43.

Nieczystość
Tam, gdzie rządzą moje żądze, tam, niestety, ja nie rządzę. J. I. Sztaudynger
Biblia nazywa nieczystością każde odstępstwo od Boga. Grzech jest sprzeciwieniem się i odejściem od Dobra, świadomym wyborem zła. Prowadzi do stania się nie-czystym, to znaczy dalekim, zgubionym. Ta nazwa dotyczy również jednego z najbardziej upokarzających grzechów człowieka. To problem wielu ludzi. Źle rozumiana wolność może prowadzić do najgorszego upadku.
Instrumentalizacja człowieka. Urzeczowienie ciała. Tu już nie ma piękna ducha. Został zastąpiony fizycznością. Jest za to brak wrażliwości, bezduszny pociąg. Świat jawi się jako skupisko rzeczy do użycia bez zobowiązań. Zużytą zastępuje się nową. I nie ma w tym stwierdzeniu żadnej przesady. Nieczysty nie lubi się nudzić. Nie znosi monotonii. Potrzebuje bodźców, nowych wyzwań i wielu podniet. Brak tego powoduje znużenie. Już nie potrafi dokonać aktu miłości, ponieważ go nie zna. Nie wie, co znaczy. On potrafi tylko korzystać z nowych okazji. Zdemoralizowana zostaje najwyższa wartość jaką jest miłość. Kojarzy się tylko z fizycznością. Z aktem seksualnym. Nawet jeśli tkwi w związku, uważa to za poświęcenie, oczekuje wdzięczności i nie znosi braku zrozumienia dla nowych przygód. Nieczysty ożywia się tylko wtedy, gdy ma na horyzoncie nową zdobycz. Polowanie to jego druga skóra. Jest łowcą. Wyzwania są podniecające. Zaczyna grać wyobraźnia. Trzeba poznać preferencje, zamienić się w aktora i zagrać rolę, aby oszukać nową ofiarę.
Ważną kwestią jest dbanie o siebie. Ponieważ trzeba pociągać, każdy element ma znaczenie. Przesadna dbałość o figurę i kondycję, coraz wyższe szpilki, ostre kolory szminek do ust, zbyt krótkie spódniczki, szybkie samochody o rażących kolorach, drogie perfumy, markowe akcenty są metodami. I nie chodzi tu o to, żeby nie kupować ładnych ubrań, nie robić makijażu, czy stronić od zapachów i nowszych samochodów. Rozwijająca się technika i nasze możliwości finansowe mają nam służyć, są dla człowieka. Jednak tutaj zmienia się postrzeganie. Człowiek zostaje odarty z godności, staje się obiektem. Przedmiotem, który podobnie jak inne, można mieć. Dla nieczystego świat to niekończący się sklep z zabawkami. Okazja do podrywu, paranoiczny taniec podniet.
Pamiętam pewnego człowieka, którego praca była związana z fizycznym wysiłkiem. Codziennie jednak chodził w garniturze i białej koszuli z teczką w ręku. Sprawiał wrażenie raczej bankowca, prawnika lub handlowca. Wszystko wyjaśniło się, kiedy powiedział swojej szefowej (!), że ubolewa nad tym, iż jego współpracownik jest młodszy. Kobiety wolały jego, niż nienagannie ubierającego się starszego pana. Nie przepuszczał żadnej okazji w rozmowach, aby zachęcać do siebie kobiety, zawsze z podtekstem erotycznym. Na zewnątrz sprawiał wrażenie elokwentnego mężczyznę z nienaganną kulturą osobistą i NIEZWYKŁĄ otwartością. Pewna kobieta unikała go jak mogła. Zorientował się, że WIE. I zupełnie naturalnie przeszedł od postawy wspaniałego i wyjątkowego człowieka do szydercy i naśmiewał się z niej w otoczeniu innych. Zapomniał na moment o swojej roli i stał się sobą. Huzia na Józia. A raczej Józefinę.
Nieczysty nie znosi odmowy. Jest nachalny. Chce żyć w przekonaniu, że wszyscy są podobni do niego, różnią się tylko stopniem zakamuflowania. Jeśli ja jestem poniżony przez własną słabość, ty będziesz także. To jak rytuał śmierci. Niezdobyty obiekt staje się najbardziej pożądany. Dlatego nie obce są mu nękania, dręczenia, prześladowania. Wciąż ponawia składanie niechcianych propozycji, co jest ukrytą agresją. Namolność, natręctwo, szantaże, groźby często kończą się w sądzie, ponieważ nieczystość nie zna umiaru. Tu nie liczy się człowiek, ale dojście do celu. Wartości moralne nie istnieją, szacunek, dostrzeganie bogactwa wewnętrznego drugiego człowieka to mgliste sprawy. Niemożliwe do dostrzeżenia. To jedynie gra. Trzeba ukazać atuty (dobra materialne, poważanie w społeczeństwie – co tylko wymyśli), żeby dopiąć swego. Mistrzowie pierwszego wrażenia mają na celu usidlenie tak szybkie, żeby ofiara nie połapała się zbyt wcześnie.
Przedstawi się jako – Jak jest naprawdę:
Autorytet w swojej dziedzinie – Wykorzystuje innych, bo większość czasu spędza w Internecie na portalach społecznościowych i randkowych lub realnych spotkaniach, więc nie ma zbyt wiele czasu na pracę.
Poważana przez WSZYSTKICH osoba, znana i doceniana, doskonała – To jest niemożliwe, nie ma takich osób.
Wpływowy człowiek o współczesnych poglądach większości – Jeśli tych nieczystych poglądów nie przyjmujemy zarzuci zacofanie i okaże pogardę.
Uczynny, pomocny, dobry – Żeruje na zasadzie wzajemności.
Zawsze jest zajęty, ma sporo pracy, zajęć w domu, zainteresowań – Zasada niedostępności, mająca przekonać, że im ktoś trudniejszy do zdobycia, tym atrakcyjniejszy.
Niedługo wyjeżdża – Chce stworzyć pozory: spotkanie z nim to jedyna, wyjątkowa okazja z krótkim terminem do wykorzystania.
Atrakcyjny, najlepsza partia w mieście. Ba. W Polsce. A może i Europie – My się mamy starać. On nie musi.
Komplemenciarz.(Nie u narcyzów, tam na odwrót. Oczekuje ich albo wymusza.) – Podnosi naszą wartość i przywiązuje do siebie, chce być oceniany jako sympatyczny i serdeczny.
Bardzo do nas podobny – Dostosowuje „strój”, poprzez takie same poglądy, zachowania, by stworzyć pozory podobieństwa. Sprawdził nas już wszędzie.
Nieporadny – Stara metoda na litość.
Ustępuje – Manipulant nigdy nie ustępuje, wzajemne ustępstwa nie mają takiej samej wartości jak w normalnych relacjach, i tak będzie dążył do tego, żebyśmy stracili, dlatego prędzej czy później będziemy oszukani.
Jest otwarty i czuły – Zbyt szybko przechodzi na ty, często nawet nie pytając o zgodę. Słodzi pustymi zdrobnieniami i czułymi słówkami, zbyt odważnie jak na pierwsze lub drugie spotkanie.
Jego życie jest ciekawe, bo pełne rozmaitych emocji – Najpierw opowie o problemach dnia codziennego, zdenerwowaniu na innych, wprowadzi nawet nas w odczucie strachu, po czym zakończy radosnym stwierdzeniem i przyjaznym podsumowaniem. To taki przedsmak, starter, żeby pokazać co nas czeka w razie stawiania oporu lub wycofania się z relacji.
Człowiek, któremu należy wierzyć. Wszak prawdziwy związek opiera się na zaufaniu – Wtedy będzie mógł bez problemu przejąć stery relacji, wprowadzi nas w świat niemożliwych złudzeń i mega kłamstw.
Zaprzyjaźniony z wszystkimi. Nie uznaje braku tolerancji dla wielu relacji (czystych jak łza oczywiście) z płcią przeciwną – Zdradza na prawo i lewo.

Dobrze widziany jest tutaj niekończący się zachwyt. Ton głosu, hojność, pewność siebie, niby zakochane oczy, romantyczne uniesienia, piosenki o miłości, te same poglądy (najpierw o nie wypyta, sprawdzi Internet lub wskaże mu intuicja), puste przyrzeczenia, to tylko niektóre z tysiąca metod.
Często chce odgrodzić wykorzystywaną osobę od najbliższych (zwłaszcza ludzi rozsądnych, wierzących), bo doskonale wie, że inaczej nie zwycięży. Dlatego daje sobie prawo do wygłaszania opinii, przekonywania i rozbudzenia poczucia winy (bo słuchamy rodziców, ba, jesteśmy od nich uzależnieni, nasi przyjaciele nieustannie się wtrącają, nasze rodzeństwo jest beznadziejne, ślub to tylko papierek, nie żyjemy w średniowieczu). Niestety. W średniowieczu ludzie byli mądrzejsi. Wierzyli w istnienie szatana i doskonale potrafili go rozpoznać. To człowiek, który skłóci ofiarę z najbliższymi, pozbawi przyjaciół, często nawet zachęci do porzucenia pracy i zainteresowań. Izolacja pozwoli na wszechstronną kontrolę.
Następnym elementem jest zazwyczaj odurzanie. Ponieważ nieczystość to także samouwielbienie (tyle/tylu chciałoby być ze mną), jawi się jak książę/królewna, istna okazja do zdobycia. Lepszej zdaje się nie będzie. Aby najszybciej dotrzeć do celu. Im szybciej dotrze, tym bardziej upokorzy. Istotnym elementem jest też dyskrecja spotkań, różnie argumentowana (choroba, brak środków finansowych, chwilowe lenistwo), nie wolno się pokazywać zbyt często razem, ponieważ stały związek uniemożliwi podrywanie innych. Jak to zrobić, aby utrzymać znajomość w tajemnicy? Można być na randce nawet na cmentarzu, bo niby nigdy nie ma czasu odwiedzić grobów. I to nie w listopadzie, ale upalnym latem.
Nieczysty to wieczny singiel. Wolny ptak. Szczycący się możliwościami wolnych związków. Umiejętnościami. Ilościami. Których często nie ma. Są też tacy, którzy niestety wpadli w sidła formalnego związku (och, jak ich wrobiono, a współmałżonek potwór, jędza, zołza, bezdusznik, tyran, a może nawet i psychopatka/ta) i nieszczęście gotowe. Wyplątać się nie można (dzieci, rodzice, opinia, choroba współmałżonka, dziedziczone pieniądze, kredyt), więc pozostaje tkwić w tragicznym położeniu i liczyć na każdy litosny gest dobrych, zakochanych dusz. A takie i tacy się znajdują, naiwnie myśląc, że przecież to życiowy dramat.
Dla podrywacza/podrywaczki nie istnieją silne, prawdziwe kobiety, rozsądni mężczyźni, nie pozwalający sobie na tego typu gry. Dlatego ci muszą być skrytykowani i ośmieszeni (za stara, za niski, za wąska, łysiejący, za głupia, zbyt wysoki, feministka, chyba gej, za ładna, pewnie mnie zdradzi). Wulgarność to ich najczęstsza wada. Przecież nie robię nic złego – to ich wytłumaczenie. Nieczystość ma prawdziwą obsesję na punkcie niezdobytego obiektu. Śledzenie w Internecie, zapraszanie z fałszywych profili, obraźliwe wiadomości, nocne, głuche telefony to kilka z wielu możliwości. Tak naprawdę są zastraszaniem.
