LOADING

Type to search

“Sfrustrowane pokolenie”

Andrzej Górny 16 września 2020
Share
  1. Ewangelia z dn.16.09.2020.

Łk 7, 31–35.

NIEODŁĄCZNOŚĆ CIERPIENIA

Pokolenie współczesne Jezusowi wcale tak bardzo nie różniło się od dzisiejszego…Ba! Ludzie mieli jakby łatwiej, gdyż brali udział(widzieli i słyszeli) w dziełach Chrystusa na tej ziemi. Byli świadkami i uczestnikami cudów(udrowień, przemian materialnych itp)…A jednak–większość z nich–nie uwierzyła w Mesjasza. “Mieli zatwardziałe serca”—powie ktoś. Tak, ale nie tylko.

Zasadniczą przyczyną niezagłębiania się w naukę Jezusa jest…obojętność i sceptyczność. Często spoglądamy na wydarzenia w świecie z niedowiarstwem i dystansem, bo to nas “nie dotyczy”. Codziennie widzimy i słyszymy w mediach informacje o różnych kataklizmach, tragediach i innych “sensacjach”. Tak już przyzwyczailiśmy się do tego wszystkiego, czym “karmią nas” publikatory, że przechodzimy obok tych “newsów” obojętnie—tym bardziej, że to nas nie dotyczy. Nawet obecność koronowirusa na całym świecie nie wstrząsnęła nami, choć na pewno utrudniła życie i spowodowała częściowe zamknięcie w domach. Przestaliśmy wierzyć nie tylko w cuda, ale i obecność Chrystusa w życiu każdego z nas. Niektórzy nie wierzą nawet w diabła, ale to akurat jest “paliwem dla jego ognia”…Człowiek postawił się w centrum Kościoła i wydaje mu się, że jest samowystarczalny.

Tymczasem Jezus nadal działa i dokonuje przemian w naszej duszy, a nawet w ciele(liczne nawrócenia i uzdrowienia). Sęk w tym, iż rzadko idziemy dalej–aby uczestniczyć w Jego zbawczym dziele. Zadowalamy się tym, co mamy–chociaż wiemy, że zarówno zdrowie, jak i rzeczy materialne–to wartości przemijające…Zbawiciel wymaga jednak od nas więcej. Pragnie, żebyśmy się stali Jego prawdziwymi uczniami i nieśli swój krzyż za Nim, naśladując Go. Chrystus nie pojawił się na tym świecie dla przyjemności—tylko, żeby odnaleźć “zagubione owce”, czyli tych którzy się źle mają. Naszą misją powinno być zaparcie się samego siebie i niesienie Dobrej Nowiny.

Jesteśmy wciąż zabiegani i zajęci samymi sobą i nie mamy czasu na sprawy duchowe, a nawet dla bliźnich…A Pan Jezus czeka i chce nas uszczęśliwić i to wiecznie. Czy możemy Mu odmówić? Możemy–ze wspomnianych wyżej powodów. Ale czy–na dłuższą metę–to się nam “opłaca”!? Przecież–prędzej czy później–w życiu każdego człowieka przychodzą ciemne dni i podupada fizycznie oraz psychicznie. Ale duch jest wiecznie żywy, choć czasem słabnie…Gdzie wtedy pójdziemy, gdzie udamy się na ostatnim etapie naszej ziemskiej pielgrzymki? Czy będziemy panikować i załamywać się z powodu kresu naszego ziemskiego życia, czy z ufnością będziemy wyczekiwać na spotkanie z Panem!?

Drażni nas, że wielu naszym braciom i siostrom lepiej się powodzi…Są młodzi, zdrowi i bogaci. Ubolewamy, że nam w życiu nie wyszło i obwiniamy cały świat, a nawet samego Boga za wszystko. A nasza droga jest często wyboista i kręta. Jednak czy ci “szczęśliwcy” niosą krzyż na spotkanie z Najwyższym, czy raczej “swastykę” na spotkanie z diabłem? Taka jest cena “szczęścia” na tej ziemi i taka jest nagroda dla tych, którzy służą aniołowi zła…

Oczywiście Bóg–w swoim miłosierdziu–nie chce, żebyśmy cierpieli i mieli ciężkie życie i nie nakłada na nas brzemion nie do uniesienia, tak jak to czynili faryzeusze. Pragnie On, żebyśmy byli szczęśliwi już tu na ziemi—jako Jego umiłowane dzieci. Jednak–również jako Dobry Ojciec–karci nas czasem i “wyprostowuje”, abyśmy byli godni współbiesiadowania z Nim w Chrystusie Jezusie przez Ducha Świętego+++

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Dodaj komentarz