Nieczystość widzi tylko fizyczność, każdy gest może podniecać, nawet najmniejszy być powodem pożądania. I nie jest to wina drugiej strony, o ile nie jest związana z prowokacją. Nieczysty je poszukuje. To sens jego życia. Okazją jest jakiekolwiek miejsce (sklep, praca, ulica), bo zawsze można coś dostrzec. Miejsca te wykorzystuje się po to, aby nasycić oczy, mieć pożywkę dla wyobraźni, niekończący się głód musi być zaspokajany. Byłam świadkiem takiego zdarzenia na uczelni. Jeden z profesorów rozmawiał ze zwyczajnie ubraną studentką, gdy weszła inna, pięknie ubrana na egzamin, w mini. Ponieważ profesor nad tą pierwszą już dawno pracował bez skutku, natychmiast skorzystał z okazji, by ją ukarać: przestała istnieć w pomieszczeniu, niedokończone zdanie, brak oczekiwanej odpowiedzi, całkowita ignorancja. Jakby w cudowny sposób zniknęła. Za to z drugą ożywiona rozmowa pełna uznania. To był wymowny sygnał mówiący – powinnaś się bardziej postarać.
Odmowa może spotkać się z obraźliwymi słowami, gestami pełnymi przemocy, odurzeniem i gwałtem. To oczywiście rzadkie przypadki, jednak chcę podkreślić, że żądza nie gaśnie a wzmaga na sile. Ponieważ podrywacz nie staje się młodszy, musi nadrabiać innymi sztuczkami. Niepowodzenie może doprowadzić do frustracji.
Nieczystość to niekończące się łowy. Taniec godowy. Każda znajomość może być wykorzystana, a możliwości jest sporo. Z pozoru dobre gesty, zwykłe uprzejmości nie są tym, za jakie je odbieramy. To gra wstępna, uzurpacja i teatralność, bardzo potrzebna, ponieważ trzeba wzbudzić spore zaufanie. Trzeba przedstawić siebie jako człowieka niezwykle doświadczonego, wiedzącego wiele, absolutnie godnego zaufania, o silnym poczuciu własnej wartości, poukładanym życiu osobistym. Lub zgoła odwrotnie (dramat i litość). Najważniejszy jest początek. Potem bywa różnie. Randki w ściśle określonym czasie, kontrolowane. To znaczy jednoznacznie korzystne. Inaczej nie ma sensu. Każde kolejne spotkanie to nowe kłamstwo, jakaś sugestia: ukazywanie własnej wspaniałości lub kompletnej tragedii (greckie tragedie mogą uciec z krzykiem rozpaczy biadając nad swoją zbyt prostą historią). To nieustanne poszukiwanie słabości drugiej osoby i wykorzystywanie ich w bezduszny sposób. To nałóg podrywania. Miałam kiedyś znajomą, która o niczym innym nie opowiadała, jak tylko o własnych podbojach lub spotkaniach z mężczyznami, którzy rzekomo byli chętni do związku. Jakoś dziwnie, że WSZYSCY napotkani. Urojenia idą w parze z nieczystością.
Tacy ludzie nie mają poczucia własnej wartości i szukają go w kolejnych podbojach: im więcej mnie chce, tym więcej jestem wart. Muszą nieustannie udowadniać sobie ważność, rangę, znaczenie w społeczeństwie poprzez podrywanie. Nie jest jednak możliwe zapełnienie tej wewnętrznej pustki, dlatego zdarza się, że wpadają w nałogi.
Często winni są tu także rodzice, którzy wychowali samolubnych narcyzów. Przypominam sobie Iksińskiego, który całe swoje życie rozpowiadał, że chce się ożenić, więc wszyscy mu pomagali organizując randki, poznając z nowymi kobietami. Po kilkunastu latach okazało się, że to tylko metoda na zaliczanie. Mało tego każda kobieta, dająca się nabrać zostawała wyszydzona jako naiwna. Później dowiedziałam się, że to także wina rodziców: w ich mniemaniu nie było takiej, która sprostałaby ich oczekiwaniom.
Nieczysty to patologiczny kłamca, dlatego wina za nieudaną relację nie może być jego. ONI NIE PRZYZNAJĄ SIĘ DO WINY. Rzecz oczywista. Są przecież zbyt wspaniali. Dlatego trzeba jak najszybciej wyjaśnić światu, że to wina drugiej osoby. Zazwyczaj: nie potrafią zrozumieć, są dziwni, zbyt wymagający, zbyt radykalni, skąpi, zasadniczy, za ładni, zbyt przystojni – tu można wstawić jakikolwiek przymiotnik. Chodzi mi o ukazanie infantylności myślenia. A zdarza się wyjaśnienie jakże zaskakujące: nie rozumieją co się stało? A to o to chodzi? Wszystkich rozmówców są w stanie wyprowadzić w pole, ponieważ kierują się tylko kłamstwem. Nastąpiła śmierć komunikacji.
Nieczystość to nieustanna gra w wyobrażenia. Wszystko kojarzy się dwuznacznie. Nieustanna prowokacja. Często nie kryją się z nałogiem obwieszczając światu swoją wolność i niezależność. Małżonkowie są naiwnymi durniami. Jak można wplątać się świadomie w takie kajdany związania? To jest dla nich głupotą.
Jak każdy grzech, nieczystość ma swój paradoks – to, co dobre jawi się jako złe: nie odróżniają swej prawej ręki od lewej (Jon 4,11). To świat na opak. Uzewnętrznienie siebie. Nie ma już miejsca na prywatność, intymność. Musi być wystawiona na zewnątrz, aby przyciągać jak największe ilości. Z napisem: do skorzystania. A patrząc na niektóre sukienki kobiet: do rozpakowania.
Od innych oczekuje hipokryzji, jaką sam posiada. Jest przekonany (właściwie to chce być), że wszyscy tak robią, ponieważ tylko takimi się otacza. Każdy nałóg działa podobnie w usprawiedliwianiu siebie, wyparciu wyrzutów – wszyscy przecież są tacy sami. Często próbuje to również wmówić potencjalnej ofierze44. Dlatego ktoś czysty, szczery w uczuciach nie ma szans istnieć. Trzeba go wykpić i poniżyć. Ponieważ grzech najpierw poniżył jego samego, z innymi musi stać się to samo. Największym wyzwaniem więc może być ktoś o radykalnie odmiennym światopoglądzie. Obiekt nie do zdobycia to frajda, udowodnienie sobie własnej męskości lub kobiecości. Im trudniej, tym lepsza rozrywka. Gra toczy się o dowiedzenie: jesteś też taki, jestem usprawiedliwiony, musisz być poniżony tak jak ja. Dlatego usilnie prowokują. Nie poddają się tak szybko. Potrafią przez lata napastować, stwarzać pozory odczuwanej miłości, nieszczęśliwego zakochania, oczarowania, z tęsknym spojrzeniem, paradowaniem przed zdobywanym obiektem. Znam nawet księży, którzy traktują mszę św. jako okazję, wypatrując ofiar a nawet narzucając się namolnie od razu po komunii świętej (!), opowiadając, gdzie to nie byli, na jakich pielgrzymkach i czego to nie posiadają. Smutny i obrzydliwy jest świat, niestety.
Za wszelką cenę chcą zwrócić na siebie uwagę, dlatego często ośmieszają się i wzbudzają litość. Nie ma to dla nich znaczenia. Chodzi o cel. Skoro sami są na dnie, inni też muszą. Nienawidzą czystości. Jest solą w oku. Drzazgą. Bo oskarża. Irytuje. Wskazuje palcem. I nie ma się tu co dziwić. Skoro całe życie, swój czas i wysiłek włożyło się w usprawiedliwianie, to teraz jak ktoś śmie zaprzeczać. Ataki bywają agresywne, ponieważ sam szatan nie pozwoli na spoczynek. Uruchomi wyobraźnię, napełni iluzją, ukaże co może się stać, pokarmi kłamstwem. Zmotywuje do działania.
Nieczyści nie mają własnej godności i honoru. Nie szanują siebie. Potrafią się narzucać do upadłego. Wprost lub pozornie. Przypadkowe spotkania. Okrążenia wokół miejsca zamieszkania ofiary. Aranżowane przez przyjaciół przypadki. Mają, jak każdy manipulant, wyobraźnię paranoidalną. Fantazjują o tym, że przyjdzie, a one/oni wspaniałomyślnie ją przyjmą. Żyją w ciągłych urojeniach. Zwidach i omamach. Potrafią zinterpretować coś w taki sposób, że zwyczajny człowiek nie byłby w stanie wymyślić. Na podstawie paru informacji budują opinię o innych. Widzą to, co chcą. To pragnienie jest na tyle silne, że rządzi całkowicie nimi samymi. Tu już nie ma człowieka. Tylko pożądanie.
Ich infantylne zachowania często odstraszają. Ponieważ zakłócony został porządek egzystencji, nie liczy się nikt i nic. Rodzina, dom, odpowiedzialność nie istnieją. To ludzie z dojrzałością na poziomie nastoletnich podbojów.
Ludzie nieczyści często trzymają się razem. Ten grzech działa jak brud na ubraniu lub zakaźna choroba. Z jednej strony jest usprawiedliwieniem – mam obok siebie znajomych, którzy zdradzają lub używają życia jako single, z drugiej strony zaś trzeba zapewniać sobie nowe okazje. Kryją się nawzajem. Utwierdzają w złym postępowaniu. Dają sobie poczucie gromadnej siły. Wymieniają informacjami.
Dla nieczystego nie istnieje dom, praca, tak jak rozumie to uczciwy człowiek. To tylko miejsca nowych doznań. Możliwości zdobyczy. Nieczysty nie znosi przyzwoitości. To dla niego wielki cios, dlatego trzeba ją wyśmiać, poniżyć, nie można znieść cudzego zwycięstwa z grzechem. Nieczysty będzie przekonywał sam siebie (i innych, rzecz oczywista), że samotność i życie w czystości nie może mieć miejsca, jest zakamuflowaniem, ukrywaniem odmiennej opcji lub nieograniczonym korzystaniem z okazji. Inny scenariusz nie może istnieć. Nie ma prawa bytu.
Role kobiety i mężczyzny zostały wynaturzone. Mężczyzna szuka swojej męskości w kolejnych partnerkach, z którymi nie myśli się wiązać (jest zbyt wspaniały i tyle jeszcze do zdobycia), kobieta chce pociągać zewnętrznie, jej subtelność i ciepło zamienione zostało w seksowność. Ale to jedynie wzbudza zachowania instynktowne, chwilowe pożądanie, więc nie może być trwałe.
Tak naprawdę nieczysta osoba nie pyta o nic, nie rozmawia i nie słucha. Treść dla niej ma małe lub znikome znaczenie, ważniejszy jest przekaz zasugerowany: czy otrzyma zgodę na wejście w grę. Czy jesteś słabszy, czy pozwolisz się naiwnie wykorzystać. Nieczystość nie używa słów, aby poznać człowieka, dla niego odpowiedź na poziomie znaczeniowym jest pomijana, on wypowiada się, ale aby dojść do celu: muśnięcie, znaczący dotyk, wymowny chód, za głośny śmiech. Z komunikatem musi być załączona cała baza możliwych podstępów, prowokacyjnych ruchów, trików i sztuczek. To jak pokerowa rozgrywka. Dlatego manipulantowi zazwyczaj trudno cokolwiek udowodnić. Nic przecież nie powiedział. To natomiast, co słusznie odebraliście, będzie zamienione w kłamstwo z oskarżeniem. Ofiary nieczystych często obwiniają się. Myślą: może go sprowokowałem? Może zachęciłam? To nieprawda. Tylko diaboliczna sugestia. Nikt nie ma prawa naruszać naszych granic. I trzeba o tym mówić. Jeśli takie zachowania będą uchodzić na sucho, bez konsekwencji przez wiele lat, to staną się czynnikami motywującymi nieczystych.
Nieczysty nie radzi sobie z pożądaniem. Nie potrafi odmówić ciału fizycznej przyjemności – nigdy. Ten mocny pociąg seksualny rządzi: myślami, wyobraźnią, decyzjami, całym życiem. To egzystencja więzienna. Głód nieopanowany.
Najgorszym przypadkiem jest pożądliwość ukryta połączona z przemocą. Zamknięty w sobie, depresyjny typ, który otwiera się dopiero po alkoholu, niestosownie wyrażając się o kobietach, mężczyznach, dzieciach. Komentowanie z przesłaniem: jesteś potencjalną ofiarą. Takie zachowania często prowadzą do molestowania, gwałtów i wykorzystywaniu dzieci45. Jest to choroba naszego wieku. Rozpadanie się związków, zdrady. Gdy jest brudne serce, brudna jest cała reszta. Nieczystość to wynaturzona seksualna strona człowieka, który został stworzony do miłości a nie czysto zewnętrznego aktu zgodnie ze słowami: Miłość(…) nie jest bezwstydna (1Kor 13,5).

Zazdrość
Strzeż się, panie, zazdrości! O, strzeż się
Tego potwora zielonookiego,
Co pożerając ofiarę – z niej szydzi.
W. Szekspir, Otello.

Relacja często zaczyna się od uzależniania od siebie. Nie ma prawa istnieć rodzina, przyjaciele i znajomi. Nie będą oszczędzone nawet dzieci. Każda samodzielność będzie karana, niezależność potępiana a jakiekolwiek odruchy w stronę wolności udaremnione.
Zazdrość nie znosi wolności u innych. Zazdrość nie znosi dzielenia się. Ani konkurencji. To często ludzie, którzy zaprzepaścili własne możliwości, nie mają ochoty na rozwój osobisty, nie chcą wymagać od siebie. Ale od innych. Oni mają im dać to, czego sami nie wypracowali. Innym sposobem jest bezmyślne kopiowanie, które jest uzurpatorstwem podobieństwa. Jednak zazdrosny nie robi nic z czystymi intencjami, ale jako odwet poprzez naśladowanie.
Zazdrość nie zniesie obcych sukcesów, dlatego muszą być poniżone (ja też tak potrafię), wyśmiane i potraktowane z pogardą. Jeśli kupujemy jedną rzecz, oni kupują sto. Zazdrość nie znosi innych, jest ciągle na polu walki, czuje zagrożenie z każdej strony. Dlatego otacza się słabymi, niezagrażającymi. Pilnie strzeże własnego terytorium, ktoś kto będzie lepszy nie może się przedostać, ponieważ jest zagrożeniem. Pod pozorem dobra zasugeruje rezygnację z każdej ambicji, twórczego pomysłu (po co ci to? znasz się na tym? dasz radę? jeśli uważasz, że umiesz). Podważy możliwości. Znajdzie wiele przeszkód (stać cię? będziesz miał czas na to?).
Nie zniesie autentycznej radości, ponieważ jest dla niego niezrozumiała. Śmiać się można wyłącznie z cudzych upadków. Trafnie ujął to św. Grzegorz z Nysy: „W wypadku zazdrości za nieszczęście uchodzi nie własne zło, lecz cudze dobro, za szczęście zaś nie własne dobro, lecz cudze zło”46. To mistrzowie intrygi. Tak pokierować sytuacją, żeby inni stawali się tylko niczego nie rozumiejącymi marionetkami. Dlatego kłamstwo nie jest im obce. Półsłówka, półprawda, półuśmiechy i pozory to ich najczęstsza metoda. Podobnie jak reszta toksycznych osobowości posługuje się aktorszczyzną, aby przekonać o własnej uczciwości. Potem przechodzi do kontrataku.
Nienawidzi, zwłaszcza tych, którym się udało, osiągnęli coś własnym wysiłkiem, odziedziczyli lub otrzymali. I nie chodzi tu tylko o rzeczy materialne, lecz o WSZYSTKO. Uroda, zalety, talenty, relacje z innymi, zarobki, wykształcenie, rodzina, możliwości, a także nowy odkurzacz, samochód, szminka, dywan, kolor oczu (wpisz dowolne), mogą być powodem zazdrości. Nie ma prawa istnieć nic, co by nie było dla nich.
Im większa zazdrość, tym większe kompleksy. Coraz grubsza maska. I coraz większe zwracanie na siebie uwagi. A także coraz większy strach. W biblijnej Księdze Samuela jest historia o królu Saulu, który pozazdrościł Dawidowi zwycięstwa nad Filistynami. A konkretnie pozazdrościł mu wiwatującego tłumu, który zaśpiewał: Pobił Saul tysiące, a Dawid dziesiątki tysięcy (1Sm 18, 7). Postanowił pozbyć się konkurenta. Ponieważ nagle on sam nie był już w centrum, lecz ktoś inny. Jego syn Jonatan, przyjaciel Dawida, chciał odwieźć go od tego czynu. Jednak Saul po każdym kolejnym zwycięstwie młodego mężczyzny wracał do tej decyzji. Zawiść i zemsta za domniemane umniejszenie wzięły górę. Jednak postawa Dawida jest imponująca. Przy kolejnym zamachu na jego życie zapytał króla: Dlaczego dajesz posłuch ludzkim plotkom głoszącym, że szukam twojej zguby? (1Sm 24,10). Saul nie potrafił żyć, zwyczajnie funkcjonować. Miał też pewnie krąg złych, tak samo zazdrosnych doradców i plotkarzy. Jego myśli byli pogrążone w depresyjnym, zazdrosnym stanie. ZAZDROŚĆ go opanowała całkowicie. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, w końcu władca kazał przysięgnąć Dawidowi, że nie odbierze mu honorów królewskich i zaprzestał zemsty.
To uczucie wiąże się także z poczuciem niesprawiedliwości. To, co mają inni ludzie, należy się zazdrosnemu. Tylko poprzez jakąś pomyłkę jest inaczej. Dlatego rości sobie zagarnięcie. I nie tylko dla siebie, ale w ogóle odebranie innym. Żeby nie mieli. Zgorzkniałość spowodowana dobrem innych47. Zazdrosny wymaga prawa wyłączności w zdobywaniu i nabywaniu.
Zazdrosny kieruje się narcystycznym nastawieniem: to ja jestem najważniejszy i mnie się wszystko należy. Nawet uśmiech na czyjeś twarzy musi zniknąć. Nie znosi pozytywnych emocji u ludzi. Kąśliwie je wyśmiewa. Albo podejrzewa o spisek. Ponieważ sam właśnie tak by zrobił.
Zazdrosnego można rozpoznać po tym, że podobnie jak narcyz jest jedynym aktorem na scenie i żąda w sposób demoniczny zainteresowania. Rozmowa z nim to nie wymiana poglądów, ale rzucanie przechwałkami – kto ma więcej i lepiej. Każde zaprzeczenie, czy brak hołdu będzie ukarane.
Z zazdrością idzie w parze mściwość. Konieczna jest więc kontrola, władza. Pozwoli sobie na osądy, opiniowanie, wyroki. Jeśli nie może posłużyć się faktami, będzie rozgłaszać własne wymysły i oczerniać. Kiedyś usłyszałam o oskarżeniu kogoś nieprawdziwymi historiami. Ich prawdziwość została uargumentowana szerokim echem plotek. Nikt rozsądny i szanujący się nie opiera informacji na plotkach.
Zazdrosny nie panuje nad emocjami. Wyimaginowana rana z powodu braku rodzi gniew i smutek. Są okazywane w impulsywnym, niekontrolowanym geście, mimiką lub słowami. Grymas twarzy, podkopanie dobrej opinii, rozsiewanie bzdur to tylko kilka z tysiąca metod.
Zazdrosny nie znosi ludzi lepiej sytuowanych. Bogactwo kole w oczy. Dosłownie. Dlatego uwielbia krytykę chciwości i pazerności. Działanie innych na rzecz bogacenia się zostaje zaopiniowana GŁOŚNO. Z odebrania czerpie zadowolenie. To dowód na to, że był sprytniejszy, lepiej wyćwiczony w wydzieraniu. Posługuje się często innymi. Tymi, którzy uwierzą w jego manipulacyjne gry. Może pozbawić kogoś środków do życia bez drgnienia sumienia. Przyczynić się do zwolnienia, odebrać zasłużone premie itd.
Zazdrość nie znosi najbardziej tych, którzy żyją w sposób świadomy. Rozwijają się. Są dobrzy. Życzliwi. Bezinteresowni. Mądrzy. Wyszukają każdą słabość, najmniejszą wadę, aby górować. I okazać pogardę.
Zazdrości nie można opanować, jeśli doprowadziło się do śmierci sumienia. Zazdrość jest krzykiem w stronę Boga: to mnie się to wszystko należało. Źle to urządziłeś. Dlatego muszę odzyskać.
Zazdrość to umniejszanie godności. Patrzenie z góry. Najwięcej zazdrosnych wybiera drogi zawodowe dające im poczucie wyższości i władzy. Z których korzystają bez skrupułów. Jeśli nie mają tej możliwości, wyrabiają w sobie niczym nie popartą mentalność aroganta. To pozwala im na zbicie z tropu ofiarę i zawładnięcie nią. Następnie wykorzystanie. Do końca. Do cna.
Zazdrośni rzadko współpracują. Nie znoszą grup, jeśli nie są w ich centrum. Mają poczucie, że wszystko powinno być podporządkowane i ukierunkowane na zdobywanie – dla nich. Niepokój to ich drugie imię. Muszą podkreślać swoją obecność. Naznaczać sobą. Jednak i w tym wypadku są wyjątki. W zależności od liczby wrogów, można czerpać siłę ze wspólnego działania. Szkodzenie ludziom i wyśmiewanie jest łatwiejsze w grupie. To taka zawiść współbratymców, jedność nienawiści.
Zazdrość zżera człowieka od środka. Jest jak rak. Życie to udręka. Męka wydzierania i udowadniania. Ta pogoń wycieńcza. Egzystencja ma sens tylko w chwilach, gdy zazdrosny coś zdobywa. Albo pokaże wyższość. To puste i pozorne szczęście mija tak szybko, jak zainteresowanie nową zabawką u dziecka.
Zazdrość jest spowodowana brakiem świadomości swojej wartości. Brakiem wiary we własną godność jako człowieka. To pustka wewnętrzna, uraz, na dodatek karmiony wyobrażeniem krzywdy zaznawanej codziennie. Podobnie jak u pozostałych sześciu grzechach głównych jest pustką, która boli. Której nie można znieść.
Zazdrosny nie potrafi przyjaźnić się, ani kochać. Ponieważ jest głodny czegoś innego, niż to, co posiada. Wciąż widzi to, do czego dąży. I tam umiejscawia swoje szczęście. W celach, wyobrażeniach, marzeniach. Drapieżnie czeka na okazję. Nie ma ochoty jednak na jakikolwiek wysiłek. Woli posłużyć się innymi, dlatego szuka marionetek. I znów mamy do czynienia z paradoksem. Im częściej rezygnuje z wysiłku, tym większa pustka wewnętrzna, którą pragnie zapełnić.
Zazdrosny chce mieć wszystko jak inni, stale się porównuje. Bezmyślnie kopiuje. Tworzy atrapy. Nie liczy się z ludźmi, nawet najbliższymi. Nadrzędnym celem staje się zdobycie, choćby po trupach. Chce nie tylko wszystkiego, ale i być zawsze i wszędzie. Nie lubi, gdy się go pomija lub gdy zostaje na uboczu. Nawet przez przypadek.
Zazdrość to w końcu zawiść. Śmiertelne stracenie. Często połączone z nienawiścią. Głównie tych, którzy ośmielają się posiadać. Takich zazdrosny uśmierca. Dozwolone są wszelakie techniki manipulacyjne. Musi siać strach. Wprowadzać lęk. Długotrwały stres. To pozwala na kontrolowanie. Mobbing, dręczenie, nękanie to częsta taktyka zazdrosnych i nieczystych. Są zaciekli i zdecydowani. Najbardziej fałszywi ludzie na świecie. Wbijani noży w plecy to ich ulubione zajęcie. Dlatego w rozmowie z zazdrosnym nie warto wyjawiać swoich planów, marzeń – jakichkolwiek. Natychmiast przejdzie do działania: intryga i spisek to ich druga natura. Odbiorą co tylko się da. Staną na drodze realizacji celów. I z tego czerpią zadowolenie.
Zazdrość to głód pełni. Zazdrosny musi włożyć wiele wysiłku w stworzenie własnego, doskonałego świata. Lubi rzeczy wielkie, nie do zdobycia dla innych, wyszukane, pojedyncze, luksusowe, białe kruki (samochody, domy, książki, jakiekolwiek inne). To daje poczucie wybitności, szczególne miejsce w społeczeństwie czy rodzinie. Rzadkość jest wyłącznie dla wybranych. Stwarza pozór unikatowości zarezerwowanej nieprzeciętnym. Pokazuje tym samym całemu światu: tylko ja to posiadam. Tylko ja albo nieliczni mogą tak żyć. Jestem więc wyjątkowy i należy mi się takie traktowanie oraz podziw. Z zazdrością w parze idzie często narcyzm.
Zazdrosny właściwie nigdy nie jest szczęśliwy. Ponieważ kole go w oczy dobro (osiągnięcia, praca, rodzina itd.) ludzi. Każde, nawet najmniejsze może być powodem nieprzesypianych nocy, przygnębienia. Zazdrosny jest ciężarem dla bliskich. Jego smutek z powodu powodzenia innych udziela się każdemu. On sam jest przekonany o jego słuszności. Czarna melancholia może być pokonana jedynie krzywdą. A także paranoicznymi wizjami. Potrafi latami karmić się wyobraźnią własną. Że inni mu zazdroszczą. To szczyt marzeń. Tego pragnie najbardziej.
Zazdrość nie toleruje żadnej przewagi. I tak jak w zdobywaniu rzeczy materialnych potrafi sobie radzić, tak w sprawach duchowych już nie ma takiej możliwości. Posuwa się więc do kłamstw, aby zdobyć uwagę a potem przewagę. Wymyślanie duchowych przeżyć, wewnętrznych poruszeń i ogólnie nawrócenia przychodzi mu z łatwością. Może być przekonany, że jest już święty. Ale w parze z nimi nie idą żadne czyny.
Inną z możliwości jest wyparcie. Zaprzeczenie. Bóg został dawno wzgardzony i odepchnięty. Zapomniany. Oskarżony o niesprawiedliwość. Nikt nie może zająć jej tronu. Zazdrość jest królową kontroli, podobnie jak pycha rości sobie prawo do władzy absolutnej. Rygorystycznej. Z nieustannymi podejrzliwościami. Z argumentacją na pozór logiczną. Dlatego wielu władców likwidowało swoich i wrogów i przyjaciół w walce o utrzymanie rządów. Podobnie Herod, który ze złości i nienawiści kazał wymordować małych chłopców w Betlejem, bo usłyszał od Trzech Króli, że narodził się nowy król. To „pasja likwidacji”48.
Zazdrość umniejsza najczęściej słowami. Najszybsza z metod. I najbardziej prymitywna. Tu istnieje jedynie demotywacja połączona z poczuciem wyższości. Zazdrosny gardzi innymi. Podkopując wiarę w umiejętności. Podważając czyjeś sukcesy, czy ambicje poprzez kpinę, kłótnie, wypominanie, cynizm, szyderstwo. Podobnie jak nieczystość izoluje najbliższych od tych, którzy mogliby być dobrym przykładem. Kierując się manipulacją informacji potrafi odsunąć od tych, którzy niczego nie zawinili. Zazdrość autentycznie nienawidzi szczerości i niewinności. Jej imię to zniszczenie. Jej ofiarami są popsute relacje, dobre znajomości, miłości, które nie doszły do skutku. Jest konfliktogenna. Wojownicza. Na arenie własnej. Nie dopuszcza tych, którzy mogliby w jakikolwiek sposób zaszkodzić jej despotycznemu działaniu. Zazdrość jest zaborcza. Nie znosi towarzystwa. Rości sobie wyłączność. Wszechobecność i lustracja. Z zaznaczeniem, że w tej grze ona rozdaje karty. To centrum absolutyzmu.
Zazdrość to życie w nieustającej imaginacji. Człowiek zamiast cieszyć się chwilą, rodziną, kimkolwiek i czymkolwiek ma inne postrzeganie. On ich nie widzi. On jedynie dostrzega to, CZEGO NIE POSIADA. I na tym skupia całą uwagę. Poczucie krzywdy jest karmione poprzez obserwację innych – mają lepiej, posiadają więcej, łatwiej im to przychodzi. To hodowla goryczy połączona z omamami. Dlatego zazdrosny jest zawsze sfrustrowany, potrafi wpaść w stan depresyjny, stracić ochotę i energię do działania. Tygodniami ubolewać, planować zemsty i małe intrygi. Biada tym, którzy planują nieprawość i obmyślają zło na swoich łożach! (Mi 2,1). Zazdrość pozbawia życia nie tylko tych, którzy są wokół. Ona przede wszystkim pozbawia życia samego zazdrosnego. Kradnie mu czas, bo patrzy tylko w przyszłość i tam szuka szczęścia (w nieszczęściu bliźniego), kradnie także najbliższych, bo zazdrosny ich niszczy zawiścią. To życie oparte na tym, czego nie ma.

Nieumiarkowanie
Obżarstwo jest obłudą żołądka. Św. Jan Klimak
Zgodnie ze znanym przysłowiem: w miarę jedzenia, apetyt rośnie. Nieumiarkowanie jest folgowaniem sobie. Jedzeniem nie dla życia, ale dla przyjemności. Oszustwem żołądka.
Tutaj nie ma rozsądnych proporcji. Za dużo i wytwornie – to jedyne menu. Nadmiar smakołyków i przekąsek przesuwa granice, aż do zniewolenia poprzez zachłanność. Wola staje się coraz słabsza. Objedzony brzuch rozleniwia, staje się bogiem (Flp 3,19). Paraliżuje decyzje i rozsądek.
Łakomstwo przenosi się wtedy na wszystkie dziedziny życia. Tysiące artykułów kupowanych z powodu jednego wolnego dnia. Ciągły strach przed brakiem. Ciągłe uzupełnianie. Napełnianie. Nabywanie produktów i rzeczy, których człowiek nie potrzebuje. Nie tylko spożywczych. W świecie, w którym mamy dostatek po granice możliwości, trudno sobie czegokolwiek odmówić. Większość produktów jest tania i w zasięgu ręki. Nadmiar zamiast błogosławieństwa staje się przekleństwem.
To nieopanowane pożądanie. Brak samokontroli. Smakoszostwo. Ciągłe wyszukiwanie potraw drogich i najróżniejszych. Dające pozór luksusu (bo łakomstwo, jak pozostała szóstka) nie znosi nudy. To upodobanie wyjątkowego jedzenia i picia. Wszędzie tam, gdzie kończy się głód, zaczyna się smakoszostwo49. Współcześnie rozumiane jako artyzm kuchni, przesada i brak umiaru. Skutkiem jest osłabienie charakteru, własnej kontroli. Zamroczenie umysłu. Brak umiaru powoduje wilczy głód, niemożność odmówienia sobie niczego. Ale również niechęć do prostych potraw, wymaganie bardziej ekstrawaganckich, fantazyjnych i wyrafinowanych. Bez tego łakomy traci energię, dobry humor a nawet sens życia. Tu ciało panuje nad człowiekiem.
To przesadna koncentracja na sobie. Na swoim pragnieniu. Łakomstwo zamyka człowieka wewnątrz siebie. Co powoduje egoizm. Dla łakomego świat jest tylko wokół niego. Pragnie podporządkować innych, aby nasycać siebie. Do tego jest mu potrzebna manipulacja. Ukrycie za zasłoną kłamstw swojego uzależnienia.
Pazerność tego typu budzi zazwyczaj politowanie a nawet odrazę. Jej skutkiem jest wydzieranie najsmakowitszych kąsków, łakomy wzrok na cudze potrawy, zachłanność przy stole, objadanie się. Człowiek, który nie panuje nad sobą, nie wzbudza szacunku ani zaufania. Słyszy tylko informacje o dogadzaniu sobie, darmowym jedzeniu. Darmowym piciu. Zupełnie nie zauważa innych przekazów. To radość życia. Czas od zniżek do przecen zbędnych produktów.
Łakomstwo jest tylko powierzchowną konsekwencją braku, pragnienia, które musi być karmione. W tym wypadku dosłownie. To pragnienie duchowego życia, które dawno zostało wyparte. Usunięte. Nowym bogiem stał się on sam. A raczej jego brzuch. Zamiast się rozwijać, dba tylko o napełnianie. Pułapka naiwności. Śmiertelne przeniesienie.
Łakomstwo prowadzi do opieszałości. Ociężałość jest matką senności i zniechęcenia. Nadmiernego odpoczynku. Lenistwa. Które przeradza się w scenariusz życia. A co za tym idzie do poczucia niespełnienia. Utraty czasu. Niezadowolenia i braku akceptacji siebie. Tzw. dołów i depresyjnych stanów. Które znów trzeba zapełnić. Koło się zamyka.
To także lęk przed niedostatkiem, głodem. I śmiercią. Przed brakiem. Głód wywołuje gniew, zniecierpliwienie albo smutek. Następnie każdy smutek musi być zajedzony. Gniew zniwelowany. Chwilowa przyjemność daje chwilowe nasycenie. I popadniecie w acedię.
Anoreksja i głodzenie się to odmiana łakomstwa, spowodowana modą na szkieletowaty wygląd, kościstą sylwetkę, wyżywaniem się na sobie, to „chorobliwa zmysłowość”50. Podobnie bulimia, która jest chwilowym napełnieniem i odrzuceniem.
Napełnienie to pozór spełnienia. Gdy do tego istnieje nadmiar możliwości, łakomy jest szczęśliwy. Ale tylko pozornie. To uczucie mija szybciej, niż trawi żołądek. Pożądane są potrawy i płyny mało dostępne. Inne. Budzą podniecenie. Trzeba je natychmiast zdobyć albo wyrwać. Największe emocje budzą te, na które łakomego nie stać. To najbardziej cielesny z grzechów, „najbardziej niski, przyziemny”51.
Łakomstwo to zasłona na oczach rozsądku. Już nie tylko czyny, ale i myśli człowieka są zdominowane przez jeden temat. Czym się nasycić. Jak podano. Jedzenie staje się rytuałem. Musi mieć określone gesty, wykwintne podanie i wyszukane potrawy. Tutaj umiar i skromność nie istnieją. Panoszenie się podczas posiłku, znawstwo rozmaitych potraw, smaków, wynajdywanie wad w posiłku, których nie ma, marnotrawienie jedzenia to ich domena: „Łakomstwo nie chce być grubiańskie, pospolite. Dąży do wypracowania pewnego stylu. Finezja łakomstwa, subtelność gustów i rozbudzanie wyrafinowanych potrzeb”52.
Zachłanne napełnianie to jedyna i najwyższa wartość. Łakomy najczęściej gardzi postem, ascezą, minimalizmem. Nie ma logiki im mniej, tym lepiej. Dla niego dyscyplina wewnętrzna nie istnieje. Ponieważ ma głęboką świadomość, że nie jest w stanie ją utrzymać. Już dawno zapomniał ile granic przesunął. Jak dawno a raczej daleko to było.
To także obsesja na punkcie zdrowia. Ziołolecznictwo i witaminy są potrzebne, oczywiście, ale łakomy ma do nich inny stosunek. Katowanie siebie koktajlami z warzyw i owoców, probiotykami, nadmierną ilością odżywczych składników może spowodować katastrofę organizmu. Łakomy nie zna umiaru. Złotego środka. Przesada niszczy jego samego.
W końcu łakomstwo to poczucie wstydu. Jako jedna z nielicznych cech jest zauważalna od razu. Po rozmiarze. Wzrok innych i wskazywanie palcami to koszmar łakomych. Reagują agresją lub zamknięciem w sobie. Niechętnie wychodzą na świat. Otaczają się tymi, którzy rozumieją ich nałóg i pod żadnym pozorem nie krytykują go. Nie chcą słyszeć zachęt do odchudzania, poradzenia sobie z nałogiem. Wchodzą też chętnie w relacje z tymi, którzy są tak samo łakomi, aby usprawiedliwić siebie oraz wymienić się doświadczeniami.
Łakomstwo jest kłamstwem. Oszukiwaniem siebie. A później zakłamywaniem innych, aby ukryć uzależnienie. Metod jest tak wiele jak w pozostałych sześciu grzechach. To wynajdowanie, wymyślanie nieistniejących przyczyn swojej otyłości. Wpływanie na innych poprzez litość. To od łakomych słyszy się najwięcej o przebytych chorobach (udawanych oczywiście) i wielu badaniach, rozmaitych lekarzach (specjalistach o trudnych nazwach), nowych dietach, tabletkach, ćwiczeniach. To wszystko okazuje się niedziałającym wymysłem, mającym nie tylko usprawiedliwić łakomego, ale też wciągnąć w pajęczynę oszustw. Chodzi o wzruszenie i politowanie, współczucie nad niedolą. Wiara słuchacza w te szachrajstwa pozwoli na dalsze bezkarne zadowalanie nienasycenia.

Gniew
Przebranie miary w gniewie, jest jego upadkiem (Syr 1,22)
Gniew jest emocją negatywną, jeśli jest użyta przeciwko człowiekowi. To konsekwencja mylnego poglądu. Synonim złości i nienawiści. Jeśli człowiek nie może uzyskać tego, czego chce (grzechów głównych), zaczyna odczuwać gniew, który może przerazić się w przemoc. To konsekwencja zniekształconego odbioru rzeczywistości. Pożądanie czegoś lub kogoś staje się silniejsze od samego odczuwającego emocję. Stąd już tylko krok do podjęcia decyzji o czynie: ostrej wypowiedzi, przekleństwie, agresji. Wolna wola każdego człowieka potrafi powstrzymać rosnącą emocję, zapanować nad nią, jednak jeśli gniew jest systematycznie podsycany, niekontrolowany, rodzi złość, pogardę, szyderstwo, aż w końcu nienawiść. Narusza granice innych. Pozornie ma na celu obronę własnych poglądów, pragnień, jednak w tym przypadku nieuzasadnionych, roszczeniowych, negatywnych. Jak każdy grzech główny, gniew może być nieopanowany. Taki człowiek uzależnia się od niego. Widzi świat i innych za zasłoną. Uruchamia sam to uczucie, wyrażając sprzeciw wobec wszystkiego. Wystarczy później mała iskra, prowokacja, aby człowiek gniewliwy skorzystał z sytuacji.
Gniew, podobnie jak pycha oślepia, niszczy zdrowy rozsądek, wykrzywia. Wściekłość pełna pretensji, połączona jest często z buntem nastolatka (u dorosłych) i pogardą w odpowiedzi na prawdziwą lub wyobrażoną sytuację, np. wybicie szyby wystawowej i kradzież usprawiedliwione tym, że nie lubili sprzedawcy. W gniewie nie ma umiaru. Manipulanci często mszczą się nieadekwatnie do rozmiaru urojonego zawinienia. Ich zemsta musi być potężniejsza, by pokazać władzę. Św. Bazyli powiedział o nim: „Gniew pobudza do zwady, zwada zaś rodzi obelgę, obelga rękoczyny, rękoczyny rany, i nierzadko rany śmierć powodują”53.
Gniew jest grzechem, gdy uderza agresywnie w drugiego człowieka. Jest impulsem, niezgodą: „Przyczyną gniewu jest przywiązanie do przyjemności, do bogactw, do zaszczytów”54. To samoczynny odruch miłości własnej, egoizmu. Chce czegoś, co ma bliźni. Zazdrości mu. I pragnie odebrać. Nie zgadza się na inną możliwość. Gniew połączony z lenistwem ma za zadanie dać ujście złości, usprawiedliwić bezczynność. Atakuje poprzez wścibskość, ciekawość, obmowę, hejtowanie, wyśmiewanie, zawistne słowa.
Gniew, którego przyczyną jest pycha chce zagłuszyć innych. Niepodważalnością. Argumentacją. Siłą. Przekonaniem o wszechwiedzy. I wieloma innymi technikami manipulacyjnymi, opisanymi na początku książki.
Gniew to cały wachlarz odczuć „(…) od wściekłości po obrażanie się. Jego energię ma zemsta, znieważenie, oburzenie, furia, zazdrość, pamiętliwość, niechęć do kogoś, nienawiść, pogarda, irytacja, kłótliwość, wrogość, sarkazm, niecierpliwość, frustracja, obrażanie się, spieranie, podżeganie, dąsanie, nieustępliwość”55. To także ostra polemika, dosadne słownictwo, wulgaryzmy, agresja bierna, słowna, fizyczna, czyli sprawianie wielu cierpień na różnych płaszczyznach. A wszystko zaczyna się od dyskomfortu: nie spełniasz moich oczekiwań (tych absurdalnych też), poczucia niezadowolenia, rozczarowania, wzburzenia, aż do wściekłości. Długotrwałe trwanie w gniewie doprowadza do nienawiści. Wypływa z postawy: moja racja jest jedyną. Rozsądni ludzie analizują swoje emocje i ich źródło. Najczęściej są w stanie wskazać co jest ich przyczyną. Człowiek gniewliwy nie zastanawia się nad tym, musi obronić swoje zakłamanie, zatuszować prawdziwą przyczynę. Wpada w złość za każdym razem, gdy mu się odmawia. Nieczystości. Lenistwa. Chciwego zachowania. To prosta emocja. Wyobraźmy sobie znajomych spotykających się w kinie. Jeden z nich zauważa u drugiego kosztowną rzecz. Albo słyszy w toku rozmowy o niedawnych osiągnięciach. Natychmiast wpada w gniew, który widoczny jest wyłącznie na jego twarzy lub prawie niewidocznych gestach. Niezadowolenie. Rozdrażnienie. Wzburzenie. Może je nawet tłumaczyć złą pogodą. I natychmiast dodaje, że zamierza także kupić, osiągnąć….. (wstaw cokolwiek). Zazdrość i gniew zawsze idą w parze.
Podobnie u pysznych. Dyskusja na temat poglądów, podważanie argumentów, siła wiary w wasze priorytety może spotkać się z ostrym atakiem lub okazaniem pogardy. Z argumentami typu: nic nie rozumiesz, za mało doświadczyłeś. Gniew połączony z pychą lubi uczestniczyć w dyskusjach. Nie dlatego, aby czegoś się nauczyć. Ale aby wyćwiczyć technikę przekonywania.
Gniew oczekuje lojalności. Jako nieliczny grzech główny tworzy grupy wsparcia. Stąd gangi, mafie, grupy przestępcze, wspierający się oszuści. To także towarzystwa własnej adoracji w każdym środowisku. Zwłaszcza na wyższych stanowiskach. Poczucie władzy, prestiż i wpływy mają za zadanie kontrolę nad innymi. Dają pozorne poczucie siły. To ogłoszenie: nie zadzieraj z niewłaściwymi osobami w niewłaściwym czasie. Zastraszanie to tylko jedna z wielu twarzy gniewu.
„Pamiętanie o krzywdzie jest pierwszym z jego płodów”56. Ta negatywna cecha jest odpowiedzialna za hodowlę urazów i przykrości. Z całego życia. Z uwzględnieniem dokładnego czasu i miejsca. Zbieractwo na każdego czegoś jest proste: skoro ty mi tak zrobiłeś, ja mam prawo oczerniać, pogardzać, Czyli wymierzać sprawiedliwość. To przysparza gniewliwemu wielu cierpień. Ma kłamliwe rany. Ponieważ wzięły się najczęściej z jego nieadekwatnych oczekiwań i nieustannym wychwytywaniu wad. Brak przebaczenia tworzy świat zamknięty. Pretensjonalny. Pełen wyrzutów, niechęci i złości. Wyobrażone ułomności krzywdzicieli muszą być widoczne, dlatego tworzy siatkę sprzymierzeńców. Nastawia negatywnie, zachęca do kłótni, wprowadza zamęt, dzieli.
Wynikiem gniewu jest oszczerstwo. To „złośliwa choroba, utuczona pijawka w ukryciu i niepostrzegalna, wysysającą i niszczącą krew miłości; jest obłudą miłości, sprawcą brudu i brzemienia serca, zagładą czystości”57. Usprawiedliwianie zła idzie jeszcze dalej, robi to w obronie kłamliwej sprawiedliwości. To prawdziwie demoniczne osądzanie. Kierujące się nie prawdą, ale mściwością i zawiścią. „Gniew jest pragnieniem odwetu”58, odbiera całkowicie wewnętrzny spokój.
Często początkiem gniewu jest skłonność do gadulstwa. Zarozumialstwa. Nieustępliwości. Potrzebuje wspólnoty, która poprze jego odczucia, pretensje, będzie je razem z nim omawiać, drążyć i zawsze pamiętać. Solidarność w urazach i nienawiści spowoduje osądzenie. Żałosna lojalność. Tyrania wykluczenia. Wrogość poprzez samousprawiedliwienie.
Gniew jest początkiem innych pożądań. Z gniewem można pragnąć upokorzenia innych poprzez nieczystość. Można topić krzywdy w alkoholu. Jeść w niepohamowany sposób. On jest pierwszym bodźcem emocjonalnym. Niezaspokojone popędy powodują agresywny atak. Świat jawi się jako dżungla walczących ze sobą ludzi, o których św. Paweł pisał: A jeśli u was jeden drugiego kąsa i pożera, baczcie, byście się wzajemnie nie zjedli (Gal 5,15).
Gniew uderza w samego człowieka. To życie w przeszłości. Wspomnieniach. Pamiątkach po dawnych wydarzeniach. Nieustanna retrospekcja często wyimaginowanych krzywd. Człowiek staje się widmem idącym za dawnymi śladami. Życie w teraźniejszości jest tylko wyszukiwaniem nowych niesprawiedliwości, okazji do kłótni, bójek itd. Gniewliwość staje się niszczącym generatorem, ponieważ nie można jej zaspokoić. Nie ma znaczenia, czy oburzenie jest rzeczywiście słuszne, czy też nie. To gromadzenie niepotrzebnych cierpień59.

Lenistwo
Ludzie leniwi to mistrzowie usprawiedliwień. Chętnie oddają nam swoje zobowiązania. W parze z lenistwem często idzie nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, osłabiające charakter i ducha. Lenistwo ukrywa się za pozornym zmęczeniem. Powolne przesuwanie granic, aż do nie stawiania sobie żadnych wymagań, w końcu śmierci duchowej. Zupełnego marazmu. Lenistwo jak każdy grzech zawiera w sobie paradoks – im mniej wymagam od siebie, tym większe niezadowolenie, rozczarowanie sobą, frustracja, a w końcu zazdrość w stosunku do tych, którzy coś osiągają.
To zaprzeczenie własnemu człowieczeństwu: talenty, które można rozwijać, czerpiąc z tego satysfakcję zostały świadomie zakopane. Zaprzepaszczone. Lenistwo więc musi wymagać od innych. Naiwnie usprawiedliwia się, przecież to czy tamto i tak zostało zrobione, nie ważne, że nie moimi rękoma. Bezduszne wysługiwanie się, wykorzystywanie, oszukiwanie: nie umiem, nie mam czasu, mam ważniejsze sprawy, nie chce mi się. Lenistwo jest mistrzem zmieniania tematu i zwracania uwagi na coś innego.
Lenistwo ma dwa wymiary. Fizyczne: bezczynność, wygodnictwo, bezmyślne tracenie czasu, unikanie jakiegokolwiek wysiłku (przynieś mi, załatw, zapytaj, zrób), zaniedbywanie obowiązków, nieróbstwo. I intelektualne: bezmyślność, stagnacja umysłowa, ignorancja, bezkrytyczne uleganie wpływom, brak namysłu, weryfikacji, rozsądku. To blokada intelektualna na własne życzenie. Stąd właśnie bierze się prymitywizm myślenia i stereotypowe oceny (etykiety, uprzedzenia). Z niechcenia. Niemyślenia. Konsekwencją społeczeństwa zanurzonego w lenistwie jest brak fachowej wiedzy na jakikolwiek temat. Brak doświadczeń, brak horyzontów. Wiedza czerpana na przykład wyłącznie z programów telewizyjnych. Takim narodem łatwo kierować. Leniwi często tuszują braki w edukacji będąc hałaśliwymi. Mają najwięcej do powiedzenia na rozmaite tematy, głównym przeważnie jest polityka. Jeśli ich zapytać o budowę rakiety kosmicznej, jestem pewna, że też będą wiedzieć. I to najlepiej. W końcu od czego jest Discovery Science. Albo YouTube.
Leniwi nie uczą się na doświadczeniach, ponieważ ich unikają. Nie lubią wnioskować. Wszystko co kojarzy się z wysiłkiem jest OKROPNE. Nawet myślenie. Ponadto trzeba pamiętać, że każdy wniosek mógłby ich zaprowadzić do zdemaskowania. W oczach własnych i innych. Lenistwo, jak pozostała szóstka, jest związane z kłamstwem. W które wierzy nawet sam kłamca. Jestem jednak przekonana, że są świadomi tego.
Leniwy nie zadaje sobie pytań: po co żyję? Jaki to ma sens? Co jest prawdą? Co mogę zrobić w swoim życiu? Nie ma ochoty na poszukiwania. Wynajduje najłatwiejsze rozwiązania. To pustka i brak perspektyw, które są postrzegane jako odpoczynek: to mi się należy. Dlatego komenderuje, podporządkowuje innych, kontroluje, usprawiedliwiając się i wykręcając na wszelkie sposoby. Chorobą. Niedomaganiem. Złym dniem. Nieumiejętnością. Brakiem wiedzy. Brakiem czasu. Zamienia się w niewiarę we własne możliwości.
Właśnie do tego leniwemu jest potrzebna manipulacja. Po co ma się wysilać, skoro może znaleźć kogoś, kto to zrobi. W KAŻDEJ DZIEDZINIE.
Stąd też biorą się kompleksy. To zazdrość połączona z gniewem. Mając świadomość własnej i tylko własnej winy. Lenistwo, które zapanowało już nad człowiekiem60 nie pozwala na działanie tak łatwo. Odwrócenie procesu jest zawsze możliwe, ale wymaga wysiłku. A jak już wiemy, to jest passé. Dlatego tych ambitnych, spełniających się, zapracowanych i troszczących o własne rodziny trzeba stłamsić, podkopać ich wiarę w siebie, znaleźć słabości, wmówić przesadę, bezsensowność czynności. Życie ma być wyłącznie relaksem.
Żyjemy w czasach kiedy najważniejsze są weekendy. Mamy już nawet całą kulturę weekendową. Internet informuje nas, że to nareszcie piąteczek, w radio wszyscy od rana radośni, spiker wygłasza hymny. Chyba doszliśmy do paranoi. A co z resztą tygodnia? Wszak to bite pięć dni. Dlaczego ktoś mi wmawia, że tylko dwa się liczą? Jadę samochodem i myślę, że oczywiście lubię odpocząć, poleżeć na sofie, zobaczyć dobry film, ale też lubię swoją pracę, zainteresowania, spotkania, wyjazdy. Czy większość ludzi jest aż tak nieszczęśliwa? Co z satysfakcją? Rozwojem? Czy my chcemy za kilkadziesiąt lat stać się otyłym narodem, bez podstawowej wiedzy o czymkolwiek, o tym, co wokół, z alkoholem w ręku i telewizorem stucalowym? To jakaś śmieszna recepta. Absurd życia. Lekarstwem na lenistwo jest odpowiednie dozowanie. Jest czas na pracę i na odpoczynek. Na rodzinę i przyjaciół. Na hobby i na rozwój. Wszystko, byle z umiarem. Zasada złotego środka jest nadal aktualna.
Podobnie jest z wakacjami. Mam wrażenie, że ludzie latają wte i wewte. Ja wiem. Fajnie jest poleżeć na plaży. Przyznaję się, ja po trzech dniach zaczęłabym sadzić tam coś, bo mam lekkie ADHD. Zwiedzanie też popieram, niezwykłym doświadczeniem jest poznawanie różnych kultur. To ubogaca człowieka. Nie o to chodzi. Ja mam wrażenie, że są ludzie, którzy uciekają z domu, obowiązków, naiwnie myśląc, że zostawią je wsiadając do samolotu a one znikną. Chcą TYLKO odpoczywać. Relaksować się. Nic nie robić, tylko jeść, pić i używać. Czekają cały rok na ten czas. Odkładają. Wracają tak samo sfrustrowani. Było zbyt krótko, podobnie jak z weekendem. Negatywne nawyki myśleniowe mają to do siebie, że stają się pułapką.
Leniwy nie jest wdzięczny. Ponieważ wszystko kojarzy mu się z wysiłkiem. Praca, mąż, żona, dzieci, zwierzaki, dom, to tylko problemy na drodze do sofy lub fotela. Albo lodówki. Które trzeba sprytnie ominąć. Leniwy jest chronicznie zmęczony. W jego słowniku nie istnieje słowo chcę. Tylko muszę. I poczucie rozdrażnienia. Zamieniającego się w gniew.
Konsekwencją lenistwa jest acedia61. Synchroniczne zmęczenie, które nim nie jest. Zniechęcenie. Depresyjne stany. Brak celu. Za mało pracy i wysiłku, wymagania od siebie staje się więzieniem. Leniwy nie chce nawet myśleć o wymaganiu. Jego szczęściem jest leżakowanie a celem upływający czas na traceniu go. Wmawiają dystans do siebie, pokażą, że inni też nic nie robią. A mają. Tym zakwaszają ludzkie umysły.

Zakończenie i poradnik
Toksyczne osoby z upływem czasu zapominają jaka była granica pomiędzy dobrem a złem. Widzą na odwrót. Każda z wad jest zasłoną na oczach. Zaburza obraz całkowicie. Przesuwanie granic doprowadza czasami do głupoty, kiedy to sam opowie co zrobił, przyzna się, że nam zaszkodził. I będzie święcie przekonany, że mu natychmiast wybaczymy i zapomnimy, bo wychodzi z założenia, że wszyscy są naiwni. Dla nich ludzie są niczym. Wybaczyć trzeba, dla siebie samego. By zrzucić balast. Zostawić. Życie płynie i nie my jesteśmy za takie zachowania u innych, nie my też jesteśmy za nie odpowiedzialni. Ponieważ każdy jest reżyserem własnego życia. Ale zapomnieć już nie warto. Choćby po to, by drugi raz nie dać się wkręcić w pozory.
Chcę także przekazać wszystkim, że zachowanie drugiego człowieka określa jego a nie nas. Jeśli spotkaliście się z pogardą, nienawiścią, czy zazdrością – nie wińcie się za to. Szukanie przyczyny u siebie nic nie da. Może jedynie zweryfikuje nadmierną ufność i wiarę w ludzi. Bo rzeczywiście nie warto być zbyt dobrym i wyrozumiałym. W tych przypadkach. Manipulant to człowiek, który traktuje tak samo wszystkich, bez wyjątków. W każdym widzi jedynie korzyść. Można szybko ich rozpoznać:
PATRZCIE NA TO CO ROBI A NIE NA TO CO MÓWI.
Zdarza się także, zwłaszcza w środowisku szkoły czy pracy, że działają w grupie, tworząc sitwy. Stąd mobbing, nagonki i dręczenie. Są karalne w każdym przypadku. Czasami warto przypomnieć niektórym, że chroni nas prawo wolności wyznania i sumienia.
I nie wolno się bać. Przenigdy. Strach człowieka paraliżuje. Dlatego dobrze jest mieć obok kilka osób, którym można opowiedzieć co się dzieje. Opinia innych pomoże w zdystansowaniu się i właściwej ocenie sytuacji. Warto też notować bieżące wydarzenia, nieprzyjemne sytuacje, aby uniknąć gaslightingu.
Jak rozpoznać manipulanta? Jest kilka sprawdzonych sposobów:
– zadawajcie jak najwięcej pytań,
– utrzymujcie dystans emocjonalny jak długo się da, żeby poznać i wyrobić sobie właściwą ocenę,
– kwestionujcie sprawy, z którymi się nie zgadzacie,
– wyraźnie i z pewnością siebie wyrażajcie swoje poglądy i zdania,
– nie zawsze odbierajcie telefon,
– przy pierwszej perswazji lub szantażu emocjonalnym UCIEKAJCIE,
– słuchajcie reakcji swojego ciała i emocji: odczuwalnego dyskomfortu, który w tym momencie zdaje się irracjonalny, tętna serca, podenerwowania, ciągłego osłabienia, odczuwanej blokady działania, potliwości, bólu głowy, problemów z koncentracją na swoich obowiązkach, nerwowości i niepokoju. Ono samo wam podpowie, że dzieje się coś złego.
Istnieje też wielkie niebezpieczeństwo upodobnienia się do manipulatora. Wszak z kim ostajesz, takim się stajesz. Wpływ może być silny i dopóki jest jeszcze możliwość ucieczki, intuicja powinna was ostrzec. Żebyście sami nie stali się grobami pobielanymi (Mt 23,27).
Nigdy nikogo nie naprawiajcie, ani nie starajcie się zmieniać, bo tego nie da się zrobić. Szybciej sami się nabawicie nerwicy i frustracji.
Macie prawo do własnej opinii na temat innych, macie prawo do chronienia siebie i wybierania sobie osób, które potowarzyszą wam w podróży życia.
Co robić, gdy chcecie uciec? Można wypróbować kilka (najlepiej na raz) z zamieszczonych poniżej pomocnych metod:
– BRAK KONTAKTU, czyli teraz wy i wasze życie. Definitywne zerwanie relacji jest najlepszą z metod. Nie odbierać telefonu, nie odpisywać, usunąć ze znajomych, zablokować, nie śledzić z ciekawości, nie myśleć nawet. Dla manipulantów każdy kontakt – negatywny czy pozytywny ma znaczenie, oni nie mają honoru. Odcięcie się jest uderzeniem w ich czuły punkt, nienawidzą ignorowania, to uderza w ich pychę,
– ZAJMOWAĆ SIĘ SOBĄ. Po rozstaniu z manipulacyjną osobą trzeba dojść do siebie, odszukać się, odbudować i przeanalizować, zranienia zaopatrzyć w plastry (spokoju, powrotu do siebie, akceptacji własnej osoby a nawet warto się trochę porozpieszczać),
– ignorować wszelkie ich zachowania mające zmienić waszą decyzję,
– nigdy się NIE BAĆ. Ale uważać na siebie,
– nie przejmować się tym, jaką zrobi wam opinię, ani co komu powie. Z prostej przyczyny: kto o zdrowym rozsądku będzie tego słuchał? A jeśli nawet, nie chciejcie mieć takich znajomych,
– prowadzić dalej dziennik lub pamiętnik, to pomaga w zdystansowaniu się i przypomni wiele sytuacji,
– nie reagować emocjonalnie, aby nie dać się wciągnąć w kolejne gry,
– jeśli już musicie przebywać w towarzystwie takich osób, zminimalizujcie to jak się da, odpowiadajcie tylko na tematy związane z pracą, fachowo, krótko i chłodno, wprowadźcie dystans emocjonalny.
Piszę też wiele o psychopatii. Psychopatia to efekt końcowy, mieszanka wybuchowa wszystkich siedmiu wad z jedną najsilniejszą, wiodącą – nienawiścią. Psychologia tworzy profile i stara się jako nauka odpowiedzieć na pytania skąd bierze się w człowieku taka machineria? Odpowiedź jest prosta: z wychowania (narcystyczni, socjopatyczni rodzice, chłodny chów, lub odwrotnie, wychowanie aroganta z wysokim mniemaniem o postawie roszczeniowej) i własnych decyzji. Często obu naraz. To nic innego jak zniewolenia człowieka, który świadomie otworzył się na działanie zła w swoim życiu. Nie uchwycił w porę zagrożenia, systematycznie pracował nad własną degradacją poprzez negatywne wybory i zachowania. W wieku dojrzałym jest już wykształconym w pełni manipulantem, któremu nie w głowie zawracanie z tej drogi.
I na koniec jeszcze rada. Najlepszym rewanżem po toksycznych relacjach jest szczęśliwe i spokojne życie. Bez udowadniania czegokolwiek. Pokazanie, że bez manipulanta w końcu jesteście sobą, spełniacie się, osiągacie sukcesy. Dlaczego? Oni sami nigdy tego nie będą mieli, a jeśli nawet to tylko pozornie.
I takiego życia wszystkim życzę :)

Słownik
Manipulant – człowiek chytry, przebiegły, podstępnie kierujący sprawami innych, wykorzystujący okoliczności, manipulujący faktami.
Słownik wyrazów obcych PWN, Warszawa.
Manipulant – człowiek podstępny, przebiegły, sterujący działaniami innych ludzi, manipulujący faktami: Perfidny manipulant.
Manipulować – nieuczciwie wpływać na cudze poglądy, działania w celu osiągnięcia własnych korzyści.
Słownik współczesnego języka polskiego, Kraków 2000.
Psychopaci – niebezpieczne osobowości, drapieżnicy, mający na celu tylko wykorzystywanie innych. To ludzie, dla których moralność, przywiązanie, sumienie, etyka, nie istnieją – istnieją tylko ich prawa. Hipnotyzerzy słowni, agresywnie narcystyczni, o stereotypowych, prymitywnych poglądach. Cechuje ich powierzchowność, egocentryzm, patologiczne kłamstwo, brak empatii, impulsywność, narcyzm i zachowania antyspołeczne.
Afektacja – wyrażanie uczuć, wypowiadanie się w sposób przesadny, nienaturalny.
Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego.
Egzaltacja – przesada w okazywaniu uczuć i wyrażaniu myśli.
Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego.
Atencjusz – osoba zbytnio zabiegająca o uwagę, poważanie, uznanie, cześć, względy itd.
Akty prawne:
Dz.U.2018.0.1600 t.j. Ustawa z dnia 6 czerwca 1997r. Kodeks karny:
§ 1. Kto przez uporczywe nękanie innej osoby lub osoby jej najbliższej wzbudza u niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia lub istotnie narusza jej prywatność, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto, podszywając się pod inną osobę, wykorzystuje jej wizerunek lub inne jej dane osobowe w celu wyrządzenia jej szkody majątkowej lub osobistej.
§ 3. Jeżeli następstwem czynu określonego w § 1 lub 2 jest targnięcie się pokrzywdzonego na własne życie, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
§ 4. Ściganie przestępstwa określonego w § 1 lub 2 następuje na wniosek pokrzywdzonego.

Mobbing to:
• nękanie i zastraszanie – są to wszystkie działanie polegające na krytyce wyrażane krzykiem, ubliżaniem, darciem lub przekreślaniem dokumentów, grożenie zwolnieniem z pracy, wyznaczanie do pracy fizycznej, kiedy nie jest to w zakresie obowiązków pracownika.
• uporczywe i długotrwałe – przepisy nie wskazują, ile musi trwać nękanie i zastraszanie, aby można było je uznać za mobbing. Przyjmowano początkowo, trwać powinno 6 miesięcy, aby można było uznać je za długotrwałe. Jednak w każdej sytuacji należy indywidualnie rozpatrzyć kwestie długotrwałości i uporczywości działania mobbingowego.
• w celu poniżenia – działanie, aby zostało uznane za mobbing mus mieć na celu poniżenie, ośmieszenie lub izolowania pracownika.
• obniżenie oceny przydatności do pracy – to między innymi takie działanie, kiedy pracodawca oddelegowuje kierownika do pracy fizycznej lub na niższe stanowisko, gdzie będzie musiał wykonywać polecenia swoich dotychczasowych podwładnych62.
Art. 943 ustawy z dnia 26 czerwca 1974 r. – Kodeks pracy (t.j. Dz.U. z 1998 r. nr 21, poz. 94 z późn. zm.).

Dręczenie, nękanie:
Uporczywe nękanie oraz podszywanie się pod inną osobę są występkami (zagrożonymi karą pozbawienia wolności do lat 3), a ich ściganie następuje w trybie publicznoskargowym na wniosek pokrzywdzonego. Także typ kwalifikowany z art. 190a § 3 k.k. jest występkiem (zagrożonym karą pozbawienia wolności od roku do lat 10), jednak jego ściganie odbywa się w trybie publicznoskargowym z urzędu.
Treść art. 190a k.k. brzmi następująco: Karze pozbawienia wolności do lat 3 podlega ten, kto, przez uporczywe nękanie innej osoby lub osoby jej najbliższej wzbudza w niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia lub istotnie narusza jej prywatność. Tej samej karze podlega również ten, kto, wykorzystuje wizerunek lub inne dane osobowe osoby pod którą się podszywa, w celu wyrządzenia jej szkody majątkowej lub osobistej. Ustawodawca zastrzega jednak w §3 karę surowszą niż karę do 3 lat pozbawienia wolności w przypadku kiedy następstwem wyżej wymienionych czynów jest targnięcie się pokrzywdzonego na własne życie. Wówczas sprawca podlega karze od roku do 10 lat pozbawienia wolności.
Przestępstwo uporczywego nękania może być popełnione tylko umyślnie (dolus directus oraz dolus eventualis). Jak stanowi art. 190a§ 1 k.k. odpowiedzialności karnej podlega ten, kto przez uporczywe nękanie innej osoby lub osoby jej najbliższej wzbudza u niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia lub istotnie narusza jej prywatność. „Nękanie” jest to powtarzające się prześladowanie, które wyraża się w podejmowaniu różnych naprzykrzających się czynności. Celem tych czynności jest:
• udręczenie
• utrapienie
• dokuczenie
• lub niepokojenie pokrzywdzonego albo jego osoby najbliższej (art. 115 § 11 k.k.)
W jaki sposób może dojść do nękania pokrzywdzonego przez sprawcę? Zachowania mogą być zarówno legalne, w przypadku gdy ocenia się je pojedynczo, np. na wysyłanie listów (tradycyjnych lub elektronicznych) i esemesów, telefonowanie, nachodzenie w różnych miejscach, jak i nielegalne. Do tych drugich należy zaliczyć np. grożenie, włamywanie się do skrzynek na listy lub do mieszkania ofiary w celu pozostawienia wiadomości lub innych przedmiotów. Do czynności sprawczych mogą być też zaliczone: bezprawne postępowanie z rzeczą będącą własnością pokrzywdzonego oraz sytuacja, w której atakowana zostanie jego cześć lub dobre imię63.

Ujęty w art. 190a typ przestępstwa jest powszechnie nazywany stalkingiem (z ang. stalker – natręt, osoba śledząca, podkradająca się). Chodzi o częste sytuacje, w których dane zachowanie było odbierane jako wyjątkowo uciążliwe i uprzykrzające życie. Stalking definiuje się jako fizyczne lub wirtualne zbliżanie się do osoby prześladowanej, natrętne komunikowanie się z nią wbrew woli, formułowanie gróźb, składanie niepożądanych propozycji, deklaracji, często też nachodzenie rodziny i bliskich. Bardzo często elementy stalkingu stanowi także podglądanie, śledzenie, długotrwała obserwacja domu czy miejsca pracy. Nękanie rozumiane jest jako „ustawiczne dręczenie, trapienie, niepokojenie (czymś) kogo, dokuczanie komu, nie dawanie spokoju” (Uniwersalny słownik języka polskiego pod red.S.Dubisza, PWN 2003r.)64.
Do stalkingu dochodzi również wtedy, gdy pomimo braku uzasadnionego poczucia zagrożenia u pokrzywdzonego sprawca dopuszcza się „istotnego naruszenia prywatności”osoby nękanej. Ciężko jednoznacznie stwierdzić, która informacja na temat pokrzywdzonego jest tylko prywatna, a która w sposób istotny narusza jego prywatność. A. Sakowicz tak definiuje to zagadnienie: „Prywatność w pewnym sensie wyznacza granice miedzy życiem indywidualnym i społecznym człowieka.”[1] Z całą pewnością można przyjąć, że prywatność dotyczy ochrony naszych listów, tego co dzieje się w naszym domu, naszej rodziny. Jeżeli, sprawca wyjawia publicznie taką informację, którą nie chcieliśmy się dzielić z szerszym gronem osób, a narusza ona istotnie naszą prywatność to taka osoba popełnia przestępstwo opisane wyżej.
Drugi typ przestępstwa stalkingu, dotyczy sytuacji, w której sprawca podszywa się pod inną osobę. Jest to przestępstwo bardzo często występujące w obecnych czasach, w których „świat wirtualny” w Internecie jest niezwykle rozbudowany. Ten typ stalkingu dotyczy m.in. podszywania się pod inna osobę, wykorzystania jej wizerunku lub danych osobowych, wykorzystując portale społecznościowe, pocztę elektroniczną oraz wiadomości SMS. Oznacza to, że nikt nie może tworzyć kont na popularnych portalach, wykorzystując nasze imię i nazwisko oraz np. nasze zdjęcie65.

1. Wszystkie cytaty z Biblii za: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Biblia Tysiąclecia, Poznań 2010.
2. Manipulant: człowiek toksyczny, kierujący się wyłącznie własnymi korzyściami, inni ludzie są tylko narzędziem do ich osiągnięcia. Jego postępowanie to szereg metod, mających przynieść mu korzyść. Główną jest kłamstwo. Żyje i funkcjonuje w społeczeństwie kosztem innych. Dopełnienie definicji w Słowniku na końcu książki.
3. M. Friedrich: Moje dwie głowy. Wyd. Sowa, Warszawa 2014, s. 70.
4. Por. Shahida Arabi: 20 Diversion Tactics Highly Manipulative Narcissists, Sociopaths And Psychopaths Use To Silence You. Za: https://thoughtcatalog.com/shahida-arabi/2016/06/20-diversion-tactics-highly-manipulative-narcissists-sociopaths-and-psychopaths-use-to-silence-you/ (dostęp 18.10.2018).
5. Jak się wyrywa lachony, Kabaret moralnego niepokoju, https://www.youtube.com/watch?v=ynfgttJP-Bc (dostęp 10.09.2018).
6. S. Wyspiański: I ciągle widzę ich twarze, https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/wyspianski-i-ciagle-widze-ich-twarze.html (dostęp 3.04.2018).
7. Por. Shahida Arabi: 20 Diversion Tactics Highly Manipulative Narcissists, Sociopaths And Psychopaths Use To Silence You. Za: https://thoughtcatalog.com/shahida-arabi/2016/06/20-diversion-tactics-highly-manipulative-narcissists-sociopaths-and-psychopaths-use-to-silence-you/ (dostęp 18.10.2018).
8. Gaslighting – nie daj wmówić sobie, że coś z tobą nie tak, https://charaktery.eu/artykul/gaslighting-nie-daj-wmowic-sobie-ze-cos-z-toba-nie-tak (dostęp 7.10.2018).
9. Por. S. A. Sarkis: 11 warning signs of gas lighting, https://www.psychologytoday.com/intl/blog/here-there-and-everywhere/201701/11-warning-signs-gaslighting (dostęp 5.11.2018).
10. Maksym Wyznawca: Antologia życia duchowego. Wyd. Pallottinum, Poznań, s. 110.
11. Pustynia jest tu jak najbardziej adekwatnym słowem. Zwłaszcza w alegorii.
12. R. D. Hare: Psychopaci są wśród nas. Wyd. Znak, Kraków, s. 13.
13. Por. A. Wieczorek, B.M. Puk: Narcyzm – co to jest i skąd się wziął w psychiatrii? Za: https://psychiatria.mp.pl/zaburzenia_osobowosci/74485,osobowosc-narcystyczna (dostęp 18.10.2018).
14. Por. Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders – DSM-IV.
15. M. Friedrich: Moje dwie głowy…, s. 40.
16. Shahida Arabi: 20 Diversion Tactics Highly Manipulative Narcissists, Sociopaths And Psychopaths Use To Silence You. Za: https://thoughtcatalog.com/shahida-arabi/2016/06/20-diversion-tactics-highly-manipulative-narcissists-sociopaths-and-psychopaths-use-to-silence-you/ (dostęp 18.10.2018)
17. Maksym Wyznawca: Antologia…, s. 249.
18. R. D. Hare: Psychopaci…,s. 70.
19. Tamże, s. 68.
20. Tamże, s. 75.
21. Filozoficzne eseje: O miłości, http://www.fizykon.org/teksty_lit/filozoficzne_milosc.htm (dostęp 7.10.2018).
22. Św. Augustyn: Kazanie 19. Liturgia godzin, t. III, s. 372.
23. Św. Jan Klimak: Drabina raju. Wyd. Marek Drewiecki, Kraków 2011, s. 220.
24. Maksym Wyznawca: Antologia…, s. 171.
25. Por. K. Krocz: Zespół Otella: charakterystyka, objawy, leczenie, https://portal.abczdrowie.pl/zespol-otella (dostęp 15.11.2018).
26. Chciał się zemścić na byłej, https://pikio.pl/podpalenie-lebork/ (dostęp 18.10.2018).
27. Wyjaśnienie definicji: https://www.gotquestions.org/Polski/relatywizm-moralny.html (dostęp 30.10.2018).
28. M. Zawada OCD: Siedem pieczęci zła. Wyd. Karmelitów Bosych, Kraków 2010, s. 39.
29. Por. tamże, s. 40.
30. Tamże, s. 18.
31. Ks. Hi 5,3, Ps 14,1, Ps 49,11, Prz 11, 29.
32. Ks. Tomasz Jaklewicz: Pycha nasza powszednia, https://www.gosc.pl/doc/794171.Pycha-nasza-powszednia (dostęp 7.10.2018).
33. J. C. Larchet: Terapia chorób duchowych. Wyd. Bratczyk, Hajnówka 2016, s. 61.
34. F. Nietzsche: Wola mocy, https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/nietzsche-wola-mocy.html (dostęp 13.11.2018).
35. I. Krasicki: Bajki i przypowieści, https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/madry-i-glupi.html (dostęp 1.11.2018).
36. Sofokles: Król Edyp. Wyd. Greg, Kraków 2017, s. 40.
37. Św. Jan od Krzyża: Dzieła. Wyd. Karmelitów Bosych, Kraków 2010, s. 503.
38. Tamże, s. 504.
39. H. de Balzac: Eugenia Grandet, http://lubimyczytac.pl/cytat/37488 (dostęp 20.11.2018).
40. J. Petry-Mroczkowska: Siedem grzechów głównych dzisiaj. Wyd. M, Kraków 2014, s. 62.
41. Tamże, s. 65.
42. Por. tamże, s. 71.
43. Por. tamże, s. 74.
44. Seksafera w Hollywood. Sprawa Weinteina. Dokument filmowy emitowany 17.09.2018r., Polsat.
45. Nie piszę o wykorzystywaniu seksualnym dzieci, ponieważ jest to już kwestia związana z zachowaniami kryminalnymi. Podobnie jak gwałt.
46. Maksym Wyznawca: Antologia…, s. 218.
47. KKK 2539, http://www.archidiecezja.pl/include/user_file/kkk.pdf (dostęp 5.11.2018).
48. M. Zawada OCD: Siedem pieczęci zła…, s. 109.
49. Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego: https://sjp.pwn.pl/doroszewski/smakoszostwo;5498395.html (dostęp 16.12.2018).
50. J. Petry-Mroczkowska: Siedem grzechów głównych dzisiaj…,, s. 140.
51. Tamże, s. 139.
52. M. Zawada OCD: Siedem pieczęci zła…., s. 125.
53. Maksym Wyznawca: Antologia…, s. 142.
54. O. Cz. Front: Gniew – jeden z siedmiu grzechów głównych, http://werbisci.rybnik.pl/index.php/artykuly/rozwazania-niedzielne/262-gniew-jeden-z-siedmiu-grzechow-glownych (dostęp 30.10.2018).
55. D. R. Hawkins: Technika uwalniania, http://grazynabialopiotrowicz.pl/786/psychologia-gniewu (dostęp 20.11.2018).
56. Św. Jan Klimak: Drabina raju…, s. 181.
57. Tamże, s. 183.
58. Katechizm Kościoła Katolickiego 2302, http://www.archidiecezja.pl/include/user_file/kkk.pdf (dostęp 5.11.2018).
59. Św. Jan Klimak: Drabina raju…, s.181.
60. Zgodnie ze słowami z Księgi Rodzaju wypowiedzianymi przez Boga do Kaina: Dlaczego jesteś smutny i dlaczego twoja twarz jest ponura? Przecież, gdybyś postępował dobrze, miałbyś twarz pogodną; jeżeli zaś nie będziesz dobrze postępował, grzech leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować. Rdz 4, 6-7.
61. Acedia jest niemocą duszy, ociężałością umysłu, wątłością ascezy (…), cenieniem tego, co światowe, oszczercą Boga jakoby nielitościwego i wyzutego z miłości do ludzi, lenistwem, bezsilnością. Por. Św. Jan Klimak: Drabina raju…, s. 190. Acedia jest duchową depresją, stanem znużenia, wyczerpania, apatią, przygnębieniem i smutkiem. To także niezdolność koncentracji na jednym problemie, chaos życia spowodowany tchórzliwą ucieczką od siebie w sprawy i rzeczy zewnętrzne.
62. E. Ryś: Mobbing – znęcanie się i nękanie, https://www.infor.pl/prawo/praca/mobbing/82052,Mobbing-znecanie-sie-i-nekanie.html (dostęp 23.12.2018).
63. E. Ryś: Mobbing – znęcanie się i nękanie, https://www.infor.pl/prawo/praca/mobbing/82052,Mobbing-znecanie-sie-i-nekanie.html (dostęp 23.12.2018).
64. Por. Prawo karne: Przestępstwa często spotykane w praktyce. Stalking: http://karne.pl/stalking.html (dostęp 5.06.2019).
65. Iwo Klisz: Stalking – art.190a kk: http://sprawy-karne.biz.pl/stalking/ (dostęp 5.07.2019).

Dodaj komentarz